Aktualności · 6 min czytania
Pokój z widokiem
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Widok wirujących płatków śniegu zawsze działał na Jolkę kojąco. Świat za oknem wyglądał, jak z filmów Disneya, które doskonale pamiętała z dzieciństwa. Stojąc w oknie własnego już mieszkania, przez ułamek sekundy poczuła się ciepło i bezpiecznie. Zupełnie, jakby czas zatoczył koło i znowu była małą dziewczynką, która stała w oknie swojego dziecinnego pokoju. Nigdy wcześniej tak bardzo nie żałowała, że nie ma już tamtego miejsca na świecie, do którego mogłaby wracać, nie tylko myślami. Punktu w przestrzeni, który od lat ma ten sam adres i tabliczkę na drzwiach. Miejsca, gdzie każda klepka w podłodze, czy plamka na ścianie ma swoją, dobrze znaną tylko Jolce historię. Pierwszy dom, a w zasadzie mieszkanie opuściła z rodzicami i bratem kiedy była już dorastającą panienką. Myślała wtedy, że sentymenty to sprawa dorosłych. Bez żalu zamknęła za sobą drzwi tamtego szczenięcego życia, opuściła podwórko i miejsce pod trzepakiem, gdzie pierwszy raz się całowała i zabrała się pierwszym kursem do nowego życia. Do domu z prawdziwego zdarzenia, z własnym podwórkiem i długo wyczekiwanym pokojem, którego nareszcie nie musiała dzielić z bratem. Pokój pachniał świeżością i zupełnie nie przeszkadzało Jolce, że zastawiony był meblami z odzysku, które rodzice dostali od ciotki. Dla Jolki liczyła się tylko własna przestrzeń i jej prywatny azyl. Przeprowadzkę uznała więc za dobry moment, by wreszcie dorosnąć i zacząć wszystko od nowa. Na starym podwórku nie pojawiła się już nigdy więcej. Nie zbiegła ani razu schodami, które pokonywała tysiące razy każdego dnia. Nie czuła potrzeby wracać do tego, co było. Jolka postanowiła przecież być dużą dziewczynką i patrzeć tylko przed siebie, nigdy wstecz. Sentymenty były przecież dla tych, którzy życie mają już prawie za sobą. A Jolka była młoda i ciekawa życia jak nigdy. W nowym domu oprócz swojego pokoju, miała swój widok za oknem, którego mógł pozazdrościć każdy. Bezkresne pola, łąki i zapomnianą ulicę, którą przejeżdżały przez cały dzień dwa samochody na krzyż. Wieczorami było ciemno i cicho. Latem zieleń wlewała się do pokoju. Jolka ponad wszystko na świecie uwielbiała poranki kiedy budziło ją słońce. Lubiła, gdy delikatny powiew wiatru wdzierający się przez otwarte okno muskał delikatnie jej twarz. Zimą, godzinami potrafiła wpatrywać się w biel po drugiej stronie szyby. Przed zaśnięciem często wsłuchiwała się w szum topoli, a w deszczowe noce do snu kołysał ją deszcz. Kiedy leżała już w łóżku z wnętrza domu dochodziły do niej strzępki domowego życia. Wieczornej krzątaniny rodziców. Tata, który większość dnia wspinał się na szczyty kariery, wrócił właśnie do domu. Czajnik odgwizdywał wieczorny czas na herbatę. Dla Jolki był to sygnał, że domowe życie tego dnia dobiega właśnie końca. Nikt nie przypuszczał nawet, że zwykłe pytanie taty rzucane przez całą kuchnię, jadalnię i pół salonu do mamy - Kochanie napijesz się herbaty?…