fantastyka · 17 min czytania
Podróż bez słońca - Rozdział 10
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział 10 PODRÓŻ PO CZARNYM MORZU
Czarne Morze nie należało do najbezpieczniejszych wodnych zbiorników Podmroku. Nieobeznani w czyhających w jego toni niebezpieczeństwach mogli łatwo pożegnać się z życiem, na dobre nie odpłynąwszy od brzegu. Czarne wody największego podmrocznego zbiornika słusznie okrywały się ponurą sławą, wciąż czymś zaskakując. Najładniejszym również nie było. Zresztą w ogóle trudno tu cokolwiek powiedzieć o jego wyglądzie czy urodzie, skoro dwadzieścia cztery godziny na dobę zalegały nad nim ciemności. Południowo - wschodnia część Czarnego Morza, wedle informacji zaczerpniętych u Raphaela, stanowiła niedostępne klify będące siedzibą najmroczniejszych, wodnych stworzeń, jakie można było spotkać w Podmroku. Północne wybrzeża, dla odmiany, porastały bladozielone rośliny, które powierzchniowcy, od biedy, mogliby nazwać drzewami. Drzewami bez liści, bowiem te zielonkawe, czasem szarawe formacje roślinne przypominały wyschnięte konary, wewnątrz puste i spróchniałe. Z martwych konarów zwieszały się blade, zielonkawe porosty, na których widok Dani cierpła skóra. Dosyć dobrze znała to miejsce. Tędy właśnie prowadził jeden ze szlaków na powierzchnię, z którego najczęściej korzystali przemytnicy z Powierzchni. Panna Paradise również. Nie było to miłe miejsce. I właśnie w tym kierunku zmierzali. Kilkaset metrów od brzegu Raphael, prowadzący motożagiel, wyłączył reflektory i drużyna na chwilę pogrążyła się w złowrogich ciemnościach. Przez taflę wody niósł się tylko świst motoru poruszającego pojazdem, którego chwilę później Raphael też wyłączył. Nastała ponura cisza. Czarne Morze znane było z tego, że znajdowało się na nim pełno ukrytych, podwodnych raf i zdradliwych skalnych wysepek, na których lądował każdy niedoświadczony i zbyt pewny siebie drowi marynarz. Nawet najcichsze dźwięki niosły się echem daleko po tafli czarnych wód, odbijały od skalnej kopuły oddzielającej morze od Powierzchni, której i tak nigdy nie można było dojrzeć z poziomu wody, i mogły obudzić wiele niebezpiecznych stworzeń ukrytych w głębinie. Drizzt włączył lampę z przodu motożagla, której mdły blask tworzył na czarnej wodzie posępne, zielonkawe refleksy i zabarwił żagiel pojazdu na nieco paskudny, szarawy kolor. Wszystkie motożagle przypominały kształtem motorówki, z tą tylko różnicą, że urządzenia wprawiające w ruch pojazdy, wdmuchiwały mocny strumień powietrza na żagiel rozpostarty tuż nad przednią częścią motożagla. Dlatego też dziób pojazdu, wraz z miejscem przeznaczonym dla pilota, był nieco wyżej usytuowany niż reszta motożagla. Raphael chwycił przewieszoną przez fotel pilota lornetkę i popatrzył przez nią. Carys spojrzała wymownie na Xiitane i wskazała na pilota motożagla, lecz ta tylko mruknęła: -Jak ma dobry wzrok... W końcu nie od dziś wiadomo, że drowy jako mieszkańcy Podmroku, świetnie widzieli w ciemnościach. Raphael gestem nakazał ciszę i przez chwilę nasłuchiwał. Reszta podróżników spokojnie siedziała na swoich miejscach na pokładzie, i czekała na dalsze decyzje co do ich celu podróży. Milo, który wreszcie odzyskał przytomność, wychylił łebek z kaptura swej pani i rozejrzał się dookoła. Stwierdziwszy, że nadal znajduje się tam, gdzie jemu się nie podoba, schował się w ulubionej kryjówce, mamrocząc coś pod nosem. -Na morzu cicho. Pogoń jeszcze nie ruszyła - obwieścił Raphael i dodał po chwili, ze złośliwym uśmieszkiem: - Zanim rozładują dynamit z pozostałych motożagli, my będziemy daleko. Może w końcu przestaną odkładać robotę na później... -Chciałbyś, żeby wyciągnęli takie wnioski? - przerwał mu Drizzt, siedzący obok niego w fotelu pilota-zmiennika. -Masz rację. To ograniczyłoby "sprytnym" uciekinierom pewne możliwości - drow pokiwał głową z aprobatą. -A tego przecież nie chcemy, prawda? - Drizzt uśmiechnął się i odwróciwszy w fotelu, spojrzał na towarzyszy, którzy z dosyć niepewnymi minami siedzieli z tyłu motożagla. Raczej nie odetchnęli z ulgą, na wieść o tym, że pościg jeszcze nie ruszył. To działało na ich korzyść i dawało pewną przewagę, lecz wiedzieli, że Morton nie da za wygraną i nie pozwoli, by jacyś Powierzchniowcy swoją ucieczką skompromitowali go w oczach przełożonego. Dani kurczowo ściskała wypełnioną dynamitem torbę, zważywszy jednak na potężny ładunek tego wybuchowego materiału, leżący w skrzyniach za jej plecami, nie było to chyba konieczne. Siedzący obok niej Anaron uważnie śledził każdy ruch panny Paradise, a wiedząc, do czego jest zdolna, tym bardziej łypał na nią oczyma. W rękach Dani dynamit był naprawdę bardzo wybuchową i nieprzewidywalną bronią. -Raphaelu, jak daleko jeszcze? - zapytała w końcu Xiitane, przysuwając się do fotela pilota. -Wędrowiec lubi ciche i mało tłoczne miejsca, więc, jakżeby inaczej, wybrał najdalej położoną na północ zatokę Czarnego Morza. To minimum pięć godzin drogi z Menzoberranzan - wyjaśnił Raphael, wyjmując spod fotela pomiętą mapę i wskazując drogę. Xiitane zmarszczyła brwi, a Arew tylko złapał się łapkami za głowę. -Pięć godzin mordęgi w tej pływającej, bzyczącej beczce! - zamiauczał żałosnie, a Milo mu przykraknął: -Tym razem, nielocie, jesteśmy w tak samo paskudnej sytuacji - obwieścił. Raphael włączył silnik i na najniższym biegu ruszył dalej. -A niech to... - syknął Requel. Drizzt położył palec na ustach. -Ciszej, mój siostrzeńcu. W tych wodach mieszka wiele niebezpiecznych i niezidentyfikowanych potworków, które bardzo nie lubią hałasu - upomniał. -O tak! A motożagiel to bardzo cichy sprzęt pływający - westchnął blondyn, kręcąc głową. I chyba w złą godzinę, bo w tym właśnie momencie w smudze mdłego, zielonkawego światła pojawiła się długa szyja jakiegoś gada, który właśnie wynurzał się z czarnej toni. Towarzystwo zgodnie wrzasnęło, a motożagiel przejechał po szyi gada, niezorientowanego w sytuacji i dalej żującego jakieś brązowawe kłącza unoszące się na powierzchni wody. Motożagiel szybko ominął niebezpieczne stworzenie. Raphael odetchnął z ulgą, zmienił kurs pojazdu... i wjechał na kolejnego gada. -A niech was szlak!... - wrzasnął pilot. - Właśnie teraz musicie robić przerwę na lunch?! Motożagiel ześlizgnął się z bladobrązowej szyi gada, dzwoniąc o wystające zeń kręgi szyjne i wystrzeliwszy jak z procy, chwilę poszybował w powietrzu. Uderzył w taflę wody, która całkowicie zalała pokład. Xiitane z obrzydzeniem popatrzyła na sukienkę wybrudzoną brązowawymi, gnijącymi kłączami, które z taką lubością żuły gady. -Niech ktoś ze mnie to zdejmie! - stęknęła, zatykając nos. Reszta miała nie lepsze miny. -Paskudna dieta! - stwierdził z niesmakiem Beld. Coś uderzyło w dno pojazdu i ten przez chwilę chybotał się niebezpiecznie na boki. Raphael czym prędzej docisnął gaz do dechy, by jak najszybciej pozbyć się towarzystwa nieproszonych gadów, które mogłoby skończyć się szybkim zatopieniem motożagla. Pojazdem szarpnęło na boki. Usłyszeli narastający huk. Ostry nurt niósł ich w kierunku... podziemnego wodospadu. Raphael ponownie zapuścił motor. Urządzenie tylko zakasłało i stanęło. -A niech to! Czyjeś śniadanie wkręciło się w śrubę! - krzyknął, próbując odpalić motor. -I co teraz? - Dani spojrzała z przestrachem na pilota. -Lepiej się czegoś złapmy, bo będzie jazda! - wykrzyknął Drizzt, uczepiwszy się burty. Huk spadającej wody potężniał w uszach przyprawiając naszych przyjaciół o dreszcze. Anaron kurczowo uczepił się ramienia eks narzeczonej i wyszczerzył zęby, kiedy Xii spojrzała na niego wściekle. -Spokojnie, kotku, jestem przy tobie! - wymamrotał z udawaną wesołością. Xiitane nie zdążyła z ripostą, gdyż w tej właśnie chwili motożagiel przechylił się ponad krawędź wodospadu, który z potwornym hukiem nikł w czarnej otchłani. Raphael pokręcił sterem, by skierować swoją łódź w bezpieczniejszy tor lotu. Zaczęli spadać, przy akompaniamencie wrzasku Belda i Aniego, od którego reszcie o mało nie popękały bębenki. Motożagiel bokiem uderzył o pierwszy próg wodospadu i ferajna o mało nie wylądowała za burtą, gdy ich środkiem transportu szarpnął nurt wodospadu. Metalowe szyny spajające deski pokładu zajęczały ostrzegająco. Chwilę kręcili się w kółko, mając żołądki w gardle, lecz spadająca woda porwała pojazd dalej. Raphael mocniej chwycił ster, odwrócił motożagiel bokiem do wodospadu i mocniej związał linę przytrzymującą żagiel, by zwiększyć opór powietrza. Uderzyli w kolejny próg i zjechali po stercie poskręcanego żelastwa i połamanych desek. Motożagiel obracał