psychologia · 10 min czytania
Połamanych drzew nie podniesie wiatr
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
- Nie rób tego…
Dziewczyna rozejrzała się, nieprzytomna jak w amoku, dookoła nie było żywej duszy. Nikogo! Tylko las szumiał głośno, gałęzie uginały się smagane wiatrem. Wymarzona pogoda dla wisielców. Szybko wróciła do przerwanej czynności zawiązywania pętli wokół grubego konara.
- Nie rób tego. Zastanów się jeszcze…
Znów usłyszała ten spokojny głos. Wibrował w jej uszach, jak echo krążył wokół niej. Nie było w nim krzyku, zakazu, tylko spokojna prośba, której nie mogła zlekceważyć. Odeszła kawałek od wybranego przez siebie drzewa i usiadła na powalonym pniu dębu. Był potężny, wciąż jeszcze zielony, widocznie nieodległa burza pokonała go w walce. Była silniejsza, nie miał szans, by przetrwać letnią nawałnicę. Z żalem położyła dłoń na chropowatej korze, jej oczy zaszkliły się od łez.
- Wyczuwam, że dobra z ciebie dziewczyna – Głos przemówił ponownie. – Czemu chcesz to zrobić? - Próbowałam już tyle razy - bez skutku. Ciągle ktoś mi przeszkadzał, nie pozwalał dokończyć dzieła. - Dlaczego? – Głos mędrca dochodził z bardzo bliska, jakby z wnętrza powalonego pnia. - Chcę tym razem zrobić to dobrze. Specjalnie przyjechałam tutaj, w to dzikie, odludne miejsce. Nie chcę być odnaleziona, odratowana. - Rozumiem. Pytam czemu chcesz to zrobić? - A kim ty jesteś? – Zaciekawiła się dziewczyna. – Pokaż się. - Jestem drzewem. Siedzisz na mnie – odrzekł ze spokojem dąb. - To drzewa mówią? - Oczywiście! Mówią przez wieki... Tyle ile wy ludzie pozwolicie nam żyć. Tyle ile sił wystarczy nam do walki z siłami przyrody – Dąb zamilkł na chwilę. – Ja umieram, ale miałem szczęśliwe życie. - Opowiesz mi o nim? – poprosiła dziewczyna. - Jeśli obiecasz, że tego nie zrobisz. - Nie mogę ci tego obiecać. To silniejsze ode mnie. Gdy dopadają mnie czarne myśli, tonę w nich. Nie potrafię myśleć rozsądnie. Tonę, nie widzę żadnego ratunku, wtedy próbuję… - Nie myśl, że się wymądrzam, ale naprawdę sporo widziałem i słyszałem. Rozmawiasz z tysiącletnim świadkiem wielu wydarzeń. - To… - Dziewczyna zbierała w sobie odwagę do zwierzeń. – To z powodu facetów. Zawsze odchodzą, zostawiają mnie. Zostaję sama. - Nie jesteś sama. Masz na pewno jakąś rodzinę, bliskich. - Ale to nie to samo, co miłość. Może za bardzo ich kocham, potrzebuję, próbuję przywłaszczyć, zapełnić sobą każdą ich wolną chwilę. Mają mnie dość i znikają, bez zapowiedzi. Cóż mi wtedy pozostaje? Szukać ucieczki, szybkiego końca rozpaczliwych dni. - Ile razy już próbowałaś? – zapytał dąb z troską.
Dziewczyna podwinęła rękawy koszuli. Na prawym nadgarstku, po wewnętrznej stronie widniały dwie grube, białe blizny. Na lewym jedna, świeża, wciąż czerwona.
Część 22 / 2
- Trzy razy – policzył dąb w zadumie, liście na jego umierającej głowie zaszumiały z oddali. - Było ich więcej. Kilka razy łyknęłam lekarstwa. Raz próbowałam z gazem. Na moje szczęście, a raczej nieszczęście zawsze komuś udało się mnie odratować. A to mama wróciła wcześniej z pracy. A to ojczym przyleciał niespodziewanie z Hiszpanii. A to babcia złożyła nam niezapowiedzianą wizytę. Ciągle miałam pecha. - To zbyt wiele prób, jak na tak młodą osóbkę – wyszumiało z przejęciem drzewo. Nie było w nim jednak żadnej przygany, tylko troska i życiowa mądrość.
Dziewczyna siedziała z opuszczonymi ramionami. Ręce spoczywały na podołku, nogi zwisały bezwiednie, nie dotykając ziemi. Niewidzące oczy spoglądały w dal, po policzkach toczyły się łzy.
- Nie płacz. Wiedz, że rozumiem jak się czujesz. Przyjdzie dzień, że przestaniesz próbować… Znajdziesz w sobie siłę by żyć, nawet sama. Nie będziesz potrzebować nikogo, aby czuć się szczęśliwa i spełniona. Sama sobie dasz szczęście, radość. To przyjdzie. Uwierz mi. Tylko musisz dać sobie czas, i nie tracić wiary i nadziei. Jesteś młoda, przed tobą całe życie. - Ale ja nie chcę takiego życia. Dosyć mam samotności! Dosyć mam pustych dni – krzyknęła przez łzy. - Daj sobie czas. Bądź cierpliwa, pokorna wobec losu. Ludzie są silni, nie połamią ich wiatry zmian. Pochylają się, upadają, ale powstają z klęczek. Odnajdują w sobie siłę, by iść dalej. - Chciałabym wierzyć, w to co mówisz… - odrzekła w zamyśleniu. - Jak masz na imię? – spytało drzewo. - Jagoda. - Jagódko – Zaczął ciepłym tonem dąb. - Jagódko, kochana. Wyszumię ci teraz moją historię, tobie ostatniej. Może wystarczy mi sił zanim… - Nie kończ, proszę. Nie! – dziewczyna przerwała mu z przejęciem. - Posłuchaj... - Słucham.
Dookoła zapanowała cisza. Okoliczne drzewa i leśne krzewy przestały szumieć, wiatr przycichł, niebo odgoniło chmury nadstawiając uszu. Ptaki umilkły, a kryjące się w leśnym poszyciu stworzenia przyczaiły w bezruchu. Świat czekał na dębową opowieść. Ta nadeszła wkrótce.
*****
- Dawno, dawno temu płynęła tędy rzeka.…