Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 12 min czytania

Ponad czas

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dwa miesiące później Dzień był duszny, gorący. Przez uchylone okno ciężarówki wpadało ciężkie rozpalone powietrze. Patrzącemu przez przednią szybę Andrzejowi zdawało się, że piasek drży dramatycznie, formując się w jakieś nieokreślone kształty. Gwałtownie dodał gazu. - Panie majorze? – Szeregowy Cieślik zerknął w bok, ku miejscu dla pasażera. Jego dowódca i przyjaciel siedział, odchyliwszy głowę w tył. - Śpisz? - Nie. - Zaraz będziemy na miejscu, wiesz? - Mhm - A coś ty taki markotny? Co jest? – Andrzeja wyraźnie zaskoczył stan przyjaciela. – Za dwie godziny masz samolot, za sześć będziesz w Polsce, w ramionach Ani… - Zamknij się, w tej chwili!- Piotrowi oczy zalśniły gniewem. – Mam tego dosyć. Od dwóch miesięcy gadasz w kółko to samo! - Piotr, chcę ci tylko… - Co chcesz mi tylko?!Przestań w końcu. Zachowujesz się jakbym był małym, nieszczęśliwym dzieckiem, albo wariatem. Nie jestem wariatem, tylko kaleką. Amputowali mi nogę nie mózg. Rozumiesz?- Major wyraźnie się rozkręcał. Wyrzucał z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego, za nic nie dając przyjacielowi dojść do słowa. Andrzej zjechał na pobocze i zatrzymał samochód. Spojrzał na Piotra roziskrzonymi oczyma. - Mówisz, że nie jesteś wariatem i masz rację, ale wyraźnie cię pogięło. Nie da się z tobą normalnie gadać. - A próbowałeś? Jedźmy już, dobrze? - Próbowałem i to nie raz, ale ty nie słuchasz, co się do ciebie mówi- odparł szeregowy ponownie przekręcając kluczyk w stacyjce. – Próbuję rozmawiać z tobą, jak dawniej, śmiać się, żartować, a ty wiecznie odwracasz kota ogonem i robisz z siebie ofiarę. - Robię z siebie ofiarę, tak?!Jak byś się czuł, gdyby ci nogę do kolana ucięli i musiałbyś uczyć się wszystkiego od nowa? - Przecież świetnie sobie radzisz. Mówią, że rehabilitacja przebiega pomyślnie, że robisz znaczne postępy. - Trata tata, nie mogę już tego słuchać. Jakie postępy? Z łóżka wstałem, o kulach chodzę. To nie żadne postępy, tylko cofanie się, nie widzisz tego? - Właśnie, wstałeś z łóżka, nikt cię nie musi karmić, do kibla też chodzisz sam. To twoim zdaniem nie są postępy? Piotr nie odpowiedział. Odchylił głowę, przymknął oczy. Nie chciał rozmawiać z Andrzejem. Wiedział, że postąpił niewłaściwie, że zbyt ostro zareagował. Jednak nie potrafił inaczej. Wolał milczeć, tak było bezpieczniej.

Anna siedziała przy biurku zawalonym papierami. Miała przed sobą kilka tekstów przeznaczonych do korekty, ale nie potrafiła skupić. Goniły ją terminy. Szef kilkakrotnie już upominał się o gotowe egzemplarze, z innych wydawnictw też dzwonili. Nie mogła nic poradzić, że praca idzie opornie, przecież od kilku miesięcy nie zaznała spokoju. Myśli wciąż krążyły wokół tragedii w Bagdadzie, która całkowicie wytrąciła kobietę z równowagi. Niezależnie od tego, czym się zajmowała, wciąż miała przed oczyma wizję Piotra leżącego gdzieś pod gruzami, przemarzniętego i zapomnianego przez wszystkich. Wiedziała, że przeżył. Czuła to od początku, a kilka dni temu otrzymała potwierdzenie na piśmie. Tak długo na to czekała, że z początku nie dotarło do niej, że z listem coś jest nie tak. Dopiero przy drugim czytaniu zrozumiała. W liście nie było ani śladu ciepła i optymizmu, jakie zwykle emanowały z wypowiedzi ukochanego, przeciwnie, był przerażająco obrzydliwy, wstrząsający, pełen makabrycznych porównań. Z całości dało się wyczytać ogrom cierpienia wewnętrznego, które stało się udziałem nadawcy. To rozdarcie, ciągła walka między realnym światem, a idealistycznym obrazem wpojonym w dzieciństwie, wywierały przygnębiające wrażenie. Najgorsze zostawiono, jednak na koniec. Piotr przeżył co prawda, ale tragedia pozbawiła go sprawności fizycznej. Odebrała mu ją na zawsze. Zgrywał silnego i opanowanego, tak jakby ta sprawa zupełnie go nie dotyczyła, ale Ania była dość wrażliwa, by zrozumieć jego prawdziwe uczucia. Oczami wyobraźni widziała mały polowy szpital, niesterylne narzędzia chirurgiczne, brudną, nieświeżą pościel przesiąkniętą odrażającą wonią potu i krwi. Tak, czytała wiele, wiedziała, że teraz, w dwudziestym pierwszym wieku, szpitale są czyste, nawet w Iraku, ale wciąż nie mogła pozbyć się wrażenia, że było dokładnie tak, jak podsuwała jej to wyobraźnia. Sama operacja też nie przedstawiała się lepiej. Amputacja nogi. Z trudem zapewne uratowane kolano. Brak leków i środków opatrunkowych. Wielokrotnie używane szmaty zamiast bandaży, w końcu morfina podawana za pomocą brudnych, skażonych igieł. I Piotr w tym wszystkim. Ten wrażliwy, delikatny, w gruncie rzeczy, człowiek. Jakież piekło musiał tam przeżywać, wśród ogromu cierpienia, jego własne wydaje mu się pewnie nic nieznaczącym . Jest sam, a ona nie może mu pomóc. - Pani Aniu- z zamyślenia wyrwał ją głos sekretarki – dzwonili z Iraku. Samolot pana Piotra właśnie wystartował. Będzie tu za jakieś cztery, może pięć godzin. *** Lotnisko w Bagdadzie było zatłoczone, Piotr Spałka, major Wojska polskiego w stanie spoczynku, wlókł się powoli brzegiem terminala, przyciągając ludzkie spojrzenia. Wyglądał faktycznie nieco osobliwie. Ubrany był w szerokie, szare spodnie od dresu, których prawa nogawka zwisała smętnie poniżej kolana, pod bluzą rysowały się silnie rozwinięte mięśnie. Przez ranię mężczyzna przerzucił sobie plecak będący jego bagażem głównym. Podręczny stanowiły dwie kule, na których ciężko się wspierał. Był zmęczony, od ciągłego obciążenia bolały go barki. Odprawa celna przebiegła bez większych komplikacji. Sprawdzono paszport, legitymację wojskową, zrewidowano broń, prześwietlono bagaż. Szwedki chciano, co prawda skonfiskować, w obawie, by nie przemycił w nich ostrych narzędzi, lub trucizny. - Zasady są takie: na pokład nie wolno wnieść żadnych ostrych, potencjalne

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ponad czas — czytnik · opowiadania