Fantastyka · 9 min czytania
Pomiędzy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zagubiłam się. W jednej chwili moje życie rozprysło się na tysiąc maleńkich kawałeczków i nie dało złączyć się ich z powrotem. W jednej chwili moje życie było bajeczne i pełne kolorów, a następnego straciło jakikolwiek sens. Czy zrobiłam coś źle? Stałam się jak niewidoczny cień. Niezauważana, ignorowana i opuszczona.... Każdy dzień niczym nie różnił się od poprzedniego. Budziłam się, choć nigdy tak naprawdę nie spałam. Otwierałam oczy, choć one nigdy nie były zamknięte. Oszukiwana przez samą siebie, toczyłam namiastkę życia, do którego podświadomie chciałam powrócić. Coś zmieniło się w świecie którym żyłam, coś bardzo ważnego ale niewidocznego dla mnie. Nie pamiętam.... wspomnienia są coraz bardziej niewyraźne... Co się ze mną dzieję ?! Byłam pośród nich, ale oni mnie nie widzieli. Każdego dnia widziałam ich, ale oni zachowywali się jakby mnie nie było. Oni wszyscy. Moja rodzina, przyjaciele... Powiedzcie!! Nie każcie mnie tak! Czy zrobiłam coś złego?! MAMO! Mamo... czemu już mnie nie kochasz? Łzy pociekły po moim policzku... znowu. Miałam wrażenie, że żyje gdzieś obok. W innym świecie, innej rzeczywistości. Zapomniana, coraz bardziej pogrążająca się w szaleństwie. Widziałam wszystko tylko w odcieniach szarości. Ile to już drwa? Dzień, miesiąc, rok? Miałam wrażenie, że wieczność. Moja nadzieja na wyrwanie się z tej matni, gasła wraz z ostatnimi nikłymi promieniami słońca kończącego się dnia, aby odrodzić się na nowo o świcie. Co się stało? Wciąż zadawałam sobie to pytanie. Moja złudna pamięć nie znała na nie odpowiedzi. Urywki wspomnień stawały się coraz mniej wyraziste. Powoli zapominałam kim jestem, a raczej kim byłam. Nadzieja, przestała się odradzać, a ja zamieniłam się we wrak człowieka. Żyłam niczym robot, zaprogramowany do najprostszych czynności. O ile można to było nazwać życiem...
Padał deszcz. Spoglądając w niebo miałam wrażenie, że to już się kiedyś wydarzyło. Jakieś mgliste urywki wspomnień pojawiły się w mojej pamięci. Nie potrafiłam, sobie już jednak nic przypomnieć. Nie chciałam. Straciłam chęć do jakiekolwiek działania. Snułam się obojętnie pośród ludzi, nie wiedząc dokąd zmierzam. Mgliście zdawałam sobie sprawę, że wciąż mam na sobie szkolny mundurek. Dlaczego wciąż? Nie wiedziałam. Od dawna, od wieków miałam przeczucie, że nie powinno mnie tu być. Że, to nie moje miejsce. Ale to co za miejsce? Gdzie ja jestem...? Kim JA jestem...? Padał deszcz. Nie czułam go jednak. Tak jak niczego innego. Nie czułam ciepła, chłodu, wiatru. Tylko pustkę... Czy tak będzie już zawsze? Skazana na samotność, będę się błąkać po świecie nie mogąc już żyć? Upadłam na kolana, nie zdolna na jakiegokolwiek ruchu. Czy to już koniec? Czy istnieje jakiś koniec...? -Błagam niech ktoś mi odpowie!- krzyknęłam siląc się po raz ostatni. Ale tak jak zawsze nikt mi nie odpowiedział. Ludzie przechodzili obojętnie, nie zauważając mnie. Ale dlaczego?! Co ja takiego zrobiłam! Klęcząc na chodniku wpatrywałam się w ziemię jakbym to w niej mogła znaleźć odpowiedź. Nagle przed oczami ukazały mi się czarne buty. Powoli uniosłam głowę a moim oczom ukazał się na czarno ubrany chłopak. Jego strój był niecodzienny, lecz to jego twarz wyglądała najdziwniej. Była nieziemsko piękna, niczym czarnowłosego anioła, anioła śmierci. Ciemne włosy opadały lokami na twarz, a oczy okalane długi rzęsami patrzyły przenikliwie. Idealnie kształtne usta rozciągały się w jednocześnie szyderczym i upiornym uśmiechu. Dokładnie pamiętam tą twarz. Tak jak nic innego w życiu. To ona sprawiła, że przebudziłam się z tego koszmarnego snu. Jednak od tamtej pory ta twarz miała stać, się uosobieniem moich najgorszych koszmarów. -Kim... kim jesteś?- wyszeptałam drżącym głosem, nie pamiętałam już kiedy po raz ostatni rozmawiałam z jakąś żywą istotą. W moim sercu zatliła się maleńka iskierka nadziei. Zbyt zaskoczona, niezdolna do żadnego ruchu wpatrywałam się w niego, tak naprawdę go nie widząc. Nie spostrzegłam pogardliwego spojrzenia i coraz straszliwszego uśmiechu. Dopiero kiedy niewidzialne palce zacisnęły się na mojej szyi i gwałtownie uniosły mnie w powietrze zdałam sobie sprawę, że kimkolwiek ON był, chciał mnie skrzywdzić. Palce zaciskały się na mojej szyi, a ja szarpałam się niczym ryba wyciągnięta z wody. Próbowałam krzyczeć, lecz z mojego gardła nie wydobył się żaden dźwięk. Nieznajomy wpatrywał się we moje…