Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 1 godz. 11 min czytania

Pola Star oraz Lew Karnich Rozdział 1,2,3,4

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

POLA STAR ORAZ LEW KANICH ,,Dla tych, którzy wierzyli, bo tym, którzy wątpili nigdy nie musiałam niczego udowadniać”

1.Ptyś bądź kremówka

Pola Star to agentka do spraw magicznych (paranormalnych) w Wojsku Istot Nierejestrowanych Ras, ma poziom kapitana kieruje również zespołem Rasy Ludzkiej, a sama jest z wydziału badającego Duchy. Na jej wydziale znają ją wszyscy( w końcu uratowała przestrzeń, a i również Światy).Na studiach Innych Ras wykłada na temat techniki odrzutowca Mc3650 (tym śmieciem lata), prostych i praktycznych zaklęć, eliksirów, mikstur i innych ,,świństw niszczących środowisko” jak sama nazywa ciecze z naturalnych składników w biodegradalnych butelkach. Osiągnęła wiele. A to wszystko zaczęło się przy nudzie gdy miała dziesięć lat. Tak… Nuda..Pola wspomina to uczucie i nigdy nie może znów go poczuć. W agencji zawsze jest coś do roboty. A to jakiś Mc3650 się wziął i się zepsuł i trzeba raz walnąć w silnik grata i dwa razy w łeb tego idioty co się w ten łeb drapał i ,,próbował coś wykombinować”, a to się kawa na przedłużacz wylała i trzeba kolejnego idiotę w tyłek kopnąć, żeby łaskawie tą kawę powycierał. Och… Ile roboty! Ale Pola to lubi. Nie jest stworzona do pracy biurkowej. A że jest najlepsza nie grozi jej to. Tak było i tym razem. Był ranek. Najnormalniejszy ranek w Ośrodku, jaki mógłby być. Całe rzesze istot z różnych ras wstało z łóżek i poszło na pozostawiające wiele do życzenia śniadanie w stołówce. Pola jak zwykle marudziła w łóżku. Wreszcie wstała, podniosła budzik, który trzasnęła butem jakąś godzinę temu. Ziewnęła potężnie i powlokła się do szafy, nadal mając naciągnięty na siebie koc. Wzdrygnęła się. Chyba znowu ogrzewanie się rozwaliło. Ech, nawet na porządny piec się szczypią. A ponoć jesteśmy cały czas dofinansowywani-pomyślała. Ubierała się potwornie powoli, bowiem jakimś cudem jej spodnie znalazły się na lampie, a płaszcz pod łóżkiem. Na bosaka poszła do większego pokoju, stanowiący coś w rodzaju mikroskopijnego pokoju dziennego. Łypnęła na mały głośniczek, przez który generał Floiss, jej przełożony, prawie codziennie darł się na nią i wzywają do swojego gabinetu. Po dziwo, w chwili obecnej był cicho. -Nie lubię cię…- rzekła do głośnika. Głośnik nie odpowiedział. Pewnie, siedź sobie cicho-pomyślała -A potem i tak będziesz się na mnie wydzierał. Zadzwonił telefon. Ale gdzie? Pola spojrzała po pokoju. Może pod papierkiem po czekoladzie? Chwyciła folię. Nie ma. A telefon uparcie dzwonił. To może w kanapie? Powyrzucała poduszki-pusto. Telefon znowu o sobie przypomniał. -Chwila!- wrzasnęła. To może pod stołem? Wlazła pod stół i zaczęła grzebać pod częściami garderoby, opakowaniami po jedzeniu, naczyniami, pismami, bronią palną i ku uciesze Poli ostatnim kawałkiem słodkiej czekolady z nadzieniem. Usiadła, nadal pozostając pod meblem. Uśmiechnęła się do czekolady. Wreszcie zdecydowała, że trzeba korzystać z życia i wsadziła słodkość do gęby. Hm… Czekolada ekstra mleczna nadzieniem truskawkowo- jabłkowo-malinowym z leśną nutą, rocznik 1999 firmy ,,Cukrowy Robaczek” zamknięta przez sanepid w 2019 roku. Smak wariacyjny, eklektyczny. Wyczuwa się nutkę bekonu i sernika. I fasoli ze śmietaną. I grzybkami. I rybką. I… -O żesz w mordę! -krzyknęła, wstała szybko, walnęła się o blat i pobiegła do łazienki. Dźwięków, które się z niej niosły, nie można opisać słowami. Wreszcie nachyliła się nad umywalką i po raz dziesiąty przepłukała usta. -Było nie żreć tego świństwa!- mruknęła sama do siebie-Każdy wie, że rocznik 1999 to pomyje! Znowu zadzwoniło. Tym razem trochę głośniej. Spojrzała do umywalki. Nic tu nie ma. Hm… Zajrzała do sedesu. Pusto, jeśli nie liczyć, że ktoś nie spuścił wody. Telefon znowu brzdęknął. Pola poleciała migiem pod prysznic. O, święty nadzieniu truskawkowy, jest! Komórka miała zamiar znów zadzwonić, lecz dziewczyna bezceremonialnie wcisnęła zielony guziczek i huknęła się nią w uchoo -Czego?!-wrzasnęła, a dla kogoś po drugiej stronie nagły wrzask bynajmniej nie był przyjemny. -Gdzie jesteś?- spytał płytki, niski kobiecy głos. O, szatanie! To jej, pożal się Boże asystentka, Pamela G. Sudan. Dziewczyna, którą wzięła na staż rok temu. Perfekcjonistka, idealistka i pedantka. I niesamowicie wkurzająca. Zawsze chodziła przyobleczona w wyjściowy mundur wojskowy z nieskazitelnie czystą koszulą, pod krawatem. Co ją to obchodziło do jasnej ciasnej? -W mieszkaniu.-odpowiedziała jej Pola panując nad rozdrażnieniem. -To złaź do stołówki, bo się śniadanie zaraz skończy. Cappuccino ci wzięłam, ale jak zaraz nie przyjdziesz to ostygnie.- rzekła z wielkim przejęciem jej asystentka. Jej największym problemem była walka czasem, polegającej na utrzymania odpowiedniej temperatury kawy do czasu gdy przyjdzie jej przełożona. Pola westchnęła. Ileż to już lat spędziła w towarzystwie tego marginesu społecznego z banalnymi problemami, nie posiadających szerszego spojrzenia na świat? No, trudno. Wybrała takie życie. Mogła być teraz normalną dziewczyną w normalnym świecie, na normalnej planecie, w normalnym domu z normalną rodziną. Tyle, że Pola nie była normalna. Nie była zwykła. Czyli była niezwykła, niesamowita, nierzeczywista, niebanalna, nienormalna. Była sobą. Pokręciła głową. Los bawił się jej życiem, żonglował wydarzeniami, a gdy teraz się uspokoił ona ma mu to za złe. Mogło być gorzej. Mogła spędzić całe życie w świecie, do którego w żadnym stopniu nie pasuje, nie wiedząc, że gdzieś tam, w dalekim świecie jest jej miejsce, jej Świat i jej życie, które było przygotowane dla niej i podarowane tego dnia, gdy odkryła do niego przejście. Przejście dane jej przez dobry los. Zdała sobie sprawę, że jeszcze się nie rozłączyła. Rzuciła do słuchawki umiarkowane ,,Zara, chwila” i zaczęła wciskać na nogi leciutkie pantofelki. Narzuciła płaszcz na ramiona i wyszła na zimny korytarz. Przeszła przez kryty mostek łączący dwie kopuły z jakich składał się cały Ośrodek. Tutaj było jeszcze zimniej. Temperatura na Orionie w ciepłe dni osiągała -25 stopni Celsjusza. Gdy była w kopule użytkowej, w której mieściły się większe pomieszczenia publiczne oraz wielki sztuczny las, który próbował udawać park ( ze względu na szerszenie, muchy wielkości pięści i inne monstra, które czaiły się w krzakach nikt nawet nie próbował się nawet tam zapuszczać) skręciła w lewo i odnalazła windę. Wcisnęła przycisk. Po trzech minutach czekania winda doczołgała się na ósme piętro i z wielkim wysiłkiem szurnęła drzwiami. Po następnych trzech minutach dotransportowała ją do prawie już pustej stołówki. Przy jednym z chybotliwych, plastykowych stołów czekała na nią wysoka, pyzata brunetka z idealnie prostą grzywką, trzymająca w objęciach kubek z kawą i warcząca na każdego, kto ośmielił się ją o tą kawę spytać. Pamela Sudan we własnej osobie. Pola podeszła i bezceremonialnie wyrwała jej cappuccino z rąk. Stażystka już miała się na nią rzucić, lecz ( na jej szczęście) zorientowała się kim jest jej napastniczka szybko znów usiadła na stołku. Kapitan zasiadła natomiast na wygodnym, obijanym tapicerką krześle i wypiła kilka łyków. Zacmokała parę razy. -Zimna-stwierdziła. Pamela popatrzyła na nią wściekłym wzrokiem. Nie pisnęła jednak ani słówka, tylko patrzyła, jak jej szefowa żłopie kawę, którą stażystka grzała własnym ciałem przez półtorej godziny. Westchnęła. Jej przełożona popatrzyła na nią znacząco. Pamela wstała i oddaliła się, mrucząc pod nosem niezrozumiałe słowa. Ona sama rozkoszowała się wolną chwilą. Przecież ma tyle pracy dzisiaj, a składanie i rzucanie papierowymi samolocikami jest strasznie stresujące. Szybko znalazł się ktoś kto podetknął jej pod nos sfatygowanego pączka i zielonkawe jabłko z importu. Już miała się wziąć za ucztę, lecz przerwał jej nielubiany głośnik: -Uwaga! Tu generał Wojska Istot Nierejestrowanych Ras, Ponsybiliusz Floiss! –Pola już wstawała-Proszę do mojego biura najbliższy zespół Poli Star-Popatrzyła na Korela Wrepa, jej pożal się Boże asystenta, który wstał i odszedł. Ona sama wzięła do ust wielki kęs pączka, a po chwili wypiła kilka łyków cappuccino i uśmiechnęła się pod zapiankowanym nosem. Wreszcie! Wreszcie nie ona, tylko jej beznadziejny zespół! -Oraz samą Polę Star!- rozległo się z głośników.-Dziękuję! -zakrztusiła się kawą nałożyła płaszcz i w podskokach pobiegła do gabinetu. *** Gabinet generała był wielki. W porównaniu do ich małych komórek. Nawet Pola miała dwa na trzy, a co dopiero jej brygada. Za to w gabinecie Floissa panowała rozpanoszona elegancja. Hebanowe fotele, dębowe meble, dużo bardzo mądrze wyglądających książek i przede wszystkim wielki, perski dywan na bukowej podłodze. Pola rozglądała się po dobrze znanym miejscu (wiele razy z powodu niedozwolonych akcji lądowała na dywaniku) patrząc czy coś się nie zmieniło i może jej po móc zapoczątkować rozmowę. Ale z doświadczenia wiedziała , że i tak pierwszy odezwie się Korel. Doświadczenie nie oszukiwało. -No więc…- mruknął. Generał westchnął. -Mam do was zadanie- zaczął-I do ciebie, Polu-dodał widząc władczą minę Poli, która szybko się z niej zlała-Zniknął Lew… -A co my? ,,Z kamerą wśród zwierząt”?!-prychnęła Pola -Eh, wy nie wiecie… Nie taki lew. Naukowiec. Doktor habilitowany biochemii, Lew Hanisław Karnich. -Oj, że mu się chciało tego doktora robić!- zagwizdała Pamela Sudan. -Pan Karnich ostatnio był widziany w swoim laboratorium, lecz potem zniknął -Pan da podwyżkę to się znowu zmaterializuje- Korel Wrep jak zwykle ocenia sytuację na pierwszy rzut oka. Ale jak coś analizuje! Centymetr za centymetrem! Zawsze ma plan działania i talon na hamburgera. Poli wydaje się czasami, że nawet zębów nie umyje bez planu działania. Ale to się przydaje. Czasami. -Znikł w dzień, w którym na rynek miał trafić jego nowy eliksir.-kontynuował Floiss nie zwracając uwagi na Korela.- Eliksir szczęścia. Jest się szczęśliwym z tego co się robi, bez względu na to, co się robi. Nawet wyrzucanie śmieci będzie sprawiać przyjemność. Wiele nieprzyjemnych rzeczy będziemy wykonywać z ochotą. To byłoby wspaniałe rozwiązanie dla nas oraz ludzi! My mamy jeszcze magię, ale oni! Robią wszystko jakby to by ich miało zabić. Niestety, doktor Karnich zniknął-Generał znów westchnął -Karnich się zdematerializował, ale jego eliksir chyba nie?- Bardziej stwierdziła niż zapytała Pamela. -O to chodzi! Zgoda i formularz były już podpisane, a premiera eliksiru odbyła by się gdyby nie to, że całe magazyny eliksiru porozbijane na podłodze. Wtedy właśnie doszliśmy, że było to porwanie. W jego gabinecie znaleziono ślady błota i poszarpany fotel, a te ślady, które tam znaleźliśmy ciągnęły się przez sektory, do których on nie miał dostępu. Drzwi były wyłamane siłą. -Doktor habilitowany nie ma dostępu?- zdziwiła się Pamela. -Nie muszę wszędzie wszystkich wpuszczać. Poza tym Lew jest trochę… -Zwierzęcy?- zadrwił Korel -Właśnie! Za wszelką cenę osiąga wszystko czego chce! -Co złego w ambicji?- obruszyła się Pamela, przy okazji piorunując Wrepa wzrokiem. -Żeby tylko ambicji! Kiedyś w archiwum był remont ,a on produkował właśnie bardzo ważny w jego karierze eliksir. Potrzebował czegoś z magazynu archiwalnego, ale nie pozwolono mu wejść ze względu na walącą się ścianę. Nie obchodziło go to wcale. Włamał się.- opowiedział generał. Zapadła bardzo płytka cisza. Przerwała ją dopiero Pola. -Czy przejrzeliście nagrania kamer? –spytała. Generał popatrzył na Polę zmartwionym wzrokiem. -W minutach porwania było jakieś zwarcie. Nie mamy zapisu. -Nie ważne. Chcę nagranie z przed i po porwaniu. -To do nikąd nie prowadzi, musimy działać!- odezwał się wreszcie Wrep. -Działać to ty sobie będziesz jak już tą sprawę oklepiemy.- zgasiła go Pola -Oklepiemy?!-zdziwiła się Pamela -Jak nie wiesz po czym łazisz i ślepa jesteś to musisz sprawę oklepać.. -Eh?...- Pamela raczej nie była typem humanistki -Taka metafora. Dobra, to co z nagraniami? * * * -To już trzydziesta siódma minuta porwania i nic! -narzekała Pamela -Przewiń, nikt nie zauważy- prychnął Korel -Czy ona nie ma zamiaru przy tym ślęczeć?- rozdrażniła się stażystka, a gdy Korel popatrzył na nią z pobłażaniem westchnęła- No przecież! Telenowele same się nie obejrzą! -Jak tam mi idzie?- Niewiadomo skąd w ich korytarzu znalazła się Pola. -Tak samo jak piętnaście minut temu.- odezwał się sierżant –Jesteś w tym beznadziejna! -Ojoj!- mruknęła Pola – Tak uważam? -Oczywiście!- nakręcał się Korel- A wiesz, że twoja szefowa płaci ci minimalną stawkę za najbrudniejszą, wręcz sztywną z brudu robotę? A tak w ogóle przyszłaś tu, bo masz wyrzuty sumienia, czy jest przerwa na reklamy? -Reklamy. A mi się przypomniało, że Floiss dał mi jeszcze jedną płytę i muszę ją obejrzeć, bo na niej mogą być ważne poszlaki.-Położyła na jego biurku płytę i uśmiechnęła się uprzejmie. -Wredota – podsumowała Pamela -Jestem taka drażliwa, kiedy pracuję…- westchnęła jej szefowa i udała się do swojego gabinetu. *** -Korel! Mam tu coś! Wołaj ją!- krzyknęła Sudan -Dlaczego ja? Dlaczego zawsze ja muszę nadstawiać karku?! Gdzie równouprawnienie, ja zapytuję?! – oczywiście bez oporu nie byłby Korelem. -Myśmy walczyły o to nasze równouprawnienie przez… Długo. Ty też sobie możesz powalczyć. Jak ci się chce… Ale to by było pogwałcenie praw natury. Od wieków najpierw faceci byli pierwsi, kobiety drugie, a Korel ostatni .-skwitowała bawiąc się myszką. -To aż taki wiekowy jestem?- Spytał udając, że nie słyszał obrazy. -Babki były drugie, więc miały szanse się podciągnąć, ale ty nie dasz rady… staruszku.-Uśmiechnęła się pod nosem Pamela.-To będziesz się rozstawiać ze strajkiem i głodówką, czy nadstawisz łeb jeszcze ten jeden, ostatni raz?- spojrzała na niego wzrokiem mówiącym ,,Nie chcesz tej głodówki”. Zrezygnowany powlókł się do drzwi mrucząc pod nosem ,,Akurat” .Zapukał i galopem popędził na swój fotel. -Tchórz- podsumowała jego wspólniczka-Pola!- wrzasnęła. To się nazywa oddana służba. Była gotowa zginąć dla przekazania tropu! -Czego?!-dobiegł zza drzwi wrzask ich szefowej . -Ślad jest! -niezrażona parła dalej przez fale grozy -To wytrzyj!- Pamela zbita z pantałyku popatrzyła na Korela przez szparę w drzwiach.- Karolina nie jest pewna czy kocha Pawła i chce uciec sprzed ołtarza! -Widzisz! Zaraz wezmą ślub …-odezwał się Korel, a zza drzwi dobiegło stłumione ,,No nie wiadomo czy wezmą!”-… a ty jej tu nowym tropem nosa zawracasz!- przestrzegł . W tym momencie z gabineciku wyszła przygarbiona Pola. -Ślubu nie będzie!- popatrzyła znacząco na sierżanta, a ten szybko się zreflektował i zszedł z krzesła. Kapitan Star zasiadła w nim, niczym na tronie i gestem kazała im mówić w czy rzecz, myślami jeszcze będąc przy telenoweli. -Na tym ujęciu, sprzed porwania można zobaczyć kubełek jakąś mazią. -Pamela przewinęła nagranie. Pola podniosła łeb, jakby zobaczyła światełko w tunelu. -No to mamy ślad! - ucieszyła się. Wstała i westchnęła widząc zdziwione twarze swoich podwładnych.- Eee… I tak jest przerwa na reklamy. * * * -Dziwne… Na nagraniu idealnie tutaj stało wiadro z jakąś mazią! -zdenerwowała się Pamela. Pola popatrzyła na nią chwilę poważnym wzrokiem i wrzasnęła: -Jak przechodziliśmy przez magazyn miałaś zatkać nos! -To nie farba- zdenerwowała się jeszcze bardziej Pamela.-Pokaż jej nagranie. –machnęła ręką na Korela. Ten wyciągnął mały ekranik, wklepał kilka przycisków i kliknął PLAY i szybko STOP. Cała trójka widziała w rogu ekranu mały kubełek z czymś brązowo-czarnym w środku. -Kurde, ja też nosa nie zatkałam! -ryknęła nagle Pola. -Powtarzam: to nie farba!- spojrzała na Pole dziwnym wzrokiem, bo ta… miotała się po ziemi z rozpaczy. -Ani trucizna- dodał po chwili Korel, jakby to w ogóle kogoś obchodziło.- Pewnie jakieś wiadro sprzątaczki, czy coś… Pola nagle zauważyła na podłodze jakąś plamkę o podejrzanej konsystencji i barwie. Kolejnym powodem do zerwania się z podłogi było to, że właśnie pacnęła w nią ręką. Z wyrazem obrzydzenia na twarzy wstała z niewiarygodną prędkością. Widząc spór między swoimi podwładnymi wtrąciła się: -Hej! To ja tu jestem od decydowania co jest wiadrem sprzątaczki a co nie! -No to decyduj!- wkurzył się Korel . -Hm… To jest wiadro sprzątaczki. Ale jednak w to wątpię, to przecież teoria Wrepa. -Czyli…- Pamela już się odwróciła, Pola dokończyła -Czyli wy idziecie sprawdzać kolejne nagrania. Nie zdążyli jej powiedzieć, że wszystkie nagrania już przejrzeli, bo ich szefowa szła w kierunku gabinetu generała Floissa. *** Gdy tylko weszła do gabinetu generała zaczęła błagać na kolanach. Zdezorientowany zrobił zatroskaną minę. Pola stanęła przed biurkiem otrzepała kolana i wykrztusiła. -Chcę dostęp do sektora P. -A to po co?- zdziwił się zaskoczony generał. Pola prosiła go już o różne rzeczy. Naprawdę różne. I zawsze go zaskakiwała. Tym razem również. Sektor P?- Sektor P?

-Bo mam na imię Pola.-udawała głupią -Też coś! Już nie masz nic innego do roboty?! Masz dostęp do O. -Ale to tylko trzy litery dalej! -Co?!-generał chyba wziął ją za głupią. Niemożliwe, ma 300 IQ! I rozdwojenie osobowości. I zaniki pamięci. I manię wielkości. I telepatię niekontrolowaną. -Nigdy nie byłam dobra z części mowy.-pogrążała się dalej Pola. -Eh? – Floiss trochę pożałował . Troszeczkę… Nim zdążył powiedzieć coś konkretnego odezwała się: -W sektorze P są ślady! Tam jest trop! Czy ja w ogóle biorę udział w tyk śledztwie? -Bierzesz! Oczywiście, że bierzesz! – próbował się wybronić Floiss.- To twoje śledztwo! -To dlaczego nie mam dostępu do poszlak?- nie ustępowała Pola. Na to pytanie generał nie potrafił udzielić odpowiedzi. *** -Myślisz, ze jak kazała nam robić, coś co już zrobiliśmy, to mamy wolne?- Zaciekawił się Korel -Chyba tak. – przyznała Pamela.- Ale co mamy robić? Iść na stołówkę czy do tego lasu próbującego udawać park?- spytała Pamela -Nie… W stołówce plują do kawy, a w ,,parku” są szerszenie.-odparł Korel. –Ja idę na kremówkę bądź ptysia. Idziesz? Dziewczyna skinęła głową. -Dobra. Może zobaczę czym różni się ptyś od kremówki.

2.Sektor P

- W sektorze P jest coś, co… może cię kusić.-wymijająco odpowiedział generał. -Co?! Trzymacie w sektorze P czekoladę wielkości odrzutowca i ratowników ze ,,słonecznego Patrolu”?! Floiss westchnął… Pola kosztował ago wiele cierpliwości zdrowia i … tysięcy jednostek. Ale warto było. Warto było dla niewiarygodnie podnoszącego się prestiżu, masy próśb o pracę i dziesiątek tysięcy zysków. Popatrzył na młodą kapitan tak jak zawsze – wzrokiem zmartwionej pani doktor psychiatrii, którą Pola tak często widywała. Nie słysząc odpowiedzi wypaliła: -O w mordę! Co wy w tych graciarniach trzymacie! -Byłaś ostatnio u swojej prywatnej pani psycholog?- spytał generał, lecz nim Pola otworzyła dziób odpowiedział sam sobie:- No tak, zwolniła się… -Co pan się tak moim zdrowiem martwi?- nim zdążył odpowiedzieć, Pola spytała: -To co mam ten dostęp? -Dobrze, ale po badaniu- zgodził się Floiss -Po co?- nie ustępowała Pola, szurając buciorami po perskim dywanie. -W sektorze P jest coś… Gdzie z girami?!- Wrzasnął zły . Na puszystym podłożu widać było jaki czarno- brązowy ślad. Pola nie przejmując się wielce niestosownymi epitetami płynącymi spod nosa swojego przełożonego interweniowała dalej. -Oj, to żeś się chłopie wkopał! Jak się zaczyna to trza skończyć! *** Poszli do małej kawiarni na rogu, gdzie zdaniem Korela, robią świetne kremówki (a może ptysie…). Zakupili po jednym ciastku ( jak się okazało jednak ptysiów) i usiedli przy jednym z plastikowych stolików. -No! To jak to podwładni, wypadałoby trochę poobgadywać naszą panią kapitan- rzekła Pamela, patrząc dziwnie na Korela. -To obgaduj, ja chcę żyć!- zaparł się jej wspólnik i zanurzył zęby w kremie. -Cienias- stwierdziła dziewczyna.- Jak myślisz ona ma jakiegoś faceta? Korel nagle zadławił się ciastkiem, potwornie się rozkaszlał i wypluł zawartość swojej jamy ustnej wprost na Pamelę. Jej mina, delikatnie rzecz ujmując, nie była zadowolona. Popatrzyła wściekle na towarzysza. Było widać, że z wielkim trudem powstrzymuje się od uduszenia go. No, ale do jasnej ciasnej, damie nie wypada… Chwyciła za serwetki i wykorzystując całą swoją energię, zaczęła wycierać białą koszulę. Ponieważ maź tylko się rozmazywała, wkrótce zaprzestała tego działania. Popatrzyła gniewnie na gapiącego w się w nią maślanymi oczami Korela . -Co się gapisz?!- spytała ze złością. –Drugiego ciacha ci nie kupię! *** -Chcesz dostęp?- spytał rzeczowo Floiss. -Chcę.- Równie rzeczowo odpowiedziała Pola. Ale wyglądało już mniej, bo z mokrymi od piany rękawami szorowała miejsce nieszczęsnego poplamienia dywanu. Mimo całe go jej wysiłku, i wysiłku kilku detergentów, uparte zabrudzenie pozostawało na swoim miejscu. -Uf… Profesor Grudka się ucieszy… A ty tam szoruj, szoruj!- popędzał ją generał. -A sam się wyszoruj…- mruknęła pod zaciśniętymi zębami.

W gabinecie pani profesor psychiatrii Amelii Grudki, zwanej potocznie Frygą było idealnie biało. Grudka była nerwową staruszką i Pola często zastanawiała się, jakim cudem udało jej się zostać profesorem psychiatrii. Może się jej znudziło głaskanie kota i przycinanie pelargonii ? No ale nią była. A ze względu na chorobowe pani psycholog Poli ( na które poszła po dwóch tygodniach) była również jej psychiatrą . Gdy tylko weszła, Fryga wzdrygnęła się. -No proszę, nasza stała pacjentka!- jak zwykle udawała zadowoloną. I jak zwykle jej to nie wychodziło. -O! Zmieniła pani dywan! – spytała Pola. Zadawała to pytanie na początku każdej wizyty, by jakoś zacząć rozmowę. Jak na złość dywan był zawsze ten sam. -Nie, nie zmieniłam…- odpowiedziała profesorka masując skronie. -Och, szkoda. -No dobrze, usiądź. Pola jak grzeczna dziewczynka usiadła. -No, to co my tu mamy?- zaczęła Fryga. Jak za każdej wizyty pokazała Poli kartkę z rozmazanym tuszem i spytała: -Co to jest? -Plama pani profesor.- odpowiedział rozbawiony obiekt badań. –To się od rana nie zmieniło -Nie o to… Ech, nieważne.- westchnęła donośnie i wypisała kilka luk na małej karteluszce. –Może sobie wreszcie odpocznę… *** -Mam!- Zawołała od progu i wyrecytowała zawartość karteczki.- Pola Star, lat 23, wydział do spraw paranormalnych. Zauważone objawy: niezrozumiałe wypowiedzi, brak znajomości stopnia bezpieczeństwa, telepatia niekontrolowana, przebłyski fałszywego jasnowidztwa. Diagnoza: drobne rozdwojenie osobowości, niezależność emocjonalna, odłamanie społeczne, bodźce międzyplanetarne. Jestem zdrowa! Do sektora P! Uniosła zaciśniętą w pięść dłoń i niczym superman poszybowała na jednej nodze do drzwi. -Gdzie?!- wrzasnął Floiss -Co gdzie? Ała! – rozległ się głuchy stukot, bowiem Pola najprawdopodobniej uderzyła głową w dębowe drzwi. -Pokaż no tę kartkę-wyciągnął rękę jej przełożony .Pola niechętnie podała mu swoją szansę na dostęp. Generał przeczytał pobieżnie diagnozę. Oprócz innych dziwnie brzmiących nazw chorób, których Pola nie wymieniła, nie było żadnych słabości psychicznych! Wszystko jest, ale słabości psychicznych nie ma! Holender… -To mam dostęp?- spytała dobitnie Pola Generał zastanowił się chwilę i krótko stwierdził: -Nie. Nazajutrz jakimś dziwnym trafem zauważył w kilku miejscach siniaki. *** Idąc z powrotem Pamela nadal narzekała. Kilka razy potknęła się przez to o chodnik, ale złość brała górę nad bólem i krwawiącymi kolanami. -Jak mogłeś? W życiu się nie dopiorę! I jeszcze w tej mazi było twoje DNA… Wzdrygnęła się i odwróciła głowę. Korel szedł jak gdyby nigdy nic i... słuchał muzyki. Brutalnie wyjęła mu z uszu słuchawki. -Co ,mówiłaś coś?- spytał zdezorientowany. Nie wiadomo czy Korel w ogóle by przeżył, gdyby nie nadciągająca z budynku głównego Klaudia, skrzatka, która kolegowała się z całą trójką z wydziału do spraw paranormalnych. Wymachiwała w powietrzu białymi kopertami. -Cześć! Widzieliście gdzieś Polę?- spytała. Jej zielone oczy świeciły się ja latarnie. -No. Trzydzieści razy w Burger Kingu, piętnaście na randce i raz przy biurku.-odpowiedział Korel. Zapewne uważał, że jest śmieszny. Klaudia zrobiła dziwną minę. Ni to uśmiech, ni to pobłażanie. -He he. Masz.- wcisnęła mu jedną z kopert, a potem drugą wręczyła Pameli. Po namyśle dała jej jeszcze trzecią.-To dla Poli. -Co to w ogóle jest? Klaudia nie odpowiedziała, bo podszedł do nich Ernest, jej chłopak. Pocałował ją na przywitanie, skinął głową do przyjaciół i spytał: -Powiedziałaś im już? -O czym miała powiedzieć?- spytał nieufnie Korel. Był z Ernestem dobrym znajomym ze studiów, ale ostatnio coraz rzadziej się widywali. Lukę po nim uzupełniła bowiem Klaudia. -Czyli, że nie… -stwierdził rozbawiony chłopak. Wziął głęboki oddech i powiedział uroczyście:- Pobierzemy się. -Że what?! –spytał Korel, a gdy nie otrzymał odpowiedzi od przestraszonej pary, odwrócił się i krzyknął w stronę Pameli:- Że what?! Ta cofnęła się kilka kroków, a gdy zorientowała się co znalazło się na jej twarzy natychmiast wytarła się rękawem i wrzasnęła na przestraszonego chłopaka: -Czy cię pogrzało?! Oplułeś mnie! Znowu! -Sorry. Do trzech razy sztuka.- Korel rozłożył ręce. Pamela popatrzyła na niego, jakby chciała go zabić. Ten widząc potencjalne zagrożenie ze strony swojej wspólniczki, zaczął uciekać w stronę głównego gmachu ośrodka. Na jego nieszczęście, dziewczyna zaczęła go gonić, wykrzykując groźby i nieprzyzwoite obelgi. - Do trzech razy sztuka?! Jak mnie jeszcze raz oplujesz to powiem Poli kto pożyczał jej czerwony dziurkacz! Już nie żyjesz! -Oj- szepnął Korel. *** Gdy weszła do gabinetu o mało nie wyrżnęła w… Korela, który bardzo dziwnie wyglądał. Może dlatego, że chwilę potem do przedsionka wbiegła Pamela wykrzykując obraźliwe epitety. Gdy ją zauważyła od razu jakoś ucichła. Pola popatrzyła na swoich nieszczęsnych podwładnych. Za co?! -Co robicie przejściu do mojego gabinetu, a w waszym… gabinecie? Gdyby byli na Ziemi zapewne teraz bardzo głośno zacykałby świerszcz. A że na Orionie, gdzie znajdował się ośrodek świerszczy nie było, zaległa po prostu głucha cisza. Może to nawet i dobrze. To było raczej pytanie retoryczne. -To dla ciebie- odezwała się wreszcie Pamela. Podała Poli kopertę. Przebiegła po kilku linijkach tekstu i wrzasnęła tak przeraźliwie, że krety właziłyby na drzewo, gdyby na Orionie były krety. -Klaudia?! W życiu bym nie pomyślała, że wyjdzie za mąż przede mną. Nie żeby była brzydulą czy coś, ale na pewno jest brzydsza i bardziej upośledzona niż ja. Ale w sumie… Są już razem dwa lata. Chwilka, czy wy też macie dopisek ,,Polu, czy zostaniesz moją druhną?” -Nie- odpowiedziała Pamela -Tak- odpowiedział Korel Obie popatrzyły na niego ze zdziwieniem. Zauważył ich miny i szybko zaglądnął do zaproszenia, przeliterował pod nosem kilka wyrazów. Podniósł głowę i widząc zniecierpliwioną Polę wytłumaczył: -W sumie to nie.. Ale jest ,,Bądź moim drużbą”. Liczy się nie? No, ale żeby tak bezczelnie prosić o zostanie jego świadkiem? Koleś się do mnie od miesiąca nie odzywa! I tu jest sedno sprawy. Korel i Ernest byli starymi kumplami jeszcze ze studiów. Byli praktycznie nierozłączni. Dopóki pewnego nieszczęsnego popołudnia, pewnego nieszczęsnego dnia, pewnego nieszczęsnego lata pojawiła się ta paskuda!

A Pamela? Ona również była zła . Pola i Korel są świadkami. A ona co? Niewidzialna? Przecież koleguje się z Klaudią i Ernestem. Fakt, Pola była najlepszą kumpelą Klaudii (tak jak i połowy ośrodka) ale ,że nie dali JEJ żadnej roli w tym ślubie? To z deka niesprawiedliwe.

Pola natomiast po przeczytaniu zaproszenia, chciała bardzo poważnie uszkodzić tą bezczelną zieleninę. To do niej pasowało; pomóż mi, bo ja jestem taka biedna, a ty jesteś taka beznadziejna i dobroduszna, że beze mnie twoje życie nie ma sensu. Kto by pomyślał, że Klaudia pierwsza wyjdzie za mąż? To było do przewidzenia, że jakiś idiota zlituje się nad tą sierotą i da jej powoli wysysać z niego resztki jakiejkolwiek silnej woli, robiąc z Ernesta pantoflarza.

Dalsze przemyślenia przerwał im głośnik: -Ponsybiliusz Floiss, generał. Wszyscy agenci z oddziału do spraw specjalnych mają stawić się na zebraniu w sali konferencyjnej! …Pola Star też! -Dlaczego zawsze jak jest zebranie oddziału do spraw specjalnych, to wzywają mnie?- mruknęła Pola. *** Sala konferencyjna składała się ze stu pięćdziesięciu metrów kwadratowych powierzchni, podwyższenia i całego tabunu różniących się od siebie krzeseł. Zasiadali na nich różni agenci w zależności od rangi; Pola zasiadała w drewnianym fotelu podłokietnikami i emanowała autorytetem, a Pamela i Korel mieścili swe skromne osoby na plastykowych stołkach. Jak zwykle przed zebraniem w pomieszczeniu panował huk i niekontrolowany śmiech; mnóstwo stworów innych ras rozmawiało, śmiało się i kłóciło. Elfy, centaury, skrzaty, kosmy, pół-ludzie pół-zwierzęta, wielkie mówiące zwierzęta, fauny, wróżki ,minotaury i w bardzo małym ułamku- ludzie. Ośrodek Innych Ras powstał ze względu na nich: odrzuconych, niepasujących do swojego świata, lecz niezwykle zdolnych istot. Miały być zabezpieczeniem dla innych planet na wypadek wielkiej wojny, tsunami albo innymi zagrożeniami cywilizacjami. A oni wszyscy pracowali za trochę wdzięczności, trochę tolerancji , trochę spełnienia… Nagle znikąd obok Poli zjawiła się Klaudia siedząca na obrotowym fotelu biurowym. Koleżanka popatrzyła na skrzatkę z wyrzutem. -A ty po co tu przyszurałaś, hę?- spytała. Tamta nie odpowiedziała, bo najwyraźniej nie oczekiwała odpowiedzi.- Czego chcesz? -Zastanowiłaś się ?-spytała Klaudia. -A co tu do zastanawiania…- Pola oczywiście wiedziała o czym ona mówi. O ślubie. -No więc? -Nie.- odpowiedziała krótko. -Ale dlaczego? -nie ustępowała Klaudia. Ona nigdy nie ustępowała. Zawsze musiała postawić na swoim. Jak wszyscy soleni dyplomaci.-No chociaż się zastanów! -Dobra- Pola zrobiła zamyśloną minę i po kilku sekundach odpowiedziała- Nie. -No to powiedz chociaż dlaczego.- upierała się Pola przez chwilę myślała czy może jej powiedzieć, ale intuicja mówiła, że będzie tego żałować. Tak więc siłą rzeczy… -Bo pewnie Karina lepiej sobie z tym poradzi. W końcu jesteście takimi bliskimi przyjaciółkami! -Że what? Jaka Karina? – Klaudia dostała porażenia umysłowego. Do jasnej ciasnej, jaka Karina? Jakaś zapomniana kuzynka czy coś? Ludzie, co za Karina?!- Co za Karina? Pola zamiast odpowiedzieć wrzasnęła na całą salę (choć nikt dokładnie tego nie usłyszał) -Karina, chodź tu! I o to przydreptała do nich drobna kosmatka o urodzie myszy i dokładnie takiej samej osobowości. Dziewczyna nie podnosiła głowy. Jednak nikt poza Klaudią nie zwracał na to uwagi. W ogóle mało istot zwracało tu na nią uwagę. Chyba, że akurat czegoś się od niej potrzebowało, a Pola właśnie czegoś potrzebowała. -Karina, prawda, że ty lepiej ode mnie zorganizujesz ślub obecnej tu Klaudii i w ogóle będziesz lepszą druhną ode mnie?- spytała, nawet na nią nie patrząc. Speszona kosma zaczęła coś dukać , lecz widząc zniecierpliwioną minę Poli powiedziała głośniej: -Nie… e. Ni …nie skąd… Nikt nie będzie od pani lepszy … I ja.. tego no, ja nawet nie… Nie. Kapitan popatrzyła na nią tak jakby chciała ją udusić. -Gratuluję, jesteś bezużyteczna.- syknęła.- Spadaj. Spłoszona Karina oddreptała szybko. -Cholerna wywłoka…- mruknęła. - Słyszałam to!- krzyknęła za nią Pola co spowodowało, że Karina ewakuowała się jeszcze szybciej. Klaudia popatrzyła na nią z pobłażaniem. -I co, nadal uważasz, że ONA będzie lepszą druhną?- spytała zjadliwie. Pola wiedziała o co jej chodzi. O nie! Tak to nie będzie… -Przekonaj mnie- powiedziała dziewczyna O holender! Ona przecież jest solonym dyplomatą! Zarabia przekonywaniem ludzi. Pola przysięgła sobie, że odpracuje ten błąd i się nie ugnie. Klaudia za to uśmiechnęła się od jednego spiczastego ucha do drugiego spiczastego ucha. Zajmie jej to najwyżej dwie minuty. -Będziesz mogła współorganizować ten ślub, czyli, że będziesz miała wpływ na wydarzenie kulturalne dziesięciolecia! Do tego cztery imprezy: zaręczynowa , wieczór panieński, ślub i poprawiny. Zamierzam zrobić wesele tematyczne, a ty wybierzesz temat. Na przykład… czekoladowy ślub! Pola niezauważalnie (przynajmniej tak jej się wydawało) oblizała wargi. Klaudia naturalnie to zobaczyła. Jako, że była wredna kontynuowała . -O! A w wieczór panieński jak będzie super! Zrobimy imprezę na cały budynek C! A w budynku C mieszkają głównie elfy, to jest faceci… Tym razem dyplomatka usłyszała ledwo dosłyszalne ,,grrr”. No, to już praktycznie leży. Ale, żeby było bardziej spektakularnie… -Ach, zapomniałabym! Jeszcze lista gości. Zaprosimy Florę, Oscara, Lilianę no i może… tego przystojnego pół- tygrysa… Jak on tam miał? -Octave…- szepnęła Pola. I tu był cios poniżej pasa. Octave pracował w służbach specjalnych jako komendant wojskowej policji. Był przystojnym pół-tygrysem, ale nie przypominał budową ciała centaura czy pół-skorpiona. Nie… Był po prostu wspaniale zbudowanym, rudym facetem z tygrysim ogonem, uszami i czarnymi pasami na pięknej twarzy. Cały ośrodek huczał o tym, że Octave podkochuje się w Poli ,(jak i pozostały procent) a Pola udawała, że nic o tym nie wie, chociaż koleżanki ujawniały jej to na prawie każdej przerwie obiadowej, a ona sama ostatkami silnej woli powstrzymywała się, żeby w jego obecności nie zarzucić włosami, bowiem to byłby już ostateczny wyrok. Teraz chodzi z jakąś syreną, ale to tylko teraz… Holender, co ona mogła innego powiedzieć?!- Zgoda. -Co?!- to było aż za łatwe. Szczerze mówiąc Klaudia poczuła się trochę urażona. Przecież to jest jej ślub the hell! -Głuchaś? Zgadzam się, ty pieklico! – mruknęła Pola. No, i resztki silnej woli się wypłukały, a Octave będzie przeżywał katusze… -Serio?!- Klaudia nadal nie mogła uwierzyć. Lecz widząc zrezygnowaną minę pani kapitan, rzuciła się jej na szyję.- Kocham cię! -To zdecyduj się: mnie czy Ernesta?- wydusiła Pola. Po chwili jednak dodała:- Oczywiście ja jestem atrakcyjniejsza, ale wiesz… Wybór należy do ciebie. Dobra, puść mnie! Floiss jest! Rzeczywiście, na podwyższeniu stał już generał i patrzył na wszystkich z góry. Co prawda nie na wszystkich, ponieważ niektórzy byli naprawdę wysocy i nawet podwyższenie nie mogło ukryć niskiego wzrostu Floissa. Ale jak zwykle nikt nie zwracał na niego uwagi w huku. Co prawda próbował krzyczeć, ale tego również nikt nie zauważał. W końcu poddał się i sięgnął po megafon. Teraz został zauważony. A przynajmniej jego ciało, bowiem całą głowę zasłaniała wielka tuba. -Witajcie ludzie i inne istoty! Zebranie zostało zwołane ze względu na panią kapitan Polę Star. Wszyscy automatycznie popatrzyli na Polę z zawiedzeniem i długo się na nią gapili. Zdenerwowana krzyknęła: -Co złego to nie ja! E no, ludzie! Co się tak we mnie wgapiacie?! Jak na zawołanie wszyscy się odwrócili, a Floiss kontynuował: -No. Pani kapitan prowadzi śledztwo dotyczące Lwa Karnicha.- Gdzieś w tle było słychać ,, Niechaj spoczywa w pokoju”. Pola oczywiście to usłyszała i jej nadzieja na odnalezienie naukowca opadła o kilka centymetrów. Jednak generał nadal mówił.- Ślady są w sektorze P, do którego ona nie ma dostępu, a dopuszczenie Star do śladów jest równe rozwiązaniu całej sprawy. Niestety, nie mogę jej tam teraz wpuścić, ponieważ na dostęp do sektoru, musi być wykonana określona ilość misji. Poli Star do sektora P brakuje tylko jednego zadania. Zamierzam jej to zadanie wyznaczyć. Polu, pozwól tu! Pola z sercem na wierzchu przeszła przez labirynt między fotelami. Już była na przedzie, gdy o jej łydkę otarło się coś puszystego. Obróciła się, by zobaczyć, co to, przy okazji waląc z impentem jakąś syrenę kucykiem. Spojrzała szybko na swoją nogę, na której owinął się długi, tygrysi ogon. Podniosła głowę i oto ujrzała piękną twarz właściciela ogona. Octave. Och, jakie to piękne imię ,,Ok- to- w”… ,,Dobra, Pola poradzisz sobie, tak. To tylko jakiś koleś, który się owinął na twojej nodze, tak.” -Sorry, ale mam twój ogon na łydce.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pola Star oraz Lew Karnich Rozdział 1,2,3,4 — czytnik · opowiadania