Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 35 min czytania

"Podwójna siła" rozdział 7

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

7. Ideał piękna Irytujący dźwięk telefonu naruszył na chwilę aurę nauki w pokoju chłopców państwa Thaviol. Oderwali skupione umysły od pracy i wsłuchali się w szybkie kroki matki w przedpokoju. Słuchawka uniosła się z charakterystycznym dźwiękiem i dał się słyszeć standardowy tekst mamy: „Pani Thaviol, słucham?”. W tej chwili mózgi chłopców powróciły do pracy, a przynajmniej Mata, bo nie spodziewał się, żeby ktoś do niego dzwonił. Jakie więc było jego zdziwienie, kiedy usłyszał: - Mat, do ciebie! Rzucił długopis w czeluści zagraconego biurka i udał się do przedpokoju. - Młody Thaviol, słucham? – zaczął, za co został obdarzony groźnym spojrzeniem matki. - Ehm… cześć – rozległ się w słuchawce dziewczęcy głos – tu Nutria. - O! – Mat nie mógł powstrzymać okrzyku zdziwienia. Z brzmienia jej głosu wyraźnie wynikało, że jest czerwona ze wstydu. - Przepraszam, że do ciebie dzwonię… - elficzka próbowała przyjąć swobodny ton beztroskiej rozmowy, ale była zbyt zdenerwowana, by cokolwiek udawać. - Mam nadzieję, że mój telefon od tego nie sparszywieje – mruknął Mat. W słuchawce zapanowała cisza. Zapewne różowa Pieszczotka dyszała teraz ze zdenerwowania i gniewu. - Och, wobec tego przepraszam, że w ogóle śmiałam wykręcić twój numer! Już się wyłączam, aby twoje cenne kable nie stopiły się od obecności na nich mojego głosu! - Nie, czekaj! – krzyknął może trochę za głośno Mat, ale bardzo był ciekaw, po co ta złotowłosa laleczka do niego dzwoni. – Skoro już zadałaś sobie tyle trudu, że znalazłaś mój numer i wykazałaś się taką odwagą, że do mnie zadzwoniłaś, to powiedz mi Pieszczotko przynajmniej po co? - Wcale się nie trudziłam! – odparła wyniośle Nutria. – Twój numer mam od Zana, do którego dzwoniłam przed tobą. Powiedział, że może będziesz mógł mi pomóc. - Ach, doprawdy? – Mat przedrzeźniał wyniosły ton elfki. – A w czym ci mogę pomóc? - W matmie. Zrobiłeś zadanie 5.23 podpunkt „b”? Mat spoważniał. Właśnie nad tym zadaniem męczył się przez ostatnie półtorej godziny. Dlaczego matematyk okazał się taki nadgorliwy i kazał Herr Krystalowi zadać pracę domową z matmy? - A zrobiłaś „a”? - Tak szczerze to naciągnęłam do odpowiedzi. Więc nie masz? - Nie, ale się tym nie przejmuję. Tobie też radzę to olać. - I tak mówi szóstkowy uczeń?! Zrobiłeś to zadanie, tylko nie chcesz mi go dać! - Jasne, myśl tak blondynko. Jak widać nauka ci nie służy. - A tobie może by pomogło, gdybyś czasem zniżył się ze swoich wyżyn intelektualnych i zajrzał do pracy domowej! - Ok, wtedy na pewno do ciebie zadzwonię i przedyktuję. - Jakim cudem ty masz takie dobre stopnie, skoro nie robisz prac domowych? - Musisz przyznać, że jestem przystojny i pełen uroku. - Co za skromność! Już Puszek jest od ciebie ładniejszy! - No tak, zapomniałem, że ty wolisz zwierzaczki. Nie podziękowałaś mi nawet za komplement, którym cię łaskawie obdarzyłem. - O czym ty mówisz? - Powiedziałem, że masz ładny biust. - I to ma być komplement?! - A nie? W dodatku naprawdę tak myślę. - Jesteś pustym, męskim szowinistą jeśli tak uważasz i nie dostrzegasz moich zalet! - A masz jakieś większe niż uroda? Nutria już zaczerpnęła dużo powietrza, żeby odszczypać się Matowi w podobny sposób, ale zrezygnowała. W rezultacie usłyszał, jak ze świstem wypuszcza powietrze w słuchawkę. Miło by było poczuć jej oddech na swoim policzku. - Więc nie powiesz mi, jak zrobić 5.23? Ok, dobrze, przepraszam, że zajęłam twój cenny czas. Już więcej to się nie powtórzy! Do widzenia! - Ale, Nutrio, dlaczego myślisz, że… Trzask w słuchawce oznajmił, że elficzka nie miała zamiaru dalej ciągnąć rozmowy. Mat z zadumą wpatrzył się w czarny, staromodny telefon. Zaiste, kobiety są wyjątkowo dziwne. Przecież powiedział jej, że nie ma pracy domowej, a ona uparła się, że ją ma, tylko nie chce dać. To po co w ogóle dzwoniła, skoro z góry wiedziała, że i tak nic nie wskóra? Uwaga na temat płci i koloru włosów sama się nasuwała. Wrócił do pokoju i położył się na swoim zeszycie do matmy. Chwilę tak leżał nie myśląc o niczym, aż wreszcie przekręcił głowę i spojrzał w stronę pracującego przy swoim biurku Fibiego. - Maleńki, co robisz? – zapytał. Maleńki Fibi zrobił się czerwony ze złości. - Nie nazywaj mnie tak! – odburknął pochylając się nad swoją pracą domową. Mat westchnął, wstał, podszedł do brata i spojrzał mu przez ramię w zeszyt. - O, wy na alchemii jeszcze używacie cyrkla! Fibi szybko zakrył pracę domową z alchemii. - Wracaj do swoich lekcji Mat! - A to co to jest? – Mat sięgnął po otwarty zeszyt na szczycie niepoukładanych książek. – Nieodrobiona praca z wieszczenia! Oj, nieładnie Maleńki, nieładnie! - Nie nazywaj mnie „Maleńki!” - Ale dobry braciszek zrobi za ciebie pracę domową. - Hmm?! Mat, ty coś kombinujesz! - Ja?! – Mat wrócił do swojego biurka i sięgnął po zeszyt do matmy – Dlaczego wszyscy zaraz myślą, że ja coś kombinuję? A teraz uwaga, łap! I Fibi dostał zeszytem prosto w twarz. Mruknął parę zdań na temat brata, których jednak nie przytoczę, bo trzeba dbać o czystość języka w literaturze i spojrzał w zeszyt. - Co to? – zdziwił się. - No właśnie ja też nie wiem. - Mnie to przypomina bardzo długie równanie. - A, bardzo możliwe. - Ale co ja mam z tym zrobić? - No co, rozwiąż je! Słyszałem, że jesteś dobry w wyliczaniu wyjątkowo długich równać. Zatem powodzenia! I Mat pochylił się nad wieszczeniem. - Hej! – Fibi zamachał rękami – Przecież ja mam dopiero jedenaście lat! Jeszcze nie mieliśmy takich działań! - Fibi! Cała klasa w ciebie wierzy! A szczególnie pewna seksowna blondynka, która nie wiadomo dlaczego jest odporna na urok twojego brata. - Fajnie! Myślę, że w takim wypadku to będziesz musiał się nią ze mną podzielić! - Przemyślę twoją propozycję Fibi. Ale wolę urządzić coś w rodzaju randki łączonej. Ty przyprowadzisz jakąś ładną szesnastolatkę i potem się wymienimy. - Już, przestań! – Fibi złapał się za długie uszy. – Muszę się przecież skupić na twojej matmie, a przez ciebie myślę tylko o koleżankach! - Takie życie faceta. Ale nie martw się, podobno w wieku pięćdziesięciu lat to przechodzi. - Ja nie chcę mieć pięćdziesięciu lat! - Cicho Fibi, rób matmę. Uprościłem ci to maksymalnie, wystarczy po prostu nie pogubić się przy dodawaniu. Obaj pogrążyli się w nauce i w odrabianiu sobie nawzajem pracy domowej. Skończyli około dziesiątej, czyli wtedy, kiedy większość ich znajomych właśnie się za to brała. Zmęczeni opadli na łóżka gdzie natychmiast zaczęli zasypiać. Mat jednak przypomniał sobie o Nutrii, wstał i poszedł kopiować dla niej matmę. Fibi sięgnął po swoje zeszyty i bezmyślnie przerzucał zapisane po brzegi kartki. Jejku, ile Mat miał do powiedzenia na temat zgadywania kształtów znajdujących się w kartonowych pudełkach! Fibi ledwo wykrzesałby dwa zdania, a ten napisał wypracowanie na dwie strony! To samo było z przyrodą i językami! Fibi poczuł się lekko zazdrosny. Dlaczego Mat musi być zawsze we wszystkim najlepszy! Może jedynie matematyka mu nie leżała, ale prawdopodobnie gdyby wziął się do roboty, z tego tez uchodziłby za geniusza. „Z drugiej strony” – myślał Fibi – „on ma już przecież osiemnaście lat i ma prawo wiedzieć dużo na temat rozpoznawania kształtów w kartonowych pudełkach. U niego zapewne uczą już przewidywać, co jest w sejfie!” Jakaś kartka wypadła z zeszytu i wylądowała tuż przed nosem Fibiego. Chłopiec zdziwił się, gdyż zazwyczaj nie trzymał pojedynczych kartek w zeszytach. Podniósł ją i rozprostował. Natychmiast poznał pismo brata. Widocznie Mat, odrabiając mu wypracowanie, notował coś na oddzielnej kartce i z roztargnienia wsadził ją do nie swojego zeszytu. Fibi zmarszczył brwi ze zdziwieniem studiując zawartość kartki: „Budowa świata wg Mateusza Thaviol”: Ja – pan świata, najpotężniejszy czarnoksiężnik; Doradcy – Zandar (niech się dziecko cieszy); Fibi ( nie wiem czemu, mam dobry dzień); Wujcio Mereks (ktoś musi dawać kasę); Rodzice – samotny domek w górach; Niewolnice miłości; Nutria + tancerki erotyczne, Elwira, ruda i z drugiej no i parę innych; Valanthe – osobiście czyści moje podłogi szczoteczką do zębów; Mój znak: oko demona wpisane w zwiniętą gałązkę. Fibi uniósł brwi wysoko do góry, następnie zgniótł kartkę i rzucił daleko za siebie. Mat jest… psychiczny.

Matematyka była dla prawie wszystkich szybko zbliżającą się apokalipsą. Prawie, bo nie dla Mateusza Thaviol. No i Nutrii Lafiflet, choć była zaskoczona, kiedy odkryła kartki z pracą domową leżące obok jej wiśniowego zeszytu od matmy. Zapewne przysłał je ktoś na skrzydłach wiatru, ale kto? Nie rozpoznawała charakteru pisma, choć jej zdaniem było to wyraźnie pismo dziecka! Jakiegoś chłopca między dziesiątym a trzynastym rokiem życia. Nutria pracowała w figloraju i często odrabiała z dziećmi ich lekcje, stąd potrafiła rozróżnić charaktery pism młodych chłopców i dziewczynek. Ułożyła na ten temat nawet parę teorii, a każdą zapisała w swoim różowym pamiętniczku przystrojonym maleńkimi diamencikami. Prowadziła go od kiedy tylko nauczyła się pisać i zapisała już chyba z dziesięć zeszytów. Choć najwięcej napisała przez ostatnie trzy lata, a to głównie z powodu Thaviol i chęci wyżycia się na nim. Mat denerwował ją swoją osobą, zachowaniem, nonszalancją, idiotyzmem, pewnością siebie, a nawet sposobem oddychania! Powoli brał długi oddech, trochę przetrzymywał i wypuszczał z taką arogancją, że Nutrię doprowadzało to do obłędu. Gdyby mogła, wbiłaby mu długopis w dziurki od nosa, taśmą klejącą zakleiła usta i patrzyła, jak się dusi. Albo dusiłaby go własnymi rękoma każąc mu walczyć o każdy oddech. Nutria starała się nikomu nie życzyć śmierci i wszystkich lubić, ale ludzie wokół niej za nią nie przepadali, a niektórzy okazywali wręcz nieuzasadnioną wrogość. Jej przyjaciółki (heh, to określenie dawno przestało do nich pasować) mówiły jej, że to przez to, że ubiera się tak po dziecinnemu i na różowo. Elficzka jednak nie mogła pojąć, czemu jej styl ubierania może przeszkadzać innym. Widocznie mógł, skoro Nutria spotykała się z wrogością kolegów, a nawet przypadkiem napotkanych osób. Nawet Moron i Dora mówiły o niej „różowa pindzia” nie zważając na to, czy ona to słyszy, czy nie. Jena, chyba jedyna pozostała jej bliska przyjaciółka (dziewczynki znały się od przedszkola) radziła jej, by po prostu przestała się tak ubierać, kupiła sobie parę modnych ciuchów, najlepiej czarnych, glany, pieszczochę, kostkę, łańcuchy i zabawną czarną owieczkę – przywieszkę do plecaka. Wtedy będzie wyglądała porządnie i nikt nie będzie miał do niej żadnych pretensji, a nawet wprost przeciwnie – każdy się będzie chciał z nią przyjaźnić. W takim przebraniu delikatna uroda elfki nabrałaby nowego blasku. Wyglądałaby jak zabójczo piękna Panna Śmierć, z farbowanymi, czarnymi włosami rozrzuconymi na czarnych ramionach i niesamowitymi czarnymi oczyma, które przyciągają niewinnych mężczyzn, by następnie posiąść ich dusze. Jakkolwiek wizja ta była piękna i artystyczna, niemniej dla Nutrii mało nęcąca, bo co trzecia nastolatka próbowała się na taką przerobić. Inne znów miały kompleksy, że nie urodziły się ciemnymi elfami lub ogrami i namiętnie przesiadywały w solariach, póki ich cera nie nabrała koloru dobrze zmieszanej musztardy. Nutria była w rozterce. Z jednej strony chciała być lubiana, dlatego chodziła na imprezy, na które była zapraszana (czyli tylko te urządzane przez jej „przyjaciółki” o ile zechciały ją zaprosić), próbowała rozmawiać z ludźmi, dawała spisać pracę domową… to wszystko jednak zdawało się być niewystarczające. Elfka mogła oczywiście pójść dalej, zacząć się upijać, pyskować z nauczycielami lub na gwałt znaleźć sobie faceta, ale to leżało grubo poniżej jej zasad. Bo z drugiej strony jej marzeniem od najmłodszych lat było zostać damą z prawdziwego zdarzenia. Dama nigdy nie pije, nie używa brzydkich słów, jest miła, dobra, piękna, kocha przyrodę i ma mnóstwo przyjaciół, nie wspominając już o wielbicielach. Nutria miała to wszystko wypisane na okładce pamiętnika i całe życie starała się ustawić pod bycie damą. Im była starsza, tym bardziej czuła, że powinna dodać jeszcze jedną cechę: pieniądze. A Nutria ani jej mama na forsie nie spały. Pani Lafiflet nie mogła przy swojej pensji spełniać ewentualnych zachcianek córki, więc Nutria sama zarabiała na swoje potrzeby różnymi pracami dorywczymi, jak na przykład ta w figloraju. Dlatego tym większa brała ją złość, kiedy widziała Mateusza Thaviol. On nigdy nie przejmował się opinią innych. Robił to, na co miał ochotę, a i tak z każdej sytuacji wychodził obronną ręką. Był outsiderem, wyrzutkiem klasowym i czuł się z tym po prostu świetnie. Nie szukał przyjaciół, choć gdyby był odrobinę milszy i mniej cyniczny, na pewno miałby ich sporo. Miał oryginalną urodę, przyciągał wzrok dziewczyn, przynajmniej tych, które go nie znały. Zapewne w młodszych klasach znalazłoby się parę podkochujących się w nim dziewczynek, ale małe dziewczynki zazwyczaj kochają starszych kolegów, a najczęściej w paru na raz. Ach, no i na koniec należy dodać, że on mimo wszystko ubierał się modne, więc za ciuchy nikt go nie mógł prześladować. Wróćmy jednak z otchłani nutriowego umysłu do chwili, kiedy odnalazła list z pracą domową napisaną zresztą dziecięcym pismem. Zastanawiając się, kto mógł jej t przysłać wzięła swój zeszyt, usiadła na łóżku i po zakopaniu się w lekką, niebieską kołderkę zaczęła przepisywać zadania. A może to Lin? Krasnoludka była dla Nutrii bardzo miła, zawsze szczera i uśmiechnięta, otwarta dla innych i bardzo krytyczna wobec siebie. Podobno miała młodszą siostrę i starszego brata. Czyżby to ona przysłała? Nie, to głupie. Kazała młodszej siostrze przepisywać pracę domową i ją wysłać? Zresztą, to wyglądało bardziej na pismo chłopca. Nutria rzuciła zeszyt i rozłożyła się wygodnie na łóżku. Wyciągnęła się rozkosznie i z dumą obserwowała swoje świeżo dorosłe ciało. Nie stroniła od czekolady i innych łakoci, co powoli dawało się we znaki. Wolała jednak myśleć, że ma figurę w kształcie butelki czy litery „s” niż, że jest otyła. Zresztą, dzisiejsza moda zakładała, że jeśli dziewczyna nie ma bioder prostych jak facet, to nie jest atrakcyjna. A Nutria na pewno nie podążała za modą. W tej chwili bardzo odpowiadała sobie. Zaraz jednak napadł ją wstyd i poczucie, że grzeszy tak wielbiąc swoją doczesną powłokę. Skuliła się szybko czerwieniąc jak należy. Wkrótce jednak opanował ją niejasny niepokój. Nakryła się kołdrą i zwinęła w kulkę. Zrobiło się za gorąco i z powrotem odkopała się. Położyła na brzuchu i rękami objęła poduszkę. Zaczęły nachodzić ją różne dziwne wizje. Dopadły ją wątpliwości i kolejne poczucie winy. Myślała nad sobą, swoim fizycznym wyglądem i roli, którą wcześniej czy później jako kobieta będzie musiała odegrać. Była dziewicą i w tej chwili nie chciała tego zmieniać. W jej głowie powstawało tyle fantazji, pytań i strach o tę strefę życia. Czytała wiele naukowych książek na ten temat (te mniej naukowe też), ale wciąż pozostawała z pewnym głodem wiadomość. W dodatku nie wiedziała, do kogo się zwrócić. Matka odpadała – one z natury rzeczy nie chcą udzielać nastoletnim córkom potrzebnych informacji. Była jeszcze zaprzyjaźniona babcia z drugiego piętra no i ginekolog, ale jak można z takimi osobami o czymś takim rozmawiać? Czy oni należycie zinterpretują strach i będą potrafili uspokoić młodą panienkę? Jak zawsze w takich wypadkach pozostawały wierne przyjaciółki, które zazwyczaj są najlepiej poinformowane. Niestety, Nutria już dawno straciła kontakt z koleżankami, więc taka rozmowa od serca w ogóle nie wchodziła w grę. Nawet nie wiedziała, jakie jest ich spojrzenie na życie seksualne nastolatków. Czy mają „ten pierwszy raz” już za sobą, czy może chcą zachować czystość aż do ślubu. Co do Moron i Dory nie było pewności, ale po skrupulatnych obserwacjach Nutria doszła do wniosku, że one chyba straciły cnotę w tym roku, chyba nawet w tym samym czasie. Ale one wiele rzeczy robiły razem. Ciekawe, co na to powiedzieli ich partnerzy? Prawdopodobnie byli to Przylas i Reg. No, w końcu materacem nie była, to tylko czyste spekulacje. A Nutria, jako prawdziwa dama, chciała oddać się prawdziwemu księciu z bajki, który spełni jej wszystkie prośby i oczekiwania. Będzie ją ubóstwiał, wielbił i nigdy jej nie zdradzi. Niech się z nią pobierze i niech żyją długo i szczęśliwie. Jednak niestety, taki facet nie istnieje, w czym utwierdzały ją koleżanki. Podobno szybko traci zainteresowanie swoją dziewczyną i jej potrzebami, więc jeśli chcesz coś osiągnąć, musisz to zrobić sama. Nutria bała się takiego odrzucenia. Jej zdaniem nie przeżyłaby tego. Elfka westchnęła i sięgnęła po książkę w szarej okładce leżąca na szafce nocnej. Książeczka ta była zbiorem najbardziej romantycznych opowieści, jakie tylko młoda dziewczyna mogła sobie wymarzyć. W dodatku została zaszyfrowana przez uczone czytelniczki runami przez co matka Nutrii nie domyślała się nawet, co takiego jej córka czyta nocami. Za to elfka kochała runy i z radością uczęszczała na dodatkowe lekcje, mimo, że łączyło się to z dodatkowymi spotkaniami z Thaviol. Już na pierwszej godzinie Mat nakreślił jej w zeszycie pewne dwa słowa, za co dwie lekcje potem dostał książką po głowie. Dzięki temu jednak Nutria mogła spokojnie czytać erotyki bez obaw, że nie zrozumie jakiegoś słowa. Teraz też zagłębiła się w romansie o kobiecie, która straciła pamięć i została oszukana przez swojego największego wroga. Środowa matma nie była taka straszna, jak się tego wszyscy spodziewali. Mistrz Otfield cierpliwie wytłumaczył wszystkie zagadnienia pracy domowej i zadał trzy razy tyle – dla poćwiczenia. Przecież

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%