Rodzina · 28 min czytania
Podróż rozdział 9
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tydzień przed ślubem przyleciała moja rodzina. Na lotnisku wszystko było przygotowane. Nie było problemu z odprawą, z transportem, wszystko poszło błyskawicznie. Czekaliśmy z Johnem w szczególności na moich rodziców. Kiedy ich zobaczyłam rozpłakałam się. Pierwszy raz lecieli samolotem, tak daleko, tyle godzin. Byłam ciekawa jakie mają przeżycia, jakie spostrzeżenia, jak im się udała podróż. Byli zmęczeni, ale bardzo zadowoleni. Nie mogli wyjść z podziwu jak z lotu ptaka całe miasto pięknie wygląda. Byli zachwyceni Statuą Wolności, która ich powitała. Już się nie mogli doczekać zwiedzania, żeby zobaczyć most Brooklyński, Statuę z bliska, Broadway. Śmiałam się z nich, że ledwo przylecieli a już połknęli bakcyla, którego ja miałam tyle lat i nikt mnie nie rozumiał. Cieszyłam się, że byli tacy ciekawi, że nie dręczyli się, że są tyle kilometrów od domu, tylko cieszyli, że poznają inny kontynent, inny kraj, inne zwyczaje. Fajnie było spotkać się na innym gruncie, oprowadzić ich po moim już Nowym Jorku. Ja tutaj czułam się już jak w domu, więc znałam dobrze rozmieszczenie ulic, przecznic, gdzie jaki budynek, gdzie jakieś ciekawe miejsce. Najbardziej ciekawe były moje bratanice, które tak bardzo czekały na ten wyjazd. Były bardzo podekscytowane. Pojechaliśmy do hotelu, każdy otrzymał zakwaterowanie, zjedliśmy wspólnie obiad. Nikt nie miał ochoty iść spać czy odpoczywać, tylko każdy czekał na zwiedzanie. Puściliśmy rodzinę na zwiedzanie, a rodziców zabraliśmy do naszego apartamentu. Pojechaliśmy limuzyną Johna. Mama była bardzo zadowolona. Nigdy wcześniej nie widziałam rodziców tak szczęśliwych. Widziałam, że rozpiera ich duma. Cieszyłam się, bo to oznaczało, że w pełni akceptują moją decyzję, mojego przyszłego męża i moje przyszłe życie. Miałam nadzieję, że Nowy Jork ich porwie, zachwyci i będą ciekawi tego pięknego miasta. Kiedy rodzice zobaczyli Times Square nie mogli się nadziwić, jak tam jest pięknie, jak kolorowo. Zabrałam ich do budynku, w którym mieszkaliśmy. Oglądali wszystkie zakamarki, nie mogli wyjść z podziwu. Windą wjechaliśmy na nasze piętro. Jak wyszliśmy i mama zobaczyła jak wygląda nasze mieszkanie, złapała się za głowę, - dziecko, jakie to mieszkanie jest ogromne! Jakie piękne, - chodźcie oprowadzę Was- odparłam, Zaprowadziłam ich po kolei do sypialni jednej, drugiej, kuchni, łazienek, do jadalni, ale czekałam na ich reakcję kiedy zobaczą taras i widok z niego. Jak już zobaczyli cały apartament, zaprowadziłam ich tam, mama stała i nie mogła wydobyć z siebie słowa, tata pytał o wszystko wokół. Był ciekaw co to są za budynki, kiedy powstały. Widać było ich ogromny zachwyt tym co nas otaczało. Mama bardzo mnie przytuliła, popłynęły jej łzy i powiedziała: - córeczko nie spodziewałam się tego, co tutaj ujrzałam. Nie wiedziałam, że to wszystko jest takie piękne. Nie dziwię Ci się, że chcesz tu zamieszkać. W pełni Cię teraz rozumiem, ten wyjazd był mi- nam potrzebny do tego, żeby zrozumieć twoją decyzję, - nawet nie wiesz mamo ile dla mnie znaczą te słowa. Miałam nadzieję, że w pełni zaakceptujecie moją decyzję. Przytuliłam ją jeszcze mocniej. John był bardzo wzruszony kiedy widział tą scenę, do tego moi rodzice podziękowali też jemu za to, że otoczył mnie opieką i spowodował, że zaczęłam znowu żyć pełnią życia. Zaprosiliśmy rodziców do jadalni, gdzie mieliśmy już podany obiad a kelnerzy byli w pełnej gotowości do obsłużenia nas. Mama nie mogła cały czas wyjść z podziwu, zapytała tylko, - czy Ty dziecko w ogóle gotujesz? - zdarza się, ale zazwyczaj jemy gdzieś w restauracjach lub tutaj, ale dania przygotowane przez kucharzy, - znaczy się nie narobisz! To dobrze, nie będziesz musiała pół życia spędzić na gotowaniu i siedzeniu w kuchni, - mamo, teraz jest inaczej. Wiesz, że jak był Janek i chłopaki to dla nich gotowałam i wszystko robiłam. Teraz mam możliwość pomyślenia o sobie i kiedy mam ochotę to mogę wejść do kuchni i upichcić co mi się podoba, - tak, wiem. Cieszę się, że myślisz o sobie, zawsze żyłaś życiem innych, swojej ukochanej rodziny. Wiem, że robiłaś to z miłością. Brakuje mi chłopców. Są dni, że przesiaduję na cmentarzu i rozmawiam z nimi, czekam na znak, na najmniejszy nawet podmuch wiatru, wtedy mam wrażenie, że są obok, - wiem mamo, ja też często z nimi rozmawiam i czekam na znak od nich, strasznie mi ich brakuje. Ale dość gadania, jedzmy póki ciepłe. Mamo, tato spróbujcie proszę co przygotował nasz kucharz. Są tu różne smakołyki, owoce morza, trochę kuchni chińskiej, meksykańskiej, i oczywiście kuchni amerykańskiej. Spróbujcie wszystkiego po trochu. Rodzice próbowali wszystkiego, każdej potrawy, jedna smakowała im bardziej, druga mniej, ale próbowali, co bardzo mnie ucieszyło, ponieważ wcześniej nie byli skorzy do eksperymentów. Ucztowaliśmy tak ze dwie godziny, popijając wszystko wyśmienitym winem. Kucharz przyniósł jeszcze na koniec desery. Było bardzo miło i smacznie. Po obiedzie posiedzieliśmy w salonie i odpoczęliśmy, ponieważ wszyscy byli pełni. Porozmawialiśmy trochę o naszych planach na przyszłość. Mama chciała wiedzieć czy planuję wrócić do pracy, czy chciałabym mieć jeszcze dzieci, kiedy będę przyjeżdżać do Polski, pytania, pytania. Nie przeszkadzało mi to jednak, ponieważ wiedziałam, że mama chce dobrze, że zależy jej na moim szczęściu i się martwi. Po godzinnym relaksie stwierdziliśmy, że wyjdziemy na spacer po Times Square. Spacerowaliśmy tak rozmawiając, ja szłam z mamą, John z moim tatą. Nadziwić się nie mogli jaki ten świat jest inny. Wyjeżdżali już z Polski, ale nigdy nie widzieli takiego miasta. Tu praktycznie wszystkie budynki są wysokie, idąc ulicami Nowego Jorku ma się wrażenie, że nieba nie ma, bo widać je dopiero kiedy spojrzy się mocno w górę. Pojechaliśmy też taksówką do Central Parku, gdzie zaprowadziliśmy rodziców do „naszej” altanki, pochodziliśmy po mostach, mosteczkach, kładkach, oglądaliśmy Nowy Jork zza zielonej kurtyny. Było wspaniale. Mama zachwycona, tata zaskoczony, że w tym miejscu w ogóle nie słychać zgiełku miasta, że nie odczuwa się tego, że jest się w środku takiej metropolii. Musieliśmy wracać, bo cała rodzinka wróciła już do hotelu i chcieli z nami pobyć. Pojechaliśmy więc do hotelu. Wszyscy na nas czekali w sali, gdzie stały okrągłe stoły, na których były wizytówki, więc każdy wiedział gdzie usiąść. Stoły były przygotowane już na wesele. Wystrój sali jeszcze nie dotarł, w końcu wesele dopiero za tydzień. Każdy był rozpromieniony i uśmiechnięty. Mimo, że w naszej rodzinie zawsze było gwarno i wesoło, to nigdy jeszcze nie widziałam, żeby wszyscy byli tak żywi i poruszeni, jak tutaj. Wspaniale było słuchać gdzie byli, co już widzieli, co zwiedzili. Każdy chciał na most Brooklyński, bo to była wizytówka tego pięknego miasta. Tam też w pierwszej kolejności się udali. Cieszyło mnie, że mam ich wszystkich obok, że każdy jest radosny. Dziewczyny od razu zaczęły umawiać wieczór panieński i co będziemy robić. Chłopaki ostrzegli Johna, że jego wieczór kawalerski będzie niezapomniany. Zaczęłam się trochę bać, bo wiedziałam jacy są faceci z mojej rodzinki, ale ufałam Johnowi. Nasze imprezy miały się odbyć następnego dnia, bo nie mieliśmy za bardzo czasu na to, żeby się bawić w późniejszym czasie. Widziałam, że dziewczyny omawiają atrakcje, niektóre rzeczy przywiozły ze sobą. Trzeba było tylko zarezerwować lokal. Stwierdziłam, że wieczorem porozmawiam z Johnem, żeby mi coś doradził. Przyjechaliśmy do domu grubo po północy. John był zadowolony, chociaż bardzo zmęczony. Stwierdził: - Twoja rodzina jest bardzo rozrywkowa i absorbująca, ale lubię ich towarzystwo i muszę się nimi nacieszyć, bo niedługo wyjadą i nie będę ich widział dłuższy czas, - a co ja mam powiedzieć? Wiesz jak mi będzie ciężko bez nich tu żyć? Ale będę miała ciebie, więc nie zamartwiam się aż tak bardzo. John, chciałam Cię zapytać, gdzie mogę zrobić swój wieczór panieński, w którym lokalu? Załatwiłbyś coś dla mnie? Wiesz, Ty tu wszystkich znasz, wiesz gdzie będzie fajna impreza a ja niestety jeszcze nie jestem na tyle obeznana z Nowym Jorkiem, - oczywiście kochanie, zadzwonię zaraz do jednego z moich ulubionych knajpek, z pewnością będziecie się tam dobrze bawić, załatwię wam też limuzyny, które będziecie miały do dyspozycji jutrzejszego wieczoru, - dzięki kotku, jesteś najlepszy, - mam nadzieję, że jutro na wieczorze panieńskim nie zapomnisz o tym, - jakbym mogła! Wiesz, że cię kocham i nic tego nie zmieni, - a jakiegoś faceta ci załatwić? – usłyszałam po chwili, - żartujesz? I może jeszcze ty masz mi go załatwić? Nie, nie, w żadnym wypadku, żadnych facetów, nie lubię takich zabaw- odparłam stanowczo. Położyliśmy się zmęczeni spać i praktycznie nie pamiętam kiedy zasnęłam. JOANNO…. CZY TY MNIE SŁYSZYSZ??? DAJ MI JAKIŚ ZNAK!!! BARDZO CIĘ PROSZĘ!!! Rano wstaliśmy wypoczęci, gotowi zmierzyć się z moją rodzinką. Byliśmy z nimi umówieni, że przyjedziemy na 9.00 i zjemy wspólne śniadanie. Ogarnęliśmy się z Johnem i pojechaliśmy do hotelu. Było jak zwykle głośno, wesoło, większość rodzinki chodziła w szlafrokach, czuli się jak w domu. Cieszyło mnie to, że nie mieli oporów, że czuli się swobodnie. To znaczyło tylko tyle, że było im tu dobrze. John poszedł pogadać z facetami o wieczorze kawalerskim, a ja porozmawiałam z dziewczynami o naszym wieczornym wyjściu. Poprosiłam Monikę, moją kuzynkę, żeby porozmawiała z Johnem jaki lokal wybrał i czy wszystko jest załatwione. W tym dniu miałyśmy też wyjście do Spa, gdzie mieli nas zrobić na bóstwa. Po śniadaniu posiedzieliśmy, były rozmowy, co niektórzy poszli zwiedzać. Wszystkie dziewczyny, które wieczorem miały się bawić, pojechały ze mną do Spa. Tam czekał na nas wykwalifikowany personel, który miał sprawić, że będziemy czuły się jak boginie. Od samego wejścia tak było. Każda z nas otrzymała lampkę najlepszego szampana, później w szlafrokach korzystałyśmy z uroków tego cudownego miejsca. Byłyśmy tam tylko my, miałyśmy wynajęte to miejsce na kilka godzin. Były sauny, masaże, maseczki, kąpiele w różnych substancjach i błotach, ogólnie relaks, odprężenie i przygotowanie na wieczorne wyjście. Czułam się tak wspaniale dopieszczona, że najchętniej nie wychodziłabym stamtąd. Po kilku cudownych godzinach, pojechałyśmy do fryzjera, makijażystki i po nasze sukienki do jednego z najdroższych sklepów w Nowym Jorku. Była świetna zabawa. Przebierałyśmy w sukienkach i nie musiałyśmy się o nic martwić. Miałyśmy bardzo dobre humorki, bo jako klientki VIP dostałyśmy kolejną porcję pysznego szampana. Kiedy byłyśmy już gotowe, mogłyśmy pojechać limuzynami, które już na nas czekały, do lokalu, w którym miałyśmy się bawić tego wieczoru. Rezerwację miałyśmy na loże, ale inni klienci też tam byli, więc mogłyśmy się pobawić nie tylko w swoim gronie, ale też z innymi. Było przejście do dyskoteki, więc mogłyśmy potańczyć i powygłupiać się. Było naprawdę świetnie. Oczywiście zainteresowanie moją osobą, jako panny młodej, było ogromne. Panowie dosłownie lgnęli do nas. Co chwilę dołączał do nas jakiś mężczyzna, pytał skąd jesteśmy, co robimy w Nowym Jorku. Miałam kilka propozycji od różnych panów, żeby razem opuścić lokal, żeby się lepiej poznać u niego i takie różne. Nie chciałam z żadnej propozycji korzystać, więc miło i z uśmiechem odpowiadałam, że dziękuję, ale jestem w szczęśliwym związku i nic z tego. Panowie jak to panowie, nie udało się tu to szli do następnej. Zabawa była przednia. Dziewczyny piszczały, śpiewały, tańczyły całą noc. Panowie tańczyli dla mnie, jak tylko się dowiedzieli, że to wieczór panieński. O północy zostałam zaproszona do mniejszej sali, gdzie moje wszystkie dziewczyny już na mnie czekały, na środku stało krzesło- już wiedziałam co się święci. Usiadłam na krześle i zaczęło się. Podszedł do mnie wysoki mężczyzna, przebrany w strój policjanta. Śmiałam się do łez, ponieważ dla mnie takie sytuacje są śmieszne. Poprosiłam go tylko, żeby nie ściągał majtek. Mrugnął mi tylko i zaczął swój taniec. Siadał na mnie, ocierał się, brał moje ręce i dotykał nimi swojego ciała. Dziewczyny kwiczały, śmiały się a ja razem z nimi. Chłopak potańczył, rozebrał się – majtki zostawił jak prosiłam, dziewczyny były niezadowolone, bo chciały zobaczyć wszystko, ale w końcu to ja byłam tu najważniejsza. Poprosiłam go, żeby z nami został i bawił się do rana, bez zobowiązań, zgodził się bez problemu. Dziewczyny były zachwycone. W trakcie rozmowy wyszło, że jest z Czech. Porozmawialiśmy sobie trochę, ale dziewczyny były żywo nim zainteresowane, więc musiał się z nimi bawić. Ja natomiast wyszłam przed lokal trochę odetchnąć, bo w środku było bardzo gorąco. Po chwili usłyszałam męski głos: - cześć ślicznotko- powiedział tajemniczo, ale zabrzmiał znajomo. Odwróciłam się i moim oczom ukazał się Paweł. Padliśmy sobie w ramiona. Po chwili przypomniałam sobie o tym, co zaszło w Polsce. - Paweł co ty tu robisz?- zapytałam pełna obaw, - przyjechałem w interesach, ale przy okazji chciałem Cię przeprosić za to, co zaszło podczas naszego ostatniego spotkania w Polsce, - czytałeś list, który zostawiłam dla Ciebie? - tak, Karolina mi go dała następnego dnia. Poczułem się, jakbyś wylała mi na głowę kubeł zimnej wody, - Paweł bardzo Cię przepraszam, że dałam Ci nadzieję, że stało się tak, jak się stało. Nie planowałam tego, uwierz mi! - wiem, to ja Cię przepraszam za moje zachowanie, nie chcę się z Tobą kłócić, jesteśmy w końcu przyjaciółmi, chciałbym być na twoim ślubie, być twoim aniołem stróżem, - jeśli tego chcesz to nie ma problemu, ale nie zrobisz mi żadnego przedstawienia? - nie, nie bój się! Po przeczytaniu listu od ciebie, rozmawiałem długo z Karoliną.