Podróże · 7 min czytania
Podróże w czasie cz.I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Minęły dwa miesiące od ostatniej podróży, kiedy profesor Brown znów poprosił Jay’a o przybycie do swojego laboratorium. Po przyjeździe, tak przedstawił mu sytuację: - Wyruszamy na planetę Nemezis. - Dlaczego? – zapytał – I co to za planeta? - Nemezis to dziesiąta planeta Układu Słonecznego, która nie została jeszcze odkryta przez ludzi. Musimy tam wyruszyć, ponieważ dostałem wczoraj międzygalaktyczną wiadomość z Neptuna, że mieszkańcy Nemezis chcą przeprowadzić inwazję na Ziemię i inne planety. - Od kogo pan się tego dowiedział? - Od mojego przyjaciela – profesora Diwaka. Powiedział mi, że mieszkańcy Nemezis podbili już Plutona i zbliżają się do Neptuna! - Czym lecimy? - Moim statkiem podróżującym w czasie i przestrzeni. - Już go pan naprawił? Po ostatniej podróży był bardzo zniszczony. - Tak, już go naprawiłem. Wyjdźmy na dwór, poznasz naszych współpracowników. Wyszli na dwór, gdzie stał wehikuł, a obok niego siedem osób. - To ludzie, z którymi będziesz pracował: Marti McFlai, Rubeus, Konan, Will Smish, Johny Smish, Jordi Laforge i Beniamin Sisco. - Bardzo mi miło. Możecie mówić mi Jay. Jay Baderic był młodym człowiekiem. Miał 19 lat. Był dosyć wysoki, szczupły. Jego oczy były niebieskie. Na twarzy widać było młodzieńczą radość. Ubrany był w luźne spodnie i bluzę, wybrane starannie na tę wyprawę. Jay nie był nowicjuszem. Wcześniej brał już udział w podobnej wyprawie. Jadnak nie wiedział, że ta będzie tak długa. Weszli do statku i ruszyli. O nic nie trzeba było się martwić, bo profesor kierował pojazdem, a reszta tylko siedziała. Nagle Jay poczuł jak wehikuł się trzęsie, a za oknem ujrzał dziwny wir. - Co to za zjawisko? – zapytał profesora wskazując na wir. - To korytarz czasoprzestrzenny, nie mogłeś go widzieć podczas poprzedniej podróży, bo w statku nie było okien. Teraz dopiero zauważył, że w statku są dorobione okna, których podczas wcześniejszej podróży nie było. Pojazd wylądował. Wszyscy wyszli na zewnątrz. Baderic nie był nigdy na Neptunie, ale z tego, co słyszał nie wygląda on jak Ziemia. Ta planeta wyglądała jak Ziemia, tylko była mniej zaniedbana. Profesor powiedział: - Rozgośćcie się panowie, zostaniemy tu na dłużej. - Dlaczego? – zapytał McFlai. - Zepsuł się generator siłowy. - Jak długo potrwa naprawa? – włączył się Rubeus. - Około trzydziestu sześciu godzin. - A gdzie jesteśmy? – zapytał Konan. - Na Ziemi. - Na Ziemi? To znaczy, że wróciliśmy na Ziemię? - Nie zupełnie. Jesteśmy na Ziemi, na bezludnej wyspie, ale w roku 1364. Po naprawie będziemy musieli wrócić do teraźniejszości, a później przenieść się na Neptuna. Tak więc podróżnicy zostali na bezludnej wyspie. Zapadał zmierzch, więc Johny, Laforge i Sisco poszli pozbierać drewno na ognisko. Jay, profesor i McFlai wyładowywali zapasy jedzenia, a Rubeus i Konan rozkładali namioty. Natomiast Will wszedł na drzewo z lornetką i obserwował okolicę. Po dwudziestu minutach trzech ludzi z drewnem wynurzyło się z lasu, w tym czasie „bagażowi” kończyli już znoszenie bagaży, a Rubeus i Konan po skończonym zadaniu usiedli i rozmawiali. Była godzina dwudziesta pierwsza. Członkowie wyprawy ustalili dwugodzinne warty. Pierwszy na warcie…