Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Podróże · 5 min czytania

podróż do nikąd - rozdz.1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Mateusz wyszedł z domu. Zaczął iść prosto nie oglądając się za siebie. Słońce jeszcze nie wzeszło, ale było już dość jasno. Po jednej stronie nieba gromadziły się jeszcze cienie minionej nocy, ale po drugiej wspinał się już różowy brzask. Głosy ptaków biły w powietrze jak miliony skrzydeł. Powiewał zimny wiaterek, a zboże falowało. Chłopiec szedł szybko. Szurał butami po żużlowej drodze, kopał kamienie, podbiegał kilka kroków. W ten sposób doszedł do przystanku. Zobaczył zardzewiałą i pogiętą tabliczkę z przyklejonym do niej rozkładem jazdy. Zrezygnował z szukania sensu wśród niezliczonej liczby odnośników i objaśnień. Usiadł na ziemi i położył głowę na kolanach. Słońce wzeszło. Aktowi temu towarzyszył potężniejący huk nadjeżdżającego autobusu. Wyłonił się na drodze wśród kłębów własnych spalin. Stary rozklekotany, niebiesko biały. Wstrętny i odrażający. W wielkim pędzie omijał dziury i rzucał się od jednej strony drogi do drugiej. Tuż przed przystankiem zwolnił i wjechał dwoma kołami na pobocze. Przechylił się tak, jakby zaraz miał zamiar runąć i pozostać na letniej łące już na zawsze. Mateusz wstał i z całej siły pociągnął klamkę. Przez chwilę przestraszył się nie na żarty, że przewróci wehikuł, ale ten dzielnie stał dalej. Wszedł do środka i w głowie przemknęła mu myśl, że właściwie nie miałby nic przeciwko przewróceniu autobusu, gdyby tylko nie miał się potem znaleźć pod nim. Kupił bilet. Kierowca był tłusty i świecący. Mateusz zaraz zaczął świecić się jak on, ponieważ w autobusie już od rana panowały zaduch i gorąco. Kiedy słońce osiągnęło swoją pełną moc wszystko zaczęło się świecić. Świeciły się brudne rury, brudne siedzenia, nawet brudna podłoga błyskała małymi iskierkami. Niebo za oknem lśniło, widać było kurz wirujący w powietrzu. Chłopiec zaczął dla zabawy walić ręką w oparcie wzniecając coraz to nowe jego chmury. Autobus w pewnym momencie wpadł do dziury większej niż sam Rów Mariański potem podskoczył i dosięgną szczytu Mont Everest a Mateusz pomyślał, że nie przeżyje dzisiejszej podróży. Zaczął mówić do siebie.

„ Nie ma co, wesoła wycieczka. Jak ja uwielbiam jeździć autobanem, uwielbiam.”

„Myśl, myśl o czymś mądrzejszym proszę. A więc. Jadę żeby uciec od tych nienormalnych ludzi.” Pokręcił głową i skrzywił się. „ Nie to nieprawda, dlaczego takie głupie myśli przychodzą mi do głowy? Jadę, bo tak chcę. Bo JA tak chcę. Ludzie nie są…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
podróż do nikąd - rozdz.1 — czytnik · opowiadania