Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 12 min czytania

Podróż bez słońca - Rozdział 13

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział 13 Niespodziewany gość

Już ponad miesiąc minął, odkąd Xiitane, Carys i ich przyjaciele wyruszyli w drogę. Państwo Vogelowie początkowo okazywali obawy o zdrowie swej córki, lecz przekonani przez hrabiego Caleba, iż Carys lubi pełną swobodę i nieliniowość działań i dlatego nie przesyła żadnych wieści, nieco uspokoili się i zaczęli zaprzątać głowę własnymi problemami. Co do zapewnienia Dre o tym, że jej brat, Drizzt Do'Urden, nie pozwoli skrzywdzić Xiitane, mieli pewne wątpliwości. W końcu to był drow, nieprawdaż? A drowy potrafią zaskakiwać. Xantipe zaczynała też powoli snuć plany powrotu do Illaivlen, od tak dawna pozbawionego opieki swej księżycowej władczyni. Pozostawało pytanie, czy Illaivleńczycy są przygotowani na jej powrót. A co, jeżeli w mieście zapanował uzurpator, tak jak miało to miejsce za czasów Xylosii, jej matki? Myśl ta nie dawała jej spokoju i za namową męża rozsyłała w okolice poddanych sobie zwiadowców, którzy mieli zorientować się w sytuacji. Dodatkowo intrygowała ją postać zagadkowej Melusy, dążącej do przejęcia władzy Xantipe. Srebrnowłosa elfka nie wątpiła, że to na jej polecenie została wraz z mężem uwięziona przez Orła, chciała jednak za wszelką cenę poznać przeciwniczkę , niewątpliwie bardzo groźną, jeżeli Melusa rzeczywiście była w posiadaniu drugiej połowy księżycowego talizmanu… i bardzo głupią, jeżeli odważyła się na ten czyn. Wieści, które tego dnia dotarły do posiadłości hrabiego Velmondo, skłoniły Vogelów do powzięcia decyzji o natychmiastowym powrocie. Illaivlen potrzebowało swej pani… *** Marew Bigbit od wielu już dni podróżował na północ, szukając domu swej przyjaciółki Carys. Zaraz po tym, jak otrzymał pieniądze od Nathaniela, wyruszył na południowy zachód z zamiarem popłynięcia do swego rodzinnego domu. Po wielu, wielu latach, podczas których nie dawał żadnych oznak życia, w końcu postanowił przypomnieć o sobie bliskim, chociaż miał pewne obawy, co do tego pomysłu. Wiedział, po trochu zasięgając języka u Kesera, znajomego mu żeglarza, z którym jeszcze do niedawna utrzymywał znajomość, że jego ucieczkę rodzina potraktowała dosyć jednoznacznie, a Manty Bigbit, ojciec Marewa, ostatecznie wydziedziczył syna. Ale młody Bigbit miał swoje powody. Wtedy miał... Ale się rozczarował. Kobieta, którą wtedy kochał, pojęła innego za męża. Porażka... Marewowi nie pozostawało więc nic innego, jak tylko błąkać się po Krainach mając nadzieję, że w końcu znajdzie swoje miejsce. Gdy w końcu zarobił większe pieniądze, chociaż trudno tu powiedzieć, by sposób, w jaki wszedł w ich posiadanie, był w stu procentach uczciwy, postanowił wrócić. Początkowo Marew myślał, by zainwestować w szkołę dla skrzypaczy (oczywiście to pan Bigbit byłby jej "głównodowodzącym"), lecz dosyć nieszczęśliwie uświadomił sobie, że kompletnie się do tego nie nadaje. W porcie w Travis natomiast poinformowano go, że żaden ze statków nie może wyruszyć na morze. Zarządzeniem nowego pana w okręgu nadmorskim wstrzymano wszelkie wyjazdy aż do czasu zakończenia deszczowej pory, w ostatnich okresach dosyć zgubnej dla przebywających na wodach statków, i Marew, nie wiedząc, co z sobą począć, a przypomniawszy sobie złożoną jakiś czas temu obietnicę pewnej na pół drowiej damie, postanowił odszukać przyjaciół, którzy już wcześniej podali mu pomocną dłoń. I tak, wędrując i pytając po miastach, dotarł w końcu w pobliże Is, a upewniwszy się, że to tutaj zamieszkuje panna Velmondo, ruszył do dworu. Nieco zbiła go z tropu wieść o tym, że pan Velmondo jest dosyć wpływowym w okolicy hrabią i może go po prostu kazać wygnać ze swego domu za zbytnie naruszanie prywatności. Posiadłość Velmondów była prawdziwym pałacem. Skrzypek jeszcze nigdy nie bywał w tak ogromnych domach. Marew, idąc obsadzaną cisami i jesionami aleją, układał w myślach przemówienia, jakie skieruje do hrabiego. Lecz na widok pierwszej napotkanej we dworze osoby o mało nie zemdlał. Kolma, bo to właśnie była ona, z groźnym grymasem na twarzy zmierzyła intruza od stóp do głowy i rzuciła pytanie o powód wizyty. -Chciałbym zobaczyć się z panną... - zaczął nieśmiało Marew, nerwowo mnąc w dłoniach skraj podróżnego płaszcza. -Carys wyjechała i nie wiem, kiedy na powrót zawita we dworze - obwieściła Kolma, mrużąc oczy i nieco wściekle patrząc na ubłocone buty Marewa, które już zdążyły odcisnąć kilka śladów na świeżo przez służącą wypastowanej podłodze. Marew dopiero po pół minucie zorientował się, o co Kolmie chodzi... i na jego nieszczęście, stanął na dywanie. -A hrabia? - zapytał jeszcze ciszej, nieco przerażony tym, że Kolma zaczyna podkasywać rękawy z wyraźnym zamiarem wyrzucenia natręta na cztery litery. -Zajęty – służąca odparła z wyraźną groźbą w głosie, by Marew w końcu umilkł i usunął się z jej wypastowanego terytorium - lecz wątpię, czy zechciałby się widzieć z panem... jak nazwisko? -Bigbit. Marew Bigbit - skrzypek skłonił się nisko. -Aa... wędrowny grajek? - Kolma spojrzała na futerał przewieszony przez ramię Marewa dosyć jasno określający "profesję" przybysza. -Gram na skrzypcach - Marew uśmiechnął się nieznacznie. Najwyraźniej jego sława już dotarła do posiadłości Velmondów, co trochę go zmartwiło. - Mogę zademonstrować - zaproponował. Kolma szybko klasnęła w dłonie i kazała dwóm ochroniarzom, którzy nagle pojawili się znikąd, wyrzucić grajka, zanim ten narobi we dworze szkód. Z opowieści Carys i Xiitane wiedziała już, kto odwiedził progi tego domu. Lecz w tym właśnie momencie u szczytu schodów stanęła Deirdre. Marewowi na jej widok opadła kopara. Drowia dama już na wstępie onieśmielała wszystkich bijącym w jej postawie majestatem i władczością, jakie zresztą nie były obce żadnemu drowowi. Wymyślna suknia, prawie w całości składająca się z różowych koronek, trochę zbyt skąpa jak na szlacheckie kanony, tworzyła długą rysę na wizerunku „władczyni”, bardziej upodabniając ją do panien

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Podróż bez słońca - Rozdział 13 — czytnik · opowiadania