Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 9 min czytania

Podróż śmierci

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kroczył przez życie pewnie i dostojnie, niczym kozacki ataman na przodzie swojego oddziału, kierujący losem swoich licznych podopiecznych. Jednak on, dwudziestopięcioletni chłopak z przedmieść wielkiego miasta, tak naprawdę nie miał nikogo. Wyimaginowany świat w którym się otaczał, substytut jego kontaktu ze światem, był początkiem końca tego młodziana… Nadchodzący dzień nie mógł tego wszystkiego zapowiadać .Budząc się nie potrzebował budzika, by wyrwać się z letargu swego płytkiego snu. Na twarzy odczuł bijące promienie wschodzącego słońca, czując się niczym bohater ulicy Krokodylej Brunona Schulza. Wiedział, że ten dzień i dla niego będzie wyjątkowy. Nie mógł spodziewać się, jak ta antycypacja w tym względzie będzie miała wpływ na jego dalsze losy… Otworzył okno swojego pomieszczenie. Czując niesamowity powiew przyrody, zmieszany aromat rannej trawy, zapach liści na drzewach ,czując siłę wiatru przenikającą przez jego twarz i słysząc świergot ptaków zamknął oczy. Miał niesamowitą zdolność do odtwarzania dziwnych obrazów w wyobrażni, z czym się nie zdradzał. Bał się, że gdyby powiedział komuś o tym, jego powiernik wyśmiałby go w najlepszym razie, a w krańcowym przypadku zaproponował wizytę u miejskiego psychologa, sponsorując mu tę wizytę z litości nad chorym rozmówcą… Kontemplował tak pięć minut, stojąc w pidżamie przed oknem z błogim uśmiechem na twarzy i zamkniętymi oczami. Może naprawdę dobrze, że nikt go nie widział w tej chwili…Pomyślał jeszcze chwilę nasz bohater, jak niewiele człowiekowi potrzeba do szczęścia i wyszedł z sieni własnego pokoju. W jednorodzinnym lokum, na przedmieściach wielkiego miasta, gdzie zamieszkiwał wszyscy jeszcze pogrążenie byli w śnie. Przemknął szybkimi susami do kuchni, zrobił szybkie śniadanie i wybiegł z domu. Nie wiedział gdzie idzie. Miał dwie opcje. Mógł skręcić w lewo ,w stronę lasu ,i w prawo w stronę drogi prowadzącej do owego miasta. Przystanął na rozdrożu dróg i niespodziewanie dla siebie jego twarz przybrała frasujący wyraz twarzy. Nigdy wcześniej nie przystawał w tym miejscu, zawsze, mimowolnie czy to z premedytacją jego nogi prowadziły go w stronę lasu. Sam się przeląkł. Gdybyśmy przypomnieli sobie jego poranny wyraz twarzy ,gdy stał przed oknem i porównali z teraźniejszym , mielibyśmy kalejdoskop dwóch różnorodnych stanów emocjonalnych .Gdyby on sam mógł się ujrzeć w tym momencie, zlakłby się okrutnie i pomyślał,że to może być mina diabła, a nie jego samego. Poczuł suchość suchość ustach, zrobił się blady. Przez głowę przewinęło mu się tysiąc myśli, a nogi niczym zahipnotyzowane przez strasznego szarlatana, wryły się w ziemię. Magiczne pięć minut, mające tak wielki wpływ na życie tego chłopaka właśnie minęło… Postanowił iść w miasto, mimo iż nie miał w tym żadnego celu, nie wiedział jak i dlaczego, ale tak postanowił. Do miasta prowadziła jedyna droga, a jego centrum mogło się spodziewać tego niespodziewanego gościa za około godzinę. Gdy młody mężczyzna szedł skrajem asfaltowej powierzchni, z czasem przemieniającej się w autostradę,myślał o swoim życiu. Mimo tego, ani razu w ciągu tej niecodziennej tułaczki nie spojrzał za siebie. Nie uświadamiał sobie jednak tego, co było najważniejszym, najbardziej spektakularnym celem życia innych jego rówieśników. Gdy w jego podświadomości ukazywała się tabliczka z napisem „życie”, wcale nie myślał o pieniądzach, o suto zakrapianych imprezach, o samochodach czy też innych rzeczach materialnych. Całe życie marzył o niespełnionej miłości, o kobiecie z którą przeżyłby w zgodzie z sumieniem i rozsądkiem życie. Pragnął prawdziwego uczucia, obdarowywania się nawzajem nieskalaną miłością i samym sobą. Pragnął sielanki, chciał też kierować się altruizmem… Nie wracał do przeszłości, a myślał tylko o przyszłości. -Po co przypominać sobie złe czasy?- powiedział do siebie i ruszył pewnym krokiem przed siebie. Godzinna wyprawa, mimo iż piesza, nie wpłynęła znacząco na jego kondycję fizyczną. Nie zważał też na mijające go autobusy komunikacji miejskiej, nie zastanowił się nawet n moment, by skorzystać z tej możliwości pokonania dalszej części drogi..

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%