Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 10 min czytania

Pogromca Smoka cz. 9

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Gdy Sigurd w końcu swą sławą zmęczony Postanowił wrócić w rodzinne strony Na leśnym trakcie zagrodził mu drogę Starzec, co kiedyś go ostrzec próbował. Spojrzał nań gniewnie i rzekł takie słowa: „Ja w walce ze smokiem straciłem nogę, Lecz ty Sigurdzie, powiedzieć to musze, W walce z tą bestią straciłeś duszę! Nikt wszak nie wątpi, że ty ją zgładziłeś, Ale upodleniem to okupiłeś! Zbyt wielu ludzi już zamordowałeś – Tylko dzięki temu sławę zyskałeś. Lecz przy tym straciłeś swoje sumienie. Twe zwycięstwa miały zbyt wielką cenę…” „O czym ty mówisz starcze pomylony? Jakim upodleniem? Jakimi zgony?” „Już nie pamiętasz tych, których zabiłeś? Więc sumienie złotem już zagłuszyłeś!?” – Zapytał go gniewnie starzec–kaleka. Następnie dodał drżącymi słowami, Jakby rozmawiał nie z nim, lecz duchami: „Jakiegomże wtedy wybrał człowieka… Chciałem odważnego i roztropnego, A przy tym najlepiej bardzo młodego. Takiego, co w sercu ma ideały. Bo jego uczynki dobre być miały! Lecz tak, jak marzyłem wcale nie było. Spójrz tylko, co z tobą się porobiło! Zabiłeś mistrza kowalskiego młota – W ten sposób zyskałeś połowę złota. I zamiast dla ludzi być dobroczyńcą Stałeś się tylko kolejnym złoczyńcą! Myślisz, że nie wiem, jak sławę zdobyłeś!? W pojedynkach mnóstwo ludzi zabiłeś! I to ma być rycerz niepokalany? Kiedyś pomagałem ci w twej wyprawie, Lecz teraz ten błąd swój zaraz naprawię…” – Tu z za pasa dobył miecza swojego I z gniewem w oczach rzekł zaraz do niego: „Sigurdzie Favnesbane , czuj się wyzwany!” „Nie żartuj staruszku, przecież dobrze wiesz Że w starciu ze mną z pewnością polegniesz, Bo jestem od ciebie o wiele młodszy, Lepiej wyszkolony, a także zdrowszy. Więc jeśli się teraz szybko oddalisz Umrzesz ze starości, nie od mej stali.” „Tak łatwo nie umkniesz przed przeznaczeniem. Chodź, będziemy walczyć nad tym strumieniem.” – I podprowadził konia bliżej wody, Gdzie było dość miejsca na pojedynek. Ale Sigurd nadal pragnął z nim zgody: „Jesteś zmęczony, twe słowa nerwowe… Powinieneś udać się na spoczynek. Jutro dokończymy naszą rozmowę…” Pokiwał głową i chciał go opuścić. Lecz Håvard nie mógł do tego dopuścić. W akcie rozpaczy rzucił za nim słowa: „Uciekasz jak zbójec z leśnego boru. Walcz! Stawaj w obronie swego honoru!” Rycerz już nie mógł tego zignorować: Teraz to była sprawa honorowa! „Odwołaj natychmiast te swoje słowa!” – Sigurd od niego niezwłocznie zażądał. „Odwołam, gdy ty mnie do tego zmusisz – Tylko przemocą to ze mnie wydusisz!” – Zakrzyknął wnet butnie ten północny bard I się wrogowi zuchwale przyglądał. Zaś Sigurd mu odparł, wręcz jadowicie: „Ty nie masz nogi, tyś w walce nic nie wart. Albo przeprosisz, albo stracisz życie.” „Gdy mój miecz z twoim będzie skrzyżowany, To czy masz rację wnet się przekonamy.” „Jeśli więc w ten sposób stawiasz tę sprawę, To, co smok spartaczył – zaraz poprawię …” – Tu twarz Sigurda półuśmiech wykrzywił. Taki, jak mają ludzie niegodziwi. Na ten widok wróg uśmiechnął się równie: „Cieszę się, że w końcu zdjąłeś tę maskę – Teraz mi będzie zabić ciebie łatwiej.” „Nie będzie ci łatwiej, ale wręcz trudniej! Bo od tej chwili jesteś moim wrogiem I odejść z życiem nie pozwolę tobie. Lecz nie ma już o co dłużej się spierać – Najwyższa pora, Håvardzie, umierać!” „Najwyższy już czas na śmierć dla nas obu. Pytanie tylko: kto zada ją komu? Wielu zgubiła zbytnia pewność siebie. Uważaj by to nie spotkało ciebie… Walczyć nam było chyba przeznaczone…” – Odpowiedział starzec zmęczonym tonem. „Zawsze służyłem memu przeznaczeniu. I teraz dam zadość jego pragnieniu. Jeśli ode mnie twej krwi zażądało Będę się starał, by ją otrzymało.” – Odparł mu Sigurd mówiąc lekkim basem I także sięgnął po swój miecz za pasem. Bard mu na to odparł zadowolony: „Nareszcie więc walkę tę zaczynamy. Pokaże ci wreszcie talent mój cały. Kiedyś mówiono, żem niepokonany – Ja z moim mieczem dowód tego damy!” Przebiegiem walki był Sigurd zdziwiony Bo choć przeciwnik był zniedołężniały To odbił każde jego uderzenie. Lecz już po kwadransie ciosów wymiany Na twarzy wroga zobaczył zmęczenie. A Sigurd jakby tylko czekał na nie: Z wszystkich sił uderzył niespodziewanie I Håvardowi miecz wytrącił z dłoni. Po czym natychmiast zwrócił się do wroga: „Możesz jeszcze swoje życie zachować… Wystarczy, że teraz mi się pokłonisz: Honor, czy też życie – możesz wybierać. Nie będę ci tego prawa odbierać.” Powiedział mając t e n uśmiech na twarzy. „Jak mogłeś się na coś takiego ważyć? Nie znam od ciebie plugawszych potworów! Życia twych wrogów już ci nie starczają? Nienasycony, łakniesz ich honoru!” – Odparł mu Håvard łaską pogardzając. Spojrzał na wroga i w mig zdecydował: Chwycił za sztylet, by zgładzić nim niego! Ale nie zdążył już uczynić tego… Bo Sigurd wprzód w myślach się przygotował: Gdy widział już sztylet weń wypuszczony…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%