Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przyjaźń · 13 min czytania

Podróż rozdział 5

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kolejnego dnia John zawiózł mnie do mieszkania Jenny, żebym mogła zabrać swoje rzeczy. Kiedy weszliśmy w mieszkaniu panował straszny bałagan. Wszędzie leżały porozrzucane rzeczy. Widać było, że Jenny musiała wrócić bardzo pijana albo pod wpływem narkotyków. Spakowałam swoje rzeczy, nie było tego dużo, bo do samolotu nie mogłam zabrać zbyt wielu rzeczy. Drzwi do pokoju Jenny były zamknięte, zapukałam kilka razy, ale nikt się nie odezwał. Nie chciałam Jej budzić, bo nie wiedziałam o której wróciła. Kiedy już wychodziliśmy coś mnie zatrzymało. Zauważyłam przez uchylone drzwi łazienki, że na podłodze są ślady krwi. Miałam złe przeczucia. Zatrzymałam Johna. Podeszłam do łazienki, otworzyłam drzwi i ujrzałam leżącą w wannie Jenny z podciętymi żyłami. - dzwoń po pogotowie! – krzyknęłam do Johna. - Jenny obudź się! – krzyczałam do Niej, bijąc Ją po twarzy. Próbowałam wyczuć puls, ale jakoś nie mogłam, byłam przekonana, że Jenny nie żyje. Płakałam. Od razu pomyślałam sobie, że może to wina rozmowy, którą z Nią przeprowadziłam przed wyjściem na Sylwestra. Wzięłam ręczniki i obwiązałam Jej ręce, żeby zatamować wypływającą jeszcze krew. Po chwili ujrzałam na półce kartkę, na której było napisane moje imię. Drżącą ręką wzięłam ją i zaczęłam czytać: „Kochana Joanno, bardzo Ci dziękuje za wszystko co dla mnie zrobiłaś. Jesteś najlepszą przyjaciółką jaką tylko mogłam sobie wymarzyć. Od pierwszego razu kiedy Cię zobaczyłam wiedziałam, ze jesteś fajną, wartościową osobą. Widziałam Twój podziw, kiedy patrzyłaś na Nowy Jork. Bardzo mi zaimponowałaś, że mimo przeciwności losu, potrafisz żyć pełnią życia. Ja jednak tak nie potrafię. Jestem tu sama. Moi bliscy są daleko. Mam problemy, o których nikomu nie mówiłam. Wydawałoby się, że mam fajne życie, ale wcale tak nie jest. Jestem tu bardzo samotna, przez to pakuję się w narkotyki, alkohol i dziwnych znajomych. Przez to fotografowie, projektanci, i osoby z branży wykorzystują mnie. Nie raz chcąc coś załatwić musiałam iść z kimś do łóżka. Co to za życie, jak już tak nie mogę. Wybacz. Pamiętaj o mnie. Życzę Ci wspaniałego życia, bo na takie zasługujesz. Twoja Jenny” Ryczałam jak bóbr. Nie wiedziałam o tym, jak bardzo samotna jest Jenny. Ciągle gdzieś biegała, a to sesja, a to pokaz, a to casting, trudno było dojrzeć w Niej smutek. Mimo, że wiedziałam, że nie do końca Jej odpowiada takie życie, nie chciałam robić nic na siłę. Z moich dotychczasowych doświadczeń wynika, że każdy musi chcieć sam wyjść z sytuacji, która mu nie odpowiada, nie mogę się narzucać, bo w taki sposób straciłam wielu przyjaciół. Ale może gdybym więcej z Nią przebywała, może gdybym się bardziej starała, ale jak, skoro nie miała na nic czasu. Kiedy byłyśmy razem była pogodną, fajną dziewczyną. prawda była jednak bardzo przygnębiająca. Nagle rozległo się głośne pukanie do drzwi. John pobiegł otworzyć, to pogotowie. Pierwszy do łazienki przybiegł lekarz, zmierzył puls i zawołał pielęgniarzy z noszami. Zabrali Jenny do szpitala, zapytałam lekarza czy mogę jechać z nimi, zgodził się. Poprosiłam Johna, żeby jechał za nami. Kiedy jechaliśmy do szpitala, trzymałam Jenny za rękę, mówiłam do Niej, trochę się uspokoiłam, bo po podłączeniu Jenny do aparatury okazało się, że żyje, miała tylko bardzo słaby puls. Lekarz zapytał co wiem w tej sprawie, dlaczego to zrobiła, kiedy. Nic nie odpowiedziałam, tylko podałam lekarzowi list, który Jenny do mnie napisała. Przeczytał ze spokojem, skinął głową i oddał mi go. Powiedział tylko, że pewnie w szpitalu zjawi się policja i będę musiała z nimi porozmawiać. Nie obawiałam się, bo nie miałam czego. Jak tylko przyjechaliśmy do szpitala, zawieziono Jenny na salę operacyjną. Zostałam na korytarzu z Johnem, który tulił mnie mocno. I tak, jak powiedział lekarz po chwili zjawiła się policja. Wypytali mnie skąd jestem, czy mam wizę, skąd znam Jenny, czy się z kimś spotykała, pytali dosłownie o wszystko, o to jak żyła, co robiła. W końcu podałam im list i powiedziałam, żeby przeczytali to zrozumieją Jej motywy. Policjant przeczytał i zapytał czy wiem jak się skontaktować z rodziną Jenny. Powiedziałam mu, że jak tylko dowiem się czy Jenny z tego wyjdzie i jaki jest Jej stan, wtedy wrócę do mieszkania i postaram się poszukać jakiś danych, adresu, cokolwiek. Wiedziałam tylko, że Jenny jest z Wielkiej Brytanii i nic poza tym. Czas płynął bardzo wolno, czułam każdą minutę, liczyłam każdą sekundę. Zegar tak głośno i wolno tykał. Nikt nie chciał mi udzielić informacji. Staliśmy z Johnem tak kilka godzin, denerwowałam się co się dzieje, nie wiedziałam co mam myśleć, dlaczego nikt z sali operacyjnej nie wychodzi, dlaczego to tak długo trwa. Po jakimś czasie wyszedł lekarz, kiedy się do Niego zwróciłam powiedział, że nie powinien mi udzielać informacji, ponieważ nie jestem nikim z rodziny, jednak po przeczytaniu listu jest pewien, że może mi przekazać informacje na temat stanu Jenny. Powiedział, że nie jest źle, ale dobrze też nie jest. Po zbadaniu krwi Jenny okazało się, że przed podcięciem żył wypiła dość dużo alkoholu, wzięła narkotyki i do tego jakieś tabletki. Lekarz pozszywał Jej rany, jednak czekali teraz na to, aż Jenny się obudzi, czy przy takiej dawce jaką sobie zafundowała, będzie w stanie prawidłowo funkcjonować. Czy ta mieszanka nie wpłynęła na Nią aż tak, że będzie z Niej warzywo. To była zła informacja. Wiedziałam, że najbliższe dni będą bardzo ważne. Razem z Johnem wróciliśmy do mieszkania Jenny, żeby poszukać jakiegoś adresu, kontaktu do Jej rodziny. Nie musieliśmy długo szukać, na wierzchu leżała torebka Jenny, w której był Jej notes i wszystkie informacje dotyczące Jej rodziny. Zadzwoniłam natychmiast do mamy Jenny, żeby poinformować Ją o całym zajściu. - halo- usłyszałam głos w słuchawce, - dzień dobry, tu Joanna, jestem koleżanką Jenny, dzwonię z Nowego Jorku. - czy coś się stało Jenny?- zapytała mam Jenny, jakby coś przeczuwając, - Jenny jest w szpitalu, podcięła sobie żyły. Czy mógłby ktoś tu przyjechać? - o Boże! A co się stało? – krzyknęła z niedowierzaniem, - Jenny nie wytrzymała presji Nowego Jorku. Ja będę przy Niej cały czas, jednak jeśli jest taka możliwość proszę, żeby ktoś przyjechał, - czy Pani jest przyjaciółką Jenny? - od…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Podróż rozdział 5 — czytnik · opowiadania