Inne · 7 min czytania
Pomocna dłoń (zakończenie)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rzeczywiście w lodówce żarcia nie brakowało, w barku również znalazło się to i owo. Po kolacji postanowiłem skorzystać z kąpieli. Wszedłem do łazienki i zapaliłem światło. Rekin zdawał się mrugnąć do mnie, ale to pewnie dlatego, że nie ograniczyłem się do jednej szklaneczki. Napuściłem do wanny gorącej wody, w międzyczasie goląc się maszynką gospodarza (żyletkę założyłem nową, a i tak się skaleczyłem), po czym z przyjemnością zanurzyłem się w pachnącej konwaliami kąpieli. Zacząłem poddrzemywać, gdy poczułem, że wanna drgnęła. Otworzyłem oczy i dostrzegłem, że płetwy zaczynają się zbliżać do siebie; boki wanny również lekko wygięły się do wnętrza. {i}Co się dzieje?! Wanna ma zamiar mnie uwięzić?{/i} Zerwałem się na równe nogi i – z trudem przeciskając się przez szczelinę pomiędzy nie do końca zwartymi brzegami – wanny wyskoczyłem na posadzkę. Stwierdziłem, że brzegi wanny zaczęły się rozchylać do pierwotnej pozycji. Spojrzałem w lustro – mimo gorącej kąpieli twarz moja była blada, jak kreda, z wyraźnie odznaczającą się czerwoną kroplą krwi na brodzie. {i}Czyżby to właśnie ślad krwi pobudzał wannę do działania? I co? Pożera swoje ofiary? To niesamowite, ale wyjaśnia te wszystkie niezwykłe przypadki zaginięć. To chyba dałoby się udowodnić... Choćby spróbować z jakimś zwierzęciem...{/i} Moje rozmyślania przerwały dobiegające z przedpokoju hałasy. Zacząłem się ubierać, gdy do łazienki wszedł komisarz Jabłoński. Ujrzawszy mnie zamachnął się, by uderzyć mnie w szczękę, zrobiłem jednak unik i jego zaciśnięta pięść rozbiła lustro. – Jakim prawem zajmujesz mój dom!? – wrzasnąłem. – Takim prawem, że to już nie jest twój dom – odpowiedział ze złośliwą satysfakcją. – Pamiętasz skąd miałeś forsę na jego zakup? Od teścia, nieprawdaż? No więc ojciec Bożenki załatwił przepisanie własności na siebie, a ty się teraz włamałeś do mojego domu. Znowu pójdziesz posiedzieć. Dorota, dzwoń na komendę! W domu jest włamywacz. Olałem jego słowa i wyszedłem z łazienki i zasiadłem na kanapie w salonie. Gdy po kilku minutach do willi wkroczyli policjanci, bez słowa dałem się zakuć i odprowadzić do radiowozu. Cela, w której mnie zamknięto miała w oknach całą szybę, a koc też zdawał się być nie tak brudny, jak w czasie poprzedniej gościny w tym przybytku. Kiedy następnego dnia zostałem przesłuchany, stwierdzono, że moje wejście do domu nie znosi znamion przestępstwa, gdyż nie wiedziałem o zmianie statusu prawnego domu, a dostałem się do środka przy pomocy legalnie posiadanego klucza. Zatem, acz niechętnie przeproszono mnie i pozwolono wyjść z budynku. Kiedy kierowałem się ku wyjściu, na komendzie zrobiło się jakieś zamieszanie i z głośnych rozmów funkcjonariuszy dowiedziałem się, że ich komendant w nocy zaginął bez śladu. Dobrze tak skurwielowi – pomyślałem. Całe szczęście, że przez noc przetrzymali mnie „na dołku”, więc jestem czysty. Po kilku dniach, kiedy sprawa nieco przycichła dostałem się nocą do ogrodu mego byłego domu i wykopałem ukryte na czarną godzinę złote krugerrandy i dudziestodolarówki, w które ulokowałem część dochodów z działalności „zigaretten nach Berlin” i „spirytus do Polski”. Pieniądze te, stopniowo wymieniane na obiegową walutę pozwoliły mi przeżyć przez jakiś czas, a kiedyś musiały się…