Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

dla-dzieci · 12 min czytania

Podróż bez słońca - Rozdział 5

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział 5 SKARGI I ZAŻALENIA

Po kilku dniach wyczerpującej podróży, Deirdre w końcu powróciła do Is, do posiadłości męża. Gniadosz, na którym siedziała, z całą pewnością miał już dość forsownego galopu zleconego mu przez rudowłosą drowią damę. Dre zsiadła z konia i oddała wodze jednemu ze stajennych. Żwawo ruszyła do domu, aby poinformować męża o swoim powrocie. Weszła do holu przez wielkie, przeszklone drzwi. -Elys, gdzie hrabia? - zapytała służącą ścierającą kurze na zdobionych szafkach. -W sypialni, moja pani - elfia służąca lekko dygnęła. - Pan powiedział, żeby mu nie przeszkadzano. Ostatnio nie czuje się najlepiej... Zwłaszcza po tej przygodzie z winem - dokończyła Elys, składając szmatkę do kurzu i z zakłopotaniem przyglądając się brudnym śladom na podłodze, które właśnie zostawiła Dre. -Z winem? - zdziwiła się rudowłosa. Elfka chrząknęła wymownie i Dre postanowiła osobiście zbadać tę sprawę. -A goście? - dopytywała dalej pani Do'Urden. -Pewnie w salonie, razem z panią Kolmą - poinformowała Elys z figlarnym uśmieszkiem. - Pani Kolma mówiła, że przygotowała dla nich bardzo rozrywkowe zajęcie. -Aha - Dre pokiwała głową, chociaż nie miała zielonego pojęcia, co jej służąca mogła wymyślić. Pełna najgorszych przeczuć, ruszyła do salonu. Już w korytarzu usłyszała władcze okrzyki Kolmy. -Raz, dwa, trzy, cztery! Żwawo, żwawo! Nie obijać się! Raz, dwa...! Dre z hukiem otworzyła drzwi i wpadła do salonu. Jej oczom ukazał się nader przedziwny obraz. Kolma, siedząca na jednym ze stolików, tyłem do wejścia, stukała o blat trzymaną w ręku witką i wykrzykiwała polecenia. Para srebrnych elfów razem z kilkoma innymi służącymi, klęczała na podłodze ze szmatkami i w rytm poleceń Kolmy, pastowała podłogę. -Kolmuś! - krzyknęła Dre. -Tak, pani? - służąca natychmiastowo odwróciła się i z wystraszoną miną spojrzała na Deirdre. Xantipe, Lacandros i reszta służby zaangażowana w pastowanie drewnianych paneli, z równie zdziwionymi minami popatrzyła na przybyłą. Dre zabrakło słów na komentarz zastanej sytuacji. Szybko podeszła do klęczących na podłodze gości i kazała im wstać. Po czym skinęła na służącą. -Kolma! Chodź no tu! Co mi obiecałaś przed wyjazdem? Głównodowodząca pastowaniem niepewnie zrobiła trzy tip topy w przód. -Jeszcze bliżej! Co obiecałaś?! -Że zadbam o gości, by czuli się tu jak u siebie w domu - wyjąkała wystraszona Kolma. -No właśnie - Dre skrzyżowała ręce na piersiach - więc po kiego grzyba urządziłaś tu gospodarstwo agroturystyczne?! - wrzasnęła, a służąca skuliła się ze strachu, podobnie jak cała reszta klęczących na podłodze. -Moja droga, nie denerwuj się tak - odparła Xantipe, kładąc rękę na ramieniu rudowłosej drowki. - Trochę ruchu nie zaszkodzi naszym starym i zdezelowanym kościom. -Poza tym bardziej wolę pastowanie od czytania - Lacandros przytaknął żonie. -To ma być żart? - Dre zupełnie się już pogubiła. -Z całym szacuneczkiem dla tej nadgorliwej pani - rzekł Lacandros, wskazując na Kolmę - ale biblioteka pani męża nie zawiera zbyt wiele ciekawych pozycji. Oprócz poradników pani Kolmy i ksiąg rachunkowych hrabiego, znaleźliśmy tylko jeden (dosłownie) słownik ortograficzny o dosyć pasjonującej treści... -Książkę kulinarną, którą Kolma natychmiast zwędziła - dodała Xantipe, zerkając na nieco wściekłą służącą, grożącą jej palcem i czyniącą dosyć wymowny gest na szyi, obrazując, co się stanie, jeżeli srebrnowłosa piśnie choć słówko. -I dwa, nadgryzione przez myszy, tomy encyklopedii - mruknęła Ifrenthynai, która właśnie weszła do salonu, przy okazji znacząc świeżo wypastowaną podłogę śladami swych brudnych stóp. Kolma natychmiast pacnęła w nią ściereczką i kazała wyjść. Dre na widok Ifrenthynai omal oczy nie wyszły z orbit. -Gdzieś ty była? – jęknęła. -Rozpaliłam w kominku, jak kazała pani Kolma - poinformowała kobietka, szczerząc zęby. -Czyżby ktoś tu właśnie miał zamiar zaoszczędzić na zapałkach? - Pani Do'Urden już sama nie wiedziała, czy ma się śmiać, czy płakać.- Kolmuś, po tobie mogłam się spodziewać wszystkiego, ale to po prostu przechodzi drowie pojęcie! Służąca z markotną miną popatrzyła w podłogę. -O, tym razem nie puszczę tego płazem - Dre groźnym wzrokiem zmierzyła Kolmę. - Mam nadzieję, że uda mi się wymyślić stosowną karę na twoje wybryki. A teraz szoruj do kuchni i przygotuj podwieczorek. I ani się waż ruszyć jakieś warzywo, bo cię oskubię jak ziemniaczka w mundurku! Służąca miała tak rozpaczliwie żałosną minę, że srebrnym elfom zrobiło się jej żal. Tylko Deirdre pozostała nieugięta. Kolma ze zwieszoną głową poczłapała ku wyjściu z salonu. -Aha, i jeszcze jedno - zawołała za wychodzącą Dre. - Co zrobiłaś Calebowi? -Nic - mruknęła drowka. -Nic? -Nic, poza tym, że sam się uszkodził, wpadając na główkę do prawie pustej beczki z winem - wyjaśniła spokojnie Kolma. -Co?! - krzyknęła Dre. -A to moja wina, że ciągle zakradał się do spiżarni?! - wybuchnęła służąca. - Nie dość, że dorobił klucz, to jeszcze raczył zżerać moje zapasy! I dobrze mu tak! - krzyknęła, zatrzaskując za sobą drzwi. -Ona zawsze musi postawić na swoim - westchnęła Dre, opierając ręce na biodrach. -Przepraszam cię, kochanie, ale czy możemy dokończyć... - zaczęła nieśmiało Xantipe wskazując na podłogę. -Ani się ważcie! - Dre wyrwała srebrnowłosym ścierki. - Daphne i Annay zajmą się tym. A ja tymczasem zapraszam do jadalni. Xantipe i Lacandros posłusznie zdjęli wybrudzone fartuszki usiane astronomią połatanych dziur, i podążyli za Dre. W jadalni krzątała się Kolma, która właśnie kładła na stół pięknie haftowany obrus i porcelanową zastawę. -Gdzie cukier? - zapytała pani Do'Urden, zauważając brak podstawowego, podwieczorkowego wiktuału. -W komódce - mruknęła Kolma. - Tylko niech pani... Ale Dre właśnie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Podróż bez słońca - Rozdział 5 — czytnik · opowiadania