Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 27 min czytania

POLTERGEIST

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Już ponad dwanaście lat temu naukowcy przeprowadzili dowód na istnienie ludzkiej duszy. Nastawili wyjątkowo skomplikowaną antenę na granicę poznanych częstotliwości i bum. Nie słychać i nie widać tam niczego innego prócz naszych ludzkich dusz. Po zmierzeniu i zbadaniu wszystkiego określono ją mianem „inteligentnego bytu rezydującego czasowo w naszym ciele”. Kupa naukowego bełkotu zamiast jednego dobrze wszystkim znanego słowa, obecnego w kulturze całego świata od tysięcy lat. Frank jechał już prawie godzinę do niewielkiego miasteczka na wschodnich rubieżach kraju. Zlecenie dotyczyło nawiedzonego domu. Właścicielka twierdziła, że „po domu chodzą jakieś postacie” i całymi nocami „ktoś się tłucze”. Zaporowa cena nie zniechęciła właścicielki a wpłacona zaliczka sprawiła, że Frank chcąc, nie chcąc musiał podjąć się zlecenia. Detektyw był oporny nie ze względu na dziwny charakter zlecenia, ale dlatego, iż większość tego rodzaju informacji najzwyczajniej w świecie nie była prawdziwa. Frank jeździł, badał, sprawdzał i zazwyczaj inkasował jedynie należność za dojazd i rozpoznanie terenu. Nie spodziewał się by tym razem mogło być inaczej. Dotarł pod wskazany adres. Brama cicho otworzyła się, więc nie zastanawiając się długo, wjechał na dziedziniec. Płot otaczający dom był wzmocniony wysokim na ponad dwa metry żywopłotem, na którym pojawiały się świeże zielone pączki. Było to doskonała forma izolacji od otaczającego świata, pełnego ruchu ulicznego i hałasu. Dom pochodził z początku XXI wieku. Mury, choć ponad półwieczne wyglądały dobrze. Biała fasada, asfaltowy podjazd a wokół mnóstwo starych drzew, które zdawały się otulać swymi konarami dom, przy którym wyrosły od małej sadzonki. Okna były duże, ale brudne i zaniedbane. Za każdym z nich wisiały firanki a przy niektórych stał jakiś kwiatek. Za domem był ogród z altaną obrośniętą starym winogronem z widocznym stolikiem i kilkoma krzesłami. Wyglądał jak setki, a może nawet i tysiące sobie podobnych domów budowanych w całej europie. Wysiadł z samochodu i poczuł na twarzy chłód wczesnej wiosny. Słońce oświetlało wszystko bardzo jasnymi promieniami. Na niebie nie było jednej chmurki, dzięki czemu wszystko dookoła było jasne i piękne. Pocieszył się, iż tak piękny dzień spędzi na prowincji nie zaś w zatłoczonym mieście. Załatwi sprawę szybko, powłóczy się po okolicy i może napije czegoś w lokalnym barze. Podszedł do drzwi wejściowych, przy których stała mniej więcej sześćdziesięcioletnia kobieta. Miała kręcone siwe włosy, okulary i ciepły uśmiech. Ubrana w granatowy sweter i szarą spódnicę, nie wyglądała na osobę majętną czy szczególnie elegancką. Gdy zbliżył się do niej poczuł aromat ciasta i odniósł wrażenie, że jest babcią, która robi najlepszą szarlotkę na świecie. - Cieszę się, że jest pan taki punktualny. Frank nigdy się nie spóźniał. Uważał, że brak szacunku dla czyjegoś czasu jest dowodem na złe wychowanie i złośliwy charakter. - Szybciej zaczniemy, to szybciej skończymy – dopowiedział dziarsko i dokładnie tak myślał. Wciąż widział siebie w jakimś barze popijającego coś mocniejszego niż uganiającego się za duchami. Wnętrze domu wyglądało trochę gorzej. Widać było, iż staruszka mieszka w nim sama. Meble były niewiele młodsze od samych murów, a dywany mogły przekroczyć sto lat życia. Jedyną zaleta była przestrzeń. Zaraz za drzwiami wejściowymi był salon powierzchnią dorównującej całemu budynkowi. Po prawej ciągnęły się schody prowadzące na piętro, pod którymi były drzwi, za którymi zapewne był jakiś składzik. - Niech mi pani opowie, co się dzieje? Staruszka wskazała fotele, na których siedli. Na stoliku obok czekał imbryk z gorącą herbatą i talerzyk z herbatnikami. Nalała w filiżanki i zaczęła. - Wszystko zaczęło się jakieś pół roku temu… dokładnie pod koniec listopada. Na początku myślałam, że jakieś dzieciaki weszły mi na posesje i biegają dookoła domu. Potem zaczęło się robić jeszcze gorzej. Staruszka łyknęła herbaty jakby chciała odświeżyć gardło przed rozpoczęciem właściwej opowieści. - W nocy zaczęły chodzić jakieś postacie po domu, tłuc się, otwierać szafki raz nawet stłukło mi talerz. - W którym miejscu dzieje się to najczęściej? – przerwał jej Frank, chcąc jak najszybciej dojść do sedna. - Wszędzie, ale chyba najczęściej tutaj. – staruszka wskazała na komodę stojącą pod oknem niedaleko schodów – Chodzą te postacie po całym domu, wchodzą też na górę. Frank zbliżył się do mebla. Wziął do ręki monetę i szepnął inkantację. - Demonstro-Spirytus. Frank nigdy wcześniej nie widział czegoś podobnego. Staruszka z pewnością mówiła prawdę i jego przyjazd nie był daremny. Niebieska poświata dowodziła rzeczywistej obecności poltergeista. Intensywność barwy wskazywała ponadto, iż jest on niezwykle silny. Taka moc z pewnością była w stanie poruszać meblami, tłuc naczynia czy obrazować się jako człowiek chodzący i hałasujący po całym domu. - Widzi go pan? – zapytała oglądając bacznie poczynania Franka. - Nie, ale z pewnością mówi pani prawdę. Ma pani w domu poltergeista. Za chwilę postaram się znaleźć jego serce. Frank zaczął chodzić po całym mieszkaniu w poszukiwaniu przedmiotu będącego sercem poltergeista. Mogło to być wszystko. Od szafki, przez ubranie, nóż czy zabawkę. - Poltergeist jest zlepkiem emocji – tłumaczył staruszce – nie ma rozumu, pamięci i uczuć. Przywiązuje się do miejsc i konkretnych przedmiotów, z którymi związane były emocje jakiegoś innego człowieka. Jeśli znajdę ten przedmiot i w odpowiedni sposób go zniszczę, to wszystko ustanie. Jednak w ciągu następnej minuty był pewien, że nie będzie to takie proste. W całym domu poświata była jednakowej barwy i intensywności. Zupełnie jakby poltergeist umieścił swe serce w większości przedmiotów, jakie były w tym mieszkaniu. Takie coś również nigdy wcześniej mu się nie przydarzyło. - Nie będę go w stanie namierzyć i zobaczyć w dzień. - Dlaczego? – zapytała staruszka, a Frank wyczuł, iż obawia się nocy spędzonej w towarzystwie obcego człowieka. - Poltergeist jest zakłócany przez nasze fale mózgowe. Ujawnia się, gdy w okolicy jest niewielu ludzi, lub większość z nich śpi. Wtedy nasze umysły mu nie przeszkadzają i ma siłę oraz możliwości działania. Jedynie w nocy będę w stanie zobaczyć jak się przemieszcza i gdzie znajduje się jego serce. Właśnie dlatego muszę to zrobić po zmierzchu, gdy pani i sąsiedzi z okolicy położą się spać. Staruszka wzruszyła ramionami, jednak nie widząc innego rozwiązania zgodziła się. - Teraz musze pojechać do miasta i zakupić kilka drobiazgów, które będą niezbędne do usunięcia dzikiego lokatora. Frank miał w bagażniku praktycznie wszystko, ale wolał się zabezpieczyć na wypadek wyjątkowej mocy poltergeista i nieprzewidzianych wypadków. Wskoczył do auta i już układał listę zakupów. - Potrzebuję 20… może 25 dziewięciocalowych wyświetlaczy ze wzmocnionymi akumulatorami. Do tego twardą jednostkę główną. – zwrócił się do najwyżej dwudziestoletniego sprzedawcy, na którego piersi widniało imię Marek. - Jakie akumulatory? – zapytał. - Na 12 godzin. Marek wpisał do maszyny zamówienie i po chwili zaczęła produkować a następnie wypluwać zamówione wyświetlacze. Były to urządzenia grubości kilku kartek papieru, mogące wyświetlać obraz i odtwarzać dźwięk, miały wbudowane kamery i mikrofony, a ponadto możliwość bezprzewodowej komunikacji i ładowania. Można było je wyginać jak kartkę i łączyć w większą całość według życzenia i fantazji. Znał ludzi, którzy mieli wyświetlacze na wszystkich ścianach swych mieszkań, na których wyświetlali sobie tandetne widoczki i wodospady. Jednostka zarządzająca była znacznie grubsza i nie była giętka. Kilka dekad wcześniej nazwano te urządzenie tabletami, po czym na całym świecie zdobyły wielką popularność. W tym małym cacku producent umieścił kości pamięci, procesor, kamery, czytniki, mikrofony i kilkanaście innych funkcji, których Frank prawie nigdy nie używał. W markecie spożywczym kupił taśmę klejącą i przekąski, bo nie wiedział czy staruszka podejmie go czymś więcej niż suchymi herbatnikami. Wrócił na miejsce i opowiedział jej swój plan namierzenia serca i zniszczenia poltergeista. Rozpoczął od programowania i konfiguracji ekranów i jednostki głównej. - Połącz 25 ekranów… wyświetlaj znaki zgodnie z poleceniami… aktywuj kamery i głośniki… ustal pozycje względem siebie… Frank wypowiedział przynajmniej kilkanaście tego typu komend następnie zaczął na jednostce głównej cos rysować. Egipski alfabet zwany potocznie runami został opracowany przez dwóch brytyjskich studentów, będących jednymi z pierwszych w świecie, którzy zaczęli drobiazgowo studiować magię. Nazwę swoją wziął z podobieństw niektórych symboli do słynnych egipskich hieroglifów. Alfabet był graficzną wizualizacją zaklęć, dzięki którym na fragmencie papieru można było nie tylko zapisać zaklęcie, ale także sprawić by przedmiot przejął magiczną moc lub emanował nią na otaczające go środowisko i ludzi. Co ciekawe chwile później odkryto, że zaklęcia działają także przez telefon, mogą być rzucane również za pomocą obrazów przesyłanych przez Internet czy zwykłą telewizję. Siła i skuteczność była oczywiście niższa, ale fakt, iż możliwe stało się czarowanie po kablu była swoistą rewolucją. Antywłamaniowe zaklęcie rzucone przy pomocy alfabetu na drzwi, mogło zadziałać na pierwszego człowieka lub nawet psa, który dotknął klamki bądź jedynie się do nich zbliżył. W swojej pierwszej wersji alfabet miał prawie dziewięćdziesiąt znaków, obecnie zaś jest ich prawie pięćset i dzięki kombinacji kilku z nich da się przedstawić za ich pomocą praktycznie każde opracowane zaklęcie. Frank rysował na jednostce centralnej jeden z egipskich znaków, po czym przykładał do ekranu monetę, dzięki której aktywował zaklęcie. Stosik ekranów zajaśniał lekko fioletowym światłem. Po chwili nakreślił kilka innych znaków, za każdym razem używał monety, a ekrany reagowały co chwila innym kolorem. Gdy skończył, ponownie rozejrzał się po mieszkaniu. Poltergeisty szczególnie często pojawiają się w miejscach dotykanych lub tez często używanych. Wziął zwykłą taśmę bezbarwną i zaczął przyklejać ekrany na fotelach, szafach, drzwiach i niektórych ścianach. Po kilkunastu minutach osiągnął zamierzony cel. Na jednostce centralnej miał zgłoszone i skonfigurowane wszystkie rozwieszone ekrany. Mógł przywołać obraz, dźwięk a także wykryć jakąkolwiek magię zaistniałą w całym domu. Dla sprawdzenie wszystkiego musiał przeprowadzić test. Na piętrze przed sypialnią wyszeptał zaklęcie, a następnie rzucił na podłogę monetę. Krążek metalu nie zdołał upaść, ale zawisł dwa centymetry nad powierzchną dywanu, jakby pod nim był magnes utrzymujący monetę w górze. Zszedł na dół i spojrzał na jednostkę centralną. - Pokaż obraz z piętra. – powiedział, a na ekranie pojawiło się kilkanaście małych ekraników, pokazujących wszystkie miejsca, w których Frank rozwiesił ekrany. Nagle jeden z ekranów zaczął świecić się na czerwono, by następnie zająć cały wyświetlacz. Oprogramowanie działało prawidłowo. Zgłaszało zmiany i ruch w zasięgu kamer. Ostatni test polegał na wyczuciu magii. Przyłożył dłoń do ekranu i zamknął oczy. Po kilkunastu sekundach moneta zostawiona na górze wydała z siebie cichy syk, następnie błysnęła iskrami i spadła na dywan. Frank wyczuł to tak jak przewidział. Impuls pojawił się na ekranie jednostki głównej, dzięki czemu poczuł magię tak jakby stał na piętrze, obok pozostawionej monety. Był zadowolony z uzyskanego rezultatu. Teraz pozostawało jedynie czekać. Krótko po dziewiątej wieczorem staruszka poszła spać do swej sypialni. W tym samym czasie Frank napił się kawy, zasiadł w fotelu i co chwilę obserwował ekran jednostki, na której absolutnie nic się nie działo. Pierwszy alarm pojawił się dopiero po 11 wieczorem. Drobne falowanie pomiędzy sypialną starszej pani, a łazienką. Nie było to jednak nic, co pomogłoby Frankowi znaleźć serce poltergeista. Największe obawy Franka leżały w tym, czy poltergeist dzisiejszej nocy w ogóle się pojawi. Około północy ekran zamontowany przy łazience zarejestrował coś, co zdecydowanie było poltergeistem. Cienista postać obudziła kamery i magiczne czujniki. Ekran jednostki zajaśniał i zabuczał, ale Frank i bez tego wyczuł, co się dzieje. Moc poltergeista była niezwykle silna. Miał wrażenie, że znajduje się zaraz przy ekspresji mocy, tymczasem tablet wyrażanie wskazywał na aktywność na piętrze. Frank wyjął kilka monet i powtykał je sobie między palce lewej dłoni. Krótkie zaklęcie sprawiło, iż jednostka centralna unosiła się w powietrzu, dwa może trzy centymetry pod prawą dłonią. Dolna cześć domu była dobrze oświetlona tymczasem góra tonęła w mroku. Frank powili zaczął wchodzić na górę. Każdy stopień zagłębiał go w coraz ciemniejszy korytarz. Otaczała go cisza i zapach starych mebli. Jedynym źródłem światła był unoszący się w powietrzu pad, sygnalizujący, iż zbliżają się do aktywności magicznej. Nagle wszystko ucichło. Jednostka centralna przestawała wysyłać informacje, a Frank przestał wyczuwać cokolwiek. Stał tak w ciszy i skupieniu, gdy nagle impulsy zaczęły docierać z parteru. Odwrócił się z zaczął schodzić na dół. Gdy znalazł się w połowie schodów impulsy znów ucichły, by po chwili pojawić się przy łazience na górze. Sytuacja powtórzyła się jeszcze dwukrotnie, przez co poruszający się tam i z powrotem Frank zdał sobie sprawę, iż poltergeist się nim bawi lub robi mu zwyczajnie na złość. Nie było to jednak możliwe, gdyż te formy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
POLTERGEIST — czytnik · opowiadania