Środowisko · 1 godz. 52 min czytania
Polish pop culture cz. 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wiosna. Co za syfiasta pora roku. Co ludzie w niej widzą. Ja nic. Najbardziej bym chciał żeby nic nie było. Zupełne nic. Dlaczego? Bo jak tak chce. I nic tego nie zmieni. Z takim nastawianiem zawsze się budzę. Zasiadam do posiłku i do ławki w zasranej szkole. Taki mam kaprys. Po co mam udawać kogoś, kim nie jestem. Jadłem śniadanie. Przede mną stał kartonik mleka z biedronki. A obok paczka płatków Corn Flakes bo są pyszne zawierają pyszne konserwanty i pyszny barwnik. Nie lubię tego. Nienawidzę. Wole zjeść końskie gówno niż to. Wziąłem do ręki gazetę. ,,Wczoraj policja odnalazła w podmiejskim lesie ciała dwóch zaginionych osób – Małgorzaty W. (zaginęła trzy dni temu) i Tomasza M. (zaginął dwa dni temu). Sprawę bada prokuratura. Policja prosi aby na ten czas lepiej pozostać po zmroku w domach. Dokończenie na str. 2” Dokładnie tak brzmiał tekst na pierwszej stronie gazety a obok było zdjęcie dwóch ciał w workach do wywożenia śmieci. Tych czarnych. Znaczy worków. Przeczytałem to na głos przy śniadaniu. Pomyślałem: Kurwa! Przez jakichś popierdolonych chuji nie będę mógł nigdzie wyjść. Po kiego oni zabijają? Mają radochę z tego? To trzeba mieć nasrane we łbie. Przez takich później starzy boją się wypuścić młodzież z domu. Starzy trochę się przestraszyli. Mama zaczęła głosić jakieś kazanie jak to teraz niebezpiecznie. Później powiedziałem coś do siostry w stylu: Teraz na pewno nigdzie nie będziesz mogła wyjść. Nie zwróciła na mnie uwagi. Zjadłem śniadanie i poszedłem do budy. W szkole zauważyłem w gablocie ogłoszenie o dysce. Pomyślałem, że po co ją robią skoro i tak przyjdą same dzieciaki, gdyż nikomu się nie chce przychodzić na te dyskoteki gdyż nikomu się nie chce przychodzić na te dyskoteki, gdyż sa to zebrania młodocianych kotów, które knuja jak dosrać nam starszym lecz nie wiedzą, że to my tak naprawdę rządzimy w szkole a Oni maja gówno do gadania nawet to ze belfry sa po ich stronie, gdyż Oni nam najmniej zrobią. Są nudne. Miałem tylko cztery lekcje, więc szybko wróciłem do chaty. Tam też sama nuda. W telewizji nic nie ma, a na kompie se nie pogram bo go przecież sformatowałem i nie zdążyłem zainstalować kart i sterowników, a nie chciało mi się wtedy tego zrobić. Spojrzałem w okno. Zobaczyłem kumpla, szedł do mnie. Został u mnie. O 20.00 przyszedł Maciek. Przywitał się: Yo! Idziecie na fajkę? Tak to typ dresa chociaż joł mowią haha ale o jest pomieszanym dresem z haha i trudno u niego rozróżnić jaki on jest. Po drodze kupiło by się jeszcze jakiegoś browca. Mi tam było wszystko jedno chociaz wole co innego. Starsi byli jeszcze w pracy, a siora poszła do chłopaka. Jutro i tak i tak nie idę do budy więc czemu nie? Przebrałem się w gorszo lepsze ciuchy i poszliśmy. Po drodze spytałem się gdzie idziemy. Uzyskałem wyczerpującą odpowiedź, że do lasku. Zatrzymałem się. Trochę się przestraszyłem, gdyż tam się dzieje różne rzeczy. Przecież tam znaleziono te zwłoki. Powiedzieli: Co ty tej. Terek – gdyż tak do mnie mowią, gdyż to niczym moja ksywa jak dla didżeja, gdyż didżej Terek brzmi nieźle choć nie wspaniale lecz mi się podoba - nie pękaj. Przecież nie mogłem wyjść na tchórza co jeszcze nie odszedł od mamusiowego fartucha który jest niczym biedronka gdyż fartuch mojej mamy jest czerwony w kropki czarne. Poszedłem. Zatrzymaliśmy się przy naszym sklepie. Bartek poszedł po piwo bo był najwyższy i najgłupszy, potem poszliśmy dalej. Doszliśmy. Cieszylismy się niczym pani od niemieckiego sowim rażąca czerwonym kostiumem z lateksu. Maciej otworzył piwo a Bartek i ja zajaraliśmy sobie po Marlboro na które było nas stać. Pogadaliśmy sobie jakie fajne dupy są w budzie. Spaliliśmy całą paczkę a mielsimy w niej 12 papierosów i wychlaliśmy cały browar jaki mieliśmy. Była 21.30. Brzmi to niczym opowieśc kryminalna z krawężnikowym Koputem i nami jedzącymi bez świateł po ulicy. Zbieraliśmy się do chaty. Gdy wychodziliśmy zobaczyłem za sobą dwóch facetów. Jeden z nich miał szpadel w ręce. Najwyraźniej szli za nami. Szturchnąłem kumpli i pokazałem im tych dwóch utytwusów. Zrozumieli. Zaczęliśmy iść coraz szybciej. Oni również. Nie było innego wyjścia. Zaczęliśmy spierdalać! Rzucili się za nami. Wybiegliśmy na ulicę i szybko schowaliśmy się w najbliższym sklepie. Byliśmy wszyscy speniani. Pomyślałem: Jeśli to byli te skurwiele co jebią każdego? Nagle Maciej krzyknął: Kurwa! Mój portfel! Gdzie on jest?! Musiał mu wypaść podczas ucieczki. Gadał dalej: Tam były wszystkie moje rzeczy! Kasa i legitymacja. A jeśli znaleźli go? Znają mój adres, imię nazwisko na pewno mnie znajdą, zabiją! My na to: Co ty. To na pewno nie byli oni. Gdyby tak to by nas od razu kropnęli. Jesteś przewrażliwiony. Wyszliśmy ze sklepu i poszliśmy prosto do chaty. Późno wstałem. Postanowiłem iż pójdę na basen gdyż lubię tam chodzić gdyż to nie ten basen na który chodzi wiara się muc tylko pływać niczym Lele z mojej klasy. Wróciłem i siedzę i pisze a przede mną stoi zmywacz do paznokci który moja siostra zakupiła w markecie netto. Opakowanie jest koloru zielonego i jest z ziołami. Bardzo interesujący opis który również mnie zaciekawił. Obok leżą zużyte waciki również zakupione w markecie netto. Postanawiam iż dzisiaj pójdę na spotkanie. Choć nie wiem jeszcze z kim choć myślę ze już wiem, ze z moja paczka która składa się z: mnie Bartka Macka Ani i Magdy. Bartek jest osoba fajną. Tak jak Maciek Magda i Ania. To jest cały opis moich przyjaciół, gdyż nie umiem opisywać ludzi. Jak zwykle w poniedziałek, wstałem koło 7.00. Nie wyspałem się jak zwykle. Zjadłem jakieś śniadanie. Włączyłem telewizor. Leciał jakiś niskobudżetowy film. Gdy go obejrzałem, nie dziwiłem się, że taki jest jaki jest. Poszedłem do kumpla. Gdy szedłem spotkałem Piotrka. Takiego jednego megalomana z naszej klasy. Myśli tylko o sobie. Dla niego świat to on i jego poddani. Nikt go nie lubi. Tylko próbuje się podlizać, aby później cię wykorzystać. Myśli że jak przyjedzie autem starego to go każdy będzie lubił, myśli, że jak postawi sobie włosy na żel, to każda dziewczyna za nim poleci, myśli ,ze jak pokaże te swoje żabie gały to mu nauczyciel da piątkę. A do tego jest kapusiem. Cholernym kapusiem. Byle co zrobisz, facetka już wie. Do tego jak cię nie lubi masz przejebane w budzie. Z nauczycielami, bo z nas każdy go nienawidzi. Niedoczekanie. Każdy go przejrzał. Udaje twojego najlepszego kumpla, a później jedzie z tobą przy innych jak z gównem. Mówi do mnie: Cześć. Ja do niego: Spieprzaj kapucynie. On robi tylko minę zbitego psa i idzie dalej. Nie lubię takich typów. Jedno wielkie fałszywe guano z takiego człowieka. W szkole facia z gegry spytała mnie. Na szczęście umiałem. Na dużej przerwie zebraliśmy się paczką jak zwykle. Opowiedziałem im o tym facecie co wpadł na mnie. Oczywiście wyśmiali mnie. Gadali: Ty masz z głową Terek. Takie teksty jechały. Każdy się lał oprócz Bartka: Wiesz wczoraj gdy kładłem się spać zobaczyłem jakiegoś żula co się lampił na moją chatę. W ogóle, gdy wracałem z pizzerii jakiś fagas mnie śledził. Nie wiem. To trochę dziwne było. Zmieniłem temat. Powiedziałem: Wiecie że za tydzień jest dyska. Idziecie? Będzie zajebiście. Oni na to: Na ba tej. Dzwonek. Powiedziałem: Chodźcie bo lebera moja wychowawczyni ktrą ubóstwiam będzie darła ryja, że się znowu spóźniliśmy. Na tej lekcji naprawdę było fatalnie. Nie dość, że spieprzyłem kartkówkę to jeszcze mnie spytała i buta zarobiłem. Ale ja mam to w dupie. Potem miałem mieć jeszcze technikę ale wolałem blaukę.. Poszliśmy se na piwko do parku. Nie ma to jak zimny browiec w gorące popołudnie. Maciek poczęstował mnie fajką. Pierwszy raz odmówiłem. Postanowiłem rzucić palenie. Posiedzieliśmy jeszcze trochę i gdy wypiłem swoje piwo powiedziałem: Dobra chłopaki będę się zbierał. Nara. Oni na to: No to cześć. W chacie zjadłem obiad który składał się z ziemniaków i kotleta schabowego smaznoego z panierką.. Wieczorem już nigdzie wychodziłem, nie chciało mi się. Tej nocy śnił mi się koszmar. Gonił mnie jakiś facet w ręce miał siekierę. Po drodze mijałem swoich przyjaciół, którzy leżeli martwi. Przebudziłem się. Pomyślałem, że całe szczęście, że to tylko sen. Położyłem się, gdy nagle usłyszałem jakiś hałas z dołu. Przestraszyłem się. Znowu coś spadło jakby sztućce albo garnek. Wstałem i poszedłem do kuchni. Wszystko było na swoim miejscu. Poszedłem do holu tam też wszystko jak należy. Myślałem: To pewnie Iza chodzi po domu i próbuje mnie nastraszyć. Na dole wszystko było O.K. Znowu coś spadło. Teraz słyszałem dokładnie. To był spadający rondel. Dobiegało z piwnicy. Zszedłem tam. Spojrzałem do suszarni nic tam nie było. Coś przebiegło za mną. Wystraszyłem się. Obróciłem się- nic. Spadło coś i to całkiem za mną. Znowu się obróciłem. Wyszedłem z pomieszczenia i wyszedłem na korytarz. Coś mi spadło na głowę zacząłem się szamotać, aż w końcu zdjąłem to gówno z mojej głowy. To był tylko ten pojebany kot. Musiał zostać w piwnicy i pewnie z głodu właził na wszystko co się da i zjebywał jakieś copy z półek. Pomyślałem: Jaki ten kot jest popierdolony nie dość, że mnie kurwa wystraszył to jeszcze pewnie wszystkich pobudził i zjebe dostane ja. Wkurwiony poszedłem spać. Rano, po nie przespanej nocy poszedłem do budy. W szkole każdy się z tego śmiał. Gadali: Jaki z ciebie kurwa jełop. Pewnie już miałeś pełne gacie. Miałem to wszystko głęboko w piździe. Zmieniłem temat: Idziecie jutro do ruin przedszkola co nie są ruinami przedszkola tylko niedokończonym przedszkolem? Oni: Możemy iść. Nie ma tam przynajmniej żadnych popieprzonych seryjnych morderców. Anka powiedziała tylko: Ja tam nie idę bo nie będę się babrać w jebanym syfie co tam jest Magda zresztą też. No to nie. I tak się zresztą pewnie bały. Poszliśmy tam po lekcjach. Nie było tam strasznie zresztą wiele razy tam byłem. Kiedyś z kumplami chcieliśmy nakręcić tam film o seryjnym gwałcicielu. Nie było źle. Spaliłem szluga. Wiem, że se obiecywałem, że nie będę palić, ale to jest mocniejsze. Wychodziliśmy stamtąd, gdy spotkaliśmy jakiegoś żula. Był obleśny. Wyglądał jak straganiarz ze salmonellą. Nie. Gorzej. Jak cały targ. Cały brudny jakby wyszedł z kanału albo i gorzej. Oblecha. Podszedł do nas. Wystawił tą swoja brudna rękę, do przywitania. Podejrzewał nas o ćpanie i chciał towar. Pytał się czy mamy ,,twarde” czy ,,miękkie”. Z kumplami już nie mogliśmy z tego kreta. Powiedziałem do niego: Spierdalaj dziadku nawet jeślibym miał to i tak bym Ci nie dal. Chuj ci w dupę. Zaczął nas opierdalać. Zawołał psa. Zaczęliśmy spieprzać. Całe szczęście że mu uciekliśmy bo wyglądał na wściekłego. Opierdalali mnie: Ty masz kurwa kredki w głowie. Jeszcze by nas pogryzł ten jebaniec. No co będzie podchodził do jakiś fefryc i prosił o narkotyki. Idź mi z tym w chuj. Co za głupek. Po tym już tam nie przychodziliśmy. Znaleźliśmy sobie całkiem lepsze miejsce nad rzeką. Wróciłem do chaty. Starsza wyczuła fajki. Była niezła zjeba dostałem szlaban. Miałem to w dupie. Szlaban się skończy i będę dalej jarał. Na matmie babka nie oddała kartkówek. Powiedziałem jej, że termin oddania już minął więc nie chcę tej oceny. Ona na to, że nie będę jej gadał co ma robić i jak mi się nie podoba to mogę pisać ją jeszcze raz. Ja na to: Nie ma pani prawa. Odpowiedziała mi to samo co przedtem. Pomyślałem sobie: To pocałuj się w dupę. Ci nauczyciele tacy są. Jak mają władzę to im odbija. Myślą, że mogą wszystko. Nawet jeśli łamią kodeks. Ale jak uczeń coś zrobi to od razu zjeba, wzywanie rodziców, apele, uwagi, nagany i to wszystko o byle gówno. Rozumiem, że jak ktoś rozpierdoli coś umyślnie, albo przyjdzie spity do budy ale nie o byle żart albo jakiś brak zadania domowego. Ale jeśli mnie wkurwią, obrażą to nie mogę słówkiem pisnąć o nim ale ja ich, to muszę siedzieć cicho i go cierpliwie wysłuchiwać. W dupę. Powiem mu to co myślę. Nikt mnie nie będzie znęcał nade mną psychicznie. Niech spierdala. Wkurwiony przyszedłem do domu. Rzuciłem plecak w kąt i poszedłem do swojego pokoju. Stara od razu przyleciała do mnie i zaczęła się wypytywać co się stało. Powiedziałem jej o tej kurwie. Starsza mi na to, że kiedyś w ogóle nic nie można było powiedzieć. A chuj mnie obchodzi co było kiedyś? Teraz jest teraz. To nie komuna. To jest wolny kraj i mam prawo powiedzieć swoje zdanie. Tą konwersacją raczej mi nie pomogła. Wyszła z pokoju. Tego dnia cały czas chodziłem wkurzony. Wieczorem trochę mi przeszło. Wysłałem esa do kumpeli czy nie mogła by wyjść. Mogła. Poszliśmy sobie nad rzekę. Zajarałem. Kupiłem Poznańskie. Ohyda, ale na inne nie miałem kasy. Pogadaliśmy sobie o wszystkim. Jedyna moja kumpela której mogę wszystko powiedzieć. Zwierzyłem jej się nawet, że wziąłem amfę. Wtedy wylądowałem w szpitalu. Każdemu powiedziałem, ze to tylko wyrostek. Nie lubię szpitali. Są chujowe. Tylko patrzysz jak innych rozwala od środka ból i nie możesz im pomóc. Lekarze tylko mówią, że nie mogą pomóc. Żenada. Te obiady, kleiki, zupy mleczne, herbaty. Herbaty są najgorsze. Robią ją chyba ze zwykłej zieleniny co rośnie na trawniku przed szpitalem. Później dają ci nie wiadomo jaka breję, którą musisz wypić bo nic innego nie możesz. I te kible. W nocy tam w ogóle nie pójdziesz bo może leżeć tam jakiś trupol bo lekarzom nie chce się go zanieść do kostnicy. I te pielęgniarki co zachowują się jakby wszystko robiły z łaski. I tylko czekasz aż ktoś cię odwiedzi i się okazuje komu na tobie zależy, a kto ma cię w dupie. Nienawidzę tego. Anka wtedy za tą amfetaminę opieprzyła. To znaczy mnie. Nie odzywała się do mnie przez miesiąc. Miała prawo. W końcu zadzwoniła jak się czuję. Gadaliśmy z godzinę i później przyszła do mnie, do szpitala. Przynosiła mi lekcje i w ogóle. Później poszedłem do domu. Po tej rozmowie. W środę nie poszliśmy do szkoły. Matury. O pierwszej byliśmy umówieni w parku. Poszliśmy se na mały spacer. Nie było źle. Po drodze była burza. Lubię deszcz. Przypominają mi się fajne chwile. Później poszliśmy na rynek. Spotkałem Martę tą sukę. Zmieniła się. Kiedyś była inna. Teraz tylko ćpa. Różne. Jak ma dola to na poprawienie 10 g koki albo fety. Nie może zasnąć trochę majki i leży. Próbowałem jej pomóc ale to nic nie dało. To ona mi dała te dragi, te jebane dragi którymi myślała że mnie zafascynuje. Myślała, ze dzięki temu będzie lepsza. Teraz się już nie kumplujemy. Chciała kasę. Powiedziałem do niej: Spierdalaj! Nie zadaję się z ćpunami. Zaczęła iść za nami. Mówiła , że ona na to nie chce, że ona już skończyła, nie zadaje się już z nimi. Nie wierzyłem jej jakoś. Wiem, że kłamała. Gdy poszła odwróciłem się i śledziłem ja, poszła do tych swoich pseudo kolegów. A mówiła inaczej. Żal mi jej. Teraz, gdy ma problem, nie ma kasy to do mnie. A tak to lała się ze nie że jestem taki burak i boje się to wziąć. Widziałem jak wstrzykiwali sobie to świństwo, takie jak oni. Ohydne nic nie warte. Na początku dla jaj później na ser. A potem gdy byli na high’u najeżdżali na ludzi, okradali samochody. Wyśmiewali się biedniejszych. Jej kumple potrafili tak pobić bezdomnych, że czasem umierali, ale nie było dowodów, że to oni. Była na odwyku. Nic to nie dało. Po tygodniu zaczęła znowu brać. Raz omal się nie zaćpała. To też nic nie dało. Ja już jej nie pomogę. Potem poszedłem do chaty. Z nerwów spaliłem ostatniego Poznańskiego. Już nigdy ich nie kupię. Wieczorem poszliśmy do Fortuny. Dawno tam nie byłem. Kupiliśmy sobie piwko. Zajarałem wreszcie porządnego papierosa. Gadaliśmy o wszystkim. O tym, że Marta ćpa, o tym, że Iza jest w ciąży o tym że życie jest do niczego. Iza jest w ciąży. Przecież to jeszcze dzieciak. Każdy był ciekawy czy ją usunie, czy wyjedzie, czy zostanie. Do Fortuny tez lubię chodzić. Gadamy tam o wszystkim, chociaż ostatnio byłem w wakacje. Potem wróciłem do domu. Znowu była burza. Szedłem w tym deszczu i patrzyłem na uciekających ludzi. Patrzyłem cały czas na złamane i palące się drzewo przed moimi oczami. Złamane jak życie człowieka. Złamane przez narkotyki, przez brak pracy, przez wszystko co złe może spotkać człowieka w życiu. Wszystko się może tak złamać jak to drzewo. Spalić i nic z tego nie pozostać. Tego dnia poszliśmy znowu do Fortuny. W ogóle nie miałem ze sobą fajek. Bartek kupił tabakę wiec zrobiłem sobie skręta. Gadaliśmy o tym, że po mieście nadal grasuje ten satanistyczny jełop. Mówię, że to już wkurwia. Zajebali już cztery osoby w tym jedną, która znałem, a spotkałem drugą. Oni na to, czy nadal tęsknie za Martą. Ja mówię, żeby się zamknęli i nic przy mnie o niej nie mówili. Wspomniałem bo gadamy o tym mordercy a ona tez była ofiarą. Anka powiedziała: A co z tymi esami? Ja na to, że musimy mieć nadzieje, że ich złapią zanim dojdą do nas. Bartek powiedział tylko, ze to pewnie się ktoś pomylił. Magda na to, ze kto by pisał takie SMS’y, i że w ogóle wczoraj gdzieś napotkała, że ich prawie mają. Anka powiedziała: Tam sracie jakby już wam zaraz mieli cos zrobić. Maciek wtedy, że sama sra i nie ma gadać takich popierdolonych gówien. Magda mówi, ze dostała esa. Czyta go po cichu i po chwili gada, ze nie mamy się co martwic bo zostali złapani. Całe szczęście. Zamówiliśmy po browcu. Wypiliśmy w nagrodę, za złapanie. Po chwili przychodzi Piotrek. Widać ma nowych naiwniaków. Ładują się za nami. Lampi się tylko na nas i pokazuje te swoje krzywe zęby. Zaczynamy się śmiać. Potem słyszymy jak padają nasze imiona nazwiska z za tyłu. Bartek wstaję. Chce mu przypierdolić. Magda mówi żeby siadał i nie robił nam siary. Próbują nas tylko sprowokować. Wstaje Piotrek. Podchodzi do nas. Prosi aby Bartek wyszedł na chwile. Wstaje. Piotrek jebnął mu liścia. Bartek zaczyna go walić po mordzie, brzuchu po całym ciele. Przyszedł Barman. Wywalił ich z pubu i nas. Na podwórku zaczyna się prawdziwa bójka. W końcu dziewczyny nas szturchają. No czas ich rozdzielić. Piotrek. Zmasakrowany ryj. Wygląda gorzej niż wyglądał. Bartek jeszcze mu grozi. Wyszliśmy. Po drodze dziewczyny zaczynają go opierdalać. Że dlaczego dal się sprowokować, że już nie możemy tam przychodzić, że mają niezłą siarę. Bartek nic. Poszliśmy do chaty. Po drodze spalił trzy fajki, które kupił na sztuki w kiosku. Były to Sobieskie, czerwone. Szedłem do budy. Myślę se: Kurwa nie wziąłem kasy na tą jebaną wycieczkę, a chuj z tym. Dam jej jutro. Patrzę idzie Korki. To Piotrek. Ze starą. Myślę: Kurwa siedemnastolatek z mamusią do szkółki. Przechodzi obok mnie zatrzymują się. Gada coś ze starą. Słyszę tylko ,, nie’’ i idą dalej. Zacząłem się lać. Mamusia idzie go bronić. W szkole czekałem na Bartka i Maćka. Przychodzą. Korki znowu coś ze starszą gada. Każdy się gapi na nich. Nie idzie odróżnić dupy o ryja. Przyszła lebera. Stara podeszła do niej zamieniają słówko po czym prosi Bartka do siebie. Słyszeliśmy tylko darcie się starej Korkiego. Magda mówi, że korki jest pojebany i jego stara też. Maciek, ze odkryła Amerykę. Wychodzi Bartek. Mówi, że zaraz przyjdzie jego stara, bo Korki powiedział starej, ze wczoraj był na cyku. To znaczy Bartek. Magda, mówi, ze on też. Przyszła jego starsza. Bartek znowu poszedł do sali. Po chwili znowu wychodzi i mówi, że my też mamy przyjść. Zaczyna nas opierdalać. Mówi, że uważała nas za dobrych uczniów. Myślę sobie: No to się przejechałaś. Mówi, że nie wezwie rodziców. Anka mówi, że to Piotrek zaczął. On też był pijany. Ona, że jej to nie obchodzi. Mówię do niej: Ale to on kurwa zaczął i teraz nas wrabia. Byliśmy i on przyszedł i zaczął się kurwa w Bartka. Ona na to: Z twoimi rodzicami sobie pogadam. Nie przeklinaj. Ja do niej: A chuj ci w dupę. Ona: Co? Ja, że nic. Wyszedłem cały wkurwiony. Przez cały dzień. Przyszedłem do chaty. Mówię, ze idę do parku z kumplami. Potem przyszedł Maciek. Poszliśmy. Zajaraliśmy. Mówię, to już mnie wkurwia. On pyta się, że co. Ja, że lebera, rodzice, życie. On, żebym miał to w dupie. Ja, że łatwo mu powiedzieć. Jesteśmy w parku. Wszyscy mnie namawiają, żebym poszedł na Crazy Dance. Ja, że nie chce bo się porzygam. Potem poszliśmy na rynek. Patrzę jak ludzie żrą te hamburgery i hot-dogi. Jak by je pierwszy raz widzieli. Ohyda. Lubię takie żarcie ale nigdy kupnego. To mięso pewnie smaży się tam miesiąc. Bułki są jedzone dzień przed upływem terminu ważności. A później wiara wraca z bólem brzucha i rzygają. Myślę se: Sama wiocha przyjechała. Potem na innych. Na te dzieciaki. W jednej łapie fajka w drugiej piwo. Jedna wielka popisuwa. Taki dzieciak i już się tak zachowuje. A później na nas, że my je sprowadzamy na taką drogę. A same se kupują i idą przez ulicę i myślą, że jak mają fajkę to są najlepsi. Teraz puszczają to disco-polo. Tą szmirę, której nie da się słuchać. To gówno co tylko oszpeca muzykę. Potem idziemy znowu do parku. To samo. Nie idę na Crazy Dance. Każdy mówi, że jestem baba. Ja nic. Poszliśmy znowu na rynek. I tak w kółko. Potem wróciłem do domu. Nie piłem. Nie będę se robił siary przy ludziach. Stara powiedziała, że dzwoniła wychowawczyni. Myślę se: No to po mnie. Starsza mówi, że wszystkiego się dowiedziała i ze myślała, że się zmieniłem. Myślę: No to masz pecha. Mówię, że to nieprawda. To Piotrek wszystko wymyślił. Ona, że nie chce niczego słyszeć i jutro mam iść do wychowawczyni ją przeprosić. Potem jeszcze opieprzała mnie za picie. Sru z tym. Niedługo skończę osiemnaście lat i chyba już mogę cos robić. Do tego jeszcze musze przeprosić tą cipę. A ten Korki powinien raz tak dostać po mordzie, że odechce mu się puszczania takich bajek. Jeszcze kiedyś dostanie. Mamusia myśli, ze ma takiego dobrego syneczka, ale nie pomyślała co on tam robił. Skurwiel. Potem starsza zaczęła mnie opieprzać, że się nie uczę i będę cepem. Ja do niej, że to moja sprawa kim będę, i że na razie się nie muszę uczyć. Ona, że później będę ją przepraszał, że jej. Myślę sobie: Spierdalaj bo mnie wkurwiasz. Ona jeszcze, że nie dość, że mam zachowanie to przynajmniej mógłbym mieć oceny. Denerwuje mnie takie coś. Mówią ci co masz robić. Wiem, że muszę się uczyć ale to nie znaczy, że jeśli nie mam paska to jestem głąbem. Takie gadanie mnie wkurza. Mam złe zachowanie. Dobrze. Ale co mam zrobić jak mnie ktoś wkurwia? Siedzieć? Wstanę. Dostanie jedna, drugą bombę i leży. Szedłem do chaty. Widziałem tych fiutów. Tych skurwieli. Tych jebanych ćpunów. Patrzą się na mnie. Posyłam im fuckera. Oni przychodzą. Pytają się czy mam jakieś wonty. Ja, że owszem. Mam. Mówią, że nie będą bić samego. Ja, że mi to nie przeszkadza. Wymierza. Jadą gliny. Zatrzymują się. Mówią, że mam fuksa. Te sukinsyny. Idą dalej. W chacie nie miałem co robić. Wszedłem na neta. Pogadałem trochę z wiarą na GG. Piszę o tych syfiarzach. Maciek, że dobrze zrobiłem. Pisze, że robi za tydzień bibkę. Przychodzą wszyscy. Fajnie tylko czy mi stara pozwoli. Poszedłem do niej. Mówię, że Maciek zaprasza mnie na imprezę. Ona mówi, że w żadnym wypadku. Mówię: Aha. Maciek się pyta czy mogę. Ja mówię, że tak. On, że fajnie i co jeszcze chcieli tamci. Ja, że chcieli się bić bo pokazałem m fucka ale jechały gliny i poszli, i że miałem fuksa. Potem cicho. Pyta się czy chcę zdjęcia Avril Lavigne? Ja, że nie chcę tanich podrób, fotomontażów. On nic. Pytam się czy jeszcze bawi się w oglądanie pornoli? On nic. Wychodzi z GG. Stara mnie woła. Zaczyna opierdalać, ze wchodzę na neta bez pytania i potem jest taki rachunek. Ja mówię, że już nie będę. Zawsze starej coś odpysknę ale tym razem nic takiego nie zrobiłem. Miała rację. Przyszedłem ze starszą do budy. Poszliśmy do lebery. Przepraszam ją. Ona, żebym więcej takich rzeczy nie robił. Myślę se: A chuj ci w dupę jebana kurwo. Później stara kazała mi wyjść. Przychodzi. Mówi, że się bardzo zawiodła itp. Ja do niej, że to zawsze nas Piotrek wrabia. Ona, że nie mama kłamać. Nie wierzy mi to nie. Później poszliśmy na miasto. Musiałem jej targać to wszystko co kupiła. Chciałem kupić se jakiś ciuch ale wszystko przepiłem, przepaliłem. Trzeba czekać na kasę. Po drodze starsza mi mówiła, jaki jest Bartek. Ja mówię, że to co ona powiedziała to nieprawda. Ona, że ona wie co mówi i nie mam być taki jak on. Ja mówię, że ona gówno wie i komu ona wierzy jej czy mi? Korki jej nagadał copów to ona mu uwierzyła i moja starsza też. Starsza mówi, żebym nie przeklinał. Ja, że skoro tak gada to co W ogóle to nie jest przekleństwo. Ona mówi, że nie chce już o tym gadać. Gdy wracaliśmy dostałem eske. Wiara jedzie do Poznania. Pytam się starszej czy mogę jechać. Ona, ze tak ale na bilet mi nie da. Nie musi jedziemy samochodem Macieja. Wieczorem znowu wszedłem na neta. Gadam z Bartkiem. Ma jakieś dziwne zachowanie. Pisze różne gówna od rzeczy. W końcu dostaje wiadomość, że jest u wujka na imieninach i starszy kupił mu Finlandię a ma wypite. To znaczy Bartek . Ja, że pogadamy jutro jak pojedziemy do miasta bo nie da się z nim gadać. Musiałem wstać koło 9.00 bo za godzinę mieliśmy mieć rzekomo pociąg do Poznania. Po drodze podjechał Maciej. Pytam się czy starzy wiedzą, że wziął samochód. On, że chuj ich to obchodzi. Kupili mu samochód to chyba nim jeździ. Ja, mówię, że ma zajebistych rodziców. On, że ja też nie mam złych. Ja, mówię, że pojebanych. Na nic mi nie pozwalają. Wszystko co robię jest złe. I tam tak dalej. On, żebym nie mówił tak bo to i tak są moi rodzice. Ja, że może tacy nie są przesadziłem, ale czasem mają takie odchyły. Podjechaliśmy po dziewczyny. Dziewczyny krzyczą, że się spóźniliśmy. My, że zaraz mogą se iść tam z buta. One nic. Pojechaliśmy najpierw na Bema. Kupiłem kilka płytek z muzą. Dziewczyny jak zwykle jakiś tani ciuch. Mówią: Najlepiej tutaj przyjechać gdy nie masz kasy. My na to, ze może po ciuch tak ale płytka zdarza się, ze jest źle przegrana. Potem pojechaliśmy do centrum. Anka zaczęła żalić się że nie ma kasy na spodnie. Mogła kupić wcześniej ale uparła się, że chce firmówki. Ja, że po chuj jej jakiś jebany znaczek, a tak to ma stówę do łapy. Ona, ze inne się rozjebią. Ja, ze ma nasrane we łbie. Tylko się jej zdaje. Mimo to weszliśmy do tego sklepu. Firmówki. Po co one? Za jakiś znaczek na butach, ubraniach płacisz dwa razy tyle. Później chwalisz się kumplom czego ty to nie masz, a na drugi rok możesz se te buty wyjebać do kosza, a ubrania oddać komuś. Świat jest naprawdę chory. Mimo to nie kupiła tych spodni. Tylko je przymierzyła. Zachowywała się jakoś dziwno. Magda gadała coś z nią ale nic nikomu nie powiedziała. Maciek się pyta co jej jest. Ona; Nic kurwa. Jedz co będziemy w chacie. Nikt wtedy nie wiedział, że zajebała te spodnie ze sklepu. Nie były złe. Po co ukradła. Ma dziewczyna teraz radzochę, że ma spodnie firmowe z przyszytym znaczkiem Wrangler? Po co jej to. Magda tylko była na nią zła, że je wzięła. Innym to wisiało chociaż zrobiła źle ale nikomu nie chciało się jechać i ich oddawać. W ogóle kto by oddawał takie spodnie?
Poszedłem na cmentarz. Do Marty, gdyż wczesniej nie opisując jej śmierci umarła biorąc za dużo amfy i biorąc za duzo kasy. Było trudno. Co chwilę przypominało mi się to co robiła. Gdy przyszła i to powiedziała o dziewicy. Z braku kasy dawała już dupy. Cała była pogrążona w tym. Jak taka mogła stać się taką suką? Jak? Chociaż jej nienawidziłem, kochałem. Było czasem dobrze. Na początku, a później. Czasem robi mi się jej żal. A czasem myślę, że należało się. Myślę jak uciekła z domu. Później całą brudną, naćpaną, pijaną nieprzytomną znaleźli na ulicy. Niby nie można było jej uratować. Ale udało się, by nadal krzywdziła ludzi i łamała im serca. Wtedy co robiła z koleżkami i klientami. Tylko ćpanie. Gdy idę, patrzę na nich. Są zadowoleni, że oni mogą a ja nie. A raczej mogli. Śmieją się, ze mnie ale ja nie zwracam na nich uwagi. Mam ich w dupie. Potem poszedłem. Nie chciałem już tam być. Poszliśmy z dziewczynami na basen. Spóźniłem się trochę i zaczęły mnie opieprzać. Fajnie, że jak one siedzą godzinami w kiblu i zastanawiają się czy zrobić przedziałek na lewo czy na prawo to jest dobrze. Anka powiedziała, że Iza urodziła. Jak można tak zbabrać sobie życie? Ona ma niecałe 16 lat. I to tylko dlatego, że miała ochotę przespać się z chłopakiem. Pojechała se na jakąś imprezę poflirtowała z jakimś chłopakiem i już od razu do pokoju i teraz ma. Chciała usunąć ciążę. Ta dziewczyna musi być chora. Skoro zrobiła sobie dzieciaka to niech teraz go wychowa. Zachowała się jak normalna dziwka. Współczuję temu dzieciakowi. Będzie miał takie życie. Wracaliśmy szły te downy. Mówią, że teraz nie mam fuksa. Ja, mówię żeby spadali. Oni, że teraz boję się. Ja, że wcale nie ale tu są dziewczyny. Czorny do mnie, że gówno go to obchodzi. Ja, żeby uważał na słowa bo może dostać. On, że się nie boi. Ja, że tylko jest mądry przy kolegach. Magda mówi, żeby spadali. On do niej: Zamknij się kurwo. Wkurwiłem się. Idę na niego. Myślę: Chuj mnie obchodzą jego koledzy. Wymierzam mu prawego. Zjebał się. Idą jego koledzy. Dołącza Bartek i Maciej. Dwóch leży to znaczy Czorny i Beniu. Ich było kilku. Maćkowi złamali łapę. Sukinsyny jebane. Myślą, że jak są ćpunami to mogą wszystko. Rządzić wszystkim. A jak któryś jest sam to włóczą się kontami by im nikt nie napierdolił. Skurwiele. Jeszcze dostaną. Magda mówi, ze mogliśmy ich zignorować. Ja nic. Maciek powiedział, że boli go ręka i musi iść do chaty. Ja też. Życie jest naprawdę do dupy. Każdy cię tylko wkurwia. Na nikogo nie możesz liczyć. Na każdym się przejedziesz. Osoba, którą uważasz za swojego kumpla jedzie z tobą równo. Każdy staje się taki jak Korki. Udaje twojego kumpla jak tylko coś potrzebuje. Przyjdzie, mówi że jesteś jego przyjacielem i zaraz potem leci do innych i mówi jaki to ty nie jesteś. Mówi o tobie, że jesteś pedał, down, skurwiel, jebaniec. Niektórych słów nawet nie rozumieją. Teraz dla nikogo nie liczysz się. Mają cię gdzieś. Dla innych teraz ważna tylko własna dupa i kasa. Życie jest chore. Ludzie są chorzy. Świat jest chory. Maciek przyszedł do szkoły z ręką w gipsie. Połamały mu ją te krzywe ryje. Zapłaciłem za wycieczkę. Jedziemy za 2 miecha. Po drodze wracałem, widziałem dresów. Robili jakieś grafitti na ścianach jakiejś rudery. Zajebiste są grafitti. Nie wiem co wiara ma do nich. To też jakaś sztuka. Dorośli w ogóle się wszystkiego czepiają co robi młodzież. Drą się na ciebie jak robisz coś złego jak próbujesz coś co im się podoba to cię opierdalają, że robisz źle. Spaliłem fajkę. Dałem też tym dresom. Oni są w porzo. Miałem iść na imprę do Maćka. Idę, chociaż stara nic nie wie. I po co ma wiedzieć. Jest dużo wiary. Chyba całe liceum. Jest Korki i ci jego koledzy. Jakoś nie ma odwagi podejść. Pytam się Maćka co on tu robi. On mówi, że przyszedł z Kamilą. Ja, że Bartek mu znowu najebie i stara przyjdzie i znowu będzie gnój. Idę do naszych. Anka jest kompletnie najebana. Pije dalej. Niech ma. Bartek mówi, że już nie może. Imprezka trwa dalej. Anka znowu pije. Wali popisuwę, że tyle zmieści, a wie że bierze jakieś leki na wątrobę. Podchodzę do niej żeby przestała. Ona, że czuje się zajebiście i żebym tez coś wypił bo wyglądam jak jakiś laluś. Do tego je hamburgera. Po jakiejś godzinie Anka mówi, że boli ją brzuch. Woła mnie. Mówi, ze chyba zaraz rzygnie. Próbuję wynieść ją do kibla ale rzyga na dywan. No to zajebiście. Imprezka się kończy. Ona nadal leży na tej podłodze rzyga po raz drugi. Wszyscy wychodzą. Nie chcą mieć gnoju. Anka coraz gorzej się czuje. Przeprasza mnie, że mnie nie słuchała. Bartek mówi, że dzwoni do szpitala. Ona, że nie zaraz jej przejdzie. Próbuje wstać. Znowu rzyga. Leci na dywan. Podbiegam do niej. Straciła przytomność. Biorę telefon dzwonię. Po chwili przyjechała karetka. Wzięli ją. Zaczęli nas opierdalać, że czemu jej pozwoliliśmy tyle pić i czemu tak późno ich wezwaliśmy. Ze jesteśmy kompletnie nieodpowiedzialni. Kto tu jest nieodpowiedzialny? Byle jakiś błąd popełnią to od razu tuszują. Dzwonimy do jej starych. Opierdalają nas. Co za to możemy, że nie ma umiaru. Ma coś z wątrobą. Nie wiem co dokładnie. Potem starzy mnie znowu zjebali, że piłem .Ja, że już nawet nie mogą szklanki piwa? Oni, że jeszcze oni za mnie odpowiadają. Wychodzę. Idę do siebie. Myślę: Oni maja najebane. Żadnego luzu. Siora może kurwa wszystko i jest rok starsza. Kurwa wszystko robię źle. Ale tak to z każdym problemem do mnie. Nienawidzę ich. Kiedyś zobaczą jak to jest beze mnie. Poszedłem do Anki do szpitala. Mówię, że wszystko mnie wkurza. Ona, że jak zwykle. Pytam jak się czuje. Ona, ze dobrze. Za trzy dni wychodzi. Mówi, że wczoraj ja starzy zjebali. Mówili, że jest nieodpowiedzialna. i różne. Sru, że jej stary jest co każde imieniny napity i muszą go wyprowadzać prawie nieprzytomnego i wstydzić, że ma takiego starego. Później każdy się z niej śmieje z jej starego. I później ryczy po kontach. Zawsze tak jest. To co robią dorośli to chuj z tym. Ale jak my to od razu jesteśmy opierdalani. Przyszedłem do chaty. Starszy zaczął mnie opieprzać bo znalazł mnie fajki. Ja, mówię, ze to nie moje. Nie były moje, były Bartka. On, żebym nie kłamał i nie był bezczelny. Mówię, że jak mi nie wierzy to nie. A gdyby były moje to co? On, żebym go niw wkurwiał bo mi zaraz wypierdoli. Ja, żeby dalej spróbował. On, żebym go nie prowokował. Ja, że tylko to potrafi robić. Nie umie pogadać tylko od razy by jebał każdego. To samo gdy ma problem to wyżywa się na innych. Stara czasem już nie może i ryczy przez niego. Jak mu coś jest niech spróbuje komuś się pomóc, a nie gada jak to jest mu źle i każdego opierdala o byle czego się da. Jak jemu coś jest to musi być w centrum uwagi ale innych olewa. Możesz umrzeć a on nawet tego nie zauważy. Dlaczego to ja muszę mieć takie zjebane życie? To było tak, że ja szedłem ulicą. Szły też też fagasy. Dawni od Marty. Przechodzą mówią cześć. Ja nic. Oni, czy może chcę fajkę. Niech mi spierdalają oni. I te ich jebane fajki zajebane pewnie ze sklepu. Wciskają mi i tak ta fajkę, którą chowam do kieszeni i ściskam niczym owoc na sok. To oni mi mówią, że jak chcę to mogę się przyłączyć do nich. Czuję od nich odór alkoholu. Ja odpowiadam, że nie chcę. Odchodzę. Krzyczą, że się boję i różne bzdety. Mam to w dupie. Niech se gadają co chcą. Idą sobie ulica i myślą, że każdy im się pokłoni i każdy weźmie ich za swój autorytet. Myślą, że jak nałożą bluzę z kapturem i będą się bujać to nikt im nie podskoczy. Uważają się za wielkich blokersów. Phi. Potem wracam. Jakiś żul prosi, żebym mu dał kasę na wódkę. Nie daje. Nie mogę patrzeć na takich ludzi. Tylko chlają i chlają. Oni są normalnie pojebani. Starsza chce pogadać. Ale ja nie chcę. Nie ma o czym. Jak chce mnie znowu opierdalać to niech se znajdzie kogoś innego. Ona mówi, że się martwi o mnie. Ja, że właśnie widzę. Aż za bardzo. Mówię, że wychodzę. W pewnej chwili robi mi się jej żal. Podchodzę do niej. Mówię, że ma rację. Przepraszam ją. Ale to tez jest ich wina. Zachowują się jak bym był jednym z tych ćpunów. Może ona nie jest zła. Ale ojcu nie wybaczę. Niech się nie martwi. Nie będę taki jak on. Nie popełniam takich błędów. Nie kradnę. Nie znęcam się na zwierzętach i w ogóle. Teraz myśli, że się zmienił. Może tak. Ale z gorszego na takie same. Na każdych imieninach spity. Tak jak Anki. Bartek kupił sobie kaszlaka. Uzbierał se kasę to ma. Już go rozjebał. Na krzyżówce. Przyrżnął w jakąś babkę. Stary mu zrobi. Jak każdemu co mam dzianych rodziców. Też chce mieć samochód. Nie stać mnie. Myślę se: Mam dość. Takiego życia z takimi ludźmi. Kręci się jakaś gruba koło mojej chaty. Kurwa niech mi spierdala. Nie dość, że grube to jeszcze głupie. Nie musi kurwa przejeżdżać dziesięć razy koło mojej chaty żebym ją zauważył. Nie trudno. Przypomina mi się to z BARU jak jakaś babka z Tarnowa przyjechała Piotrkowi wyznać miłość. Nie lubię takich. Z nich się tylko śmiać. Z własnej głupoty. Wysyła esy typu: misiu wyjdź przed dom to bardzo ważne. Puszcza ploty, że ja z nią chodzę, a w życiu z nią nie gadałem. Pisze, że jest wielka indywidualistką albo jest moją przyjaciółką. Niech nie używa słów, których nie zna. Jedno grube puste dziewczę. Nie mogę nawet wyjść przed chatę bo już mnie śledzi. To nie miłość. To obsesja. Chociaż lepsze to niż Ona. Dzwoni telefon. Dziewczyna. Poznałem po głosie. Takim lekkim, spragnionym. Jak jej. Mówi: Wiesz! Moja koleżanka chciałaby z tobą chodzić. Ja na to, że niech się ta osoba pocałuje w dupę. I niech się zajmie czymś innym bo pokazuje, że ma naprawdę kredki w głowie. Ona, że wie o mnie wszystko. Ja, że na pewno nie bo nie wie nic o tym co ja myślę i nie mówię nikomu. Ona, że wszystko powiedzieli jej moi koledzy. Ja, że nie może mnie znać dobrze albo w ogóle bo nawet nie gadała ze mną. Ona znowu czy chciałbym chodzić z jej koleżanką. Ja, nie. Ona, że jestem świnią. Ja, że ta jej koleżanka jest popierdolona. Zachowuje się tak jak by to była jakaś przysługa. Ona jest naprawdę chora. Jak można chodzić z nieznajomym. Ona, że możemy najpierw się zaprzyjaźnić. Ja, że możemy? To nie musimy? I później będę z nią chodzić? To bym musiał do każdej osoby mówić ,,kocham cię”. Nie na widzę takich pustych osób jak ona. Ona, że jestem znowu świnią. Teraz jej koleżanka będzie płakać przeze mnie. Ja, że sama się o to prosiła Niech spada. Nie potrafię opisać takiej głupoty. Do tego potrzebne jest jakieś osobne określenie. Ona będzie płakać tak jakbym ją rzucił q nawet jeszcze nie zacząłem z nią chodzić. I do tego jeszcze mnie nachodzi. Tak jakby ona tylko o wszystkim decydowała. Jakby już żyła tą herezją, że ma chłopaka. Na samym początku to wszystko była wina Korkiego. Zaczął wkurzać czymś Bartka. Wiedział, że jakiś wybryk i wyjazd z budy. I tak miał już mieć nieodpowiednie. Korki zaczął, że stary Bartka ma chuja jak Morlinki. Bartek na to, że jego stary w ogóle nie ma jaj i zachowuje się jak pedał ze swoim synkiem, bo pedały nie mają jaj. Później dalej leciały jakieś teksty. Magda mówi do Bartka żeby nie dał się sprowokować jak wtedy. Bartek, że w dupie to ma. Może se jego obrażać ale nie rodziców. Jebnął mu w ryj. Ten nic. Poleciał na automat, w którym wybił szybkę. Wyleciało trochę kasy. Podnosi się. Ucieka. Biegnie do lebery. Mówi, że Bartek najechał na niego i zaczął go obrażać, walić. Przychodzi Bartek. On na to, że to nieprawda, że on kłamie. Korki puszcza oczko. Lebera jakby zrozumiała. Zaczyna opierdalać Bartka. Mówi, że jest bezczelny, ze jak śmie tak się zachowywać i niszczyć mienie szkoły i że idzie do dyrektora. Mienie szkoły. Niby najlepsza szkoła. Wszystko tam jest najlepsze. Inne są do dupy. Tylko tak mówią. Nigdy tam się nie dzieje nic złego bo wszystko jest zatuszowane. Bo jak może takie coś stać się w takiej szkole. Bez rozgłosu żeby nie było siary. Dla nich nie liczy się uczeń ani to co mu się dzieje. Tylko własna osoba bo każdy mówi, że ten nauczyciel jest taki dobry. I tylko każą ci siedzieć cicho albo masz przerąbane. Lepiej być cicho tak mówią. Wszystkiemu zaprzeczać. Nasza szkoła jest dobra. Na następnej lekcji jest apel. O tym, że Bartek nie potrafi panować nad nerwami i zostaje najprawdopodobniej usunięty ze szkoły. Bartek mówi, że w następnym tygodniu jest rada decydują czy ma zostać czy go wywalą. Jest wkurzony. Nauczyciele wierzą tylko tym co są ich pupilkami. Takie lizusy. Na radzie nikt go nie słucha. Ani jego ani jego starej. Na radzie nikt mu nie uwierzył. Oni są naprawdę pojebani. Gdy gadał Piotrek prawie płakali co mu Bartek robi. Bartka to wysłuchali z łaski. Tak jakby musieli. Bo tak jest ładnie. My też tam byliśmy. Kazali nam przyjść. Piotrek zaczął puszczać jakieś ściemy, że my też mu coś robiliśmy. Jest takim kurwa grzecznym chłopcem. Chociaż ma takich swoich kolegów. I robią rożne wybryki. Nawet ćpa z nimi. Widziałem. Wysypywali sobie na rękę i ciągnęli. Ale wiara nie wierzy. No to chuj. Korkiego stara chciała nawet pozwać go do sądu za napaść na jej synka. To był jeden liść i to do tego lekki. Wyjebali go jednak po czym zbutował tak Korkiego, że jest w szpitalu. I dobrze mu tak. Takich powinni posadzić za sam ryj. Starzy mu wierzą tylko nie nauczyciele. Tak to jest jak się daje łapówki. To świadczy, że nie ma on honoru i zniża się do takich desperackich i poniżających metod. Nauczyciele też są już tak naiwni. Myślą, że a to będą lubiani. Bo jak kogoś lubią to by życie za nich oddali, ale ci co się gorzej uczą albo są bardziej nadpobudliwi to by najchętniej udupili albo wyjebali. Bartek dostał później list z powiadomieniem o rozprawie za pobicie Piotra. Przecież dopiero można gdy trzech idzie na jednego. Ale Korki powiedział, że pizgaliśmy go jeszcze ja i Maciek. To tak jak ta jebana Szewczaczka chciała wyjebać z budy mojego kuzaja. Taka sama rodzinka. Bartek nie przejął się tym. Mówi, ze ma już to w dupie. Cale szczęście, że szkoła musi mu znaleźć szkołę. Wywala go pewnie do rolnika. Kurwa jak mnie ten człowiek denerwuje. Nie wiem co on z tego ma, że wywala Bartka. Będzie nudno bez niego. Bartek mówi, że to z pobiciem ma w dupie. Teraz się cieszy, że nie będzie musiał oglądać gęby Korkiego. Chociaż tak gada wiem, że jest wkurzony. Teraz raczej kumpla se nie znajdzie. Będzie miał przejebane u nauczycieli. Bo oni kurwa tacy są. I do tego nie pojedzie na wycieczkę. Korki tylko takie coś potrafi robić. To jest jego hobby. Wrabianie. Nikt się nie przejmuje tym co mówimy. Nikt się nie przejmuje tym, że Bartek widział ostatnio jak korki grzebał z jakimiś kolegami w skrzynce od Telekomunikacji. Ale jego tata wszystko załatwi. Jebaniec. Nikt się nie przejmuje tym, że ktoś dostanie rachunek na kilka tysięcy. Nikt nie przejmuje bo Piotruś to zrobił. A o nim to trzeba być cicho bo każdy uważa, że to taki grzeczny chłopiec. A do tego ma pieniądze. Gdyby to ktoś inny, to by go trzeba było usunąć ze szkoły. Ale nie Piotrka. On jest przykładem dla innych. Phi. Burak. Buraki! Umówiliśmy się przy parku na schodach. Było bardzo gorąco. Idę ulica. Przede mną idą sobie jakieś dwie dupy. Całą ulicą. Po obu stronach. Jest ciepło to wszystkie wyleciały. Widać, że głupie. Założą krótkie bluzeczki wyglądające prawie jak stanik jeszcze mini i butki na szpilce i do każdego faceta kręcą dupą. Do tego pół kilo tynku na twarzy. Podchodzi Ci jedna. Przewraca ręką te swoje farbowane blond włosy, jednocześnie mruga do ciebie tym zatuszowanym od spirali, okiem. Myśli, że od razu na to polecisz. Chyba kiep. Wyciąga rękę z tymi swoimi długimi paznokciami niczym szpony szakala. I to nic. Podchodzi bliżej. Wywala coś specjalnie ze swojej torebki. Podnosisz ona również się schyla. Wypina specjalnie swój biust ze sylikonem w piersiach. Nic. Zrezygnowana po nieudanym flirtrze obraca się i odchodzi. Jeszcze ostatnią nadzieja kręci dupą. Na próżno. Przegrała. Już wcześniej przegrała. Takich u nas jest dużo. Jak chyba zresztą wszędzie.
Widzę, że już wiara stoi. Wszyscy są źli, że Bartek nie jedzie. Na Korkiego. Właśnie wyszedł ze szpitala. Teraz jeszcze Bartek ma gnój w tym całym sądzie. I do tego jeszcze my. Idziemy na targ. W tygodniu tam nic nie ma. Jak już to rano jakieś warzywniaki. Siadamy na naszym miejscu. Jeszcze są podpisy z wakacji. Przyjeżdżaliśmy tam w zeszłym roku na browca, fajkę. Spaliliśmy po szlugu. Gadamy o byle gównach. Już nie ma o czym gadać. Obgadaliśmy już wszystko. Wysyłam eskę do starszej, że będę o dwunastej. Maciek poszedł po piwo do Żabki. Przynosi czteropak Lecha. Niema Magdy. Anka zaczyna gadać o Korkim. Bartek, że nie chce słuchać o nim nic. No to nie gadamy. Zaczynamy kogoś obgadywać. Z nudów. Pada na Kelly. Facie od angielskiego. Co za trep. Ta kobieta nic nie umie. Do tego nie ma nawet magistra. Po każdej wypłacie leci do fryzjera i nakłada nową porcje farby. U niej każdy włos jest inny. Ona sama jest inna. W ogóle chodzić nie umie. Do tego ma krzywe nogi o innej gada takie rzeczy. Moje koleżance. Ona jednak pojechała z nią jak z gównem że chodziła cała zła. To znaczy Kelly cala zła. Do innej powiedziała, że jest gruba. Na studniówkę ubrała się trochę inaczej niż zwykle. Zamiast dżinsów wzięła białe spodnie. Gada, że ona ubiera się tylko w Poznaniu w ,,Starym Browarze” bo do innych nie chodzi, a o targu mówi, ze nie zniża się do takiego poziomu. Nawet pokazywała nam metki gdzie to się ona nie ubiera. Sru z taką lampeciarą. Później rozmawialiśmy o tym jak Marcin jedzie z matematyczką. Podchodzi już pod czterdziestkę a ubiera się czasem normalnie jak dziwka. Maciej mówi, że Marcin mu rzucił kartkę na lekcji. Było tam; Szedłem schodami. Nie mogłem już patrzeć na ta zgrzybiałą ropę. Szła tymi schodami i udawała, ze poprawia sprawdziany których zapewne jej się nie udaje bo nie potrafi liczyć do dziesięciu. Zebrałem flegmę i oplułem ją na plecy. Nie poczuła. Później podchodzę do niej, mówię: Ty spleśniała kupo gnoju. Spierdalaj na A2. Ona zaczyna mnie opieprzać, że jestem bezczelny. Próbuje mnie uderzyć. Ja unik. Idzie do dyrektora. On jednak nic. Tylko uwaga. Nic mi nie zrobią bo wiesz, że ważniejsza jest opinia. Tak brzmiał ten liścik. Jeszcze Maciek miał go w kieszeni od swoich nowych Wrangler’ów, którymi szpanował dzisiaj w budzie. Wiara jest naprawdę pojebana. Są wścibscy i wpierdalają się w nie swoje sprawy. Już nie moje czego wymyślać. Nagle dowiadujesz się o czymś co zrobiłeś nie mając o tym pojęcia Zajebiście. Niech się martwią o swoje życie, a nie wpierdalają się do czyjegoś. Puszczają ploty osoby, które cię nawet nie znają i nie wiedzą czy gadają w ogóle prawdę. Ostatnio dowiedziałem się, że bujam się w mojej koleżance. No dobra to, ze z nią gadam często to nie znaczy, że się w niej bujam. To jest chore. Gadają tak bo albo cię nie lubią ,albo urozmaicają sobie to co usłyszeli, albo z nudów bo tak będzie sensacja. Niech się martwią o siebie. Maja z tego jakąś radochę. Ona powiedziała, że ma w dupie to co gadają. Ale ja nie mam. Ludzie już naprawdę nie maja co robić. Gdyby to gadali jeszcze miedzy sobą ale każdemu kogo spotkają od razu to gadają i później dowiadujesz się czegoś o czym nie masz pojęcia. Nawet już nie mogą pogadać z nią albo już spojrzeć bo lecą jakieś głupie teksty, że lecę na nią. Później mnie pouczają żebym nie robił z siebie idioty bo ona jest przecież starsza o kilka lat. Ale ja nawet nie myślę o niej w taki sposób. No dobra jest moją bliższą kumpelą ale to nie znaczy... Facet może mieć tylko kolegę ale już koleżanki nie bo lecą jakieś głupie plotki. Wiara ma nasrane w tych głowach. A nawet jeślibym bujał się w niej to niech się zajmą swoimi sprawami a nie mieszają się do czyichś. Co ich to obchodzi. Znowu ta kurwa wenecka gnębi mnie głupimi esami. Jakie to chore. Wysłała esa o jakiś amorach ja nie odpowiedziałem i teraz rżnie głupią, że to miało być do kogoś innego. Albo wysłała mi, że idzie jutro do kina a potem napisała mi, że ma dwóch Arturów w telefonie. Przeważnie jest tak, że głupie jest ładne, albo fajne jest brzydkie. Ona jest i głupia i brzydka. W ogóle mnie nie zna a pisze, że mnie kocha. Ona chyba nie zna znaczenia tego słowa. Tak samo pisze z kąt zamiast skąd albo o demnie zamiast ode mnie. Upomina mnie, że nie mam kultury. Kto a kto ale debil nie będzie mnie pouczał. Do tego puszcza już takie bajki. Napisała mi, że trzy dni temu rzuciła swojego chłopaka i od pięciu minut ma nowego. Kto by chciał taką ropę? No dobra nie patrzy się tylko na wygląd ale tym co ma w głowie też nie ma się czym pochwalić. Napisała, że jej chłopak ma 19 lat i przyjedzie ja niedługo odwiedzić. Pewnie jakiś kuzyn. Jaki dorosły człowiek bujał by się w małolacie wieku 13 lat? Gdyby była sprytna. Ale kto w takie bajki uwierzy. Gdyby one były realne. Ale są nierealne. A jak jej powiesz coś nie miłego to wyzwie cię od szowinistycznej świni. Próbuje użyć słów, którymi posługują się trochę mądrzejsi ludzie ale coś używa ich nie na miejscu i do tego nie zna ortografii gramatyki itd. Trochę pojebana, pokurwiona, popierdolona, popieprzona z niej dziewczyna. Zaniosłem facetce drugą ratę na wycieczkę. Facet od religii ma kredki. Dzisiaj nam mówił jaka Polska i Stany są miłosierne dla Iraku. Tak, szczególnie Amerykanie. Czy wy ludzie naprawdę tak ślepo wierzycie, że Amerykanie są tacy dobrzy? Przecież to, że chcą uratować biednych Irakijczyków to jedna wielka Maska. Oni to są jedni wielcy propagandowi chuje. Im chodzi tylko o ropę. A my do tego im pomagamy i później są ataki terrorystyczne. Zresztą u nas też są tacy tylko, że w tym naszym rządzie co tak dba aby Polska się rozwijała i ludzie prace mieli. Do tego ci Amerykanie muszą się do wszystkiego wpierdalać? Uważają siebie za najlepszych za królów. Ile krajów, którymi ,,pomogła’’ Ameryka jest teraz od nich zależne. A ten mi tu wciska jacy Amerykanie są dobrzy i jak dobrze się dzięki nim innym żyje. I jak dobrze jest w Polsce. Później miałem jeszcze wychowanie do życia w rodzinie. Ona tylko o seksie. Na każdej lekcji o stosunkach. Ona pewnie myśli, że my tego nie wiemy. W chacie się najadłem. Starsza mówi, że mam się uczyć bo to już ostatni tydzień na poprawki. Chuj z tym. Agnieszka się znowu na mnie obraziła. Bo facet od religii ciągle mówi na nią Agata, a ona ma na imię Agnieszka. I powiedziałem na nią Agata i się obraziła i udaje, że mnie nie widzi. A jak inni na nią tak gadają to nic se z tego nie robi. Ona jest jakaś dziwna. Był jakiś głupi koncert. Kto ci teraz słucha muzyki klasycznej? Z tego wszystkiego wywnioskowałem to, że impra to inaczej biesiada albo hulanka. Albo inaczej. Magda mówi, że te słowa są pojebane i wsiurskie i nie chce ich używać. Ja do niej, że wsiurzy to też ludzie. Ona, że głupio gadają. Ja, że to co. Kończymy o tym gadać. Po budzie poszliśmy do Bartka. Od razu sprawdziłem se maile i wszedłem na GG. Idę do budy. Myślę: Zajebiście. Znowu trzeba słuchać tej pojebanej dziwki lebery. Do tego nie umiem na sprawdzian. Po drodze szedł Maciej. Ona tak samo. Coś tam gada, że najchętniej poszedłby na blauke. No i leszczyk nas znowu wkapuje, że Artur, Maciej znowu poszli na wagary. Do tego korki go poprze. Ale chuj z tym. Dziewczyny też chciały iść i tak miały go w dupie. To było trochę nietypowe pojechaliśmy do Poznania bo Anka chciała se kupić jakiś lump. Jesteśmy na dworcu głównym. Pytam się: To ktoś się orientuje tutaj oprócz okolicy dworca? Oczywiście Anka. Blauka na Poznań to jej specjalność. Najpierw poszliśmy cos zjeść. Na jakiegoś hamburgera. J tam tego nie jadam. Zjadłem moje śniadanie. Leżące tam chyba od dwóch dni. Ale wole to od tego syfu co leży tam pewnie miesiąc i jest odgrzewane w mikrofali. Kupiłem jakiś sok i pojechaliśmy na stare miasto. Obeszliśmy wszystko i jak zwykle nic nie kupiliśmy. Później pojechaliśmy na pasaże. Tam tez gówno. Zostało Bema. Anka kupiła se jakieś spodnie. Już nie kradła. Cale szczęście. Wróciliśmy do chaty. Za trzy tygodnie mamy jechać na wycieczkę. W góry. Zajebiście. Ale już później koniec roku i jazda. W pociągu spaliliśmy szlugi. Magda zapaliła nawet. Pierwszego powiedziała, że nie będzie wyróżniać się z tłumu. Pyta się jak to się robi. Na początku nie zaciągnęła się tylko wzięła do buzi. To my jej pokazujemy jak się to robi. Ona zaciąga po chwili kaszle jak najęta. Wiara na korytarzu gapi się na nas jakbyśmy palili marihuanę. Jakaś babka podchodzi, mówi, że mamy z głową do czynienia. My nic. Co będziemy stresować staruszkę. Magda mówi, że na razie ma dosyć. Po próbuje wieczorem. Później była jakaś dziwna. Ona jest trochę inna. Bardziej przepisowa i mniej zbuntowana. Moje pierwsze spotkanie z fajka albo alkoholem też nie było miłe. W sensie psychicznym. Na początku było fajnie. Zajebiście zapaliłem fajkę. Pochwaliłem się siorze. Ona mi powiedziała, że jestem głupi. Później cały czas chodziłem jakiś przygnębiony. Przedtem czułem się zajebiście. Gdy zapaliłem tą pierwszą, a spaliłem wtedy dwie, miałem takie zajebiste uczucie. Takiego luzu jak by wszystko w dupie się miało. A gdy mi to powiedziała tak jakoś żałowałem, że źle zrobiłem. Mówiła, że zjebie tego kto mi dał. Stara się pytała co mi jest. Ale później przeszło. Zacząłem mieć to w dupie. Stara miała rzucić, a później tłumaczyła się, że ją stresuje. Mnie stresują wszyscy. Jak ja opierdalałem, żeby nie paliła to się szarpała ze mną o fajkę i mówiła, że się bardzo denerwuje. Dobra, to ja też jak się stresuje pale. I nie obchodzi mnie to co ona mówi na mnie jak widzi, że pale. Była umowa. Złamała pierwsza. Tłumaczę się tym samym. A jak zaczyna krzyczeć to robię to samo co ona robiła ze mną. Nie obchodzi mnie, ze właśnie rzuciła i prosi żebym ja też rzucił. Mnie opieprza, że ja łamie reguły a ona łamie je częściej. Czy ona pomyślała kiedyś jak ja się czułem jak rozjebywała coś na co pracowała kilka miesięcy? Tyle razy ją wspierałem. Robię to samo co ona robiła ze mną i niech zobaczy jak ja się wtedy czułem. Bo ja ją zdenerwowałem to zapaliła. Ile razy ona mnie denerwuje? Raz przyszedłem z od Bartka i wyczula fajki. Spytała się czy paliłem. Ja, że owszem tak. Zabronisz mi? Zaczęła mnie wyzywać. Miałem to w dupie. Zamknąłem jej drzwi przed nosem i poszedłem spać. Ale ja jestem jej dzieckiem i zwykłe przepraszam wystarczy. Moje życie ja wiem co z nim robię. Kocham ja nadal, ale zanim coś zrobi to niech pomyśli nad sobą. Nie mówię, że jest nieudacznicą czy czymś takim. Po prostu niech nie wytyka innym swoich wad, bo najpierw niech sprawdzi czy ona taka czasem nie jest na co dzień. Wychodzimy z pociągu. Maciej zaczyna krzyczeć, że zostawił torbę w Pizza – Hut. No to zajebiście nikt nie ma kasy na bilet. Robimy zrzute. Uzbierało się jakieś 10 zł. Starczy na dwie strony, mówi Magda. Pojechała Anka. Ona tylko zna Poznań. Pojechała następnym regionalnym, a my poszliśmy do chaty Magdy. Tylko u niej nikogo nie było w domu. Maciej przez całą drogę srał, że już pewnie nie odzyska torby. Coś mu powiedziałem. Obraził się. Magda jest spox. U niej pogadaliśmy o Bartku. Jakoś się ostatnio od nas odczepił. Już jakoś ostatnio nie tworzymy takiej paczki. Do tego ostatnio się z nim pokłóciłem. Bo zaczął mnie nagle opierdalać, że tylko przychodzę do niego po to aby posiedzieć na Gadu – Gadu. A to wcale nieprawda. Miał z nami jechać do Poznania, ale powiedział, że nie. Pewnie dlatego, ze ja jadę. Nie chcę z nikim kłócić. Ale jest taki nerwowy przez korkiego. Przez niego go przecież wyjebali z budy. Przyjechała Anka. Mówi, że znalazła i musi iść do domu. Ja, ze tez. To poszliśmy. Anka jest moją najlepszą kumpelą. Pogadaliśmy o Bartku. Ona, że to tylko przejściowe. Odprowadziłem ja do chaty i poszedłem do siebie. Wysłałem eske do Marcina, że go przepraszam. On, że spox, że miałem rację. I tak tam nic nie miał a torba była warta z dwie dychy. Dobrze, że przynajmniej z nim się pogodziłem.
Ostatni miesiąc szkoły i wreszcie wyjazd z tej budy. Przedtem jeszcze góry z leberą. Fajnie. Przedtem poszedłem jeszcze do Bartka. Jakoś mnie wpuścił. Sam mnie przeprosił. Powiedział, że już nie może. Każdy na niego jakoś dziwnie patrzy. Do tego to z korkim. Nic nie powiedział co i jak. Mówi, że rozjebał mu życie i najchętniej by go powiesił. Nie dziwię mu się. Mam ochotę zrobić to samo. Mówił jeszcze, że widział go ostatnio na mieście i strzelał do niego jakieś głupie miny ale nie podszedł do niego bo był ze starą, a on już ma dosyć przejebane. Potem poszliśmy do sklepu po chipsy i poszliśmy nad rzekę. Mówi, że w jego klasie są same rozjeby. Czasami z nim ktoś pogada ale to tylko jak cos potrzebuje albo wita się. Spotkałem się później z Rafałem. To taki mój kolega z klasy. Mówi, że robi imprezę i zaprasza całą klasę. Oczywiście bez korkiego i takich różnych. Oni nie są w naszej ,,klasie”. Ja się pytam kiedy. On, że w najbliższą sobotę. Ja na to czy zaprasza Bartka. On, że naturalnie. Nadal jest w naszej ,,klasie”. Ja, że przyjdę na pewno. Rafał robił zawsze najlepsze impry. Ma dużą chatę. Starych prawie nigdy nie ma. Ale nie zazdroszczę mu. Co prawda moi nie są idealni ale wole mieć takich jakich mam niż ich nie mieć w ogóle. No to nara, powiedziałem i wyszedłem. Maciek wysłał mi esa żebym do niego poszedł. Kurwa do każdego muszę chodzić ale do mnie nikomu się nie chce. Chuj z tym. Poszedłem. Stoję przed jego chatą. Jest tabliczka ,,uwaga zły pies”. Pies każdego wpuszcza. Pies obronny. Poszedłem do jego pokoju. Coś zaczyna mi gadać o kompie. Później mówi, że robi grilla i mam zostać. Ja się pytam: A gdzie reszta? On, ze zaprosił tylko mnie. To ja mu mówię że by gadał dalej o co mu chodzi. To on, że podoba mu się taka jedna laska z ,,b” i chciałbym z nią chodzić. To ja, żeby nie zachowywał się jak dzieciak z podstawówki albo gimnazjum. Podoba się komuś jakaś laska i od razu mówi, że ją kocha i chciałby z nią chodzić w ogóle nie znając jej. Jak patrzę na takie dzieci co niby chodzą ze