Fantasy · 26 min czytania
"Podwójna siła..." rozdział 14
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
14. Jezioro wodnika Forkisa
„Nutria Lafiflet” – tak podpisała się na papierach. Chwilę stała i przyglądała się swemu nazwisku. Czemu „Nutria”? Wprawdzie tysiące imion coś znaczy np. „Róża” lub „Nadzieja”. Ale „Nutria”? Przecież to gatunek zwierzęcia! Ale może jej mama wtedy o tym nie wiedziała? Po prostu nazwała ją tak, bo wydawało jej się to wyjątkowo piękne. Poniżej nazwiska spisany był cały akt urodzenia. Mama Nutrii nie mogła urodzić jej w Szmaragdowym Lesie – byłby to za duży skandal. Dlatego młoda panienka narodziła się w dużym, anonimowym szpitalu w Neonowej Suburbii. Kim był jej ojciec? Nutria podejrzewała, że kimś bardzo pięknym. Sama mogła się poszczycić niezwykłą urodą. To był jej jedyny od niego prezent. Akt urodzenia był potrzebny do jakiśtam zgód na coś tam. Musiała po niego jechać aż na drugi koniec Tilt. No, ale trzeba się poświęcić. Lekcji i tak już prawie nie było. Wszyscy ćwiczą do egzaminów. Nie chciało jej się chwilowo wracać do domu. Pojechała aż na krańcówkę. Tu wysiadła i powoli ruszyła w stronę lasu Ratio: śmieciówy i jeziora wodnika Forkisa. Przypominała sobie, jak niedawno odbywała się tu niefortunna klasowa libacja. W tej chwili czuła się tak wspaniale wyzwolona od wszystkich trosk, które ją wtedy męczyły. Była wolna i pewna siebie. Nic i nikt ją nie obchodził. Już nic ją nie łączyło z wydarzeniami z poprzednich tygodni. Powiedziała sobie, że na studiach rozpocznie nowe życie i to był jej cel numer jeden. Unikała swoich dawnych koleżanek, co zresztą nie było takie trudne, bo one i tak rzadko zwracały na nią uwagę. Na studiach nikt jej nie będzie znał, nie będzie pamiętał, że była płaczliwa i rozdelikacona. Środa sprzed około trzech tygodni. Cała klasa pijana. Dzieciaki udające dorosłych biegały tam i z powrotem z butelkami po wodzie mineralnej napełnionej wódką. Były tak pijane, że rzygały dalej niż widziały. Niektórzy ledwo nad sobą panują. Nieoczekiwane wybuchy namiętności i gniewu rozchodziły się głośno po śmieciówie. Atmosfera nasiąkła charakterystycznym zapachem acetonu. Lin wstała z miejsca i spojrzała na płaczącą Nutrię: - Chodź. - Ale Moron i Jena… - Chodź, przespacerujemy się trochę. One zaraz dojdą do siebie. Nutria chlipiąc pokiwała głową i razem zaczęły schodzić z górki. - No i jak? – zapytała krasnoludka – Podoba ci się tu? - A tobie? – mruknęła cicho Nutria. Otarła wściekle łzy. Czemu ona płacze?! - Nie – Lin zdecydowanie potrząsnęła głową. – Czuję się winna. Nutria spuściła wzrok. Tak, to było dokładnie to uczucie. Ale przewodnicząca klasy nie ryczała. Ona tylko zacięła usta i wpatrywała się w gąszcz drzew przed nimi. Lin była silną dziewczyną, mimo małego wzrostu i drobnej budowy. To normalne u krasnoludek, przynajmniej tak mówią stereotypy. - Czuję się winna, bo nie powiedziałam o tym cholernym spotkaniu Zanowi i Matowi. Elficzka pokiwała głową ze zrozumieniem. - Zandar mógł przyjść – wymamrotała. – Nie zachowywałby się inaczej od nas. - Dokładnie. Zan jest… miły. Nie wiem, czemu klasa go nie lubi. - Może dlatego, że nie odpowiada dzisiejszym wymogom męskości? Lin ukryła twarz w jasnowiśniowych włosach i zza tej zasłony spozierała na Nutrię. - Dobrze to określiłaś – stwierdziła z tajemniczym uśmiechem. – A Mat? - Matrix nie lubi nikogo i jeszcze się tym szczyci! - Ale musisz przyznać, że jest najprzystojniejszym chłopakiem w klasie. - CO?! Elfka zaczerwieniła się. - No tak. A wiesz, że jesteś najpiękniejszą dziewczyną w klasie? - Och, nie żartuj! – Nutria skromnie potrząsnęła głową. Przynajmniej zapomniała o łzach. – No dobrze, przyznaję, że jestem ładna, ale nie znam kobiety, która byłaby brzydka. Ty też jestem piękna. - Dzięki. Ale wracając do Mata … Nigdy nie pomyślałaś może, że on na ciebie… no… leci? - CO?! - No tak. Jakbyś nie wiedziała, gapi się na ciebie od drugiej klasy. Nie zapomnij, że prowadzę kronikę i bacznie wszystkich obserwuję. - Oj Lin, chyba się upiłaś. - Nie, nie, mówię poważnie. - Jasne, a na ciebie leci Zan. - Wiem, wiem, ale to co innego. Zan jest nieśmiały, ale wiem, że w końcu się przełamie i zrobi ten pierwszy krok. - Wyrachowana jesteś. - Nie, po prostu chcę, aby mnie zdobył. Ale Mat… Nie przyszło ci nigdy do głowy, że on też jest po prostu nieśmiały? - A nawet jeśli, to co z tego? – Nutria wzruszyła ramionami. – Szczerze mówiąc nie obchodzi mnie, czy podobam się Matowi czy nie. On mi się nie podoba i to jest najważniejsze. W życiu nie chciałabym mieć kogoś takiego jak on. A w dodatku, jeśli jest nieśmiały, to świetnie to tuszuje. Zresztą, próbowałam z nim rozmawiać w pierwszej klasie. Nawet dwa razy wracaliśmy razem do domu. Starałam się jakoś trafić do niego, a on wtedy spojrzał na mnie i stwierdził tylko, że jestem „inteligentną idiotką”. No, być może właśnie takie są w jego guście. Może lubi dziewczyną potyrać, zaznaczać swoją wyższość i znęcać się nad nią w perfidny sposób, ale ja tego nie lubię. Lin, czy ty mnie w ogóle słuchasz? Ale Lin patrzyła z przerażeniem na zbliżający się szybko patrol miejski… Nazywa się Nutria Lafiflet i wkrótce rozpocznie nowe życie, pozna nowych przyjaciół i stanie się nową osobą. Zapomni o Moron, Dorze i Jenie, o wszystkich upokorzeniach, o ludziach z klasy, a przede wszystkim o Matrixie Thaviol. Nutria skierowała się w stronę jeziora wodnika Forkisa. Być może ogląda go po raz ostatni – w październiku wyjedzie na uczelnię zwaną szumnie „Szkołą Superbohaterów”. Jezioro Forkisa było najromantyczniejszym miejscem w Tilt. To tu podobno pan Thaviol wyznał swoją miłość pannie Hong. Było to niezbyt duże jezioro rozmiarów boiska do koszykówki. Otoczone zewsząd drzewami, które moczyły w nim swoje korzenie. To tam, na powalonym pniu przycupnęła demonka, kiedy piękny elf ukląkł i poprosił ją o rękę. Tak przynajmniej mówiono. Nutria wyszła z lasu i omiotła spojrzeniem spokojną okolicę. Wodnik Forkis dbał o swoje mieszkanie. Był ostatnim przedstawicielem tej przedziwnej rasy w Tilt. Wszyscy inni albo się wyprowadzili, albo zginęli od zanieczyszczeń. Wodniki to bardzo delikatne stworzenia. Elfka westchnęła i zaczęła przechadzać się wzdłuż jeziora. Przeskoczyła zgrabnie pień i pomaszerowała dalej. Właśnie wspinała się na wyjątkowo wysokie korzenie, kiedy nagle dojrzała w dole jakąś znajomą postać. Była w bardzo dobrym humorze, więc bez namysłu zamachała do niej przyjaźnie. Po chwili stwierdziła, że wolałaby się zapaść pod ziemię. Na dole stał Mat. Matrix nie mógł wytrzymać napiętej atmosfery w domu i wyszedł poszukać zacisznego miejsca do nauki gdzie indziej. Jezioro Forkisa wydało mu się dobrym pomysłem, zwłaszcza, że było rzadko uczęszczane. Stary wodnik robił swoje, choć podobno nie widziano go już od roku. Mat przyniósł tu wszystkie książki i ćwiczył zaklęcia na egzamin. Wokół niego latał jego cudownie wskrzeszony motyl. Chłopak zdziwił się, że ktoś do niego macha. Zdziwił się jeszcze bardziej, gdy okazała się to być Nutria. Oboje w pierwszej chwili cofnęli się, a potem zaniemówili. Mata opanowało dobrze mu już znane wzruszenie. Skarcił się zaraz w duchu, ale niepoprawne serce podpowiadało, że to może być szansa. „Szansa? Niby na co?” – zapytał wściekle sam siebie. Ale odmachał jej uprzejmie i wrócił do książek. Nutria tymczasem zeszła z korzeni i podeszła wprost do niego. „Nie rób tego, to się może znów źle skończyć” – powtarzał sobie w duchu przymykając oczy i z trudem panując nad rozszalałym sercem. - Czego się uczysz? – zagadnęła go wręcz po koleżeńsku. - Nekromancji – mruknął. – I jeszcze paru innych bzdetów. A ty czemu się nie uczysz? - Uczę się, tylko teraz wyszłam się trochę przejść. - Ze Szmaragdowego Lasu masz trochę daleko. - A właśnie… – Nutria uklękła koło niego. Mat spróbował odsunąć się, ale jakoś mu się nie udało. Tkwił wmurowany w miejsce. „Czego ona tu do cholery szuka?” – powtarzał z rosnącym rozdrażnieniem – „To może się znów źle skończyć, jak wtedy na wycieczce. Niech ona mnie zostawi w spokoju! Nie mogę przez nią normalnie żyć.” - …wydaje mi się, że dzień przed wycieczką odwiedziłeś mój dom, prawda? Mat usilnie wpatrzył się w książkę, której litery skakały mu przed oczyma. - Ktoś zamienił miejscami moje zdjęcia. Uparł się, że musisz wisieć na środku. - A dlaczego przedtem nie wisiałem w centralnym punkcie? Po tym wszystkim, co ci zrobiłem chyba zasługiwałem na to zaszczytne miejsce. Valanthe i Integra nie zrobili tobie tylu przykrości ile ja, prawda? - Och, Mat, nie martw się! Ty u mnie zawsze będziesz miał szczególne miejsce! To był taki chwilowy kaprys. Ale naprawdę, nawet gdybyś nie wiem jak się starał, nigdy nie zawiśniesz w centralnym punkcie mojej tarczy. - Przykro mi. Dlaczego? Chyba nikt nigdy nie postąpił z tobą tak źle jak ja. - Wiesz mi, że tak. Ty nie wiesz, co to za ból, kiedy ludzie, którzy dotychczas uchodzili za twoich przyjaciół, ignorują cię i obgadują. Nie wiesz, jak to jest być prześladowanym. Ty zawsze masz wszystko: jesteś przystojny, zawsze modnie ubrany, z własnym stylem, masz najnowsze gadżety i chyba tylko idiota śmiałby się z ciebie. - A jednak zdarzają się tacy. - To przez twój charakter! - Nie pomyślałaś, że może tak samo być w twoim przypadku? - Nie! Ja staram się być dla wszystkich miła! - Może właśnie to im przeszkadza. Jesteś zbyt miła i zbyt naiwna. Natomiast ja jestem zbyt przykry i zbyt cyniczny. Oboje się wyróżniamy, a to nasze zdegenerowane społeczeństwo tępiło od wieków. Nutria oparła głowę na kolanie i wpatrzyła się w jezioro. Matrix patrzył na nią z zachwytem. Szybko się jednak z tego otrząsnął i popadł w jeszcze większe rozdrażnienie. Niech przestanie filozofować i wreszcie sobie pójdzie! - Ale mogę cię pocieszyć, Mat: nigdy ciebie nie lubiłam. A teraz to już jest chyba nienawiść. - Więc po co do mnie w ogóle przyszłaś? Przecież jestem potworem, który niszczy twoje życie. - Mówiłam już, że ty mi życia nie zniszczyłeś! Po prostu… wiesz, niektórzy dopatrują się w tobie dobrych cech. - Tak?! – uniósł brwi. – Kto na przykład? - Na przykład Lin. Kiedyś powiedziała mi, że według niej musisz być nieśmiały. Roześmiał się dosyć sztucznie. - Nie żartuję. Poza tym przyjaźni się z tobą Zan, a on jest bardzo wrażliwy i uczuciowy. Nie możesz być wobec tego taki zły, na jakiego pozujesz. - Nutria… - Mat wstał. - I dlaczego nie nazywasz mnie już „Pieszczoszką”. Wbrew pozorom to było bardzo słodkie. - Nutria! – zacisnął pięści – Nie staraj się mnie zrozumieć! Jesteś na to po prostu… za głupia! Po szkole nie chcę ciebie już w ogóle znać! Ty i ja nie pasujemy do siebie i… eh, do widzenia! To powiedziawszy szybko rzucił na siebie zaklęcie stąpania po wodzie i wszedł na jezioro. A Nutrię po prostu zatkało. Te słowa zraniły ją jak jeszcze nigdy w życiu. A dlaczego? Aż tak? Kim ona jest, że nawet nie chce jej znać? Coś zrobiła? Coś nie tak? Powiedziała? Czym zawiniła? Mat szedł uparcie do przodu. Strasznie żałował swoich słów, ale czuł, że musi zrobić wszystko, żeby się od niej uwolnić. On naprawdę nie mógł przez nią normalnie myśleć. Mimo rozdygotanego serca i oszalałego popędu w głębi ducha czuł, że ona naprawdę do niego nie pasuje. Zresztą, co by powiedzieli inni… „Na co?!” – krzyknął do siebie. Ona jest elficą i ma wszystkie przywary tej zadufanej w sobie rasy. A Mat zawsze chciał być demonem z krwi i kości. Chciał zostać wielkim czarnoksiężnikiem, największym z naukowców. Żadni z jego szanowanych dziadków nie widział w nim kogoś takiego. Wszystkie wielkie cechy były przypisywane Fibiemu. Mat musiał walczyć o swoją pozycję, a to maleńkie uczucie gnieżdżące się na dnie jego świadomości tylko przeszkadzało mu w jego ambitnej przyszłości. Po prostu nie było tam miejsca na… Gwałtowne pociągnięcie w dół wyrwało Mata z zamyślenia. Coś, lub ktoś zakleszczył się wokół jego kostki i ciągnął w dół. Mat zamachał gwałtownie rękami i zachłysnął się wodą. Spróbował wypłynąć na powierzchnię, ale kolejne silne szarpnięcie pociągnęło go głębiej. Gwałtowne pluśnięcie obudziło Nutrię z jej rozmyślań. Na środku jeziora Mat szarpał się i co chwila znikał pod powierzchnią. - Forkis! Wodnik Forkis znany był ze swojej awersji do mężczyzn. W przeszłości złośliwie przewracał łodzie z męską młodzieżą, lub nawet wychodził na brzeg by pobić spokojnych rybaków. Wprawdzie od roku się nie pokazywał, zestarzał się i głównie spał na dnie swojego wielkiego domu, ale pojawienie się Mata, który ze spokojem przechadzał się nad jego głową rozwścieczyło starego wodnika. Zebrał więc wszystkie swoje siły, podpłynął do nieostrożnego chłopca i z premedytacją szarpnął go za nogę. Z czystej złośliwości siłował się z szokowanym młodzieńcem nie licząc się z tym, że ten może postradać przy tym życie. Chłopak już tracił siły, już