Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 13 min czytania

PÓŁ KRÓLESTWA I KRÓLEWNA ZA ŻONĘ czyli wariacja wr

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma dolinami było sobie królestwo. W królestwie był oczywiście król, była też królowa i wreszcie była królewna. Królewna Gryzelda. No i to był kłopot. To znaczy, nie imię było problematyczne, pół biedy też, że brakowało męskiego dziedzica do tronu. Takie rzeczy zdarzały się na dworach i jakoś sobie zawsze radzono. Gorzej, że królewna stała okoniem dla każdej inicjatywy wydania jej za mąż i skutecznie uniemożliwiała rozwiązanie kwestii sukcesji. Zamykała się z ulubioną dwórką Hiacyntą w swoich komnatach i nie dopuszczała do siebie nikogo.

Królewska para chwytała się różnych podstępów, żeby królewna Gryzelda poznała właściwego kandydata, ale efektu nie było. Raz nawet, pod pretekstem zaproszenia na pokaz mody, ściągnięto dziewczynę na potajemnie zakontraktowany ślub z pewnym chwackim królewiczem Johnym z zamorskiego imperium, ale nic dobrego z tego nie wynikło. Ba, wynikło kupa złego, to znaczy siedmioletnia wojna. W między czasie absztyfikantów było jeszcze wielu, a królewna jak nie chciała męża, tak nie chciała. I weź tu sobie z taką upartą kozą poradź.

Nie pomagały prośby, nie pomagały groźby. Gryzelda siedziała z Hiacyntą, królowa osiwiała, a król wyłysiał ze zgryzoty. Czas mijał, dziewczyna nie młodniała, a każdy, kolejny kandydat odchodził z kwitkiem.

Kiedy krnąbrnej dziewczynie stuknęła dwudziesta piąta wiosna nastąpił zaskakujący przełom.

- Jadę w świat! – Oznajmiła rodzicom. – Powinnam nabrać trochę obycia wśród ludzi, poznać inne kultury, nauczyć się czegoś nowego. Jadę z Hiacyntą, służbą i kilkoma gwardzistami, których sama wybiorę. Za rok wrócę.

Król i królowa byli niepomiernie zdziwieni, ale w duchu się cieszyli. Mieli nadzieję, że jeśli królewna wreszcie zobaczy coś więcej niż własne komnaty zmieni się jej podejście do życia. A może nawet pozna kogoś ciekawego? A niech tam, już nawet nie musi być królewicz, nie musi być książę…

Gryzelda, jak zamyśliła, tak i zrobiła. Wyjechała i nie było jej przez okrągły rok. Nie przysyłała listów, nie dawała znaków, nie było o niej żadnych wieści. Rodzice zaczęli się już nawet obawiać, czy aby nie stało się jakieś nieszczęście, ale wtedy królewna powróciła. Powróciła sama, opalona, nowocześnie ubrana, jeszcze bardziej wyemancypowana i bezczelna.

- Jak było dziecko? Gdzie Twój orszak? Poznałaś kogoś ciekawego? Może namyśliłaś się na ślub?

Rodzice spragnieni byli wiedzy i pełni nadziei, ale srodze się zawiedli. Gryzelda oświadczyła, że było super, że zwolniła wszystkich, którzy jej towarzyszyli, nie i nie. Potem zamknęła się w wieży.

Królewska para zgodnie popadła w depresję, zaczęła oglądać telenowele i czytać harlequiny, ale taki stan nie trwał długo. Raptem kilka dni później nad stolicą królestwa pojawił się smok. Przyleciał, zrobił beczkę i korkociąg, spalił trzy stodoły i sex shop, potem osiadł na wzgórzach za miastem, zażądał skarbów i ofiar z dziewic.

Natychmiast posłano na gada regiment wojska, ale smok poszczerbił chwatów okrutnie i zezłoszczony zażyczył sobie podwojenia daniny. Na królestwo padł blady strach.

Zapasy skarbów topniały dramatycznie szybko, a zapasy dziewic… Oj, te od początku były bardzo wątłe. A smok ani myślał się ruszyć. Wręcz przeciwnie, chyba mu się spodobało, bo kazał podciągnąć sobie kablówkę i internet.

Kiedy latający, ziejący ogniem gad pojawił się nawet na fejsie, król tupnął nogą. Ostatecznie koronę nosił nie od parady!

- Tak dłużej być nie może! – Ryknął zaperzony, a potem ogłosił wszem i wobec, iż ten, kto smoka pokona otrzyma cały zgromadzony przez potwora skarb, pół królestwa i królewnę za żonę. – No i dobrze. Przy okazji załatwi się sprawę sukcesji. Za długo już pobłażaliśmy tej gówniarze.

Królowa nieśmiało zaprotestowała, że niby nie można tak na siłę, ale nie znalazła dość argumentów.

Zaczęli pojawiać się śmiałkowie. Pojedynczo i w drużynach, jeden nawet przyprowadził ze sobą mały czołg, ale wszyscy ponieśli klęskę. Nie wyglądało to obiecująco.

Trzy miesiące potem przybył tajemniczy, milczący rycerz w pięknie wypolerowanej zbroi, na ślicznej, karej klaczy z zaplecioną grzywą, z długą, misternie malowaną kopią i złotą tarczą bez żadnego klejnotu. Uchylona przyłbica ukazywała tylko fragment oblicza, ale po części tej znać było jego gładkość, mogącą być wziętą za dziewczęce rysy. Rycerz przyjął królewskie błogosławieństwo i ruszył na potwora.

Zwłaszcza królowej szkoda było urodziwego młodzieńca, ale tym razem martwiła się niepotrzebnie. Przed wieczorem rycerz wrócił w glorii i chwale pogromcy straszliwego gada.

Wybuchła wrzawa. Okrzyki i wiwaty słychać było w najdalszych miejscach królestwa. Słychać je też było w wieży gdzie zamknęła się królewna.

Zaciekawiona Gryzelda opuściła swoje ukrycie i pojawiła się u boku rodziców. Dość szybko zorientowała się w sytuacji i choć jeszcze nie miała okazji poznać tego, któremu została przyrzeczona, na dzień dobry urządziła królowi dziką awanturę. Posuwała się do wszelkich argumentów, do szantaży i gróźb, powoływała się na prawa człowieka i przeróżne traktaty. Obiecała nawet protestować przed ONZ i w Hadze. Słowem, poruszyła niebo i ziemię, ale ku jej rozpaczy i co tu dużo mówić, zdziwieniu, król okazał się niewzruszony. Najwyraźniej lata fochów zrobiły swoje i monarcha nie tylko uodpornił się na fiu bździu córki, ale też sięgnął szczytów desperacji.

Królewna profilaktycznie przybrała obrażoną minę, ale zgasła. Poddała się tak szybko, że wydało się to aż podejrzane.

A potem była wielka uczta na cześć bohatera. Dziki, jelenie, bażanty i zające, kasze, soczewica, grzyby i jesiotry, do tego dużo absyntu. A o północy miał nastąpić moment kulminacyjny, czyli zaręczyny wybawiciela królestwa z obiecaną mu królewną. Wszystkich nieco irytowało, że dzielny rycerz wciąż pozostawał w pełnej zbroi i hełmie, że nie tylko się nie przedstawił, ale w ogóle nie raczył się odzywać, jednak dokładnie, gdy zegary wybiły północ tajemnica została rozwiązana. I było to rozwiązanie, które o mało co, a doprowadziłoby króla do zapaści na tle nerwowym.

- Królewno Gryzeldo, czy zostaniesz moją żoną?

- Tak,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%