Fantasy · 9 min czytania
południowa granica wiary
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Picchiani > > Południowa granica wiary > > > Mgła. Paskudna, gęsta mgła. Narzuciła kaptur na > głowę, ale po chwili wiatr zwiał go i włosy na powrót zasłoniły > jej twarz. W takich chwilach jak ta żałowała, że jest kobietą. > Przeklinała matkę, ze na przekór zasadom Tunelu zdecydowała się > ją wychować. A przede wszystkim urodzić, karmić piersią i być z > nią aż do śmierci. Śmierci, przy której była, którą obserwowała > przez całą godzinę, bo tyle matka dogorywała po torturach. Gdyby > była silniejsza, przeżyłaby. Znała przecież składy eliksirów, > umiała leczyć ziołami. > Zaurine popędziła konia. Dość już miała > rozpamiętywania wydarzeń, których wspomnienia natrętnie > powracały i w snach i na jawie. Zwierzę nie ruszyło się ani o > centymetr. Po raz drugi boleśnie wpiła się w niego pierścionkiem > z palca u nogi. Nadal nie było żadnej reakcji z jego strony. > Szarpnęła kolczyk, który tkwił w uchu konia. Nie poczuła żadnego > oporu, ale coś zostało jej w ręce. Zbliżyła dłoń do twarzy. > Trzymała ów kolczyk wraz z kawałkiem końskiego włosia i skóry. > Wzdrygnęła się, ale jak zawsze zachowała zimną krew i zeskoczyła > z klaczy. Już wiedziała, ze koń tez ja zawiódł. Był za słaby, > jak jego matka, jak jej matka. Był po prostu źle urodzony, nie > ta krew. Jak ona... > Palmy, drzewka mandarynkowe i jakby figowce. > Widziała taką roślinność w książkach matki. To znak, że > znajdowała się na terytorium Dilusów. Wczoraj musiała minąć > Dolinę. Zwodnicza roślinność, poprzedzona mgłą na wydmach > stanowiła południowa granicę Tunelu. A to znaczyło, że za tymi > drzewkami powinny już być tereny zamieszkałe przez ludzi. > Czytała o tym w książkach matki-potępionej, naiwnej, > bezgranicznie ufającej temu człowiekowi. > Słońce, wiatr, mgła, drzewka pomarańczowe, > wszystko stanowiło dla niej nowość. Nie wiedziała, ze od słońca > robi się gorąco, we mgle można zgubić kierunek, a od silnego > deszczu i wiatru rozchorować. Bała się tego najbardziej, gdyż > organizm miała pozbawiony układu immunologicznego. Jak wszyscy w > Tunelu. Przed wyprawą poznała dokładnie swój organizm, > wytrenowała go we wszystkich dostępnych w Tunelu symulatorach > klimatycznych i terenowych. Towarzyszył jej koń, jeszcze > właściwie źrebak, którego ukradła ze stajni jednego z oprawców > matki. Źrebak szybko stał się najlepszym przyjacielem, > zastępował matkę, dawał podobne poczucie bezpieczeństwa. Dawniej > nie było symulatorów, wiedza na temat organizmu przeciętnego > mieszkańca Tunelu była ograniczona. Matka nie miała wiec > praktycznie żadnego przygotowania do wyprawy, prócz głębokiej > wiary w to, że za południową granicą, w tym pół-mitycznym > wymiarze znajdzie wszystko to, czego szukała przez całe życie. > Istotnie-w czasie swojej wyprawy, tej jedynej, jaka miała > miejsce dziewięć miesięcy przed narodzinami Zaurine, > wielokrotnie znajdowała się o krok od śmierci za przyczyną > maleńkich, całkowicie niegroźnych dla mężczyzn drobnoustrojów. > Matka niestety była kobieta, ale nigdy, nawet, a może w > szczególności po narodzinach Zaurine, tego nie żałowała. > Widocznie matka całe życie marzyła o antygenach i innych ciałach > obcych wnikających do jej słabego organizmu. > Zatrzymała się nad brzegiem jakiejś sadzawki. > Po tafli przejrzystej wody pływały lilie- purpurowe, żółte i > czerwone. Na środku rosły róże, a troszkę dalej, na kolorowej > polanie schylały się ku wodzie wierzby. Dilusi potrafili > perfekcyjnie iluzorować krajobraz. Gdyby nie przepych, > towarzyszący ich pracy, który miejscami przeradzał się w kicz, > można by ich dzieła uznać za piękne. Jednak to, co udawało im > się odwzorować z motywów roślinnych, nie zawsze udawało się w > przypadku żywych istot. Tworzyli jakieś śmieszne jednorożce, > ponoć obdarzone czarodziejską mocą, fruwające, ciężkie ptaki, > zwane potocznie smokami i inne dziwadła kryjące się po > jaskiniach. > Na przeciwnym brzegu sadzawki paliło się > ognisko, przy którym siedziało kilku Dilusów. Ich pochodzenia > nie trudno było się domyslić-z pewnością przyszli na świat na > drodze klonowania. W innym razie baliby się ognia, który przed > kilkunastu laty, w czasie wyprawy matki, pochłonął połowę ich > populacji. Często wspominała jak kierując się jedynie intuicją > pomagała opatrywać rannych. Zaurine wielokrotnie słyszała > opowiadane przez matkę historie o tym, jak przeraziła się widząc > zieloną krew, czy zemdlała obserwując regenerujące