Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 9 min czytania

Półtora miliona lat przed naszą erą.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Weronika miała dwadzieścia pięć lat, jakiś metr osiemdziesiąt wzrostu, może mniej, białą koszulę, czarną kurtkę, to jest ramoneskę, taką z zapięciem z boku, i jeansy, czarne, z sieciówki. Buty? Na płaskiej podeszwie, białe. Na szyi złoty wisiorek z czterolistną koniczynką. Taki opis podała koleżanka kilka dni po zgłoszeniu zaginięcia. Dość dokładny, pomyślał policjant spisujący zeznanie, ani razu nie spoglądając na koleżankę Weroniki. Koleżanka miała na imię Magda i mieszkała w nienowym bloku na drugim końcu miasta. W miastach zawsze jest kilka drugich końców. Blok był niewysoki, miał cztery piętra, ale zainstalowano w nim już windę. Skrzypiała i to bardzo, pokonując kilkanaście razy każdego dnia tę samą drogę. Bywało, że skrzypiała mocno, coraz mocniej, aż wreszcie działo się coś i - przestawała, przynajmniej na na jakiś czas. Weronika przyszła tak sobie pogadać, to była pierwsza wizyta w domu u Magdy. Zwykle widywały się na uczelni lub na mieście, ale tym razem Magda źle się czuła (tu Magda zrobiła wiele mówiącą minę) i zaprosiła Weronikę do siebie. Do bloku w niestrzeżonym osiedlu, jeszcze bez ogrodzeń, szlabanów, płotów i tabliczek z zakazem deptania trawy i patrzenia na nią, bo nie urośnie. Weronika spędziła u niej jakieś dwie godziny. Nieco ponad dwie godziny. Posiedziała, wypiła kawę, zjadła ciasto domowe, najlepsze - wiadomo, robota mamy i sobie poszła. Prawie się wszystko zgadzało. Ale to Magda wezwała windę. - Widzimy się we wtorek? - zapytała Weronika. Pogłos na klatce poniósł ostatnią sylabę. - Jasne. Myślę, że już wtedy będzie dobrze. - zakaszlała Magda. - Wcisnę Tobie windę. - E tam, pójdę schodami, to niedaleko. - Jeszcze się zmęczysz - zażartowała Magda, wciskając guzik. Weronika spojrzała na Magdę. - Dobra - uśmiechnęła się. - Skoro nalegasz. Sięgnęła do kieszeni po smartfon. Kiedy odchodziła następna czternastka? - Poczekam razem z Tobą - dodała Magda. - O już jest! Ding dong zaanonsowało windę. Rozwarły się drzwi, ospale, jakby wcale nie chciały, aby wkładano im cokolwiek do brzucha. Gdyby Weronika nie wpatrywała się w ekran telefonu, może zauważyłaby lekkie skrzywienie na twarzy Magdy. Zamiast tego rzuciła krótkie: - No, to pa! - i już jej nie było. Za chwilę zamknęły się drzwi mieszkania numer siedem i zachrobotał nerwowo przekręcany dwa razy zamek. Magda chwilę stała przy drzwiach, nasłuchując odgłosów z klatki. Niedobrze, winda jarzyła się blaskiem. Tak było zawsze, gdy... - Wiem, co o tym sądzisz. - rozmyślania przerwał głos matki. Suchy ton sprowadzał na ziemię. - Naprawdę? - Tak, ale taki jest rytuał. - rzeczowo odparła tamta. Magda westchnęła. - A nie mogłybyśmy się po prostu wyprowadzić? Matka wybuchnęła śmiechem. Przebił się na klatkę i zlał z tarciem metalowych drzwi windy. Weronika wcisnęła zero. Przez dłuższą chwilę nic się nie działo. Prawda, ta winda jest pneumatyczna - przypomniały się jej słowa Magdy. Jedzie całą wieczność, nie wsiadaj, jeśli chcesz siku. Magda miała rację - szybciej było by schodami. Smartfon wciąż nie miał zasięgu. Przecież tu można nabawić się klaustrofobii - pomyślała. Już raz jej się to zdarzyło, na wycieczce klasowej, w jednej z wind Pałacu Kultury. Jechali i jechali. Sympatyzowała wówczas z budynkiem, bo im wyżej wjeżdżali, tym bardziej i jej podchodziło do gardła. Okropne uczucie... Stop! Nie powinnam myśleć o takich strasznych rzeczach, kiedy jadę windą, a wszystkie pająki ją wyprzedzają. Muszę jeszcze dzisiaj napisać do Marysi, żeby mi wreszcie przysłała notatki z zeszłego tygodnia - próbowała rozkojarzyć się. Lekkie zakołysanie zasygnalizowało, że winda stanęła. Tym razem drzwi rozsunęły się gładko i Weronika zobaczyła coś, czego nie powinno tam być. Mówią, że oczy nie widzą tego, co mózg nie nazwie, więc przez chwilę nie widziała, na co patrzy. Była jak europejski turysta zrozumieć restauracyjne menu w obcym kraju. Odruchowo wcisnęła zamykania, jakby chcąc odgrodzić się od oceanu żółtej trawy, tu i ówdzie poutykanego wiechciami krzewów. Widok rozlewał się o wiele za daleko. Sięgnęła ponownie po zero, gdy zaintrygował ją panel windy. Zmarszczyła brwi. Zero…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Półtora miliona lat przed naszą erą. — czytnik · opowiadania