Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

muzyka · 9 min czytania

Południe i północ

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W wieku lat dwudziestu siedmiu utrzymywałem dobrą formę pianistyczną. Moje jesienne plany koncertowe w 2007 roku były bardzo urozmaicone. Już tylko we wrześniu wybierałem na dwa recitale w dwóch różnych miejscach USA. Pierwszy koncert miał miejsce w Salinas w Teksasie, zorganizowany przez lokalne towarzystwo chopinowskie, a drugi w Grand Junction w stanie Nowy Jork, zorganizowany przez katedrę studiów polskich na małym katolickim college’u św. Kazimierza. Bardzo dobrze się ułożyło, że koncerty były zaraz obok siebie w kalendarzu, koncert w Teksasie w sobotę a w Nowym Jorku w poniedziałek. Na dodatek, program był ten sam w obu miejscach. Pierwsza część koncertu była polska, składała się z nokturnu i kaprysu Marii Szymanowskiej oraz utworów Chopina. Po przerwie miałem w programie dwa utwory Gottschalka i suitę „Romeo i Julia” Prokofiewa. Ten repertuar już zdał egzamin w innych miejscach w poprzednim sezonie, powinien się więc spodobać.

Należałem niestety do bardzo nerwowych pianistów, przed koncertami cierpiałem straszne męki. Zamęczałem się myślami, że podczas koncertu stracę kontrolę nad pamięcią. Zazwyczaj nie mogłem spać całą noc przed koncertem a w ciągu dnia miałem okropne problemy żołądkowe. Nie pomagało leżenie w łóżku i próby relaksacji, wręcz odwrotnie, lepiej było dla mnie być w dniu koncertu w ruchu. Poranek dnia koncertu w Salinas spędziłem w sali koncertowej. Było to nowoczesne i ogromne audytorium ze wspaniałym fortepianem. Teksas jednak zawsze ma pieniądze. Po obiedzie próbowałem wszelkich sposobów na relaksację, ale nic z tego nie wychodziło, wierciłem się i sprawdzałem ciągle coś w nutach. Próbowałem znów leżeć w łóżku i nie myśleć o koncercie. I nawet owszem, szalona galopada myśli ustała, ale zamiast tego cała nerwowość przeniosła się do żołądka, który był kłębem nerwów. Na kilka minut przed koncertem byłem po prostu w okropnym stanie i obiecywałem sobie, że to już mój ostatni koncert, że cała ta szalona profesja nie ma żadnego sensu.

Na koncert przyszły ogromne tłumy, sala była wypełniona po brzegi. Chyba całe miasto! Ciekawe, że ta publiczność w Salinas to byli ludzie w różnym wieku, od dzieci aż po siwych staruszków. Zanim zaczął się koncert było kilka przemówień, nie mogłem już wytrzymać tej presji. Jak zwykle jednak, po kilku minutach na scenie przy fortepianie miałem już wszystko pod kontrolą. Na szczęście, światła na scenie w sali koncertowej nie były zbyt oślepiające a temperatura nie była za wysoka i nie pociłem się. Nie było też żadnych fotografów i innych reporterów zakłócających koncert. Początek koncertu przebiegał ani specjalnie dobrze ani specjalnie źle, ale szybko zauważyłem, że publiczność jest niezwykle entuzjastycznie nastawiona do mojeje gry. A im więcej energii otrzymywamł od publiczności tym lepiej grałem. Już po pierwszej połowie otrzymałem ogromne brawa, a w drugiej połowie, po Gottschalku i Prokofiewie kilkaset osób urządziło mi owację na stojąco. Zagrałem więc kilka bisów. Bardzo byłem zaskoczony i wzruszony tym gorącym przyjęciem. Pomyślałem, że ta właśnie sytuacja jest właściwą rekompensatą za setki godzin ćwiczeń i całe godziny okropnej przedkoncertowej tremy. Po koncercie zabrano mnie na bankiet, podczas którego otrzymałem kwiaty, szereg prezentów i oprawiony dyplom z podziękowaniami za mój wkład w życie kulturalne tego małego miasta. Do dziś, ten wieczór w Salinas to jedno z najprzyjemniejszych moich wspomnień. Dwadzieścia kilka lat pilnej pracy artystycznej, wielogodzinnych lekcji z profesorami z całego świata i codziennych ćwiczeń, lata zajęć teorii i historii muzyki i wewnętrznej pracy nad sobą, a potem samo jeszcze wieloletnie doświadczenie koncertowania, wszystko to doprowadziło w końcu do tego, że ludzie zaczęli tak entuzjastycznie reagować na moje muzykowanie. Ten występ w Teksasie wydawał się być jakimś punktem przełomowym w mojej karierze.

Niedzielę spędziłem w podróży. Najpierw jechałem dwie godziny autobusem na lotnisko w Gallegos w Teksasie, potem leciałem godzinę do Dallas, tam czekałem trzy godziny na połączenie do Buffalo.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%