Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 7 min czytania

Pod kloszem sekund

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pierwsze szesnaście sekund

Jej świat. Jej własny senny koszmar. Jej niespełnione marzenia. Od pół roku była już tylko wspomnieniem dawnego człowieka. Świat... ona go po prostu znienawidziła. I już nie było powrotu. Pogrążyła się w ciemnośći, którą zobaczyła raz w życiu, a która nią zawładnęła całkowicie. Kiedyś pisała wiersze, uśmiechała się, była optymistką, słuchała najnowżych przebojów, nosiła krótkie spódniczki i rozpuszczone włosy. Kiedyś należała do tego świata i akceptowała wszystkie jego zasady, wszystkie reguły, nawet te bezsensowne. Wsłuchiwała się teraz w bicie swojego własnego serca. Leżała i patrzyła się w sufit. Myślała o Bogu. W sumie nie miała mu za złe, że dał jej takie życie. Zastanawiała się nad tym dlaczego dał ludziom wolną wolę, dlaczego nie mogą być po prostu dobrzy. Byłoby łatwiej. Lepiej. Prościej. Nudniej.

Kolejne osiem sekund

Powoli narastało w niej szaleństwo. Nie mogła już tutaj dłużej żyć. Leżeć na tym łóżku. Nie mogła. Nie akceptowała tego świata. Nienawidziła go. Miał do zaoferowania tylko zło. A ona go nie chciała. Nie. Nie kochała nikogo, nie przyjaźniła się z nikim, nikt by nie zauważył jej zniknięcia. Mętlik w jej głowie narastał. Był większy i większy. Była coraz bardziej przekonana o słuszności zejscia ze sceny.

Od dwudziestej czwartej do trzydziestej ósmej

Brzęk tłuczonego szła. Pewnie ojczym znowu się spił. Nie robił tego często, ale jak już się stało to słyszała to cała dzielnica. Pewnie teraz rzuca w mamę butelkami. Niedobrze. Słyszy ich wrzaski. Kiedyś powiedziała mamie, że ma się z nim nie męczyć dla niej. Że ona nie chce ojca. Matka ją tylko przytuliła. Od czasu śmierci jej ojca nie uśmiechnęła się ani razu. Codziennie ten sam wyraz smutku i bezradności gościł na jej twarzy. Szare dni kiedy zmywa naczynia w brudnym fartuchu. Z włosami upiętymi byle jak. Meble prawie się rozpadają, ale ona cały czas je myje i sprząta, wyciera kurze, i wmawia córce, że są jeszcze dobre. Od czasu do czasu jakaś pułapka na myszy. Czasami nawet pełna. Życie takiej pułapki jest łatwe. Nudne. Ale proste zarazem. Krzyki z dołu powoli narastały.

Następne czterdzieści trzy sekundy

Wstała. Jednak zbyt gwałtownie, zakręciło jej się w głowie i zrobiło czarno przed oczyma. Lubiła ten moment gdy tak naprawdę nie wiedziała gdzie jest, wszystko było za zasłoną czerni, wszystko się kręciło a zarazem pozostawało na swoim miejscu. Wszystko było względne. Stała na jakimś starym dywaniku. Na środku pokoju. Jedynego pomieszczenia gdzie meble jeszcze się trzymały. Najazd kamery na jej osobę, tak sprytny jakby on stała a wszystko wokoło się kręciło. Tak... już to widziała. Ona, biedna dziewczyna z trzeciego świata. Ona, wyrzutek tego społeczeństwa. Już widziała jak obiektyw przybliża się do jej twarzy, coraz bardziej i bardziej, aby wreszcie znaleźć się tuż przy jej oku, jeszcze bliżej... teraz na ekranie telewizyjnym widziano by z bliska jej tęczówke i źrenicę, teraz już tylko źrenicę. Krzyki stawały się coraz głośniejsze. Kolejne butelka wylądowała na ścianie. A może to był wazonik, który dała mamie gdy miała zaledwie 10 lat?

Dwadzieścia osiem sekund

Kobieta uchyliła się przed następnym przedmiotem przeszywającym powietrze. Udało się i tym razem. Faceta, którego teraz raczej postrzegała jako oślinione i wściekłe zwierzę niż jako człowieka, poznała właściwie przypadkiem. Pomógł jej pozbierać zakupy gdy torba się rozerwała. To

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pod kloszem sekund — czytnik · opowiadania