Kryminał · 5 min czytania
Półtora etatu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Półtora etatu
- To nic osobistego – powiedział naciskając spust. Łysawy grubcio zdążył się jeszcze zsikać w pantalony. Potem ogarnęła go ciemność. - Serio, nic osobistego – powtórzył już do zwłok wysoki mężczyzna w szarym kapeluszu. Zanim odszedł schował swoje magnum colt python w kieszeni płaszcza. Papierosa odpalił już w samochodzie. Pustą paczkę wyrzucił za okno.
Paryski przechadzał się jedną z bocznych uliczek miasta. Patrzył na neony migoczące nad wejściami do barów. Szukał takiego, który by go zachęcił do spożycia. W drzwiach jednej ze spelun zobaczył coś co przyciągnęło jego uwagę. Przechodząc pewnym krokiem obok imitacji ogródka piwnego rzucił w kierunku ciemnowłosej piękności: -Pijesz wódkę? Ona widząc, że zagajający ją facet jest przystojniaką i być może ma kasę pośpiesznie odpowiedziała: -Oczywiście skarbie! - Ja też. – odparł Paryski. Na ustach niósł swój zwyczajny szelmowski uśmiech. Nie patrzył już na nietęgą minę miss lumperskich posiadówek. Skierował swoje zmęczone nogi i niemniej zmęczony tyłek na wysokie krzesło przy barze. W międzyczasie myślał o tym jak ciężka potrafi być praca na półtora etatu. Paryski był agentem jakiejś tam organizacji do walki ze zorganizowaną przestępczością. Nazwa rzeczonego organu nie interesowała go bardziej niż zeszłoroczny śnieg. Gdy już wygodnie rozsiadł się na swoim tronie łagodnym spojrzeniem przywołał barmana. Młody człowiek, który pewnikiem jest świeżakiem w fachu zapytał z należną miejscu powagą: - Czym mogę służyć? -Poproszę to co zwykle. -Aleee… Pan jest u nas po raz pierwszy. Tak mi się przynajmniej wydaje… - odpowiedział lekko skonfundowany przyszły mistrz mieszania wódki ze spritem. -Być może, w takim razie setkę wyborowej i paczkę Goldenów. – Agent Paryski był nałogowym palaczem, a najdłuższa przerwa w paleniu , którą sobie zafundował opiewała na czas dwóch godzin. I za chwilę miała dobiec końca. Młody wypełnił literatkę przezroczystym płynem i zniknął pod ladą w poszukiwaniu papierosów. -Jeszcze setkom osób musi polać zanim zrozumie arkana magicznej sztuki dozowania wódy – pomyślał Paryski i zaczął dłubać sobie w zębach wykałaczką. Następnie pociągnął spory łyk gorzkiej ambrozji ze szkła. Gdy odstawiał literatkę na blat pojawił się barman. Trzymał w ręce upragnione Goldeny. Agent powoli otworzył paczkę, włożył papierosa do ust i poszukał w kieszeni płaszcza…