Inne · 3 min czytania
Podwójne życie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nasza szkoła jest naprawdę niesamowita, a największe cuda dzieją się na przerwie. Na lekcjach zwykle siedzimy dość spokojni (generalizacja to zła cecha, ale pomińmy), słuchamy z zainteresowaniem nauczyciela (oczywiście) i z największą przyjemnością dajemy się pastwić przy tablicy. Na przerwie po prostu TRZEBA odreagować. Czyż na lekcji dziewczęta pokazują połowę swoich cudnych brzuszków na wierzchu? Czy chłopcy wszczynają bójki, gdy nauczyciel tłumaczy ułamki, gramatykę lub opowiada o starożytnych dziejach? I godzina lekcyjna zdecydowanie nie nadaje się do ściągania, niestety. Kiedy jesteśmy w klasie mamy perfekcyjne warunki do przepisania - ławeczka, krzesełko, zeszyt na kolana i jedziemy! A na przerwie? Nerwy, nerwy, nerwy. Krzyki. Piski. 'Sprawdź, czy nie idzie!', 'Nie przepisuj, bo ma tu dyżur!', 'Dobra, zamknę się w kabinie, chyba tu nie wejdzie?'. Przyznać trzeba, że przepisywanie lekcji w kabinie nie jest zbyt wygodne (to znaczy: osobiście nie mam zdania na ten temat, bo w kabinie nie przepisywałam. Koleżanki mówiły, że beznadziejnie). Podczas lekcji rozmawiamy jedynie na temat narzucony przez nauczyciela (rzecz jasna); przerwa zaś to wielkie forum dyskusyjne. O czym się wtedy nie rozmawia! Chętnie obgaduje się koleżanki, śmieje się z nowej fryzury kolegi, opowiada się o tym, co się stało