Podróże · 5 min czytania
Podróże w czasie cz.IV
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
[...]- Trzeba przekazać ich królowi. Niech on zdecyduje, co z nimi zrobić – powiedział profesor Diwak. Ruszyli do pałacu. Baderic, profesor Diwak, Rubeus i Konan. Wychodząc z laboratorium wpadli na Will’a i Johny’ego. Ci byli nieco zdziwieni tym, że ich koledzy prowadzą trzech zbirów, ale po krótkich wyjaśnieniach wiedzieli już wszystko o całej akcji. Will postanowił iść z nimi do pałacu. Johny jednak nie skorzystał z tej szansy. Stwierdził, że musi trochę odpocząć i nie specjalnie zależy mu na spotkaniu z królem Neptuna. Wsiedli do ośmioosobowego poduszkowca należącego do profesora i polecieli do zamku. Bandyci nie sprawiali żadnych kłopotów po drodze, więc podróż przebiegała spokojnie. Pałac był ogromnym budynkiem, widocznym z bardzo daleka. Więc odkąd go ujrzeli jechali jeszcze dosyć długo. Siedziba króla była długa, szeroka i wysoka. Jednym słowem wielka. Strzeliste wieże niemal dotykały kopuły, która okrywała planetę. Przynajmniej tak się zdawało. Setki okien odbijały światło sztucznego słońca. Wokół zamku roztaczały się królewskie ogrody. Pełne najróżniejszych krzewów, drzew i kwiatów. Wiele z nich chłopak widział po raz pierwszy, być może rosły tylko tutaj, albo nie miał okazji zobaczyć ich na Ziemi. Były też ziemskie rośliny, które nie ustępowały pięknością swoim nieziemskim „kolegom”. Na pewno były ładniejsze niż te same gatunki na Ziemi. Widocznie klimat lub gleba sprzyjały ich uprawie. Zatrzymali się przy głównej bramie do pałacu. Strażnik od razu ich przepuścił. Widać profesor był tu dobrze znanym człowiekiem. Od bramy do dziedzińca króla był dobry kilometr. W końcu dojechali. Do pojazdu podszedł mężczyzna, bardzo ładnie ubrany. Miał na sobie purpurowy frak i taką samą czapkę. - Witam profesorze - powiedział przyjaźnie. – Ostrzegam, że król jest bardzo zajęty i nie wiem czy pana przyjmie. - Mamy tutaj trzech zamachowców, którzy szykowali się do ataku na naszego króla. Myślę, że jego królewska mość będzie raczej zainteresowany tą sprawą. - To zmienia postać rzeczy – odparł Neptuńczyk. – Proszę podążać za mną. Mężczyzna machnął ręką na dwóch stojących nieopodal strażników. Jeden z nich wbiegł do środka budynku, a drugi podszedł do poduszkowca. Uzbrojony był w długą włócznię, a do pasa miał przymocowany rewolwer. Zajął się wysiadającymi…