Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 20 min czytania

Podróże Józka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Siedział na ławce – jak zawsze. Obok niego najlepszy ziom, a w łapie dymiący szlug. W uszach miał swoją ulubioną czyli hip-hopową muzykę, ale oczywiście nie te gówniane hip-hopolo co to niby-raperzy mówią o miłości, lecz ten najprawdziwszy, najbardziej undergrandowy. Jak każdy porządny ziomek tworzył również własne teksty pełne przemocy i głębokiej prawdy. Rok temu wydał nawet nielegala i trzymał go na honorowym miejscu na swojej półce. Jak przystało na porządnego blokersa, Józek - nazwany Pigułą nosił porządne szerokie spodnie za 300 złotych. Na mieście czuł się w nich jak pan życia i śmierci. Tego właśnie dnia, siedząc spokojnie na swojej ulubionej ławce rzekł od niechcenia: - Wiesz Lolo? Ja to bym chciał wyjechać do Holandii i tam palić blanty. Całymi dniami nic bym nie robił, tylko bym palił. I nie musiałbym się kurna z tym kryć! – Józek aż zacisnął pięści z emocji. - Piguła! Jeszcze tam pojedziemy... - Taa... Wiesz może co rymuje się do „matka”? - Klatka? – Lolo spojrzał pytająco. Józek przewrócił oczami. Klatka zupełnie nie pasowała do jego nowego tekstu. Sam postanowił wymyślić jakiś rym – w końcu był raperem. Siedział więc nad kartką i długopisem rysował graffiti. Lecz niestety żaden rym nie wpadał mu do głowy, uznał więc że nie ma weny i skierował się do swojego mieszkania. Pożegnał się z kolegą mocnym podaniem dłoni i powolnym krokiem bujając się na boki szedł w kierunku wysokiego wieżowca. Mieszkał na ostatnim piętrze, więc zawsze jeździł windą. Czasami się zacinała lecz to wcale Józkowi nie przeszkadzało – on zawsze miał czas. Tego dnia również wszedł do windy i wcisnął dziesiątkę. Stanął sobie w rogu, wsadził ręce w kieszenie i kiwał głową. Na szóstym piętrze winda się zatrzymała i wsiadł do niej dziwnie wyglądający facet. Miał na sobie coś w rodzaju dywanu i obcisłe, czarne dżinsy. Bez słowa podał rękę Józkowi, patrząc mu się badawczo w oczy. Piguła postanowił nie zwracać uwagi na tego faceta: stał dalej niewzruszony, spokojnie kiwając głową. Lecz tamten cały czas się na niego gapił. To go irytowało! - Przestań się pan tak patrzeć – powiedział. - Czy ty jesteś Józek, zwany Pigułą? – odparł tamten, wcale nie przejęty słowami swojego towarzysza. - A co pana to?! – odparł chłopak zwężając oczy. - A pamiętasz Marka zwanego grubym Benkiem? – Facet zdawał się ignorować słowa Józka. - Czemuś się pan mnie uczepił?! – Piguła zacisnął pięści unosząc łokcie do góry. - Bo wydajesz mi się niezmiernie interesującą osobistością. Chciałbym ci zaoferować swoją pomoc. Mógłbyś rozpocząć prawdziwe, normalne życie. Dzięki mnie. Jestem osiedlowym Medżikiem. I teraz w tej chwili zatrzymam windę. Dla twojego dobra. Po jego słowach winda się zatrzymała. Piguła aż otworzył buzię ze zdziwienia. - Eee...- powiedział Józek drapiąc się po głowie – ale ja nie potrzebuję pomocy. Mi jest dobrze. Zostanę raperem tak jak Peja. - Ech, głupcze! Ty wcale nie masz talentu. A ja chcę Ci podarować podróż. Potem zrobisz co będziesz chciał. Tylko podróż. – przekonywał facet. - A dokąd ta podróż? – zainteresował się Piguła. - Na pięć kontynentów – powiedział facet w dywanie, lekko unosząc brwi. - A zajadę do Holandii? – spytał z nadzieją w głosie przyszły podróżnik. - Oczywiście... Po tej krótkiej wymianie zdań winda ruszyła, lecz znajdował się w niej tylko facet w czerwonawym dywanie i czarnych spodniach, uśmiechający się pod nosem. Dojechał na dziesiąte piętro i powiedział matce Józka, że jej syn wróci do domu za pięć godzin.

***

„Gdzie ja jestem?” – zastanawiał się Józek. Wokół niego był tylko piasek, z nieba lał się żar i nie było na nim ani jednej chmurki. „A! To pewnie ten osiedlowy Medżik wysłał mnie na inny kontynent.” Stwierdziwszy ten oczywisty fakt, Piguła ruszył przed siebie. Szedł i szedł. Było mu gorąco, lecz nie zdjął swojej bluzy – to byłoby wbrew jego subkulturze. Jedyne na co mógł sobie pozwolić aby się trochę oziębić, było zdjęcie kaptura i podwinięcie jednej nogawki od spodni. Idąc tak przez te morze piasku, Józek zaczął czuć nieprzyjemną suchość w ustach. Aż nagle zobaczył przed sobą murzyna w krótkich czerwonych spodenkach i z patykiem w ręce. - Ej ty! – krzyknął Piguła. Oczywiście nie powiedział tego po Polsku lecz w języku tegoż murzyna, gdyż dzięki Medżikowi umiał języki krajów do których miał zawitać. - Witaj przybyszu! – odpowiedział mu murzyn. - Masz może coś do picia? – Józek postanowił od razu przejść do sedna sprawy. - Oczywiście. Chodź do mojej chatki. Murzyn, idąc tak koło tego grubo ubranego człowieka, nie mógł się nadziwić, ze ten ma tak dobry akcent i że się nie rozbiera. Lecz zdążył się już przyzwyczaić do dziwnych zachowań ludzi nietutejszych. Choć co prawda to bardzo rzadko tacy się pojawiali: ostatnio spotkał białego człowieka równo rok temu. - Jak się nazywasz przybyszu? – postanowił nawiązać rozmowę murzyn. - Mów mi Piguła. A ty jak? – odpowiedział Józek od niechcenia. - Jestem Geliah. Skąd przybywasz Piguło? - Z Polski. A to co za kraj? – chłopak wykazał zainteresowanie miejscem, w którym się znajdował. - Sudan. - To twój dom? – zapytał się Józek wskazując palcem na małą, krytą strzechą chatkę. - Tak. Wnętrze domku było raczej mało urozmaicone, lecz dla Piguły było to nieważne - on chciał pić. Gdy już dostrzegł dzbanek z wodą, to dosłownie się na niego rzucił i zachłannie wypił. Murzyn patrząc się na poczynania swojego gościa, stwierdził że musi mu przekazać pewną ważną naukę. - Piguło! Zdejmijże ty bluzę. Przecież jest gorąco. – przekonywał. - Widzę, że Geliah nie rozumie czym jest wierność dla swojej kultury. Ja nie mogę zdjąć tej bluzy, bo pod spodem mam zwykłą nie firmową koszulkę. A to jest niewybaczalne, żeby pokazywać się w czymś takim na mieście. – mówił podekscytowany Józek. - Słowa, zwykle słowa. Przecież to nie miasto, a zwykła wioska. A widzę, że jest ci gorąco – powiedział wpatrując się w kropelki potu na czole przybysza. - No to co, że gorąco. Ja wszystko przetrzymam! – oponował hardo Józek. - Pozwól Piguło, że opowiem Ci historię – Józek kiwnął głową - Równo rok temu na pustyni, spotkałem chłopca ubranego mniej więcej tak jak ty, ale był on dużo grubszy od ciebie. Przedstawił się jako gruby Benek. I wiesz co? W końcu rozebrał się do samych majtek. Na początku też oczywiście nie chciał niczego zdejmować, lecz w końcu poszedł po rozum do głowy. A też mówił, że jest wierny swojej kulturze. Dokładnie tak jak Ty – powiedział moralizatorsko murzyn. - Eee... Wiesz, co Geliah? Ja znałem grubego Benka, ale od roku wcale go nie widuję na osiedlu. A bluzy i tak nie zdejmę! - Zdejmiesz, to tylko kwestia czasu. Dodam, że tutejsze kobiety nie lubią kiedy mężczyzna zasłania całe swoje ciało. - Aj tam! Ja mam dziewczynę, żadne kobiety nie są mi potrzebne – powiedział lekceważąco Piguła. - Eh, chłopcze... Widzę że cię do niczego nie przekonam. Rozmowa ta zapewne toczyłaby się dalej, lecz do chatki wszedł syn Geliaha i zobaczywszy strój białego człowieka, zaczął się głośno śmiać. Co chwila pokazywał na niego palcem, a potem trzymał się za brzuch i ocierał oczy z łez. A Józek - jak oczywiście przystało na porządnego hip-hopowca, nie mógł pozwolić na to, aby się z niego wyśmiewano. Krew napłynęła mu do głowy, zęby się zacisnęły, a w głowie powstała precyzyjna myśl: „Dołożyć mu! Obić go tak, żeby rodzona matka go nie poznała!”. Wstał z krzesła i szybko ruszył do ataku, lecz ojciec chłopca był dużo szybszy: złapał Pigułę za kaptur tak, że syn zdążył uciec, uprzednio rozpoznawszy zagrożenie. - Geliah?! Co ty zrobiłeś?! Tamtemu gówniarzowi należał się porządny wpierdol! – Krzyczał wściekły Józek. - Może i się należał. Ale zobacz: Ty jesteś od niego starszy i silniejszy – bronił małego ojciec. - To z racji tego, że jest młodszy, wszystko ma mu uchodzić na sucho?! – denerwował się Józek. - Dostanie mu się dzisiaj, ty się o to nie martw. Ja jako ojciec wymierzę mu karę. Porządną karę – zapewniał murzyn. Piguła mu uwierzył i już nie upierał się na tym, by pobić dzieciaka. Chociaż kto wie? Może gdyby drugi raz go zobaczył, to by mu przyłożył. Lecz nie miał niestety okazji powtórnego spotkania swojego małego wroga, gdyż siadając na krzesło poczuł, że pod nim jest pusta przestrzeń i zaczął spadać w tę nieodgadnioną ciemność. Z początku nawet trochę się bał, ale gdy już przyzwyczaił się do wszechogarniającej ciemności i pędu wiatru - poczuł się po prostu znudzony. Józek preferował adrenalinę...

***

W najmniej spodziewanym momencie, ciemność ustąpiła jasności, brak gruntu pod stopami został zastąpiony trawą, a zamiast nudy pojawił się kolosalny strach. Przed oczami Piguły rozpościerał się widok na stado antylop uciekających przed zagłodzonym lwem. Chłopak z początku zupełnie nie wiedział co ma zrobić. Stwierdził, że musi działać szybko. Po swojej prawej stronie ujrzał gęsty las. Postanowił się tam schować. Gdy już stał za grubym konarem drzewa (niczym nieustraszony Tarzan), postanowił zza niego wyjrzeć, po czym z ulgą stwierdził, że zarówno lew jak i antylopy, już mu nie zagrażają. Był strasznie wściekły na Medżika, że ten naraził go na tak wielkie niebezpieczeństwo. Przecież te antylopy mogły go zabić! Żeby odreagować cały ten stres, postanowił zapalić. Usiadł sobie na trawce, wyjął zapalniczkę i papierosa po czym z błogością wciągał dym. To go zrelaksowało. Gdy obserwował otaczającą go przyrodę, poczuł się jedynym człowiekiem na Ziemi. Było mu z tym dobrze. Położył się na trawie i oglądał niebo na którym aż roiło się od chmur. Nie myślał o niczym – po prostu oglądał i zachwycał się pięknem otaczającego go świata. Aż w końcu oczy same mu się zamknęły i wpadł w ramiona snu...

***

Gdy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Podróże Józka — czytnik · opowiadania