Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 11 min czytania

Polowanie Równonocy cz. I

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Gospoda pełna była rycerzy. Wszyscy byli uzbrojeni, tak jakby za chwilę mięli wyruszyć ja wojnę. Tak jednak nie było. Rycerze czekali, bowiem na dźwięk Wielkiego Gongu, który ogłasza początek Polowania Równonocy. To polowanie odbywało się raz na dziesięć lat i polegało na schwytaniu smoka przez grupę złożoną z tuzina rycerzy. Smoki na terenie Lodowych Lasów występowały dość często, lecz nie było ich zbyt wiele. Obecnie trzy smoki widziano nad Logową Iglicą, czyli bardzo wysokim drzewem wyróżniającym się z wielkiej puszczy. Rycerze w gospodzie byli wyraźnie zadowoleni. Prawie przy każdym stał jeden kufel piwa i mało, który nie śmiał się. - Podobno największym trofeum, jakie można zdobyć podczas Polowania Równonocy jest Lodowy Smok, który na ten czas zasypia w praktycznie niemożliwym do odnalezienia miejscu. – powiedział rycerz o imieniu Rudolf. - Rudolfie, mylisz się. – powiedział Graff. – Największym trofeum jest głowa Smoka Wiatru, który lata wysoko w górze i można go zobaczyć tylko ze szczytu Lodowej Iglicy. - Panie Graff. Tylko kompletny cymbał mógłby tak rzec. – powiedział i zaśmiał się Rudolf. – Takiego rodzaju smoka można ustrzelić z byle łuku lub kuszy. - Uważaj na epitety Rudolfie! – krzyknął Graff i opancerzoną ręką sięgnął po miecz. - Ty lepiej uważaj pięknisiu! – odkrzyknął Rudolf również chwytając rączkę miecza. - Panowie! Panowie! – krzyknął Sir Infis. – Nie czas teraz na kłótnie, niedługo usłyszymy dźwięk Wielkiego Gongu, nie psujmy sobie tej chwili. - Sir Infis ma racje waszmościowie. – powiedział jakiś rycerz. - Dobra, dobra. Przepraszam Graff. – powiedział Rudolf. Nagle rozległ się dźwięk Wielkiego Gongu i towarzyszące mu bębny, trąbki i rogi. Rycerze chórem wybiegli z gospody i zobaczyli jak Król przecina wstęgę, na której napisane jest „Polowanie Równonocy”. Wojownicy wsiedli na koń i stanęli przed Królem. Po chwili zza nich dobiegł tętent kopyt. Zza wzgórza wybiegło trzystu wojowników. Kiedy Król się odsunął wojownicy ruszyli na kolejny dźwięk Wielkiego Gongu.

Jechali na złamanie karku po dość stromym wzgórzu najeżonym ośnieżonymi wystającymi z podłoża kamieniami, o które łatwo się potknąć. Rycerze wjechali w puszcze i rozpoczęło się Polowanie Równonocy. Tego polowania było dwadzieścia grup. Każda miała swój kolor. A więc dwadzieścia kolorów szukało teraz smoków. Każdą grupą przewodził weteran.

Polowanie trwało już kilka godzin i nikomu nie udało się schwytać smoka. Król i reszta wojowników stali na wielkim wzgórzu przed puszczą. Król podszedł do generała i rzekł: - Generale, puść Oriffy. - Tak jest wasza wysokość. – powiedział generał i odmaszerował. Po chwili przyniesiono trzy wielkie klatki, z których wydobywał się okrutny ryk głodnych bestii. Król pokazał im obraz rycerza i kazał wypuścić bestii. Kilka sekund i trzy wielkie potwory zniknęły w gęstym lesie. Król zaśmiał się i siadł na swym złotym tronie.

***

- Panie, to już trzeci dzień poszukiwań. – powiedział rycerz z żółtej drużyny. - Wiem przyjacielu. A że zostało nas trzynastu musimy szybko znaleźć smoki. – powiedział kapitan. - Panie, widziałem drużynę zielonych. Rozbili obóz kilka kilometrów od naszego. Dobre wieści są takie, że zostało ich siedmiu. – rzekł zdyszany jeździec, który przed chwilą wypadł z gąszczu. - Nie Dratt, obie wieści są złe. Zieloni to nasi najwięksi wrogowie, a im szybciej zginął tym szybciej bestie zajmą się nami. – powiedział kapitan. - Panie, moglibyśmy zastawić pułapkę. Widziałem kiedyś elfią pułapkę, stają na drzewach z łukami, czekają na Naprzykład konwój z zaopatrzeniem dla ludzi i zaczynają go ostrzeliwać z czterech lub więcej stron. – powiedział jeden z rycerzy siedzących przy jednym z drzew. - Nie głupi pomysł jednakże bestie trudno jest zwabić czymś prócz ludzkiego mięsa. A nie chcę poświęcać więcej ludzi. – rzekł zdecydowanie kapitan. - Woli pan abyśmy prędzej czy później wszyscy wymarli, czy aby zginął jeden z nas i reszta ocalała? – zapytał jakiś rycerz. - Właśnie sir. Inne grupy pewnie już szykują jakieś pułapki nie tylko na te bestie, ale i na smoki. – powiedział inny rycerz. - Zapytam szczerze. Czy są jacyś ochotnicy na przynętę? – zapytał kapitan. - Ja. – powiedział jakiś rycerz siedzący gdzieś na tyłach obozowiska. - Noen? – zapytał kapitan. - Tak, ja chcę… Kiedyś mój brat zginął z łapy jednej z tych bestii i poprzysiągłem sobie iż kiedyś go pomszczę. Dziś nadeszła ta okazja. - Dobrze Noen. Teraz moi drodzy trzeba wymyślić plan.

***

- Inne grupy pewnie już złapały bestie. – powiedział jeden z łuczników. - Spokojnie Graff. – powiedział kapitan Infis. - Gdzież oni są? – zapytał się Rudolf będący w tej samej drużynie. - Spokojnie panowie, Noen zaraz powinien się pojawić. Wyczulcie swój słuch na rżenie konia i krzyki „Idzie” lub tym podobne. - Tak jest sir.

Po dłuższej chwili do rycerzy dobiegł tętent kopyt, krzyki i ryk. Łucznicy przygotowali się i nagle gąszczu wyjechał Noen na koniu a za nim wielka bestia zwana Oriffem. Łucznicy poczęli strzelać. Bestia upadła na liście pod wpływem wbicia się w jej ciało czterech grotów strzał. Noen szybko wdrapał się na drzewo, wyciągnął łuk i strzałę, naciągnął cięciwę i wycelował. Strzała gładko opuściła siodełko i mknęła prosto w łeb Oriffa. Była już, blisko gdy bestia nagle pomknęła gdzieś daleko. Nagle znad rycerzy siedzących na gałęziach potężnych dębów wyskoczyło ponad piętnaście ubrano na czarno postaci z lśniącymi,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%