Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 46 min czytania

"Podwójna siła..." rozdział 10

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

10. Najgorsza osiemnastka

Przyszedł ten dzień. Niedziela – urodziny Fibrynogena, dwudziesty czwarty – urodziny Matrixa. Mat od początku dnia chodził wściekły i nadąsany. Rodzice patrzyli na siebie z niepokojem. Nie było tajemnicą, że ich starszy syn nie ma zamiaru organizować jakichkolwiek urodzin. Zazwyczaj młody człowiek cieszy się, gdy osiągnie dojrzałość i z rozmachem organizuje swoją osiemnastkę w jakimś pubie. Ale nie Mat. On poprzysiągł sobie, że spędzi najgorszą osiemnastkę, jaka może się trafić. Obwieścił to dzisiaj zaraz po przebudzeniu, potem przy śniadaniu i podczas szykowania uroczystego obiadu. - A może zadzwonisz do swoich kolegów? – zaproponowała cicho mama. - On nie ma kolegów – mruknął Fibi układając srebrne łyżki obok srebrnych noży. - Jak nie ma? – zdziwiła się mama – A Zandar? Oniteusz? Nutria? - Nutria z pewnością nie jest moją koleżanką! I skąd mama wie o Nutrii? - Dość często o niej opowiadasz. - Naprawdę?! - Ale zbyt mało, żebym ja ją skojarzył – dodał zniechęcony Fibi. - A Oni to już w ogóle – ciągnął dalej Mat starając się ukryć zmieszanie – To głupi pacan. - Pacan? - Tak. I skończmy ta nie prowadzącą do niczego rozmowę. Ja po prostu nie chcę urządzić urodzin i tyle! Wolę spędzić to najważniejsze święto z moją rodziną. - Ale ja nie chcę – Fibi skończył rozkładać łyżki i oparł ręce na biodrach. – Do mnie przychodzą koledzy i nie życzę sobie brata pałętającego się pod nogami! - No widzicie – Mat wzruszył ramionami – mój rodzony braciszek wywala mnie z chaty w moje osiemnaste urodziny. To będzie naprawdę przerąbana osiemnastka – dodał z satysfakcją. - I ty się jeszcze tą myślą delektujesz – matka pokręciła głową. – Jesteś masochistą Mat. Może powinieneś pójść do specjalisty. - O, kolejny punkt w mojej najgorszej osiemnastce: moja własna matka wysyła mnie do psychiatry. - Wytłumaczę to sobie trudnym okresem dojrzewania – stwierdziła pani Thaviol z rezygnacją wychodząc do kuchni. - A ja tym, że Mat jest psychiczny. Mat wywalił w stronę Fibiego język. Ten odpowiedział mu tym samym. - A za nim wyrzucisz mnie z domu, to dasz mi prezent, maleńki. - A skąd jesteś taki pewny, że kupiłem takiemu szajbusowi prezent? - Prawda, w końcu ja tobie nic nie kupiłem. - No, to jesteśmy kwita. Mat wyszedł by przygotować sałatkę. Fibi pozostał sam. Mimo wszystko żal mu było Mata. Matrix Thaviol jak dotąd jeszcze nie trafił na ludzi, których by polubił. Fibi zdawał sobie sprawę, że brat ma dość ciężki charakter, że jest zadufany w sobie, przeambicjowany i pamiętliwy jak słoń, ale miał też i dobre strony. Fibi sam często nie rozumiał jego postępowania, ale wierzył, że w większości miał dobre zamiary. Nie cierpiał swojej klasy, wszystkim coś zarzucał. Na osiedlu zawsze nosił się wysoko zaznaczając, że jest kimś lepszym od tych nowobogackich mieszańców. Wyjątkowo brutalnie spławiał dziewczyny, które próbowały go podrywać. Robił z nich idiotki czytając na głos ich listy miłosne lub odstawiając inne, nieprzyjemne numery. Dlatego większość ludzi wolała go unikać. Choć, według Fibiego, ostatnio się trochę zmienił. Była to bardzo mała, prawie niedostrzegalna zmiana, polegająca na tym, że tym razem zapewne nie przeczytałby takiego listu na głos, tylko od razu spalił. No, ale teraz już żadna nie chciała mieć z nim nic wspólnego i chyba nikt się temu nie dziwi. Fibi wolałby jednak, żeby jego brat był duszą towarzystwa, najpopularniejszym chłopakiem w szkole, a nie zakałą rodziny… maleńki nie uwierzył, że tak pomyślał. Żeby zmazać grzech gnieżdżący się w jego sercu szybko pobiegł do kuchni. Mat właśnie rozbełtywał sos sałatkowy. Marszczył arystokratyczny nosek krzywiąc się na zapach czosnku. - Mat… - Co maleńki? - Chyba jednak mam dla ciebie prezent. - O, słodki jesteś – Mat wlał sos do marchwiowo – serowej sałatki. – W sumie ja też coś dla ciebie mam. - O, super! - Kaktusa. - Co? - Kupiłem ci kaktusa. - Ej… - No tak. - No, to świetnie. - Jasne. Widzisz, jakiego masz dobrego brata! - Świetnie, bo ja ci też kupiłam kaktusa. - Uuu… widocznie byliśmy na tej samej wyprzedaży. - Widocznie. Fibi zwiesił głowę. Mat spróbował sałatki. - No, bardzo dobre – mruknął. – Ale nie martw się maleńki, poza kaktusem dostaniesz coś jeszcze. Rozłóż salaterki, a ja pobiegnę do piwnicy po prezent. Fibi zaczął podskakiwać z radości. Rodzice uśmiechnęli się pod nosem. Tak, ich pierworodny to bardzo dobre dziecko i to nie jego wina, że nie mam przyjaciół. Po prostu jego rówieśnicy nie sa w stanie tego wyjątkowego indywiduum zrozumieć. Fibi szybko rozłożył salaterki i pobiegł do pokoju po swój prezent dla Mata. Spotkali się w przedpokoju. Mat miał przy sobie coś pękatego, zwężającego się ku górze opakowane w brązowy papier. Fibi natomiast podłużne pudełko. Starszy brat złapał się za głowę. Czemu znowu dostanie mniejszy prezent? Z krzywym uśmiechem podał swój wiercącemu się z uciechy Fibiemu. - Proszę. - Proszę. Fibi czym prędzej rozdarł papier i krzyknął z zachwytu: - Gitara elektryczna! - I to model nie potrzebujący piecyka. - Łee! - Oj, nie narzekaj. Stać mnie tylko na taką. - Nie lubię, kiedy w muzykę zbyt dużo wtrąca się magii. W ten sposób lansuje się takie beztalencia jak te dzisiejsze zespoły pseudopopowe. - Zgadzam się z tobą całkowicie. Ale teraz dawaj mi te małe coś, co śmiesz nazywać moim prezentem. - A proszę, proszę. Jestem przekonany, że bardzo ci się przyda. Tylko otwieraj ostrożnie, żeby rodzice nie zobaczyli. Mat obdarzył brata podejrzliwym spojrzeniem. Szybko weszli do wspólnej sypiali i zamknęli drzwi. - Hmm, co to może być? – Mat powoli rozpakowywał paczkę. Chyba się domyślał. Fibi zaczerwienił się po czubki elfich uszu. Mat odrzucił papier i otworzył pudełko. - O, prezerwatywy! Fib był koloru swoich oczu. - W dodatku smakowe – Mat oglądał opakowania. – Gdzie to kupiłeś? Chyba w aptece ci tego nie sprzedano. A może poszedłeś do sex shopu? Uuu, Fibi, zaimponowałeś mi. Hmm, chyba na pewno byłeś w sex shopie: wibrator męski „doznania prawdziwej partnerki”. No nie no, mogłes wynająć mi na dzisiaj jakąś dziwkę lub przynajmniej striptizerkę. - Jeszcze będziesz miał szansę – mruknął niezadowolony Fibi. - Nie, nie, ok, twój prezent jest po prostu… słodki i… wzruszył mnie… tak, wzruszył – Mat otarł wyimaginowaną łzę. – Już nie będę musiał robić tego sam. - Tylko z wibratorem? - No wiesz co! Mam nadzieje wykorzystać te prezerwatywy. Przeważnie, że ich termin kończy się za trzy lata. Do tego czasu muszę przelecieć jakąś panienkę. A ten wibrator… hmm, to będzie idealna rzecz na grę wstępną. - Myślę, że na grę wstępną lepszy byłby wibrator dla niej – powiedział tonem znawcy Fibi. - Przykro mi, będzie musiała zadowolić się męskim. Hej, ale jak cię wpuszczono do sex shopu? Przecież ty masz dopiero dziesięć… - Jedenaście! - …przepraszam, jedenaście lat i jesteś dosyć… niski i… dziecinny. - Mam swoje sposoby – młodszy, niższy i dziecinny brat uśmiechnął się tajemniczo. - hej, chłopcy, obiad będzie za chwilkę! - Już, już! Fibi wziął pod pachę gitarę i pomaszerował do jadalni. - Spójrzcie, co mi mój kochany starszy braciszek kupił! – wykrzyknął uradowany pokazując rodzicom gitarę. - To chyba nie kaktus – zauważył tata biorąc profesjonalnie instrument do reki. - A kochany młodzy? – mama spojrzała na Mata. Ten z perfidną miną, mimo przerażenia w oczach Fibiego i krótkiego okrzyku, pokazał rodzicom swoje prezenty. - Na bogów, co to jest? – mama obracała w palcach wibrator. - To jest kochanie zabawka do łóżka – wytłumaczył uprzejmie tatuś. – Pożyczamy to na dziś wieczór. - Nie ma mowy! – obruszył się Mat. – Nie mam zamiaru dzielić z tatą wibratora! - TO JEST WIBRATOR?! - Tak. Mamo, nie krzycz tak. - A TO PREZERWATYWY?! - Tak mamo, chyba nie urodziłaś się wczoraj. - Ale wydaje mi się, że ty zaledwie przed godziną przyszedłeś na świat! Przecież ty nie masz nawet prawa wiedzieć, co to prezerwatywa! - Od razu wam mówię, że one pękają – dodał tonem pouczenia ojciec. - Kochanie, nasz młodszy syn kupił starszemu wibrator i prezerwatywy! - No i co w tym takiego strasznego? Przecież to normalni, rozwijający się chłopcy. Ja na osiemnastkę dostałem piłę z nałożoną gumką na koniuszek, z napisem: „rżnij stary”. - Tak?! Nigdy czegoś takiego u ciebie nie widziałam! - Gdzieś zapodziałem. Ale pamiętam, że na mojwj osiemnastce była striptizerka, która… - STRIPTIZERKA?! - To może my wyjdziemy? – zaproponował cicho zażenowany Fibi. - Nie, to jest ciekawe! - Mat, jesteś psychiczny! Jak można to było rodzicom pokazać. - Chciałem się pochwalić, jakiego wspaniałego mam brata! - A jak zaczną zadawać niewygodne pytania? - Na przykład? - Na przykład skąd to mam! - Z sex shopu. - Jejciu, Mat, czemu ciebie to bawi? - A ja nie rozumiem, czemu cię to peszy. Przecież nie przyniósł cię bocian, prawda? Rodzice robili to setki razy i prawdopodobnie wiedzą o seksie więcej niż ty i ja razem wzięci. - Nie, myślę, że twojego psychicznego umysłu nikt nie pobije. - Prezerwatywy też pożyczamy – poinformował tata odstawiając wszystkie prezenty na kredens. Rodzina zasiadła do obiadu. Fibi jeszcze raz wszystkim przypomniał, że przychodzą do niego koledzy i uprzejmie poprosił aby nikt (Mat) nie krępował ich swoją obecnością. Mat zapewnił uroczyście, że ma zamiar po obiedzie niezwłocznie opuścić dom i udać się do… kina. A mama i tata sypnęli hojnie pieniędzmi dla obu braci, choć Mat, ze względu na osiemnastkę i otarcie łez, dostał ciutkę więcej. Taka proporcja bardzo mu się spodobała, że z uśmiechem opuszczał dom. Przy bramie wyjazdowej z osiedla spotkał kolegów Fibiego. Oświadczył im, że ma już osiemnaście lat i idzie się zabawić. Chłopcy posinieli z zazdrości. Jak oni chcieli być już tacy duzi i móc wychodzić bez pytania gdziekolwiek zechcą, nawet do night clubu. Zadowolony Mat, że zrobił na nich takie wrażenie, udał się dalej. Zatrzymał się na wielkim skrzyżowaniu nieopodal domu. Część z ulic prowadziła na tzw. ślimaki, czyli wielkie, zakręcone, zamknięte dla pieszych drogi w środku miasta. Miały rozwiązać problem korków i całkiem nieźle spełniały swoją funkcję. Tak samo jak wielka autostrada okalająca Tilt. Mat usiadł na przystanku i zaczął się zastanawiać co w zasadzie może robić. Pójść do kina? Ok, ale może trochę później. A tak to… Razem z nadjeżdżającą kolejką zaświtał mu pewien pomysł. Spojrzał na zegarek. Wsiadł do wagonu i pojechał wprost do Szmaragdowego Lasu. Podczas drogi związał sobie włosy w kitkę odsłaniając elfie uszy i założył ciemne okulary. Lepiej nie paradować po królestwie elfów z gadzimi oczyma wypełnionymi kolorem żywej krwi. Kolejka omijała ślimaki i wiozła pasażerów nad normalnymi ulicami. Nie sprawiła nikomu kłopotu gdyż była cicha i poruszała się na linie rozciągniętej na słupach elektrycznych około trzech metrów nad ziemią. Bezgłośnie wjechała w las i zniżyła lot do przystanku wśród grubych drzew. Mat wysiadł i uważnie rozejrzał się dookoła. Miał adres, ale dokładnie nie wiedział, gdzie to jest. Tak się dziwnie złożyło, że w pierwszej klasie był z-ca przewodniczącego, którym wtedy był Valanthe, i musiał przepisywać wszystkie adresy osób w klasie. Listę oddał potem Herr Krystalowi, ale kopię zostawił sobie. Jego maksyma głosiła: „kto ma wiedzę, ma władzę”, a on miał informacje o miejscach zamieszkania. Wiedział, że po coś mu się to kiedyś przyda i nie pomylił się. Teraz wystarczyło tylko znaleźć Plac Ryszarda Przystojnego. Tam mieścił się duży blok, a raczej sporych rozmiarów drzewo, w którym znajdowało się około osiem mieszkań. W jednym z nich mieszkała Nutria z mamą. Szmaragdowy Las był szczególnym miejscem. Elfy wolały myśleć, że ich las nie jest częścią tego wielkiego, przecywilizowanego miasta. Dlatego zakazały wjazdu do swojej dzielnicy wszelkim pojazdom hałasującym poza kolejka elektryczną. Nie życzyły sobie zbytniej ingerencji technicznej w ich część miasta. Mieszkały w drzewach lab na drzewach, tak jak ich przodkowie. Nie budowały ulic, za to tworzyły wiele zagajników, ogrodów, leśnych jezior, świątyń dumania lub innych tego typu romantycznych miejsc. Wolały, żeby w ich otwartych restauracjach śpiewały ptaki, a nie grała sztuczna muzyka. Nie zbudowały nigdy kina, uważając, że za tak tanią rozrywką można przejechać się do pozostałych dzielnic. Osoba szukająca spokoju i wyciszenia z pewnością znalazłaby się w Szmaragdowym Lesie. Niezbyt odpowiadało to młodym, energicznym elfom, ale ich nie było za dużo. Elfy raczej gardziły prokreacją, uważając to za niezbyt potrzebne, a seks za plugawą rozrywkę. Kobieta w ciąży powinna się wstydzić swojego wyglądu. Wśród elfów był głównie kult starszyzny i to na nich zwłaszcza zwracano uwagę. Dlatego w pewnym okresie czasu nagle zaczęło brakować młodzieży, a inne rasy po kryjomu nazywały elfy homoseksualnymi. Na szczęście ciężkie chwile rasa ta miała już za sobą i rozwijała się dzięki prężnej młodzieży, bardziej liberalnej i wykazującej większe zainteresowanie własną seksualnością. Mat szedł leśnego ścieżką uważając, żeby nie wpaść na jakieś drzewo. Okulary skutecznie kryły jego oczy, ale również zaciemniały obraz, że demon długo musiał czytać tabliczki z nazwami ulic. Wreszcie jednak dotarł na Plac Ryszarda Przystojnego. Okalały go nierówno posadzone drzewa mieszkalne. Tylko elfy potrafiły sadzić takie imponujące rośliny. Niektóre apartamenty znajdowały się we wnętrzu rośliny – zwłaszcza te z niższych pięter. Ostatnie piętra, a było ich zazwyczaj cztery, tworzyły małe domki usytuowane wśród gałęzi drzewa. Z tego co Mat wiedział Nutria z mamą mieszkały na parterze. Pani Lafiflet była dozorczynią i administratorką. Właściciel mieszkał gdzieś dalej, w jakiejś wili i nie interesował się swoim drzewem ponad comiesięczny czynsz. Pani Lafiflet na szczęście godnie spełniała swoje obowiązki, dlatego nie miał większych zmartwień ze swoim dziedzictwem. Za jej zasługi pozwolił jej zajmować dwupokojowe mieszkanko na parterze i nie żądał za to czynszu. Mat przyjrzał się liście nazwisk przy domofonach każdego z domów. Wreszcie odnalazł swoją uko… koleżankę z klasy (sorki Mat, wyrwało mi się). Obszedł drzewo naokoło zastanawiając się, jak tam wejdzie. Z dobrze poinformowanych źródeł (Valanthe kiedyś śmiał się z tego na głos) wiedział, że o tej godzinie Nutria gdzieś dorabia, a jej matka siedzi u zaprzyjaźnionej starszej pani, której co niedziela zanosi obiad. Wobec tego mieszkanie jest puste! Mat przyczaił się i uważnie rozejrzał po placu. Nikt na szczęście nie zwracał na niego uwagi, więc rzucił na siebie zaklęcie lewitacji i wślizgnął się przez bezszybne okno do środka. Wylądował miękko na łóżku gotowy w każdej chwili wyskoczyć, gdyby włączył się alarm. Na szczęście nic takiego się nie stało. Widocznie panie Lafiflet nie spodziewały się złodziei w swoim dwupokojowym mieszkaniu. Mat wyprostował się dumnie, zdjął okulary i zszedł z łóżka. Idealnie trafił. Znajdował się akurat w pokoju swojej różowej księżniczki. Łóżko, które przed chwilą opuścił, było dość niskie, przykryte pluszowym kocem w kolorze jasnobeżowym. Bezceremonialnie odrzucił koc i przyjrzał się białej, pachnącej pościeli. Pod poduszką w przytulające się misie leżała czarna piżamka (zaraz, zaraz, czarna?!) w żółte gwiazdeczki. Mat już oczyma duszy widział Nutrię zakładającą to leciutkie, bawełniane wdzianko. Musiała wyglądać w tym okropnie, zresztą jak we wszystkim, co nosiła. Matrix schował piżamę i nałożył z powrotem koc. Odwrócił się i zaczął pobieżnie badać wzrokiem cały pokój. Nutria nie miała sztucznych ścian jakie czasem wstawiają sobie nowobogadzkie elfy w swoich wielkich drzewach willowych. Mieszkała w drzewie, więc ściany jej pokoju stanowiła wydrążona od środka kora drzewna. Trochę zmniejszało to optycznie i tak już mały pokoik, ale jej zapewne zupełnie wystarczało. Nieopodal łóżka, na lewo od wejścia stała komoda z jasnego drewna. Na komodzie stały zdjęcia jej, jej mamy, jej paczki (sami idioci, na boga przyjaciół!), parę książek i krótki mieczyk. Osobiście wolał dłuższe miecze, ale Nutria zapewne nie posiadała takiego ze względów etyczno – moralno – społecznych (patrz roz. Poprzedni). Za to za komodą Mat odkrył długi łuk i parę bełtów. Wyjął go i naciągnął. Był wyraźnie dostosowany do kobiecych potrzeb, ale też nie był zły. Zauważył tarczę do której mogła ćwiczyć strzelanie. Nie próbowała tego oczywiście w domu, tylko wychodziła gdzieś na łąkę, pełno ich było w Szmaragdowym Lesie. Mat przyjrzał się dokładniej tarczy i skrzywił się. Do tarczy przypięte były podziurawione już zdjęcia. Rozpoznał w nich Moron i Dorę uśmiechające się do niego z zalotną wyższością. Było jeszcze zdjęcie Oniteusza, Wagrosa, mistrza Twardowskiego, Herr Krystala (a on czym zasłużył?) Mańkutowej, Miriamowej, jego samego czyli Mata (często dziurawione). Ale w dziesiątce, na czerwonym polu, na samym środku tarczy wisiał… Valanthe ściskający swoją dziewczynę Integrę. Mat zrobił się czerwony ze złości. Natychmiast wypiął zdjęcie i zamienił je miejscami ze swoim własnym. To on się tak wysila, staje niemalże na głowie, a ona i tak bardziej od niego nienawidzi Valanthego i jego beznadziejnego dodatku? To znaczy, że więcej o nich myśli niż o nim! Stawia ich wyżej! A może… Mat zagryzł wargi tak, że aż poczuł krew w ustach… może ona potajemnie podkochuje się w tym elfie? Nie, to niemożliwe! Przecież nawet ona musi zdawać sobie sprawę jaki z niego dupek! Choć, z drugiej strony kobiety uwielbiają takich: niebieskooki blondyn, wysmukły, uważany przez ogół za przystojnego, mający własny fanklub, złośliwy, egoistyczny, tchórzliwy, bez ambicji… słowem ELF. Mat westchnął. Tak, to podobne do takich jak ona żeby się kochać w takim typie. Marzy o księciu z bajki, a w końcu zwiąże się z jakimś urzędasem – przychlastem i codziennie będzie wstawała o wpół do siódmej aby zdążyć do pracy. Typowe. Ale to nie zmienia faktu, że Mat zasługuje na coś więcej niż ósemkę na tarczy. Niech wypełnia jej umysł cały czas, na dziesiątkę. Ale skoro jest taka uparta… Mat wrócił do komody i zaczął szperać po jej szufladach. Juz w pierwszej od samej góry natrafił na wdzięczną bieliznę młodej elfki. Majtki i staniczki nie leżały w najlepszym porządku, co go trochę zdziwiło, ale też zachęciło do zagłębienia rąk w tym kobiecym przybytku bez obaw, że zostanie wykryty. Bielizna leżała bez szczególnego porządku, ułożona zapewne pod względem najświeżej wypranych, ale i ten szereg był skazany na wymarcie. Białe biustonosze owinięte były wokół pachnących mydełek. Mat nie miał zielonego pojęcia co to „push – up”, ale przeczuwał intuicyjnie, ze to dzięki tym drutom pod miseczkami biust Nutrii jest taki napięty i atrakcyjny. Dziewczyna nie miała zbyt wielu staników, ale te, które były dostatecznie go rozbawiły. Szczególnie długo śmiał się z bielutkiego w zielone smoki. Czuł się trochę zawiedziony, że nie znalazł nic z tandetnymi serduszkami. Co jak co, ale po Nutrii można się było czegoś takiego spodziewać. Za to zainteresował go całkiem seksowny różowy stanik obszyty drobną koronką. Coś takiego występowało zazwyczaj w zestawie z równie koronkowymi majteczkami. Mat rzucił się na kupę z majtkami i za chwilę natrafił na różowe stringi do pary. Zaraz, zaraz STRINGI?! Nutria i stringi? Nie, to niemożliwe. Przecież z niej jest mała zakonnica wyznająca słodką boginię dziewictwa i feminizmu. Mat obejrzał bieliznę ze wszystkich stron. Tak, nie ulegało wątpliwości, że to były stringi. Większe na przedzie, z tyłu pozostawiały tylko drobną koronkę, która miała uwydatnić pośladki. Och, boże seksu, czemu ona nie nosi tego na codzień? A może nosi, tylko po prostu się nie chwali? Przecież nawet jej przyjaciółki uważają ją za… naiwną gapę. Mat przysunął majtki do nosa i z wyrazem błogości na twarzy wchłonął ich zapach. Pachniały różanym mydłem, trochę drewnem, trochę proszkiem do prania, a trochę… nią. Mat odetchnął i znów gwałtownie wciągnął powietrze. I pomyśleć, że miała to kiedyś na sobie. Przylegało do jej ciała i bezczelnie dotykało najintymniejszych miejsc, o których on może tylko marzyć. Thaviol poczuł niebezpieczne sensacje w okolicach ud. - Spokojnie, spokojnie – szepnął. Następnie schował majteczki szybko do kieszeni, zamknął szufladę i rozejrzał się po pokoju by zająć swój rozpustny umysł czymś innym. Nutria nie miała u siebie wzorowego porządku, ale też nie była fleją. Wszystko znajdowało się w miarę na swoim miejscu, nic nie walało się po podłodze. Jedynie biurko pozostawiła w artystycznym nieładzie. Wszystkie prace domowe leżały na wierzchu, aby pilna uczennica o niczym nie zapomniała. Wśród książek Mat dostrzegł coś na kształt ekranu monitora. Podszedł bliżej. Faktycznie, na blacie stał stary, ale dobrej jakości monitor, a pod biurkiem komputer bez obudowy. Mat ukląkł i zajrzał do środka. Nutria miała tzw. składaka, czyli procesor kompletowany z różnych, niekoniecznie firmowych podmiotów pracujących. Większą część zajmował wielki kołowrotek dla myszy komputerowej. Myszki, jako podmioty pracujące, były wykorzystywane dawniej, kiedy komputery dopiero wchodziły na rynek. Komputer taki stanowił wtedy wielkie pudło zajmujące niemal całe pomieszczenie, w którym było mnóstwo miejsca nawet na sto myszy. W miarę rozwoju komputery stały się coraz mniejsze i osobiste, a miejsce hordy myszy zajęły mniejsze i wydajniejsze gnomy. Niektórzy jednak, których nie stać było na nowoczesne procesory, nadal używali myszek. Było to o tyle oszczędne, że gryzonie były praktycznie dostępne w każdym sklepie zoologicznym, nie mówiąc już o tych z częściami komputerowymi, a jak ktoś się uparł, to mógł i taką złapać na polu. Jedynym problemem był trening. Nutria jednak nie miała tylko myszy. Gdy dokładniej przyjrzał się płycie głównej, odkrył chyba z dziesięć gnomów śpiących na maleńkich łóżeczkach. Wyglądały jak te z pospolitej 16, ale i tak dziwne, że nie protestowały z powodu braku aż tylu towarzyszy. Aby się o tym przekonać Mat włączył komputer. Wciśnięty przycisk uruchomił sprężynę, która drgając uderzała w posłanko myszki. W takich warunkach nie dało się spać, więc gryzoń otworzył oczka i wygramolił się z posłanka. Zamiast jednak od razu wziąć się do roboty i pójść na kołowrotek, myszka najpierw podeszła do maleńkiego zbiorniczka z woda i ziarenkami. Mat pokręcił z niedowierzaniem głową. - Ale z ciebie rozpieszczone zwierze – mruknął. Hałas myszy podczas posiłku obudził gnomy. Te niechętnie i zwlokły się z łóżek i bezczelnie zażądały śniadania. - Przy takim tempie ten komputer będzie działał dopiero za godzinę – stwierdził Mat szukając karmy dla gnomów. Nie było aż tak źle. Praca ruszyła piętnaście minut później, ale podmiotom pracującym szła wyjątkowo powoli i ociężale. Nim załadował się system operacyjny, Mat zdążył obejrzeć biblioteczkę Nutrii. Elficzka gustowała w romansach, kryminałach, horrorach i książkach historycznych. Otworzył jedną z powieści na stronie zaznaczonej zakładką i zaczął czytać:

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
"Podwójna siła..." rozdział 10 — czytnik · opowiadania