Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 15 min czytania

Podróż

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kolejny pet zgaszony podeszwą mojego buta skończył swój marny żywot, skracając w jakiś sposób jednocześnie mój. Do odjazdu pociągu zostało jeszcze kilka minut, więc żwawym krokiem ruszyłem w kierunku peronu. Byłem zaskoczony, jak wielu ludzi podróżuje o dziewiątej rano w piątek. Wszak był to zwykły dzień roboczy, a i pogoda nie nastrajała do wycieczek poza miasto. Był początek października, ale odczuwałem chłód mimo kilku warstw ubrania. Wsiadłem do pociągu i po dłuższym spacerze wzdłuż kolejnych przedziałów, nie znalazłszy żadnego pustego, zrezygnowany, otworzyłem drzwi do ostatniego przedziału drugiej klasy. Siedziała w nim jakaś zaczytana pięćdziesięciolatka. - Przepraszam, czy wolne? - Zapytałem. - Tak. - Odparła i wróciła do lektury, choć dziwny uśmieszek, jaki zagościł na jej twarzy nie uszedł mojej uwadze. Rozsiadłem się wygodnie i rozłożyłem Przegląd Sportowy. Nim zdążyłem dokończyć pierwszy artykuł pociąg ruszył. Aż do pierwszego postoju w Zgierzu nic nie zmąciło mojej skrupulatnej analizy najbliższej kolejki ligowej. W podłódzkiej miejscowości dosiadły się do nas kolejne dwie osoby. Pierwszą był jakiś chłopak, młodszy ode mnie o kilka lat - posiadacz gustownego kolczyka w uchu, elegancko wyżelowanej fryzury i wyglądu, który jednoznacznie nakazywał mi zaszufladkować go, jako kogoś z kim nie miałbym ochoty nawiązywać dialogu. Drugą osobą była kobieta na oko mniej więcej czterdziestopięcioletnia. Bardzo zadbana, a zapach jaki wokół siebie rozsiewała mile łechtał receptory w moich nozdrzach. Po krótkiej lustracji wróciłem do lektury, znacznie ciekawszej, niż obserwacja współpasażerów. Pociąg znów ruszył, a panującą w przedziale ciszę przerwała kontrola biletów. Pogrzebałem chwilę w kieszeni kurtki i wyciągnąłem wart blisko sześćdziesiąt złotych kawałek papieru. Konduktor ostemplował go z dużą wprawą i spytał: - Wiecie państwo, że będziemy mieli objazd przez Łowicz? - A co się stało? - Spytała nowa pasażerka. - Mamy remont torów. - A jakie będziemy mieli opóźnienie? Bo ja mam w Kutnie przesiadkę na pociąg do Berlina! - Powinniśmy być w Kutnie o czasie... Pracownik PKP opuścił przedział i zostawił nas nieco skonsternowanych. - Wiecie państwo, że jak w Niemczech pociąg się spóźnia, to kolej oddaje pasażerom pieniądze za bilety? - Próbowała zagaić rozmowę kobieta. - Naprawdę? - Zdziwił się chłopak, wyraźnie skory do podjęcia dyskusji. - Tak, a w Polsce nikt się z nikim nie liczy. Mam duże szczęście, że pojawiam się tu jedynie okazjonalnie. - Mieszka tam pani? - Najwyraźniej oboje chcieli pogadać. - Za Frankfutem nad Menem, w niewielkiej miejscowości. Powiem panu, że dopiero tam uświadomiłam sobie, czym jest godne życie. Mój mąż dobrze zarabia, więc nawet nie muszę pracować. Zajmuję się domem i jestem bardzo szczęśliwą osobą. Już się nie martwię, jak przeżyć do pierwszego. - No to pani zazdroszczę. Byłem w ubiegłe wakacje u znajomych w Londynie. Znaleźli mi pracę i przez miesiąc zarobiłem sobie tyle, że ten rok mam znacznie spokojniejszy, niż zwykle. - Mój młodszy syn studiuje w Warszawie i w wakacje był u mnie. - Kontynuowała kobieta, znacznie utrudniając mi percepcję słowa pisanego. - Młodszy - gimnazjalista, zresztą też. Starszy troszkę pracował w restauracji i był bardzo zadowolony, że przez ten okres zarobił tak dużo, że w Polsce nie osiągnąłby takiej kwoty przez rok. - Tak... - Wtrąciłem, całkiem rezygnując z lektury. - Życie w Polsce stało się nie do zniesienia. Wszyscy łudzili się, że po osiemdziesiątym dziewiątym będzie nam coraz lepiej, a jest coraz gorzej... - Gdybym nie wspierała moich rodziców, to ze swoich emerytur praktycznie nie mieliby żadnych wolnych środków po opłaceniu świadczeń. Życie jest tu droższe niż w Niemczech, a pensje tragicznie niskie... Dyskusja rozgorzała na całego i nawet ja dałem się ponieść defetystycznemu nastrojowi współrozmówców. Psioczyłem na rząd, na nasze społeczeństwo. Oberwał zarówno Kościół, jak i system szkolnictwa. Doszło nawet do tego, że poczułem jakąś jedność z Krzyśkiem, który wbrew wyglądowi był całkiem inteligentnym chłopakiem. W pewnym momencie, wciąż jak dotąd zaczytana kobieta, z którą jechałem od startu w Łodzi postanowiła również zabrać głos. - Przepraszam, że się wtrącam, ale ton waszych wypowiedzi jest przerażający. Słuchając was można pomyśleć, że świat składa się jedynie z ludzi goniących za pieniądzem, a szczęście jest uzależnione wyłącznie od grubości portfela. Przecież to żałosne... Ta wypowiedź trochę mnie zaskoczyła. Zanim zdążyłem coś odpowiedzieć wyręczyła mnie Niemka. - A pani jest szczęśliwa? - Jestem i to bardzo. - Odparła kobieta. Dopiero teraz przyjrzałem się jej uważniej. Była ubrany w schludny, choć z pewnością nie nowy płaszcz. Nosiła tanie okulary z tworzywa, a na jej twarzy nie można było znaleźć odrobiny tej zaciętości, jak malowała się na obliczu reszty pasażerów. - I może będzie mi pani wmawiać, że jest biedna? - Kontynuowała atak Niemka.. - Nie, mój mąż ma dość dobrze prosperującą firmę i na brak pieniędzy nie narzekam. Byłam wiele razy za granicą i nie widziałam tam nic szczególnego. Nic, co wyróżniałoby tamte miejsca od Polski. Na zachodzie, żeby coś osiągnąć trzeba równie ciężko pracować, jak tu. - No tak, ale ciężko pracując tu, nie ma się prawie nic. - Odparłem. - Skoro ma pani pieniądze, to niech pani bzdur nie gada o szczęściu, bo nie wie pani co to bieda. - Wsparł mnie Krzyś. - I wy wszyscy naprawdę sądzicie, że pieniądze dadzą wam szczęście? "Pieniądze to nie wszystko", jak mówił tytuł komedii Machulskiego. Jednak zanim wypaliłem z pełnym cytatem hasła, jakie namalowano na budynku w tym filmie, ugryzłem się w język. Moja wypowiedź wzbudziłaby konsternację i pewnie rozładowałaby atmosferę, a ja dalej chciałem być świadkiem kruszenia kopii. - Nie da się bez nich zrealizować marzeń. - Stwierdziłem tylko, zgodnie z prawdą. - Więc powinien mieć pan tylko takie marzenia, które dadzą się urzeczywistnić bez pieniędzy. - Odparła kobieta. - Pani ma tylko takie? - Spytała Niemka. - Tak i udało mi się je zrealizować. Reszta jest całkiem nieistotna. - No to jest pani mało ambitną osobą. - Wyrwało mi się. - Żeby wyrwać laskę, trzeba być dzianym. Zaproś taką do pubu, to już majątek się traci. - Widać nie tylko mnie udzieliła się ekscytacja, bo w Krzysiu obudził się prawdziwy żeliś. - Pani jest chora. - Stwierdziła Niemka podnosząc się z miejsca. - Na szczęście nie będę musiała tego słuchać, zaraz wysiadam. Kobieta ubrała się. - Do widzenia panom. Pani również. - To drugie pożegnanie zabrzmiało mocno ironicznie. - Bóg się pomylił, ofiarowując wam dar życia. - Stwierdził nasz adwersarz. - Pani nie jest chora, pani jest po prostu głupia. - Z tymi słowy Niemka opuściła przedział. Zostaliśmy we troje. - Myśli pan, że miłość bazuje na pieniądzach? - Wciąż spokojnym głosem kobieta zwróciła się do Krzyśka. - Kobieto... Jaka miłość? Słyszałem kiedyś takie wypasione zdanie... Jak to szło?... Na dźwięk słowa "wypasione" aż mną zatrzęsło. Mam na nie awersję. - Acha! - Przypomniał sobie Krzych. - "Miłość uzależnia od kobiety, małżeństwo jest odwykiem. Bezpieczny seks, to seks przygodny". Na co komu miłość, w życiu liczą się przyjemności. udane życie to takie, w którym jest przynajmniej dwukrotnie więcej przyjemności, niż bagna. - Pan też tak uważa? - Zwróciła się do mnie. - Hmmm... Uważam, że miłość jest potrzebna, ale nie można być szczęśliwym bez grosza przy duszy. - Zresztą miłość to bzdura. - Skwitował Krzyś. - Nie znam…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Podróż — czytnik · opowiadania