Fantastyka · 3 min czytania
pokocurzało
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wieczór siniał za tylną szybą, kiedy mijaliśmy ostatnie zabudowania miasta. Droga stała się węższa, wzrosły prędkości, tak jakby te dwie sprawy miały ze sobą jakikolwiek związek.
Nie miały, a mimo to wszyscy obok nas pędzili gdzieś i dokądś. Korzystałam z chwil lenistwa na fotelu pasażera, wyglądałam przez okno i za każdym razem, gdy mijał nas inny samochód, coś wwiewało mnie do środka.
Nadchodziła noc, jedyna w swoim rodzaju; nadchodziła, a może nadjeżdżała? Kto je tam wie, te noce. Pewnie i im zdarza się doprowadzać prędkościomierze do białej gorączki. Z powodu długich, powłóczystych sukni nie mogą korzystać z jednośladów, więc zapewne - jak ja - gustują w poczciwych czterech kółkach. Pewnie i im zdarza się okazja pasażerowania, a ktoś inny siedzi obok i trzyma kierownicę. Ktoś uśmiecha się i gestem zaprasza kolejne noce, by raczyły zająć wolne miejsca z tyłu. Ma oczy jak gwiazdy nad Saharą i kiedy jedzie, to go nie ma. Jeśli w ogóle jest, w co wątpię.
- Patrz - powiedział.
Wieczór umarł - chwila, moment, mgnienie oka. Wciąż było jednak dość jasno i wystarczyło tylko spojrzenie we wskazanym kierunku.
Wyglądało to tak, jakby ktoś posadził wzdłuż drogi…