Inne · 3 min czytania
Pocztówka z przeszłości
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
To było jakoś tak pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Pojechaliśmy wtedy do miasta I. My, to znaczy nasza ówczesna ekipa – ja, Żaba, Olo i brat Ola - Pelasia. Wybraliśmy – jakżeby inaczej - najtańszy hotel w mieście, z gatunku tych „jedna gwiazdka, cztery łzy”. Nazywano go „hotel wojskowy”, bo kiedyś była tam jakaś jednostka, koszary... zresztą diabli wiedzą co. Budynek w stylu wczesnego Gierka, ciemne ponure korytarze, wysokie sufity, skrzynkowe okna. Bodajże trzy piętra, może cztery, kto by tam pamiętał po tylu latach... Na ostatniej kondygnacji – coś w rodzaju umywalni. Puste pomieszczenie, za duże, żeby mogło chociażby przypominać swoim klimatem jakąkolwiek łazienkę. Dwa wysokie okna i z boku ta wanna. Przedpotopowa, stojąca przerażająco samotnie na swoich czterech pseudo-lwich łapach. Aż prosiła się o trupa w stanie lekkiego rozkładu. Zresztą cały budynek mógł z powodzeniem służyć za tło jakiegoś filmu grozy. Aha! Nie było korka, żeby zatykać odpływ w wannie, więc używaliśmy kawałka folii. Powiedzmy, że zdawał egzamin...
Hotel stał niedaleko rzeki. A było wtedy lato, dlatego owa rzeka stanowiła ważny dla nas element krajobrazu. Bynajmniej nie dlatego, że w niej pływaliśmy. Nie, służyła do bardziej prozaicznej i dużo prostszej w obsłudze czynności niż pływanie – mianowicie była miejscem, gdzie zwykliśmy pić piwo. Zagryzaliśmy je laskami kiełbasy „Złotopolskiej”, którą…