Inne · 7 min czytania
Półmrok
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Półmrok, to prawie samotność... ---
A przez nieszczelne zasłony w oknie Wciąż światło ulicznej latarni zagląda ukradkiem Targane bez przerwy Przez gałęzie cienie tańczące wraz z wiatrem
Błądziły niemo po cichej ścianie, wtulając się w nią, to znów zrywając nagle. Złowieszczo szepcząc swoimi ruchami tworzyły w półmroku kształty przedziwne, postaci koszmarów przywoływane z pamięci. Prawie krzyczały wściekle rozjuszone złudnym spokojem tej nocy... Z dala od cieni, ukryte gdzieś w gąszczu wyblakłych obrazów i fotografii, drzwi stały potężne, uchylone niepewnie. Unikając niezdarnie okruszków światła błąkających się w pobliżu, zaglądały skrycie przez szparę na zewnątrz. A w szczelinie zupełnie zmącona półświatłem samotność z korytarza nadzieją jasno-żółtawą splamiona. Mamo? Rozsądek chciał urwać w pół słowa, lecz nadzieja nie dała... Momentalna wojna trwająca latami, jak zwykle bez prawdziwego zwycięzcy, bo cóż po tym, ze wołanie nadzieją niesione skoro bez odpowiedzi cichym szeptem powraca. Po chwili instynktownego czekania szmer naciąganej na głowę kołdry zakłócił milczące przedstawienie na delikatnie oświetlonej ścianie. - Noo? Co tam? Co jest, mała? – szepnął zatrzymawszy się. - ... - No nie bądź taka... skoro już nam przerwałaś to chociaż powiedz o co chodzi - zachęcał drugi, zaskakująco ciepłym głosem. - Boję się - odpowiedziała po chwili - A czego tu się można bać? Chyba nie nas, co? - roześmiali się obaj. - Oczywiście, że nie was... - No to tym bardziej! Nie boisz się rozmawiać z dwoma potwornymi cieniami... - ...i szalonymi – dorzucił drugi z uśmiechem. - ...racja - zachichotali znowu – Nie boisz się nas, to czego? - Boję się... boję się, że ona nigdy nie przyjdzie - wyrzuciła z siebie - ... nie wiem... boję się... czy... czy ja jestem w piekle? - W piekle? No coś Ty, mała! Podobno najgorsza jest samotność, a przecież masz nas! Na pewno nie jesteś w piekle. Boisz się, że nie przyjdzie? To pójdź do niej! Drzwi są przecież uchylone, czyli na pewno nie są zamknięte na klucz! Dlaczego jeszcze tego nie zrobiłaś?! - wykrzyczał podnieconym głosem jeden ze szkaradnych cieni. Po dłuższej chwili ciszy, której akurat w tamtym momencie nikt się nie spodziewał, dziewczyna ściągnęła nakrycie z głowy. Była dość mocno rozczochrana, pewnie przez to ciągłe wiercenie się pod kołdrą, czarne włosy z dość długą grzywką opadały jej w nieładzie na twarz, bardzo dokładnie zakrywając prawie całe jej oblicze. I tylko blask latarni mocno odbijający się w przeszklonych oczach pozwalał je dojrzeć - przerażone oczy spłoszonego zwierzątka. - Ale... - zaczęła. - Nie ma żadnego ‘ale’! Wstawaj i idź do niej. Szczerze powiedziawszy mam już trochę dość tego Twojego narzekania. - Ale... boję się. - O rany... to zdecyduj się wreszcie czego się boisz... Kto by pomyślał, że taka strachliwa jesteś... heheh, żałosne. - Uhh – jęknęła opadając na poduszkę. - No już! Wstawaj i leć do niej! Na pewno się ucieszy. Znowu podniosła głowę, jakby podniesiona marzeniem o spotkaniu... tak szybkim i prostym... banalnym, radosnym. Ogarnęła kilka włosów z twarzy, ale zrobiła to tak niedbale, że większość i tak pozostała na swoim miejscu, a nawet te które odgarnęła po chwili…