Fantasy · 4 min czytania
Pogrzeb w Karpatach
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„Opisujesz jej swój dziwny strach, Który nie daje myślom odlecieć. Ona uśmiechnięta odpowie – Tak! Po drugiej stronie lustra jest lepiej...” - Closterkeller, Alicja
Słońce zaczęło powoli chować się za horyzont, kiedy rozpoczęła swój taniec na Kozich Skałkach. Stąpając boso po ostrych kamieniach, wyrzucając ręce w kierunku zaróżowionego nieba, wykrzykując przekleństwa w zapomnianych językach, po raz ostatni już popisywała się Dzikością. Dzikością tak dziką - nawet jak na jej rasę – że obserwujące owe podrygi drzewa, trawa i kamienie, gdyby tylko mogły, rzuciłyby się ku niej, by czołem w ziemię bić pokłony. Tańczyła razem z wzbierającymi emocjami, wzburzoną krwią i ciepłym, wieczornym wietrzykiem. Na Kozich Skałkach – na szczycie świata i o krok od śmierci.
Kilka metrów dalej urwisko gwałtownie się kończyło głęboką przepaścią. A dalej rozpościerał się zapierający dech w piersiach widok na karpacką puszczę, teraz spowitą mgłą. Morze starych, ciemnozielonych koron falowało leciutko muskane ciepłym, letnim wietrzykiem. W powietrzu unosił się zapach lasu. Gdzieś pośród wiekowych drzew dało się słyszeć odległe głosy. Jasnym punkcikiem rozjarzyła się najpierw jedna pochodnia, później następne.
Pogoń. Splunęła w kierunku przepaści pomiędzy jednym a drugim piruetem i syknęła cicho. Ludzie. Przyszli do lasu całkiem niedawno, razem ze swoimi strzelbami, żeby krzewić cywilizacje. Zabierali drewno, cenne minerały i surowce. Zabijali ich zwierzęta. A wczoraj porwali jej męża i zlinczowali. Rozerwali go na części przywiązawszy do dwóch zaprzęgów i wlekli jego pozostałości aż do nocy. Rozczłonkowany, utytłany we krwi i kurzu, leżał w jakimś leśnym dole. Króla Leśnych Ludzi tak potraktowali! A teraz idą po nią. Ale niedoczekanie wasze, raso piewców…