Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Podróże · 8 min czytania

Podróże w czasie cz.II

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

...Rubeus podniósł się i rzekł: - Chodźmy. Lepiej, jeżeli dotrzemy do obozu zanim zacznie padać. Ruszyli. Szli, jak się im zdawało, w dobrym kierunku. Jakiś czas maszerowali polaną, później wkroczyli do lasu. Chmury zasłaniały słońce, więc było trochę ciemno. Ciemno było na polanie, a gdy weszli do lasu zrobiło się jeszcze ciemniej, ponieważ drzewa przesłaniały niebo. Jay’owi wydawało się, że jest już późno, a było południe. Zaczęły spadać pierwsze krople deszczu, w oddali słychać było grzmoty. - Musimy się ukryć przed burzą. – powiedział Konan. Niedaleko przed nimi stało wielkie, rozłożyste drzewo. Szybko podbiegli do niego. Konan wdrapał się na górę. Reszta weszła za nim. Z góry było widać dużą część wyspy. Z jednej strony zbliżały się czarne chmury. Z drugiej ujrzeli dym. - To może być nasz obóz – zauważył chłopak. - Chyba masz rację. – rzekł Rubeus – Gdy przestanie padać, pójdziemy w tamtą stronę. Padało coraz mocniej. Niebo rozdzierały błyskawice, słychać było potężne grzmoty. Podróżnicy siedzieli tak na drzewie bardzo długo. Czekali, aż przestanie padać. Lało cały czas. Baderic był zmęczony, więc, nawet nie wiedząc kiedy, zasnął. Obudził go Rubeus. Już nie padało. Ruszyli w stronę, z której przedtem widać było dym. Idąc przez las widzieli szkody, jakie wyrządziła burza. Wszędzie było wiele połamanych drzew. Dym zniknął im z oczu, więc szli przed siebie, licząc na swój instynkt. Zaczęło się ściemniać, było około godziny osiemnastej, kiedy dochodzili do miejsca, z którego było widać dym, usłyszeli dzikie wrzaski. Na polanie, na którą za chwilę mieli wejść tańczyło jakieś plemię czarnych ludzi. Odprawiali swoje rytuały. Mężczyźni schowali się za drzewami, stojącymi na brzegu polany. Dzicy tańczyli wokół pala stojącego na środku, do którego przywiązany był człowiek. Wyglądał na jednego z ich plemienia. Do pala podszedł jeden z murzynów, wyglądający na szamana, albo kogoś podobnego, i podpalił stos. Przywiązany człowiek zaczął krzyczeć. Młody podróżnik zastanawiał się, czy nie skoczyć mu na pomoc, ale dzikich było zbyt wielu, więc zrezygnował. Nagle poczuł lekkie ukłucie. Odwrócił się i ujrzał kilku tubylców z włóczniami skierowanymi w ich stronę. - Nie wygląda to dobrze. – powiedział Konan. Czarnoskórzy kazali im wstać i iść za nimi. Weszli na polanę. Dzicy byli wyraźnie zdziwieni ich obecnością. Szaman zaczął coś mówić do kilku wojowników. Ci chwycili podróżników i przywiązali do pali wbitych obok tego, do którego był przywiązany nieszczęśnik, którego obserwowali z ukrycia. - Co teraz zrobimy? – zapytał Rubeus. - Nic nie możemy zrobić – odpowiedział Jay – chyba tu zginiemy. - Jeszcze nie wszystko stracone – powiedział Konan – w kieszeni mam nóż, spróbuje go wyciągnąć i rozciąć sznur. - Nawet, jeżeli się uwolnimy, to jak stąd uciekniemy? – zapytał Rubeus. - Warto spróbować. Później będziemy się martwić, co będzie dalej. – odpowiedział Konan. Szaman podpalił stos, zaczynało robić się gorąco. Konan wreszcie wyciągnął nóż i zaczął przecinać sznur. - Pospiesz się! – krzyknął Rubeus. - Robię, co mogę. Wreszcie przeciął liny. W tym momencie z lasu wyszli Will, Johny, Jordi i Beniamin. Will wyciągnął pistolet i wystrzelił. Tubylcy wystraszyli się i poukrywali w lesie. Konan rozciął już sznur wiążący Rubeus’a. Johny i Jordi stali ze strzelbami i pilnowali żeby nikt się nie zbliżał. Sisco i Will podeszli do uwięzionych. - Martwiliśmy się, że tak długo nie wracacie. – powiedział Beniamin – Dlatego profesor kazał nam, żebyśmy was poszukali. Szliśmy około piętnastu minut w kierunku, w którym wy wyruszyliście. Usłyszeliśmy jakieś wrzaski, więc pospieszyliśmy w tą stronę.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Podróże w czasie cz.II — czytnik · opowiadania