Aktualności · 7 min czytania
Polak to brzmi dumnie cz3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dziś opiszę szkołę. Mam nadzieję, że zaciekawię cię tym fascynującym problemem. Od czego, by tu zacząć? Może od sprawujących opiekę nad uczniami. Mowa tu o nauczycielach. Sprawą studencką zajmę się kiedy indziej. Ciało pedagogiczne. Ludzie posiadający olbrzymią wiedzę pedagogiczną i przedmiotową. Z założenia autorytety. Czy aby na pewno? Tu należy się zastanowić. Jest to bardzo trudne pytanie. Zajmijmy się najpierw sprawą wiedzy przedmiotowej i przygotowania do lekcji. W tym miejscu opowiem wam kilka historii z życia wziętych. W liceum doznałem szoku, gdy dowiedziałem się, że będę miał język rosyjski. Od zawsze miałem angielski i niemiecki. Los spłatał mi psikusa. Po pierwszych lekcjach wytężonej nauki literek słowiańskich poddałem się. Stwierdziłem, że nie dam rady się nauczyć tego języka. Jednak po pokazie sił, nauczyciel przestał prowadzić lekcję. Na zajęciach rozmawialiśmy ze sobą i przepisywaliśmy podręcznik, żeby dyrektorka nie miała nic przeciwko rusycystce. Tak dotrwałem do klasy trzeciej z czwórką, a ja nie znam połowy liter. Inny ciekawy typ nauczyciela to papla. Taki to lubi na lekcjach obgadywać innych kolegów z zawodu. Właśnie taka miałem historię. Tylko mój upór i poczucie patriotyzmu nakazało mi znać podstawy z tego przedmiotu. Tu mamy dwa przykłady złego prowadzenia lekcji. Co wpływa tylko na naszą szkodę. Nawet jeżeli nie wiążemy przyszłości z jakimiś przedmiotami, to jako ludzie inteligentni powinniśmy znać chociaż ich podstawy. Taka jest moja opinia. Peiper mawiał, że najwspanialszą rozgrywką intelektualną jest rozmowa. Na czym ma polegać konwersacja z osobą, która nie ma pojęcia na rozpatrywany temat? To jest główny powód, dlaczego powinniśmy uczyć się wszystkiego, być spragnieni wiedzy. Wróćmy jednak do tematu. Inny ciekawy przykład to nauczyciel, który doucza się przed lekcją. Moja nauczycielka od chemii. Jest osobą, która bardzo lubi zadania wszelakiego typu. Rozwiązuje je z pasją. Jednak jak natrafiła na mnie przestała lubić zadania. Mam umysł wyjątkowo ścisły. Preferuje proste i uniwersalne rozwiązania. Właśnie tego nie mogła przetrawić chemiczka. Wybierała najtrudniejsze zadania, po czym wyszukiwała sposób na ich rozwiązanie i uczyła się tego na pamięć. Z jej zadań co drugie potrafiłem rozwiązać. Klasa prawie żadnego. Pewnego dnia poprawiałem u niej ocenę z klasówki. Zadała mi pytanie. Dałem jej odpowiedź ogólną. Jednak ona mnie powaliła, pytając z czego robione są plomby dentystyczne. To nie ważne, że plomba należy do tego samej grupy co wymieniłem wcześniej, ona nauczyła się tego jednego zdania. Udowodniłem jej swoją rację poprzez książki i internet. Wspomniana wcześniej chemiczka prowadzi lekcje. Nagle ktoś podnosi rękę i zadaje jej pytanie do tematu. Ona mota się w odpowiedzi, coś mamrocze pod nosem. W końcu pyta mnie „co ja to miałam powiedzieć, Mariusz pomóż”. Czy to nie żałosne. Bardzo często zdarzało się na jej lekcjach, że czegoś nie wiedziała. Nie mówię tu o jakiś ciekawostkach, czy wyjątkowych szczegółach. Tylko o podstawach. W gimnazjum trafił mi się ciekawszy nauczyciel. Uczył angielskiego. Na pierwszej lekcji dowiedzieliśmy się jak nazywają się dni tygodnia. Było to dla nas bardzo odkrywcze. Zostaliśmy poproszeni do napisania tych nazw przy tablicy. Wyrwałem…