Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 15 min czytania

Pogromca Smoka cz. 4

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dni przemijają i zima się zbliża, A Sigurd trenuje bardzo zawzięcie, Lecz nie radzi sobie jeszcze ze ścięciem Drzewa jedynym miecza uderzeniem I do celu wcale się nie przybliża. Ale do porażki się nie przyznaje: Szansę wygranej sobie jeszcze daje, Bowiem ciągle liczy na zrozumienie Sił, które pomogą mu próbę pobić I to, co zrobione być musi – zrobić. Tak więc nadal walczy z wrogiem drewnianym, Od trzech już miesięcy – niepokonanym. Każdego wieczora miecz ciąży w ręce Po wielogodzinnej treningu męce. Acz co dzień rano jest zdecydowany Próbować wciąż dalej, do skutku, wiecznie I kolejnym drzewom zadaje rany, Chociaż poważne, to niedostateczne. Kiedy tak jak zwykle się nad tym biedził W czasie treningu Regin go odwiedził. Usiadł opodal i zaczął rozmowę: „Jak przebiega trening umiejętności? Czy już nabyłeś jakieś sztuki nowe?” Rycerz mu odparł z powodu godności: „Dość sił mam w sobie na trudniejsze rzeczy. Jestem tu, bowiem potrzebuję mieczy.” „Sądząc po czasie, który tu spędziłeś, Co do swych sił znacznie się przeliczyłeś. Nie możesz porąbać drewnianej kłody, Nie umiesz dębowi wyrządzić szkody. Gdybyś nie przybył tu z czyjejś porady, To szukałbyś teraz ze smokiem zwady. On by zatroszczył się o cię troskliwie I szponami poznał bardzo wnikliwie. Przychodząc tutaj ocaliłeś życie!” – Regin z niego zadrwił dość pospolicie. „A nawet jeśli – to nic ci do tego! Któż ci dał prawo naśmiewać się z mego Szczytnego celu, losu, przeznaczenia? Dlaczego czujesz się lepszy ode mnie? Czy ty smoczysko kiedyś pokonałeś? Czy ty coś złego zmienić próbowałeś? Zresztą, to nie ma żadnego znaczenia… Chcesz, to zadrwij z siebie, a potem ze mnie...” – Sigurd najwyraźniej się zdenerwował, Ale mimo to kowal kontynuował: „Nie myśl proszę, iż ja tu z ciebie szydzę. Ja tylko więcej niż ty możesz – widzę. To żadna ujma czemuś nie podołać, Ważne by do błędu się przyznać zdołać. Życie przypomina rycerski turniej, Lecz z tą różnicą, że w życiu jest trudniej. Jest kilku zwycięzców – przegranych rzesza. Tamci odchodzą z tryumfem, pucharem, Zaś tamtych znów nawet nikt nie pociesza. Lecz można wrócić, ponownie spróbować. Póki się żyje, bo życie jest darem! Nie musisz wszak żadnej klęski żałować. To, że przegrany jest dzisiaj zwycięzcą Jest w życiu rzeczą bodaj najpiękniejszą! Bogowie nie mogą w nic ingerować, Od nich nie zależy człowiecza dola. Twym największym skarbem jest wolna wola. Ale możesz łatwo ten skarb zmarnować. Wolności cienie – to odpowiedzialność, Bo blasków chyba nie muszę tłumaczyć. Dla wielu wolność coś innego znaczy. Na to tylko wpływa twoja mentalność.” – Regin się poddał swemu wywodowi I niejedną prawdę rzekł młodzianowi: „Siła nie tylko z treningiem przychodzi. Ona z samej głębi serca pochodzi. Jeśli szybko duszy swej nie wzbogacisz W wiarę, która może przenosić góry, To tylko swój cenny czas tutaj tracisz. Bo nikt nie zetnie starego dębiska Nie wierząc, że może to także zrobić. Jeśli zawiodłeś – to spróbuj raz wtóry, Choć beznadzieja za serce cię ściska. Nie daj przez stężałe drzewo się pobić! To nie jest tak trudne, jak ty przypuszczasz, Tylko do siebie myśli nie dopuszczasz, Że sukces od czegoś jeszcze zależy, Że musisz w swe siły bardziej uwierzyć. Zetnij to drzewo – wszak to nic trudnego, Pokaż, że nie ma od ciebie lepszego!” – Słowa do głębi Sigurdem wstrząsnęły, Lecz wnet wątpliwości się nasunęły: „Czy w twoich słowach jest coś prawdziwego? Nikt nie jest w stanie zrobić coś takiego. Ty mnie oszukujesz, znów się naśmiewasz. Ja ci nie wierze i już nie uwierzę. We łganiu na więcej nigdy się nie waż. Jeśli chcesz rozmawiać, to rób to szczerze!” „O czym ty bredzisz głupcze, niedowiarku!? Ja tobie chce dzisiaj wręczyć w podarku Cząstkę mej wielkiej w tej kwestii mądrości. A ty ją odrzucasz? Dlaczego? Że jak? Odrzucasz ją wskutek… niepojętności? Coś z tobą rycerzu jest chyba nie tak. W twych umiejętnościach jest jakaś luka Bo przejście tej próby nie jest tak trudne, Zaś z mymi radami to żadna sztuka. Zaprawdę, talenty twoje są cudne, Że nie potrafisz czegoś tak łatwego” – W słowach Regina dużo było złego. „A ty potrafisz?” – Sigurd spytał w złości, By pod czymś ukryć swoje wątpliwości. Regin mu odparł: „Kiedyś potrafiłem, Lecz całkiem dawno tę zdolność straciłem.” To rozbudziło rycerza ciekawość, A tej musiało się znowu stać zadość. Nie bez powodu Regin tak postąpił. Thor inteligencji mu nie poskąpił. Kowal bez trudu to wszystko przewidział, Bo czyny Sigurda nieraz już widział I bardzo dobrze młodzieńca rozumiał. Toteż sam w ogóle się tym nie zdumiał, Że rozdrażnienie szybko ustąpiło I zaciekawienie je zastąpiło. Dlatego pozwolił mu na pytania, Które domagały się wręcz zadania: „Mówiłeś, że wiarę mam w sobie ćwiczyć, Aby twoją pierwszą próbę zaliczyć. Chcesz mi więc powiedzieć, że coś się stało, Co ci twą wiarę odebrać zdołało?” – Rycerz wnet zaczął sypać pytaniami, By poznać kowala dzieje minione. Regin zaś przez chwilę walczył z myślami, Ale się zgodził na nieuniknione: „A więc opowiem, tak jak tego chciałeś… Gdy byłem młodszy niźli jesteś teraz Mieszkałem w miasteczku, które mijałeś. Niejednego znałem tam bohatera. Mój ojciec był zaś tam znanym kowalem, Lecz ja wojownikiem zostać wolałem. Więc porzuciłem zawód rodziciela No i wstąpiłem na rycerską drogę. Na niej spotkałem mego przyjaciela. Niewiele o nim powiedzieć już mogę: Czas większość wspomnień już zdołał wymazać, Lecz nie o tym przecież chciałem ci gadać. Poszliśmy dalej, we dwójkę, bo raźniej, Nasz cel zaś rysował się nam wyraźnie. W owym czasie wiele ludzie mówili O bandzie bandytów z górskich przełęczy, Którzy wędrujących kupców grabili. Znaczną wyznaczono za nich nagrodę, Więc na wyprawę nabraliśmy chęci. Udaliśmy kupców i gdzieś za grodem, Już nie pamiętam, dzień czy też dwa drogi, Zwabiliśmy wszystkich do naszej pułapki I wszystkich z łatwością wytrzebiliśmy. Acz jeden zbój wyszedł cało z zasadzki. On nas zaprowadził do ich ukrycia, By zapłacić złotem, nie stracić życia. Wiele cudnych skarbów tam zdobyliśmy: Złota i srebra i kamieni drogich. Tego bandytę puściliśmy wolno, Lecz dotąd nie wiem czy było nam wolno. Podobno nie zszedł z tej drogi zbrodniczej I gdzieś zasłużony go spotkał stryczek. Jednakże wróćmy do skarbca złodziei. Wszakże był niczym przy tym z Gnitahei, Którego chcesz wkrótce zdobyć dla siebie, Ale… Nie będę zanudzał już ciebie. Posłuchaj więc proszę, co było potem: Byliśmy zbyt młodzi, tak jak ty butni, Więc oczywiste, że doszło do kłótni – Wszystko to poszło błyskawicy lotem. Teraz rozumiem, że głupi byliśmy, Że o skarb wtedy się pokłóciliśmy. Bo chyba trzeba nie mieć wyobraźni, Aby postąpić, jak my niedojrzale I się skutkami nie przejmować wcale, Wiedząc, że nie ma nic oprócz przyjaźni, No i miłości, co warto szanować. Ja… coś zrobiłem. I muszę… żałować. Teraz już tego nie cofnę, nie zmienię… Ja…” – tu musiał przerwać głosem złamanym, Tak prześladowało go zakończenie. „Ja byłem wtedy jakby… opętany… On przecież wiedział, że to niebezpieczne…” – Dalsze słowa były już niekonieczne, Bowiem Sigurd wiedział, co było dalej. Regin postąpił nikczemnie w swym szale: Przyjaciel skończył ze sztyletem w plecach I kowal musiał z miasteczka uciekać. Sigurd ze spokojem przyjął wyznanie, Acz o Reginie musiał zmienić zdanie. Znając istotę tej jego słabości Musiał się teraz trzymać na baczności, Aby nie skończyć tak, jak tamten człowiek, By po śnie więcej nie otworzyć powiek. Lecz ta opowieść coś więcej przyniosła - Jakąś nową siłę do…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pogromca Smoka cz. 4 — czytnik · opowiadania