Fantasy · 10 min czytania
Pojedynek magów
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
//Opowiadanie raczej Fantasy, kategorię Erotyka należy raczej traktować z przymróżeniem oka.
Stała w samym środku katedry. Za jej plecami, na ołtarzu, płonęło teraz wszystko, czego tylko imał się ogień. Tkanina służąca jako obrus, kawałki drewna, które prawdopodobnie spadły z sufitu, kiedyś służące jako wsporniki oraz drewniany krucyfiks. Gdyby to ujrzała, z całą pewnością nie pognałaby jak najprędzej by uchronić wizerunek zbawiciela przed zagładą, jak na wiernego chrześcijanina przystało. Nie, ona nawet nie deklarowała się jako chrześcijanka.
Po obu jej stronach można było dostrzec częściowo poburzone ściany z dawno powybijanymi oknami oraz płonące gdzieniegdzie stosy wszelkiej maści pozostałości i śmieci. Ale ona tego nie widziała, patrzyła prosto przed siebie. Tam znajdował się obiekt jej zainteresowania. Kobieta w długiej, czarnej sukni oraz ciasnym gorsecie, którego, jeśli nie jedynym, to głównym celem było uwydatnienie pewnych krągłości ciała. Ledwie dostrzegalnie drgające przy każdym oddechu, podniesione piersi, niżej lekko wyszczuplona klatka piersiowa, stopniowo rozszerzająca się w kierunku bioder. Na samych biodrach natomiast luźno opierała się tkanina doskonale zakrywająca nogi, nie licząc długiego rozcięcia, przez które było teraz dobrze widać zgrabne udo. Nawet z tej odległości.
Za kobietą był ogromny portal, wejście do katedry.
Sufitu nie było wcale. Jeśli ktoś był ciekaw, co się z nim stało, za odpowiedź musiały wystarczyć leżące wokół gruzy oraz połamane wsporniki.
Może Ingrid mogłaby konkurować urodą z nieznajomą, lecz nie w tym momencie. Na twarzy miała wymalowane zmęczenie. Nerwowo oblizała swe pomalowane bardzo ciemną szminką wargi. Kolor był tak dobrany, by współgrał z jej włosami w kolorze węgla..., nie, nie węgla, a raczej bardzo drobnego miału. Tej samej barwy była także jej suknia. Suknia znacznie skromniejsza, niż ta noszona przez jej oponentkę. Prosta, głęboko pofałdowana, bez żadnych wcięć. Długie rękawy zakrywające ręce i ramiona, niewielki, okrągły dekolt. Wszystko to kontrastowało z jej białą, niemal trupią cerą. Czy celowo dobrała taki puder, czy może bladość była naturalnym objawem strachu, było w tym momencie mało istotne.
Ingrid stała na środku katedry, ściskając kurczowo w jednej dłoni krótki miecz, w drugiej zaś sztylet. Jej przeciwniczka nagle, nie wiadomo skąd, wyjęła długi, czarny kij. Na jego końcach zawiązano po dwa jasne rzemienie, pomiędzy którymi wyryto jakieś napisy.
- Nie musisz tego robić - powiedziała Ingrid ściszonym głosem. Miała wrodzoną zdolność empatii, która teraz podpowiadała jej, iż przeciwniczka, wbrew oczekiwaniom, wcale nie jest przestraszona. Wręcz przeciwnie.
Część 22 / 2
- Ile krwi już przelałaś? - dodała po dłuższej chwili. Jej głos lekko drżał, ale brzmiał bardzo niewinnie, jakby zdanie wypowiedziała przestraszona sierota. Zrozumiała, że ma przed sobą kogoś, kto ma spore doświadczenie w tej grze. Grze, której zasady dopiero miała zrozumieć.
Kobieta odpowiedziała tylko westchnieniem, które niewątpliwie doprowadziłoby do szału niejednego mężczyznę. I kiedy już wydawało się, iż wcale nie zamierza odpowiadać, dodała niezwykle słodkim i zniewalającym głosem:
- Więcej, niż masz włosów na swej ślicznej główce - dla podkreślenia słów podrzuciła lekko swoje, niemal płomienistorude.
- Nie musisz tego robić - głos Ingrid drżał coraz bardziej - Będziesz tak zabijać w nieskończoność? To nigdy się nie skończy! - Ostatnie słowa niemal wykrzyczała.
- Widzę, że cię nie poinformowano o wszystkim - kobieta zbliżyła się trochę - po pewnej ilości zwycięstw zostanie wrócona mi wolność. - Poruszała się pełna wdzięku lekko zataczając biodrami. Uniosła kij w górę i wskazała nim na brunetkę.
Ingrid nagle poczuła niemal niemożliwy do wytrzymania ucisk w podbrzuszu, który stopniowo zelżał, lecz nie zniknął całkowicie. Lekko się ugięła w pół, lecz szybko wyprostowała. Spojrzała zbliżającej się do niej postaci w oczy. W tym momencie uczucie uciskania podbrzusza zamieniło się w cos o wiele gorszego. Uczucie nieco podobne do tremy, lecz znacznie silniejsze, jakby jej ktoś wykręcał jelita. I wtedy wszystko zrozumiała. Ingrid nie chciała walczyć, nagle zdała sobie sprawę, iż nie potrafi nienawidzić swej oponentki. Wręcz przeciwnie, zaczęła jej... bezgranicznie pożądać. Jeszcze nigdy tego nie przeżyła, lecz doskonale rozpoznała uczucie miłości, które stopniowo zmieniało się w zwykłe pożądanie.
Płomienistowłosa uśmiechnęła się ledwie dostrzegalnie widząc, iż rzucony urok zaczął działać. Ponętnie zakręciła szarawymi