Inne · 3 min czytania
Pomarańczowe dachówki
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wracający do domu doktor Fertenger pomyślał z radością o możliwości odespania trzech bezsennych nocy, spędzonych w szpitalu w Cagonsierre na pomocy ofiarom uderzenia dziecięcego autokaru w masło. Spoglądając ponad czerwone dachy sąsiadujących domów, zawiesił wzrok na powstałej po lekkiej mżawce tęczy i mógł przysiąc, że widział przez chwilę skaczącą po niej roznosicielkę mleka w czarnych, niezwykle krótkich spodenkach. Tą samą, która zawsze jeździ na wrotkach pod ochroną białych, zimowych skarpet. Związana przez albańskich złodziei sekretarka firmy komputerowej próbuje uwolnić swoje smukłe nogi z niewoli sznura, modląc się jednocześnie, by żaden z tych skurwysynów nie wrócił, i by uprzednie rozdarcie jej bluzki i krótka zabawa w lizanie jej piersi było ostatnim punktem programu, jaki zaplanowali wobec niej. Nefrasheba zbliża się powolnym krokiem do brzegu rzeki i rozgarnia okalające ją szuwary. Po przyjrzeniu się swemu odbiciu nachodzi ją nieodparta pokusa, by zamoczyć nogę w wodzie, korzystając z nieobecności służących, dla których wiedza o tak prymitywnych pragnieniach Jej Królewskiej Mości mogłaby być źródłem wielu filozoficznych pytań. Zaraz po zanurzeniu cofa ją jednak z odrazą, zniechęcona zbyt niską temperaturą siedliska glonów. Leżąca na stosie ofiarnym Deidaja…