Inne · 8 min czytania
pokusa
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Pokusa
Noc w którą wydarzyła się ta historia była bardzo gorąca i duszna, wszystko wskazywało na to ,że w kierunku ponurej i cichej wioski zbliża się burza niosąc mieszkańcom chłodne ukojenie i lęk. Czarne chmury zasnuły gwieździste niebo swoimi mackami a martwy wiatr z pomiędzy liści starych drzew łkał niezdolny do lotu. Powoli i nieubłaganie zbliżała się północ mieszkańcy tego pięknego i spokojnego miejsca powracali do swych domów w obawie przed potężną nawałnicą. Strach wypełniał puste drogi, gdzieś w oddali słychać było płacz aniołów poprzedzany potężnymi błyskami rozgniewanego nieba. Jeszcze godzina lub dwie i płonące chmury zapanują nad tą krainą. Ostatnie przygotowania do zabezpieczenia domów zaprzątały ludzkie umysły. Nie każdy się bał, w niektórych rodzinach można było spotkać osoby, które żartowały sobie z nadchodzącej potężnej burzy. Ludzie zamknięci w swoich małych drewnianych chatkach modlili się przy zapalonych świecach i wystawionych na okna krzyżach. Prosili o ochronę. Dzieci w ubraniach układały się do snu a dorośli pilnowali dobytku. Najbliższe dwie godziny przesądzi o ich dalszym życiu. Gęste powietrze ocierało się o domy a księżyc rozpaczliwie próbował przeniknąć przez warstwy kruczo czarnych chmur. ***
Nie mogąc zasnąć Wojtek powoli stoczył się z łóżka i cichutko wstał, spojrzał przez zamknięte okno na płonące w oddali niebo. Zza ściany słyszał przestraszone głosy matki i jej siostry. Bardzo się bał wiedział, że wystarczy tylko jeden piorun by dom zajął się ogniem. Drżącą ręką poprawił sweter i już miał położyć się powrotem do łóżka, gdy jego oczom ukazał się dziwny widok. Oto przed oknem jego malutkiego i przytulnego pokoju stał piękny biały koń. Wojtek z wrażenia cofnął się o krok zaczepiając nogą krzesło.Po chwili opanował się i przybliżył do zakurzonej szyby, przetarł ją nie chcąc uwierzyć własnym oczom. Cudowny zwierz stał na wprost okna i patrzył na Wojtka, burza zbliżała się coraz szybciej a podczas potężnych błysków chłopak mógł dostrzec wielkie czarne końskie oczy. Kolejny grzmot rozdarł cisze jak stary koc, krzyk starych wiązów stał się teraz jeszcze bardziej złowieszczy. W pierwszej chwili Wojtek chciał zawołać ojca, ale po pewnym czasie zrezygnował z tego pomysłu. Znał ludzi ze wsi i wiedział, że ten Koń nie jest ich, był piękny, zbyt piękny. Postanowił sam wszystko sprawdzić w końcu miał 16 lat i chyba nie był już dzieckiem.
***
Niebo rozpłakało się. Mieszkańcom pozostało około pół godziny oczekiwania na najgorsze. Czarne łzy uderzały rytmicznie o piaszczyste podłoże a chciwa ziemia chłonęła je z rozkoszą w swoje rozgrzane wnętrze. Koń cały czas stał piętnaście metrów od powoli i cicho otwierającego się okna. Podekscytowany chłopak nałożył nieprzemakalną narzutę na plecy, wszedł na gruby drewniany parapet i delikatnie zeskoczył, tak by ani modląca się matka ani doglądający zwierząt ojciec nic nie usłyszeli. Nawet kolejny grzmot nie zdołał zawrócić go z drogi. Stopy chłopaka zapadały się w mokrym i miękkim piachu. Rozradowany wicher poderwał się i z uśmiechem rzucał martwe krople w twarz Wojtka, który właśnie zbliżał się do białego tajemniczego konia. Tej nocy nikt nie mógł spać spokojnie, i nikt też nie mógł zauważyć wychodzącego chłopca. Koń stał delikatnie potrząsając siną i mokrą od deszczu grzywą, jego sierść lśniła w świetle niebiańskiego ognia. Kiedy mała postać chłopca zbliżyła się za bardzo odwrócił się i spokojnie odszedł w stronę starego lasu i wrzosowisk…Wojtek tracą resztki wyobraźni i zafascynowany posiadaniem najpiękniejszego zwierzęcia, jakie kiedykolwiek widział ruszył w ślad, za coraz szybciej oddalającym się koniem? Burza zagościła nad wioska, wdzierała się w umysły mieszkańców jak woda w płuca tonącego. Paniczny strach zapanował w każdym sercu…