dla-dzieci · 16 min czytania
Podróż bez słońca - Rozdział 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział 2 POWRÓT ANARONA
Kolacja trwała do późna i gdy goście w końcu udali się na spoczynek, na niebie panował majestatyczny księżyc. Noc upłynęła spokojnie, jednakże gdy pierwsze promienie słońca oświetliły horyzont, w posiadłości Velmondów rozległ się gromki okrzyk Kolmy: -Pobudka śpiochy!! - któremu towarzyszyło głośne dzwonienie. -Cisza! Ludzie chcą spać! - wymamrotał zaspany Nathaniel i szczelnie okrył się kołdrą. Stojąca nad nim Kolma przybrała groźną minę. -Co za niezdyscyplinowany młodzian - westchnęła. - Przydałoby ci się parę lekcji... -Jest dopiero szósta... - mruknął zaspany Nathaniel, zerkając na zegarek. - A ja mam w zwyczaju wstawać o dziesiątej... -Co?! - Kolmie oczy o mało nie wyszły z orbit. -Proszę mi nastawić budzik - dodał mężczyzna i przewróciwszy się na drugi bok, zaczął pochrapywać. -To karygodne! - Kolma, nie namyślając się wiele, kopnęła w nogę łóżka, które natychmiastowo się rozpadło, a Nathaniel wylądował na podłodze. -Czy do pani nie dociera, że chce mi się spać?! - wrzasnął wściekle, podnosząc się z podłogi i zbierając pościel. -A do pana nie dociera, że właśnie ogłaszam pobudkę?! - odparowała Kolma, opierając ręce na biodrach i zerkając z ukosa na poczynania pana Moreya, który właśnie próbował poskładać swoje łóżko. -Pani jest po prostu nadgorliwa - dodał mężczyzna, widząc, że służąca nie ma zamiaru się ruszyć. -Ogłosiłam pobudkę! - krzyknęła Kolma, i zaczęła jeszcze głośniej dzwonić dzwonkiem, widząc, że Nathaniel na powrót owija się kołdrą. Mężczyzna nie wytrzymał i dobywszy buta, rzucił nim w służącą. -Proszę zamknąć drzwi z drugiej strony! - krzyknął. -Ignorant! - prychnęła Kolma, i wyszła na korytarz, głośno trzaskając przy tym drzwiami. Chwilkę potupała nogą, medytując nad dziwnym przypadkiem nieuleczalnego w jej mniemaniu śpiocha, po czym, z głośnym westchnięciem, uchyliła drzwi pokoju kolejnych gości, i dzwoniąc dzwoneczkiem obwieściła pobudkę. Owinięty kołdrą Lacandros łypnął okiem na służącą i schował głowę pod poduszkę. Leżąca obok niego małżonka wypowiedziała jakieś zaklęcie i trzymany przez Kolmę dzwoneczek efektownie wybuchł. Drowka na chwilę oniemiała, dokładnie oglądając to, co pozostało z "narzędzia porannych tortur", lecz ta sztuczka nie wystarczyła, aby i ją równie efektownie uciszyć. -Wy też zgłaszacie sprzeciw?! - ryknęła. -Może pani z łaski swojej wyjść?... - mruknął Lacandros spod poduszki. -To już zakrawa na jawny bunt! - Kolma potupała nogą. Xantipe wypowiedziała kolejne zaklęcie i służącą wymiotło z pokoju. Drzwi zamknęły się z trzaskiem. -Teraz już wiem, czemu tak bardzo nie lubię drowów - stęknął Lacandros, zerkając na żonę. - Nachalne stworzenia! Siedząca pod ścianą Kolma powoli dochodziła do siebie po skutkach ostatniego zaklęcia, jakie rzuciła na nią Xantipe, gdy dostrzegła idącą ku niej panią Dre w pięknie haftowanej nocnej koszuli. -Kolmuś, co się stało? - zapytała drowka, zdejmując z włosów służącej resztki doniczki i jakiejś roślinki, która miała tego pecha, ze znalazła się na torze lotu Kolmy. -Chyba będę musiała poważnie pogadać z hrabią Calebem co do pewnych punktów regulaminu - syknęła poturbowana drowka, rozcierając czubek głowy. - Te śpiochy rozwaliły mi dzwonek! -Kolmuś, zrozum... Nasi goście mają za sobą daleką podróż i są zmęczeni. Daj im się wyspać - westchnęła Deirdre. - Szczerze mówiąc, gdyby nie oni, to pewnie ja sama własnoręcznie rozwaliłabym ci ten dzwonek - dodała i ziewnęła. -Co? I ty, pani, przeciwko mnie?! O, pan Zaknefain na pewno byłby zawiedziony! -Kolmuś, proszę... Czeka mnie długa podróż, a po wczorajszej wieczornej balandze ledwo stoję na nogach. A tata i tak się nie dowie o tym, co tu wyprawia jego kochana córeczka - puściła do służącej oko i dodała: - Lepiej przypilnuj, by przygotowano dla gości pożywne śniadanko. -Dzisiaj mamy w rozkładzie płatki musli na miodzie i sojowe ciasteczka - poinformowała Kolma. Dre skrzywiła się. -Chyba mnie nie zrozumiałaś... Chodziło mi o coś mniej wegetariańskiego i bardziej kalorycznego. -Potrawka z mielonego kalafiora z ziemniaczkami? - Kolma jak zwykle sypała genialnymi pomysłami, co do menu. -Chyba będę musiała pogadać z Calebem o naszym jadłospisie - odparła Dre. - Aż się dziwię, że on tak się spasł na tych warzywach. Toż to istna katorga! -To może... - Kolma podrapała się po głowie i niepewnie spojrzała na panią Do'Urden a później na zegarek wiszący w korytarzu. Dre również na niego spojrzała i pokiwała głową. -Obawiam się, że nasi goście jednak zbyt wcześnie nie wstaną, więc może raczej dopilnuj przygotowań do obiadu. -Obiad? - Kolmie o mało oczy nie wyszły z orbit. - To kto ma zjeść te musli? Hrabia ostatnio ogłosił głodówkę! -Głodówkę? - Deirdre ze zdziwieniem uniosła lewą brew. - Kolmuś, ty mu pozwalasz się głodzić?! - dodała z przerażeniem i chwyciła służącą za ramiona. -Nie chciał jeść marchewki, więc postawiłam pewien warunek. A hrabia wybrał głodówkę - Kolma wyszczerzyła zęby i głośno przełknęła ślinę, widząc niezbyt przychylne iskierki w oczach swej pani. Chociaż u drowów bardzo trudno dostrzec jakiekolwiek oznaki bladości, twarz Dre od razu zbladła o kilka tonacji. -Kolmuś, ja cię chyba oskubię! - syknęła Deirdre, potrząsając służącą. -Ależ nie trzeba, poza tym pani nie ma mnie z czego oskubać. Już prawie jestem łysa! - wykrzyknęła Kolma, nieco obawiając się o własną skórę, gdyż jeżeli chodziło o hrabiego Caleba, Deirdre była aż nazbyt wyczulona na dziejącą się mężowi krzywdę, i potrafiła być nieobliczalna. Nie zważając na okrzyki służącej, Dre zaciągnęła Kolmę do sypialni męża i bezpardonowo przerwała jego sen, by wyjaśnić usłyszaną nowinę. -Właśnie się dowiedziałam, że ta dama cię głodzi - odparła, krzywo zerkając na drowkę. Hrabia Velmondo z nieco zaspanym wzrokiem spojrzał na żonę, a potem na Kolmę, dającą mu gestami dosyć osobliwe znaki, że jeżeli piśnie choć słówko, to nieźle mu się dostanie. -Ależ to nic takiego - Caleb zachichotał nerwowo. -Nic takiego? - Dre spojrzała na Kolmę, która natychmiastowo przestała wymachiwać rękoma i zrobiła niewinną minkę. -Dorobiłem klucz do spiżarni - wyjaśnił ze śmiechem Caleb, wyciągając spod poduszki wymieniony przedmiot. -O żesz! - Kolma chwyciła się za głowę. - A ja byłam pewna, że to myszy i ponastawiałam pełno pułapek! -Chyba zbyt dużo - hrabia westchnął i podciągając nieco kołdrę, zerknął na swe obandażowane palce u stóp. -Ach tak...! - Kolma oparła ręce na biodrach, a Dre zbladła jeszcze o kilka tonacji. -A ty dzisiaj nie dzwonisz na pobudkę? - hrabia widząc minę żony natychmiastowo zmienił temat. -Twoi goście byli tak mili i mi go rozwalili - wyjaśniła Kolma z krzywą minką, pokazując, co z dzwonka zostało. -Całe szczęście... - wymknęło się hrabiemu, który zrozumiawszy, że mógł urazić swoją uwagą dosyć nadgorliwą służącą, od razu zamilkł i spojrzał na Dre. -Nie martw się, panie. Kupię nowy - rzekła Kolma. - Wiem, jak bardzo cenisz sobie punktualność i dyscyplinę. Cóż, psucie jest jedną z podstawowych cech dzwonków - dodała, wyrzucając zużyty przedmiot przez otwarte okno. Chwilkę później rozległ się brzęk tłuczonego przedmiotu i okrzyk bólu któregoś z ogrodników, który najwyraźniej dostał dzwonkiem w czuprynę. Kolma odchrząknęła i spojrzała na hrabiego. -A tak, tak - wyjąkał Caleb - ale obawiam się, że właśnie stłukłaś jedną ze ścian zimowego ogrodu. - Wiesz co, lepiej zrób... -Obiad - dokończyła za męża Dre i gestem dała do zrozumienia Kolmie, że ma już wyjść. Drowia panna czym prędzej opuściła więc sypialnię. Pani Do'Urden podeszła do łoża hrabiego i siadła na krześle, stojącym obok. -Strasznie…