Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 10 min czytania

podwójna ciągła

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

I

Idąc ulicami dawnego królewskiego miasta, widziałam te wszystkie szyldy, banery, reklamy i inne bajery ponowoczesności. Tu ktoś szedł ubrany jak na wybiegu agencji modelek, a zaraz za rogiem kościoła św. Marka siedział żebrak, obok którego ustawiono puszkę. Minęłam jednego i drugiego obojętnie, bo moje serce ktoś zamieniał właśnie w lodowaty kamień. Brama przy Sławkowskiej ozdobiona niebieskimi tabliczkami – jakiś prawnik, fryzjer, a na I piętrze, do którego szło się ciemnym korytarzem dyżurował psychiatra, dr A. Polewka, jak się okazało. Weszłam schodami solidnymi, ściany czyściutkie, wszędzie pachniało pastą do podłogi. Zamiast dzwonka staromodna kołatka w kształcie głowy lwa z mosiądzu. Drzwi otwarły się chyba same, nikogo w przedpokoju, więc idę dalej, a na końcu pokój, gdzie dyżurowała sekretarka. Ubrana niezbyt modnie, chyba panna starej daty, brakowało jej tylko rogowych okularów i naszyjnika z pereł.

II

Weszłam z pewnym takim ociąganiem. W końcu przebywałam w miejscu udręki, owianym tajemniczą osłonką mgielnych wyziewów, gwałtownych erupcji to znów dolinnych nastrojów. Usiadłam na krześle, które przypominało secesję. Obok wielki stół, a na nim lampa naftowa, kałamarz z piórem, wielkie koperty z lakowymi pieczęciami, a na ścianach obrazy z pól bitewnych i portrety ważnych person. Umeblowanie widocznie retro – wielkie szafy gdańskie, głęboki fotel, kozetka, a w oknach ciężkie story, które chyba trudno zawieszać i ściągać do prania. W kącie dostrzegłam laskę, a na stojaku ciemny płaszcz i kapelusz. Dziwne uczucie, jakby cały gabinet był kalką tamtych dawnych gabinetów, gdzie pacjenci leżeli na kozetce, opowiadając swoje historie. Skojarzenia moje pobiegły w tereny wiedeńskie, takie małomiasteczkowe, jakby średnia klasa nadal świetnie prosperowała. Gdzieś w półmroku wreszcie dostrzegłam starszego mężczyznę z brodą i lenonkami, w dobrze skrojonym garniturze i nienagannym krawacie koloru szarego. Nie wiedziałam, jak się zachować. Z kłopotu wybawił mnie doktor, który odezwał się pierwszy.

III

- Zatem co Pannę sprowadza w moje progi? - Panie doktorze, nie mogę spać, dręczą mnie własne myśli, uczucia mam rozbiegane, a w życiu brak celu. - W tym, co Pani powiedziała czuć smutek osoby, która zaczynając dorosłe, lecz nadal młode życie stoi na rozdrożu…nie wie, w którą stronę pójść, chce się przekonać..- Pochodzę ze średniej klasy, moi rodzice są inteligentami. - Pani Ojciec?- Pracuje w PAN. - Przepraszam, w czym?- W Polskiej Akademii Nauk, dawniej Polska Akademia Umiejętności…- Obecna nazwa.- Jak to? - Nazwa, którą Pani wymieniła brzmi niedokładnie. Mamy PAU, nie jakiś PAN. - Nie wiem, słyszałam od Ojca…może źle zapamiętałam. - Kłopoty z pamięcią, kojarzeniem? - Od wielu tygodni, miesięcy…nie mogę skupić się na zajęciach. - Pani studiuje? - Tak, teologię na PAT. - Przepraszam, na czym? - Papieska Akademia Teologiczna, działa od 1981 roku. - Hmm, Pani wspomina odległą przyszłość…czyżby wiedziała, co się zdarzy za lat 80? - Nie rozumiem, PAT działa już 20 lat, zakładał ją sam Papież, Jan Paweł II. - Papieżem jest Pius X moja droga panno…a to wszystko, co Pani mówi, niestety, nie odpowiada rzeczywistości. Podejrzewam wczesne otępienie, dementia praecox…w nazwie Kraepelina. - Ja znam inną nazwę, mieliśmy to przedwczoraj na konwersie z psychologii – „schizofrenia”, wprowadził ją w 1911 Bleurer…- Mamy rok 1902, a Bleurer nigdy nie wspominał o nazwie, jaką raczyła pani wymienić…skąd Pani wie o jego badaniach? - Który rok?! Przecież żyjemy w początkach…w 2001 roku, panie doktorze, nie rozumie mnie Pan?! - Uważa Pani, że mamy rok 2001? - Dlaczego Pan mi zadaje takie „proste” pytania? - Bo nie mamy roku 2001… - Niemożliwe, urodziłam się w 1978, proszę, tu jest mój dowód osobisty? - Dowód jaki?! - Proszę zobaczyć. - Pani ma zdolności artystyczne? Dziwi mnie tylko awangardowa forma dokumentu… - To jakaś paranoja…- Droga Panno Magdo, pani jest w obłędzie…ale terapia Pani pomoże…- Czy Pan zapisze mi leki? - O jakich lekach mówi Pani? - No, na przykład antydepresyjnych, uspokajających…boję się, nie mogę spać, mam depresję…- Depresję?!- Czuję bezsens tego wszystkiego dookoła…to się nazywa chyba depresja, pan jest lekarzem…- Ja widzę w Pani melancholijny smutek, nie żadną jak to Pani nazwała, tworząc nowe słowo, którego nie znam, depresję…Droga panno, terapia Pani, dziś szczęśliwie rozpoczęta, będzie bardzo długa i trudna. Medycyna nie przynosi szczęścia, ale pozwala żyć lepiej. Od tej chwili Pani musi być spokojna, chodzić na terapię i ufać w mądrość natury. Widzimy się za tydzień. Wyszłam. Wyszłam w szoku. Ten dziwny lekarz, który grał kogoś innego nie zapisał mi żadnych leków, lecz zaproponował długą…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%