Romans · 17 min czytania
Pojedynek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Purpurowy błysk rozdarł ciemność, strzępy trafionej tarczy fruwały jeszcze chwilę w powietrzu. Następny błysk skondensowanej energii i następna ognioodporna tarcza rozlatuje się w chmurze pyłu. Kilka kroków do przodu, głowica wystającego z nad prawego ramienia działka obraca się posłuszna wewnętrznemu sprzężeniu, na końcu lufy wykwita znów ognisty rozbłysk i kolejna tarcza przestaje istnieć wydając suchy trzask, wystrzału nie słychać, lasery działają przecież zupełnie bezgłośnie. Z tyłu otwierają się drzwi. Staje w nich Piotrek. Promień wiodący działka spoczywa na chwilę na jego twarzy. - Nie wygłupiaj się. Wyłącz to. Zielona plamka naprowadzania gaśnie. Głowica działka zamiera w bezruchu. - Poprawiłeś generator? - Jak widać.- Z za srebrnej przyłbicy kasku ukazuje się nie golona od kilku dni twarz Franka. - Ciekaw jestem gdzie się szlajasz od wczoraj, ty chyba sobie myślisz że APL dokończy się sam. Przeprogramowałbyś przynajmniej podczerwień. - Co ty. Jest dziewiąta wieczór. Trzeba się zabawić. A zresztą najlepiej przeprogramuj sam, bo potem będziesz miał znowu pretensje. - Gdzie lecisz? - Nie chciałbyś wiedzieć - powiedział i już go nie było. Franek walnął w kąt pracowni odpięty z pleców prototyp, rzucił niedbale na szafę kask. Czasem miał Piotra serdecznie dość. Ciągnął go za sobą od szkoły podstawowej przez studia, aż tutaj do Instytutu Techniki Wojskowej. I tak odwalał zwykle całą robotę. Ale w końcu byli kumplami od zawsze. No i te jego podboje, już stracił rachubę tych wszystkich panienek. A swojego mieszkania użyczał Piotrowi tak często, że na dobrą sprawę, więcej mieszkał w laboratorium niż u siebie. Podłączył APL do komputera i uruchomił procedurę testowania. Program powoli przeglądał kolejne panele. Nawet go to specjalnie nie interesowało. Zatrzymał chwilę zmęczony wzrok na fotografii wiszącej nad monitorem. Fotografii Anki. Byli razem od dłuższego czasu i uważał ją za kogoś najwspanialszego w swoim życiu. Czasem zastanawiał się, co taka super dziewczyna robi z kimś takim jak on. Złapał się na tym, że chciałby żeby tu teraz była. Otworzył okno, odetchnął świeżym powietrzem, w którym była jeszcze wilgoć niedawnego deszczu i wtedy ją zobaczył. Anka stała po przeciwnej stronie ulicy, przy budce telefonicznej. Ucieszył się, ale jego radość była krótka. Zobaczył Piotrka wychodzącego z budynku. Przywitali się czule i wsiedli do samochodu. To mu się zupełnie nie podobało, chwycił kask od APL i pobiegł do windy. Przewidzieć co zrobi Piotr było łatwo. Jego samochód stał pod jedną z knajp. Franek zaparkował po drugiej stronie w niewielkiej przecznicy. Po godzinie zobaczył ją znowu, tuliła się do Piotra, kiedy szli do samochodu. Pojechał za nimi. Piotr zatrzymał wóz na nadmorskim parkingu, razem z Anką zbiegli na pogrążoną w ciemności plażę. Franek sięgnął po kask, Był w nim noktowizor. Ustawił powiększenie. Teraz widział ich dobrze, aż za dobrze. Poczuł jak coś w jego wnętrzu kurczy się boleśnie, potem było już tylko uczucie pustki. Wcisnął pedał akceleratora swego wozu, przetwornica jęknęła protestacyjnie, koła zapiszczały na wilgotnym asfalcie. Spotkali się nazajutrz w laboratorium, Franek przecenił jednak swoją zdolność panowania nad nerwami. Wytrzymał do czasu, kiedy Piotr z bezczelną miną oświadczył że świetnie się bawił. Pierwszy cios rzucił nim o ziemię. Franek podniósł go i przywalił jeszcze raz. - Nic mnie nie obchodzą te wszystkie twoje panienki, ale od Ani trzymaj z daleka swoje śmierdzące łapy. Czego chcesz od niej, ty ulizany wypierdku? Chwycił go za kołnierz koszuli i przemocą posadził na krześle. - Tego nie robi się kumplowi. Nie widziałeś że było nam razem dobrze? Musiałeś to zniszczyć? Piotr wypluł krew cieknącą z rozbitej wargi. - Głupi jesteś, poszła ze mną bo potrzebuje normalnego faceta, a nie świra, który gada do siebie i wierzy w jakieś rycerskie zasady rodem ze średniowiecza. Pewnie teraz wyzwiesz mnie na pojedynek. No nie krępuj się, przywal mi. Zawsze byłeś lepszy, tyle że głupszy. Zawsze harowałeś a ja spijałem śmietankę. A Anka wcale nie jest taka dobra jak myślisz, miewałem lepsze. - Ty świnio! - Franek uniósł zaciśniętą pięść, by rozgnieść tamtemu ten złośliwy uśmieszek na twarzy, ale zrozumiał że Piotr tylko na to czekał. Zaciśnięte palce rozluźniły się z wolna. - Pojedynek? Dobrze. Wypróbujemy APL. Na sobie. Jutro o północy w starej elektrowni, ja wchodzę bramą kolejową, ty od ulicy. Na tym świecie jest miejsce tylko dla jednego z nas. Chwycił kurtkę i wyszedł. Pomarańczowe światło sodowych lamp ulicznych wciskało się do pokoju przez zaciągnięte żaluzje, rozjaśniając ciemność wewnątrz. Franek leżał na podłodze. Wydawało się że śpi, ale oczy miał otwarte, patrzył nieruchomo w jakiś punkt na suficie. To go zawsze uspokajało. Z przedpokoju dobiegło ciche pukanie. Poderwał się. - Otwarte. W drzwiach stanęła Anka. - Wejdź proszę. Siądź sobie – powiedział zdejmując stos papierów z fotela. Anka usiadła, patrzyła uparcie w podłogę. Całą minioną godzinę układała sobie w myśli co powie, teraz w głowie miała pustkę. - Wiesz już o wszystkim- zaczęła. Nie odpowiedział. - Przepraszam że tak wyszło. Powinnam powiedzieć ci wcześniej. Rozumiem, możesz być wściekły. Ale dlaczego wymyśliłeś ten głupi pojedynek? Wiem co to jest APL, przecież ty go zabijesz. A to i tak nic nie zmieni. Kocham go. Proszę cię, zatrzymaj to wariactwo. Jeśli on umrze, to będzie tak jakby dla mnie zgasło słońce i nigdy już nie miało wzejść. Gdy tu szła, była przygotowana na to, że będzie jej robił wyrzuty. Jednak on nie mówił nic, jego twarz sprawiała wrażenie martwej. - Powiedz coś. Spojrzał jej w oczy tym swoim zmęczonym spojrzeniem. - Wybacz, ale tu nie chodzi o ciebie. – Jego głos także był matowy, zmęczony. - Przecież umawialiśmy się, że możesz odejść kiedy tylko zechcesz. Wiesz, ja wiele razy zastanawiałem się, co taka świetna dziewczyna robi z takim gościem jak ja. Wiedziałem, że ten moment kiedyś przyjdzie. Nie mam do ciebie żalu. Ale Piotr był moim przyjacielem i nie miał prawa mi tego zrobić. Przynajmniej nie w ten sposób. Nie musi wcale przychodzić do elektrowni. Nie przyjdzie, to nie będzie pojedynku. Ja nie stracę honoru, bo to jedna z niewielu rzeczy, jakie mi zostały. - Dłuższą chwilę siedział wpatrzony w jakiś punkt nad jej ramieniem - Idź już, chcę zostać sam. Wyszła. Widział przez okno jak odchodzi ulicą. W środku czuł tylko pustkę. Sięgnął po szklankę z wystygłą herbatą, szkło rozprysło się z trzaskiem. Z pomiędzy zaciśniętych palców zaczęła sączyć się krew.
Nad placem nieczynnej elektrowni zalegała wilgotna ciemność, przechodząca w zupełną czerń pod dachami opuszczonych hal. Odkąd tu wszedł, wiedział już co zrobić. Najważniejsze było szczęście Anki, choćby to nie było już ich wspólne szczęście. Chodził już ponad godzinę po tym labiryncie rur i kratownic, niepokojąc Piotra który co i rusz widział zieloną plamkę naprowadzania na swoim ciele. Wiele razy czerwony promień Piotrowego działka znaczył stalowe ściany szramami niecelnych strzałów. Nieraz wzniecał fontanny iskier w labiryncie dźwigarów. Piotr wiedział, że Franek się z nim bawi. Był jak duch, pojawiał się na chwilę, by zniknąć zanim on, Piotr, zdąży nacisnąć spust. Franek nie oddał jeszcze ani jednego strzału, podczas gdy on naciskał nerwowo spust na widok jakiegokolwiek ruchu w ciemności. W rogu wizjera świeciła cyfra 3, obwieszczająca czerwienią, że po kolejnych trzech strzałach ogniwa zasilające odmówią posłuszeństwa. Bał się. Zobaczył znów zieloną kropkę naprowadzania, pełzła szybko po ścianie w jego kierunku. Podążył wzrokiem za smugą widoczną w zamglonym powietrzu, Franek stał u wylotu kanału rurociągów, zasłonięty do połowy obłym kształtem zbiornika wodoru. Miał Piotra jak na patelni. - Dlaczego nie strzela - przemknęło mu przez myśl na chwilę przed tym jak nacisnął spust. Krótki jadowity błysk przeciął powietrze. Resztka wodoru eksplodowała z potwornym hukiem, siejąc wokół szczątkami zbiornika i gruzem. Płomień na chwilę zasłonił wszystko. Gdy opadł kurz, Piotr ujrzał wielką wyrwę w podłodze i to co zostało z APL, leżące na stercie gruzu tarasującego kanał. W ciemnej perspektywie hali…