Fantastyka · 7 min czytania
"Podróż życia"Część 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ciemne fale uderzały o kadłub statku. Pochmurne niebo gniewnie odbijało się w toni wody. Łódź delikatnie omijała napotkane przeszkody, a to stare drzwi, a to stół, jakaś lalka. - Wpływamy właśnie do zatoki- mruknął Olek i ze smutkiem oglądał to co mijali. - Czyli jakie to zatopione miasto? – Spytał człowiek stojący za sterami. Był to mężczyzna z kilkudniowym zarostem, tęgi lecz dobrze zbudowany. Ubranie, które miał na sobie było lekko zniszczone. - Według mapy jest to miasto Chicago, Arturze czy myślisz, że może być tu ktoś żywy? - Nie wiem, mam taką nadzieję. – Odrzekł Artur, kapitan statku. - Chyba trzeba zejść na ląd. - Ląd – Zaśmiał się ponuro Olek – Gdzie Ty tu masz ląd? Tu są same pozostałości po domach i inne wystające budynki.- Artur nic na to nie odpowiedział. Wiedział, że jego towarzysz ma rację. Rozglądał się z nadzieją, że zobaczy tutaj kogoś żywego. Co chwile można było tylko zobaczyć pływające po powierzchni elementy wyposażenia domowego lub martwe ciała. - Zatrzymaj się tutaj. Wejdę do tego domu jest zalany tylko do połowy. Artur skinął Olkowi. Podziwiał tego chłopca. Znalazł go zaraz po powodzi. Siedział na dachu swojego domu i patrzył na nieruchome ciała swojej rodziny, pływające u jego stóp, ale nie tylko to go w nim fascynowało. Artur pamiętał, że Olek nie płakał. Na jego twarzy malowała się złość. Nawet nie krzyczał o pomoc. Dopiero Artur namówił go na płynięcie z nim pod pretekstem szukania tych, którzy mogli przeżyć tą katastrofę. Olek wygramolił się z łodzi. Delikatnie stanął na wystającym dachu. Zwiesił się z niego po czym szybkim ruchem wybił szybę w górnej części domu. Wskoczył na piętro gdzie woda się jeszcze nie wdarła. Rozejrzał się, musiał być w jakimś dziecinnym pokoju. Obok niego stało średniej wysokości łóżko. Widać, że ktoś z niego wychodził w pośpiechu. Zrobił pierwszy krok po czym szybko cofnął nogę. Czuł, że na czymś stanął. Spojrzał w dół, zobaczył szmacianą lalkę z na wpół oderwaną głową. Chłopak uśmiechnął się do niej i delikatnie włożył ją do kieszeni swojej kurtki. W pokoju wszystko było porozrzucane, jakby ktoś się szybko pakował. Komoda z ubraniami była otwarta. Naiwni- myślał Olek patrząc na rodzinną fotografię- zamiast uciekać próbowali się pakować. Z obrzydzeniem omiótł pokój, miał już z niego wychodzić gdy usłyszał jakieś szlochanie. Przeszedł szybko przez pokój i wyszedł na korytarz w połowie zalany już wodą. Rozejrzał się i nasłuchiwał kolejnych dźwięków. Cisza. - Jest tu kto? – Zawołał. - Tutaj! – Usłyszał piskliwy głos jakiejś dziewczyny. Pobiegł na sam koniec korytarza. Otworzył drzwi i zobaczył drobną blondynkę leżącą na podłodze, była przygnieciona wielką szafą. - Pomóż mi – Wyjąkała - Zabierz mnie stąd! - Co się stało? Jak udało Ci się przeżyć? - Sama nie wiem, woda wdarła się tak szybko. Moi rodzice nie wiedzieli co robić, a potem przyszedł jeszcze ten wstrząs i ta szafa na mnie spadła. – Dziewczyna zaczęła łkać. Nie mogła tego opanować. - Nie płacz. Będzie dobrze. Tylko szybko trzeba Cię stąd zabrać bo woda znowu przybiera. – Olek podniósł lekko szafę. Nie była ciężka za to bardzo duża. Nieznajoma szybko zabrała nogi. - Dziękuje. Mam na imię Lili. - Olek – Wydyszał opuszczając szafę. - Jesteś cała? Możesz chodzić? – Dziewczyna skinęła głową. - Czy ktoś jeszcze się uratował? - Z tego miasta? Tylko Ty. - O Boże! – Łzy trysnęły ponownie z jej oczu. - Nie ma teraz czasu na rozpaczanie! Musimy iść. - Jak możesz być taki chłodny! Ja tu się urodziłam, wychowałam!…