Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 25 min czytania

Pokój nr 26

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

New Carollton, małe miasteczko położone nieopodal w Filadelfii, w okresie wakacji tętniło życiem. Masa turystów ściągających tu każdego lata kusiła się niskimi cenami w miejscowych hotelach, ładnymi krajobrazami i naturalnością tego miasta. Tak było również w tym roku. - Więcej ich matka nie miała? - spytała Susan Brandon. Najprawdopodobniej pytanie było skierowane do jej męża, Boba.

- A może my byśmy się gdzieś wybrali? Słyszałem, że nad jeziorem jest tani hotelik. Można by połowić ryby, odpocząć od tego zgiełku, jaki nam gotują turyści - zaproponował Bob. - Co? - dodał, aby podkreślić wagę swoich słów. - Sama nie wiem. Sporo mamy ostatnio obowiązków. Jeszcze moja chora matka... - Weźmiemy ją ze sobą! - krzyknął entuzjastycznie Bob. Susan, bo co innego miała zrobić, zgodziła się. - O nic się nie martw. Jutro wyjeżdżamy! Żona nie zareagowała na ostatnią część wypowiedzi. Patrzyła niewidzącym wzrokiem w okno, gdzie grupa turystów biła się o ostatni wolny pokój. Mruknęła coś pod nosem, po czym wstała z wiklinowego bujanego fotela. Sięgnęła po papierosa z niepokojem dostrzegając, że to przedostatni w paczce i nerwowym ruchem zapaliła go. - Wiesz co, Bob? Wyjeżdżamy dzisiaj. Spakowali się w błyskawicznym tempie, tylko trochę zrzędziła matka Susan. Że daleko, że nie lubi jezior, że nie chce wąchać smrodu ryb. Ale postanowiła, że lepiej jechać z nimi niż zostać samej w domu. Trójka: kochające się małżeństwo i narzekająca matka wsiedli do tegorocznego peugeota. Teściowa Boba nienawidziła samochodów. Z racji swojego podeszłego wieku, nie akceptowała w ogóle aut, autobusów ani tramwajów. Tylko pociągi. - Musimy jechać tym diabelskim wynalazkiem? Bob, przyzwyczajony i uświadomiony, że jego teściowa preferuje tylko kolej, odpowiedział: - Przykro mi, mamo. Pociąg tam nie dojeżdża. Burknęła coś niezadowolona pod nosem i obojętnie wsiadła do samochodu. Bob zrobił zadowolony wyraz twarzy. Po dwóch godzinach jazdy (i trzech postojach - matka Susan ma chory pęcherz), dotarli nad jezioro. - No, nareszcie - jęknęła z trudem, wysiadając z „diabelskiego wynalazku”. Nikt jednak nie zareagował na jej uwagę, bo mieli tu przecież odpocząć. Czyżby?

***

- Witam. Czym mogę służyć? - spytała przemiło recepcjonistka. - Dzień dobry, Kate - Bob wykazał się refleksem i spojrzał na kartkę przyczepioną do lewej piersi kobiety. Susa to zauważyła i nadepnęła go. Zrobił dziwny wyraz twarzy, ale kontynuował: - Chcielibyśmy wynająć na kilka dni trzyosobowy pokój. - Oczywiście - uśmiechnęła się. - Możecie państwo sobie obejrzeć i wybrać - odparła z miną niczym dziecko, które dowiedziało się przed chwilą, że święty Mikołaj nie istnieje. Bob skinął głową i poszli we trójkę za Kate. Weszli do pierwszego lepszego. - Ten jest w sam raz - rzekła Susan. - Dobrze, w takim razie... - zaczęła Kate. - Żartujesz? - przerwała matka. - A gdzie tu jest toaleta?! Nie myślisz chyba, że będę chodziła po całym hotelu do łazienki! - Dobrze, poszukamy czegoś innego - odparła Kate. Gdy zwiedzili pierwsze piętro, gdzie wszystko było nie tak, weszli na drugie. - O, a może tutaj? - rzekł Bob, wskazując na drzwi pokoju z numerem 26. - Chyba pan oszalał! - Co proszę?! - Nie słyszał pan?! W tym pokoju powiesiła się para nowożeńców. Zabili też swojego syna. Straszy tam od lat. - E, tam. Nonsens - odpowiedział Bob, chwytając klamkę od drzwi pokoju. - Proszę się opanować - Kate z wyraźną irytacją zdjęła rękę Boba z gałki. - Dobrze więc, a czy 27 jest wolny? - wtrąciła się Susan. - Tak, proszę. Weszli do środka. Było wszystko, zatem matka Susan nie miała się do czego przyczepić. - OK, w takim razie bierzemy ten - oznajmił dowódczo Bob. Po tej decyzji recepcjonistka i jego teściowa niemal równocześnie wzdechnęły z ulgą. Pokój wydawał się duży, choć w rzeczywistości taki nie był. Wzbogacony o telewizor, radiomagnetofon, niezbędną dla matki Susan łazienkę oraz całkiem spory taras, zrobił dobre wrażenie na jego obecnych lokatorach. Okna skierowane były w stronę jeziora. Bob był zadowolony z tego faktu, bowiem lubił obserwować zdobycze samotnych wędkarzy, to znaczy bez żon i matek. Ściany były pomalowane na biało, a łazienkę ozdabiał z kolei kolor jasnoniebieski. Perski dywan ułożony pośrodku podłogi PCV wyglądał wspaniale; zachwycił zwłaszcza Susan. Cztery obrazy ułożone równolegle na jednej ścianie prezentowały krajobrazy. Z lekkim przerażeniem Susan dostrzegła, że każde z dzieł przedstawiało jezioro, nad którym się obecnie znajdowali. Matka Susan położyła się ciężko na kanapie wydając przy tej czynności bliżej nieokreślone odgłosy, które po głębszej analizie można było okrzyknąć mianem sapania i stękania. Susan wyszła do Boba na taras. - Bob, tu jest pięknie. Dziękuję - Tak, tak - odparł zamyślony. - Co jest? Coś nie tak? - Spójrz w prawo. Drzwi od tarasu pokoju 26 były otwarte.

część druga MROCZNA TAJEMNICA

Dochodziła dziesiąta. Matka Susan już smacznie spała na kanapie, na którą położyła się dwie godziny temu. Bob spojrzał na nią z politowaniem. Jest całkiem w porządku, gdy się nie odzywa, pomyślał. Powoli zaczynał żałować swojej decyzji. - Co się dzieje, kotku? - spytała Susan, podchodząc do męża tylko w bieliźnie i siadając na kolanach. - Daj spokój, Susie. Nie mam nastroju - przerwał, po czym kontynuował. - Tu się dzieje coś niedobrego. Czuję to. - Prześpij się, a wszystko do rana się ułoży. Zobaczysz - położyła się na łóżku, robiąc zachęcającą - bynajmniej nie do spania - pozę. - Skoro tak mówisz... - uśmiechnął się.

***

Obudziło ich silne światło. Jego źródło stanowiło okno. - Która jest godzina? - spytała Susan. Jej głos brzmiał tak, jakby się upiła. Była jednak po prostu zaspana. - Trzecia czternaście - padła odpowiedź z ust matki. - Co się, u licha, dzieje? - A skąd mam wiedzieć? - rzekł Bob. - Ktoś się zabawia w latarnika albo wylądowało UFO. - Pieprzenie. Susan, podejdź do okna, moje dziecko. - Po co? - Zrób swojej matce przyjemność. - Podeszła do okna. - Co się stało? - Susan stała sparaliżowana i patrzyła się w jeden punkt. Nie mogła wydusić z siebie słowa. Bob również wyjrzał przez rozświetlone okno. Po jeziorze chodziła starsza kobieta, trzymając za rękę mężczyznę w mniej więcej tym samym wieku. Obie postacie były niewyraźnem szarobiałe, lecz to niewątpliwie od nich emitowała ta nieziemska światłość. - Jezu - powiedział cicho Bob. Zlekceważył nawet pytania matki, które dobiegały do niego z częstotliwością pięciu sekund. Wpatrywał się w parę duchów idących po powierzchni wody jeziora. Nagle zjawy odwróciły się w stronę Boba i Susan. Z ich oczu strzelił niesamowicie jasny promień i oślepił małżeństwo, więc musieli się odwrócić. Gdy ponownie spojrzeli na jezioro, ujrzeli tylko wodę i kontury drzew na jej brzegu. - Myślisz, że to oni? - spytała Susan. Nie otrzymała odpowiedzi, ale mogła sobie odpowiedzieć sama.

***

Żadne z trójki nie przespało do rana ani minuty. Noc upłynęła w ciszy i ewentualnych stękaniach matki. Spoglądali na siebie, jakby zrobili coś strasznego i niewybaczalnego. Nawet się tak czuli. Zdawali sobie sprawę, że odkryli po części tajemnicę pokoju 26. - Susie, a może pogadam o tym z recepcjonistką? - spytał Bob. - Nie wiem, czy to najlepszy pomysł. Widziałeś, jak na ciebie spojrzała, kiedy chciałeś tam wejść. Czuję, że ten pokój ma głębszą tajemnicę i nikt nie chce na jego temat rozmawiać - odparła Susan. Bob przytaknął jej rację. Włączył czajnik zapełniony wodą i wyjął plastikowe kubki oraz puszkę z sypaną herbatą. - Napije się mama herbaty? - spytał. - Chętnie. Kiedy śniadanie? - Za czterdzieści minut - odpowiedział. Napili się mocnej herbaty. Taką parzył tylko Bob, a Susan wciąż go za to chwaliła. Lubił też gotować i nieźle mu ta sztuka wychodziła. Czas mijał szybko. Zjedli pożywne śniadanie, a gdy wychodzili ze stołówki, Bob spotkał przechadzającą się po hotelu Kate. - Pani też to widziała, prawda? - Tak - odparła po chwili zastanowienia; Bob nie był zaskoczony czasem, w jaki padła odpowiedź. - I nikt inny. Ale jak pan... - Cała moja rodzina - powiedział z niepokojem, ale zdołał umieścić na twarzy, przypominający prawdziwy, uśmiech. Z twarzy kobiety udało się wyczytać przerażenie. - Kim pan jest, na Boga? - Nie rozumiem. - Ja mam prawo to wszystko widzieć, bo jestem ich krewną. Ukazują mi się. Ale pan? - poprawiła się jednak szybko. - Ale państwo? - w głosie zapanował strach, Nastała chwila upiornego milczenia, bo Bob nie wiedział co powiedzieć. - Bob, chodź już! - krzyknęła Susan. - Już idę, skarbie! - Bob i Kate wymienili przerażone spojrzenia i rozeszli się w swoje strony. Wyglądało na to, że ta rozmowa ma pozostać między nimi.

***

Poszli nad jezioro. Bob wyciągnął swój sprzęt i „głupie ciuchy”, jak mówiła na strój wędkarski Susan i zaczął łowić. Po krótkiej chwili coś zaczęło brać. Poczuł, że to będzie duża sztuka. Wyciągnął na brzeg swój połów. Ludzką czaszkę. - Jezu! Jezu! - zaczął krzyczeć i gwałtownie odskoczył od znaleziska. - Ludzie! Kiedy wokół niego zebrała się grupa ciekawskich, wszyscy zamarli. Tylko jedna staruszka miała odwagę i wyłamała się z bezruchu - zemdlała. Ktoś zadzwonił na policję, która przyjechała po kilku minutach. Zabezpieczyli teren i przeczesali jezioro w celu dalszych poszukiwań. To, co znaleźli policjanci, kojarzyło się z sennym koszmarem. Trzy przegniłe ludzkie ciała, głowy, poobcinane w łokciach kończyny, dłonie uszy. Znaleźli też ludzkie kości. Wszystko było skrupulatnie ukryte pod kamieniami lub przysypane piachem. Bob po prostu miał ponure szczęście i wyłowił jedno z trofeów jakiegoś psychopaty. Nad jeziorem zawitała panika. Sporo ludzi pobiegło do hotelu po to, by po kilku godzinach wkładać już swoje bagaże do samochodów. Boba przesłuchano, co według jego mniemania wyglądało tak, jakby on był podejrzanym. Spojrzał w okno swojego pokoju, po czym w okiennice pokoju 26, umiejscowionego tuż obok. Na tarasie stała starsza kobieta. Śmiała się.

***

- Wyjeżdżamy stąd. To miejsce jest popieprzone - oznajmił Bob. - Nie wytrzymasz jeszcze kilku dni? - spytała Susan. - Nie! Wynosimy się stąd i to zaraz. Nagle poczuł silny powiew wiatru. Drzwi, okna i wyjście na taras zamknęły się. Bob podbiegł do drzwi i przekręcił gałkę. Zamknięte. Wsadził klucz, lecz ten nie pasował do zamka. - Co jest, u diabła? - spytał sam siebie. Matka Susan siedziały przerażone na kanapie. Spoglądały na siebie ze strachem. Wtem ściana dzieląca ich pokój i pokój 26 jakby zapadła się pod ziemię. Po prostu znikła bez śladu. Susan zemdlała.

Ujrzeli dwa ciała wiszące pod sufitem na grubych linach. W kącie pokoju dostrzegli pełno krwi, a w niej chłopca bez głowy. Wiszący mężczyzna otworzył oczy. Bob krzyknął, chciał się cofnąć, ale nie potrafił - sparaliżował go strach. Jego teściowa leżała nieprzytomna na podłodze koło Susan. Widok ten był nieco komiczny, ale Bob pomyślał, że on też chciałby teraz zemdleć. Mężczyzna wiszący pod sufitem, odwiązał supeł. Uwolnił się z pętli i zmierzał do Boba. Ciało chłopca bez głowy również wstało, złapało mężczyznę za rękę i szło wraz z nim w kierunku sparaliżowanego Boba. - Nie! To nie może być prawda! - wrzasnął. Ożywieńcy byli coraz bliżej. - Nie! - po tych słowach Bob wybił szybę w oknie i... wyskoczył. - Su... Susie? Gdzie ja jestem? - zapytał, przebudziwszy się. Szybko zorientował się, że na pytanie, które zadał, zna odpowiedź. - W szpitalu. Wyskoczyłeś z drugiego piętra - odparła. - Gdzie jest mama? - W osobnej sali. Miała zawał. - Boże... - chciał wstać do toalety, lecz nie mógł. Ból był nie do opisania. - Masz połamane obie nogi i drobne okaleczenia. Nie radzę się ruszać - uśmiechnęła się. - Jeśli chcesz, no wiesz..., to proszę - podała mu kaczkę. Wiedział, że nie ma dużego wyboru, więc załatwił się do tego specjalnie przeznaczonego na mocz przedmiotu. - Widziałaś ich, prawda? - spytał wpatrując się szklistym, powodującym gęsią skórkę spojrzeniem w niebieskie oczy Susan z nadzieją, że nie odpowie mu na to pytanie. Ta jednak odrzekła: - Tak. I tylko my. Ani sanitariusze... - Właśnie. Jak weszli do pokoju? - Z tego, co wiem, drzwiami. Bob nie powiedział już ani słowa. Po głowie krzątały się niczym zagubione dzieci w przedszkolu różnorakie myśli i setki pytań. Na żadne nie znał odpowiedzi. Kilka minut później zasnął. Obudziwszy się po trzech godzinach nie stwierdził obecności Susan w pokoju. Wszedł lekarz. - Jak się pan czuje? - spytał. - Fatalnie - wymamrotał Bob. - Niech pan nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%