Fantastyka · 7 min czytania
Półwysep świadomości
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Snułaś się po tym półwyspie delikatnych dźwięków wysokościowych. Szyłaś coś z plastiku źdźbłami trawy szafirowej łąki. Tak bym chciał raz jeszcze zobaczyć cię na tle wojennych barw indiańskich wojowników. W śnie, w którym dostałaś wszystko czego pragnęłaś, odlatujesz za każdym razem. A ja patrzę w zachmurzone kaloryfery żebrzących o wolność. Są tak naiwnie zdziwieni rzeczywistością. Zupełnie tak, jak to pamiętam z twoich łez odbitych w kuflach siedzących przy barze krasnoludów. Ale nie tak chciałem zacząć. Znowu wszystko odbija się, jak w automacie pinball’owym. Echa zabitych dzielnych wojowników wołających o pomoc nadal szturchają jakieś elementy firanek. Ale ja nie potrafię już tak samo nucić. To nie ta idiotyczna kotwica zaklęta w owdowiałe skorupiaki, tylko harpun wbity w oddalone sakramenty. To te zbite kamienne tablice przykazań zapalonych w lampkach skurwionych cybernetycznie społeczności. Nic nie mogę na to poradzić. Moje zbijałem dzielnie sam. To akurat można mi wrzucić do CV. Ale jak to zwykle bywa, że gdy się zaczyna, to nie można tak ot sobie skończyć. Bo oczywiście związki nie mogą być i nie być w cyklicznych układach pierwiastków. A wolność tymczasowa ograniczona jest do bitu orkiestralnego. A ten werbel z każdym rokiem przyspiesza, czy tego chcemy czy nie. I właśnie dlatego snujesz się po tym półwyspie coraz szybciej. Bolero. A wieńce twojej zamożności stają się coraz bardziej turkusowe. Widzę, że nawet dorobiłaś się skrzydeł? Oczywiście odruchowo wtrącam ironię, bo jakoś moją natura nie daje się uśpić na długo. ‘Widziałem wczoraj znów w dzienniku…’. Chorobliwie tęsknie za moim sumieniem, kiedy nie mam odskoczni w postaci rzeczywistości. I tu po raz kolejny hipokryzja zmutowanych snów napędzanych bateriami nieistniejących wspomnień. Każdy bowiem zna mnie najlepiej ze wszystkich, na podstawie burzy zachowań i najazdów zdań, słowotoków i wypowiedzi nacechowanych jednostkowymi skokami ciśnienia. Nie martwcie się, dygresje są wskazane. Ktokolwiek kiedykolwiek rutynowo pożerał rubiny bolesnych pierścieni, wie o czym mówię. Nie ma na to popity, ani nawet dystrakcji ze strony jakkolwiek ułożonej intrygi, by zrekonstruować wzór na rzeczywistości. I teraz jeszcze daje się słyszeć skandowanie: ‘Wal się na ryj! Chuj ci w dupę!’. Ale najwidoczniej w tym całym zaślepieniu emocji, których tak bardzo ponoć mi brakuje, całość pochodu okazała się być w błędzie. Jakim cudem Bożym (Buddy, Allaha, Siły Stworzenia) było to w ogóle możliwe? Na to powróciła Strzała z pamiętnymi życzeniami, jakby przypominając, że nie cała ludzkość jest jednolitą skałą. I jej także, jak pozostałym, oddać trzeba wielki hołd. Gołębicy, Skarbonce, Ariadnie i Biedronce. Bo jakkolwiek bym nie chciał, one są na wysokościach, których ja nigdy nie sięgnę moimi dźwiękami. I odchodzą z wiatrami, falami, jak prawdziwe córki Afrodyty. I ktoś kiedyś powiedział, że drogę wybieramy sami. Ja dodam, że dzięki Falom. Także nie tak chciałem rozwinąć, ale już postaram się trzymać kursu. Jest monument na półwyspie. Widać go z każdej odległości. Wielu zastanawiało się, co przedstawia. Załóżmy, że jest to stojący na tylnych łapach krokodyl, dla uproszczenia sprawy. W centrum półwyspu jest płyta marmurowa z przepięknie przedstawionym nosorożcem w witrażu. Na jej południowym krańcu jest luneta wskazująca oddalony setki kilometrów pomnik tygrysa. Właśnie w tym momencie mi przerywasz, żeby podkreślić, że to wiesz. Jak dla mnie nie ma to…