Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Zbrodnia · 9 min czytania

Podróż w nieznane

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Edi stał na pokładzie żaglowca i mrużąc oczy w obronie przed kąśliwymi promieniami słońca, przyglądał się załadunkowi czarnych jak heban niewolników. Jego uwagę przykół najmłodszy z Murzynów. Chłopiec odznaczał się nieprzeciętną urodą i wyróżniajacym się wśród schwytanych strojem malowideł, a szczególnie kolorowymi wisiorkami na przegubach rąk i nóg. Musiał być synem jakiejś ważnej osobistości na kontynencie afrykańskim. - Złoto z szyi pewnie mu zdjęto - pomyślał Edi. Młody, przyszły niewolnik przechodząc obok, spojrzał w oczy swemu rówieśnikowi, jakby notował w pamięci rysy jego twarzy. Wszystko to działo się w ułamku sekundy, a mimo to Edi poczuł falę mrowienia, która wstrząsnęła jego ciałem i znikła rozpływając się w bezmiarze energii wód oceanu. Edi był mulatem. Jego ojciec, nadzorca niewolników zakochał się w pięknej brance z Czarnego Lądu, która była służącą w bogatej ziemiańskiej rodzinie. Owocem tego romansu był Edi. Ojciec nigdy nie wyrzekł się syna i dzięki temu Edi otrzymał niezłe wykształcenie, wychowując się razem z dziećmi znanego ziemianina, pod bacznym okiem pięknej matki. Ale cóż z tego, kiedy dzięki kolorowi skóry nie był akceptowany, ani w środowisku czarnych braci, ani środowisku białej kasty, która zazdrośnie strzegła czystości swej błękitnej krwi. Aby pozbyć się dorastającego chłopca, nadzorca postanowił uczyć chłopca żeglarskiego rzemiosła, który od najmłodszych lat praktykował, ciężko pracując i ucząc się budowy żaglowców w porcie Cartagena u wybrzeży Kolumbii. To była jego pierwsza wyprawa w tak daleką podróż. Zaczynał od chłopca okrętowego, którego zadaniem było utrzymanie czystości na pokładzie. Będąc najniższym rangą, musiał wszystkich słuchać. Dla czytelnika, który nie czytał pierwszej części. Żeglowiec o wdzięcznej nazwie Maryja był przeznaczony do transportu niewolników, pod którego pokładem mógł pomieścić osiemdziesięciu nieszczęśników. Zazwyczaj dwukrotnie przewoził ich więcej, z czego jedna trzecia umierała z niedożywienia i nieznanych dla Afrykańczyków chorób białych, którymi zarażała ich załoga żaglowca. Po załadunku skutych łańcuchami niewolników, uzupełniono zapasy wody i żywności. Okręt Maryja podniósł kotwicę i wspomagany leciutką bryzą odbił od nieprzyjaznego, afrykańskiego lądu, kierując się do portu przeznaczenia w Ameryce Południowej. - Do roboty przybłędo!!! - usłyszał za plecami Edi. - Wyszoruj pokład po tych czarnuchach, ale już!!!... darł się bosman, trzymając za kołnierz chłopca i okładając go pięścią po plecach. Dość już mam ciebie!!! - krzyczał. Skończysz szorować pokład to zaniesiesz wody tym śmierdziuchom pod pokład!!!- wydzierał się wielki jak góra bosman. - Dobrze panie bosmanie, tylko mnie nie bij - prosił chłopiec, słaniając się z bólu na nogach. Edi wziął puste wiadro i uwiązał je do liny, następnie czerpiąc wodę z oceanu zmoczył pokład, starając się nie zalewać zamkniętych krat wywietrzników, pomieszczenia dla niewolników. Szorując kraty mokrą szmatą, widział stłoczonych smutnych ludzi, którzy podzielili się na małe grupki o czymś rozprawiając. Uwagę chłopca przykuł znany mu wcześniej młodzieniec, który jak na swój wiek odznaczał się władczą postawą - musiał być synem jakiegoś murzyńskiego kacyka- pomyślał po raz drugi Edi. Niewolnicy o czymś głośno się spierali w swoim afrykańskim narzeczu. - Sądzą, że nikt ich nie rozumie? - pomyślał chłopiec, moja mam uczyła mnie tego na wpół migowego języka - czyżby pochodziła z tego samego plemienia? To plemię szamanów - mędrców, jak opowiadała matka, która była córką naczelnego szamana. Ale niestety kobiety nie były wtajemniczane w obrzędy mężczyzn. Były przeznaczone do rodzenia potomstwa. - Może ostrzec załogę, że schwytali Murzynów, którzy nigdy nie będą niewolnikami, toż to szamani, a przynajmniej uczniowie, pewnie na małżowinie usznej przy samej głowie mają szramy w kształcie podwójnego V. Matka ostrzegała go kilkakrotnie przed tymi ludźmi, byli najbardziej niebezpiecznymi i podstępnymi władcami i jednocześnie wszechstronnymi lekarzami - czarownikami Afryki. Tyle wiedział od swej matki. Więcej nie chciała powiedzieć. Nawrócona na wiarę chrześcijańską, zawsze kiedy mówiła o swoich przodkach robiła znak krzyża, a na jej twarzy malował się strach. Edi nachylił się nad kratą, dotykając żelaza uchem, aby lepiej słyszeć szepty niewolników, kiedy za plecami usłyszał kroki i jednocześnie piekący ból, kiedy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%