Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

mitologia · 13 min czytania

Pokój w naszej krwi

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{b}Pokój w naszej krwi{/b}

(Pokój w naszych umysłach, Wojna w naszej krwi)

Chcesz pokoju, gotuj się do wojny.

- Nie wyjdę za niego, nie, rozumiesz?! – Harmonia jest wściekła, wybiega z komnaty i trzaska drzwiami, nie zważając na protesty matki. - Ależ dziecko, nie sprzeciwiaj się woli Zeusa, wybrał dla ciebie dobrego człowieka, wielkiego wojownika… - Wojownika? Wojownika, matko? To morderca, zwykły zabijaka! Marny śmiertelnik, z którym nie zamieniłam nawet jednego słowa. I wy chcecie, żeby był moim mężem? Moim?! - Zrozum, moja droga, wszystkie kobiety na twoim miejscu… - Dosyć, nie mam zamiaru tego słuchać. – Nie, Afrodyta nie może uspokoić gniewu córki, bo to tak jak uspokajanie wzburzonego morza, prędzej czy później się tonie. - Harmonio, proszę. - Och, po prostu mnie zostaw!

***

Atena znajduje tę biedną dziewczynę na zewnątrz, wciąż jeszcze roztrzęsioną, chociaż bardziej wściekłą niż zdenerwowaną – wściekłą szaleńczą złością swego ojca. - Podobno mnie szukałaś – stara się mówić ze spokojem, chociaż i tak wie, że to niemożliwe, żeby jakoś załagodzić sytuację. - Ach, to ty, Ateno! – Harmonia odwraca się trochę za szybko i odrobinę strachliwie. – Zaskoczyłaś mnie. - O czym chciałaś porozmawiać? – pyta tylko dlatego, że nie wie jak zacząć. A przecież powinna. Z nich wszystkich to ona powinna wiedzieć najlepiej. - Nie domyślasz się? – Harmonia prycha pogardliwie. – Czyżbyś jeszcze nie doszły cię słuchy o moich… zaręczynach? – ostatnie słowo niemal wypluwa i Atena przez chwilę myśli ze zdumieniem, że chyba jeszcze nigdy nie słyszała czegoś wypowiedzianego z większą wzgardą. Od początku swego istnienia. Czyż to nie jest w jakiś rozpaczliwy sposób śmieszne? - Oczywiście, że doszły. Jak wszystkich. - Więc zrób coś! – Dziewczyna podbiega do niej z prawie dzikim spojrzeniem, może nawet ledwo powstrzymuje się przed złapaniem jej za szatę albo zrobieniem czegoś równie głupiego. A sama Atena ledwo powstrzymuje się przed zrobieniem kroku w tył, chociaż przecież nie powinna być zaskoczona, powinna pamiętać, przynajmniej ona z nich wszystkich, że Harmonia jest nie tylko śliczną córką Afrodyty. – Zróbże coś, Ateno, błagam cię, przekonaj Zeusa, przecież ciebie posłucha! - Dobrze już, uspokój się, uspokój – mówi powoli i odsuwa Harmonię na bezpieczną odległość, cały czas trzymając ją za ramiona. – Rozmawiałaś z matką? – Głupie pytanie, dodaje w myślach, ale o co innego mogłaby spytać? - Tak, oczywiście, że z nią rozmawiałam – syczy Harmonia. – Ale znasz ją, Ateno. Ona twierdzi, że otrzymałam od Losu prezent. Prezent! Jakby największym szczęściem dla kobiety było znalezienie byle , uh, byle chłopa, który zechce ją za żonę! A powinna zrozumieć, przecież jej małżeństwo też… - Nie tylko ona tak uważa, wiesz o tym. I uspokój się w końcu, takie krzyki nie pasują do osoby, która podobno miłuje ład i porządek. - Dobrze już, dobrze. – Harmonia odsuwa się od Ateny, wciąga powietrze i wypuszcza je ze świstem. – Ale zrozum, jestem boginią, do stu piorunów. Boginią! Nie pierwszą lepszą śmiertelniczką, bo taka na pewno z radością przyjęłaby wiadomość, że będzie nagrodą dla jakiegoś nieokrzesańca, którego nie widziała na oczy. Ale ja sobie nie dam tego zrobić. Nie ja! Kiedy Harmonia mija ją z niekontrolowaną furią i znika za najbliższą kolumną, Atena już wie, że ta historia źle się skończy. Tylko nie może mieć pewności, dla kogo najgorzej. Cóż, musi jak najprędzej porozmawiać z Zeusem.

***

Ojciec wydaje się zmęczony, stary i zmęczony, więc to pewnie nie jest najlepszy moment, ale innego może już nie być. Trzeba zaryzykować. - Unieszczęśliwisz własną wnuczkę, mam rozumieć? - Ależ skąd, Ateno, nie mów takich rzeczy, proszę cię. Ten chłopak jest naprawdę wart największych dóbr Olimpu. A Harmonia, och, po prosu na nią popatrz, córko. – Zeus nie spogląda jej w oczy, trzyma głowę spuszczoną i pociera dłonią czoło. Opiera się ciężko o swój tron i Atena myśli, że może faktycznie nie powinna teraz do niego przychodzić. – To idealna kandydatka – kontynuuje. – Świetna. Dobra i piękna córka Afrodyty… - Nie tylko jej. – Atena, jako bogini mądrości, wie, jak nierozsądnym jest przerywać Zeusowi, ale nie może, po prostu nie może nie przypomnieć mu tego, o czym chyba już wszyscy oprócz niej zapomnieli. - Ach, tak, oczywiście. Ale nie jest podobna do twego brata, chyba przyznasz. - Nie przyznam. – Atena potrząsa głową ze zrezygnowaniem (nie ma takiej możliwości, żeby nie była). – Mylisz się, ojcze. Ze wszystkich dzieci Aresa to ona, tak, właśnie ona, przypomina go w pewien sposób najbardziej. - Co ty mówisz, doprawdy… - Żadne z nich oprócz Harmonii nie odziedziczyło tak naprawdę jego, hm, nazwijmy to pewnym rozchwianiem emocjonalnym. I mściwości. Owszem, są okrutni, ale… Nie, to nie to samo. Zeus, jak się słusznie spodziewała, nie rozumie. Patrzy na Atenę, jakby ta postradała zmysły. - Nie poznaję cię, dziecko – odzywa się wreszcie zachrypniętym głosem. - Przecież ta dziewczyna to wcielony pokój. Wróżę jej małżeństwu szczęśliwą przyszłość. - To się źle skończy – mówi Atena i teraz już naprawdę ma pewność co do swoich słów. – Ojcze, odwołaj zaślubiny, proszę cię. Cierpliwość Zeusa rozdziera się teraz niczym szata z nietrwałego materiału albo, jeszcze gorzej, delikatna pajęczyna. - Myślę, że już dość na dzisiaj. Odejdź, jestem teraz zajęty. - Ale… - Wyjdź, Ateno. - Oczywiście, ojcze, wybacz, że ci przeszkodziłam. To nie skończy się dobrze, nie ma prawa skończyć się dobrze, myśli Atena, wychodząc z sali tronowej, dlaczego nikt inny nie widzi tak oczywistych rzeczy? Harmonia to sam pokój, oczywiście, pokój i łagodność, ale jak cały Olimp mógł zapomnieć o tym, co Atena wie najlepiej? Pokój jest zmienny, chwiejny i niesamowicie rozkapryszony. Pokój zawsze towarzyszy wojnie, przychodzi przed nią i po niej, zawsze i nierozerwalnie, czy ktoś tego chce czy nie. Harmonia to dziecko wcielonej wojny, a pokój najczęściej – Atena, bogini znająca rozlew krwi i tak usilnie pilnująca sprawiedliwości, czuje to od zawsze – pokój rodzi się z chaosu. Czasem, ale niech Przeznaczenie chroni, czasem niemal nim jest.

***

Ares wita ją w jednym z licznych korytarzy pałacu, z miną przypominającą

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%