dla-dzieci · 8 min czytania
Podróż bez słońca - Rozdział 6
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział 6 MAŁA WPADKA
Podczas gdy Dre doprowadzała dom do stanu przednieobecnościowego, nasi znajomi, na czele z Drizztem, przemierzali rozległe przestrzenie Podmroku. Xiitane, która po raz pierwszy miała okazję zaglądnąć w te strony, miejsce to niezbyt przypadło do gustu. (Nie od dziś przecież wiadomo, ze srebrne elfy brzydziły się wszelakimi podejrzanymi miejscami.) Anaronowi i Beldowi również przechodziły ciarki po plecach na dźwięk różnych, nieokreślonych jęków wydobywających się z ciemności korytarzy. I gdyby mogli, zapewne juz dawno czmychnęliby gdzie przysłowiowy pieprz i wanilia rosną. Tylko Drizzt i Carys nie narzekali na podmroczne warunki, jako że byli choć w części drowami, i każde z nich przynajmniej raz w tym zakątku było. Milo wychylił dziób z kaptura swej pani i rozejrzał się dookoła. -Kraa... - Niech ktoś włączy oświetlenie - kraknął błagalnie. - Kraa... Ja mam lęk przed zamkniętymi pomieszczeniami... -To trzeba było zostać w domu, pierzasty krzyczydziobie - mruknął Arew, drepcząc dziarsko za Xiitane, która tym razem wyjątkowo mocno trzymała się ramienia Anarona. Kot jednakże też miał na koniuszku języka kilka uwag, co do postojów i wyjścia z tej ponurej dziury, w której się znaleźli, jako że łapki już mu prawie odpadały, lecz ambitnie milczał. Właśnie przechodzili nad jedną z podmrocznych przepaści, które u wszystkich podróżnych wywoływały zimne dreszcze. Nieco poniżej drogi, którą kroczyli, wiła się inna ścieżka, jakby wyciosana w stromym zboczu i wyłożona kamiennymi płytkami. Drużyna przycupnęła nad krawędzią i spojrzała w dół, rozglądając się za dogodnym zejściem na niższy poziom. Nagle w oddali rozległo się nieartykułowane zawodzenie. Xiitane, złodziejaszkowie i Requel wrzasnęli na całego i padli na ziemię, między wystające z podłoża głazy. Milo schował się w kapturze swej pani i zaczął cos krakać o omamach słuchowych. -Cco tto bbyło? - wyjąkał po chwili Anaron. -Ciszej - syknął Drizzt. - Chyba nie chcecie, żeby moi pobratymcy dobrali się wam do skóry. -Najwyraźniej komuś już się dobrali - mruknęła Xiitane, wychylając głowę zza kamieni. Usłyszeli kroki. Ktoś nadchodził niższą ścieżką. -Schowajcie się - ponaglił Drizzt, ciągnąc Aniego za czuprynę za skały, a reszta znów padła za głazy. Chwilkę później niższą ścieżką przemaszerował drowi oddział zbrojnych. Carys i Drizzt powoli wysunęli nosy ze swych kryjówek i popatrzyli na maszerujących w ciszy, zakutych po uszy w mithrillowe pancerze i niosących u pasa groźnie wyglądający oręż. Idący na czele pochodu, zapewne dowódcy, mieli przypięte do pleców czarne kusze, a na głowach lśniły im hełmy ze złotymi zdobieniami. -Niezłe zaplecze - mruknęła Carys. Milo wysunął łebek z kryjówki i kraknął przeciągle. -Kraa! Ja chcę na słoneczko! Kraa... Carys szybko zatkała krukowi dziób. -Cicho ty skubańcu! Bo nas znajdą - syknęła. Jeden z maszerujących na czele drowów przystanął i zaczął nasłuchiwać. -O co chodzi? - zapytał go inny. -Coś słyszałem - odparł pytany, rozglądając się po skałach otaczających wznoszącą się wyżej ścieżkę. - Ktoś tu jest. Drugi drow także się rozejrzał, lecz nie znalazłszy niczego godnego uwagi, machnął ręką i poszedł dalej. jego towarzysz też już miał zrezygnować, gdy wtem na głowę posypało mu się kilka drobnych kamyczków. "Winowajcą" oczywiście był Anaron, który nie mogąc usiedzieć długo w jednym miejscu, przeczołgał się bliżej swej eks narzeczonej. Drow spojrzał w miejsce, z którego spadły kamyki i dostrzegł Aniego. Spojrzenia elfów się spotkały. Anaron pomachał ręką, szczerząc zęby w niewinnym uśmiechu i nakazał gestem ciszę. -Tam jest! - krzyknął drow, zawracając oddział, i zaczął wspinać się na górną ścieżkę. -W nogi! - krzyknął Drizzt, pociągając za sobą najbliżej leżących. Nasi znajomi popędzili za swym drowim przewodnikiem, a za nimi cała banda uzbrojonych po zęby mrocznych elfów, z bojowym okrzykiem na ustach.